#flKvJ

W 3 klasie gimnazjum zostałem zaproszony na radę pedagogiczną, gdzie było ok. 60 nauczycieli, w związku z moim zachowaniem. Nigdy specjalnie nie byłem grzeczny.

Dyrektorką była dość otyła osoba, ok. 100 kg, a nazywali ją grubą i nikt jej nie lubił, nawet nauczyciele, ponieważ była osobą szorstką i zarozumiałą. A ja nigdy nie dawałem pomiatać sobą. Zawsze znalazłem jakaś ripostę, przy której nauczycielki wychodziły z burakiem na twarzy.

Zostałem posadzony na środku pokoju nauczycielskiego, wiecie, żeby było mi wstyd itd. Gdy dyrektorka wchodziła, ledwo co przeszła przez futrynę (nie to, żebym miał coś do osób otyłych). "Gruba" zaczęła drzeć się na mnie do takiego stopnia, że nauczyciele wraz z moją mamą drżeli.

Moja mama modliła się, żebym nie powiedział nic niestosownego. Widziałem to w jej oczach. Pod koniec rady dyrektorka zaczęła prawić morały, że z takim zachowaniem nie znajdę pracy ani dziewczyny i dodała, że nie chciałaby mieć takiego chłopaka jak ja, więc ja w swojej obronie powiedziałem, że ja nie chciałbym takiej dziewczyny jak ona.
Dyrektorka: O, a dlaczego, czyżbym była dla ciebie zbyt inteligenta?
Ja: Nie, byłaby pani dla mnie ciężarem.

Cała rada wybuchła śmiechem wraz z moją mamą. A pani dyrektor cała czerwona nie wiedziała co powiedzieć :)

#eZdr4

Jestem dwudziestoletnią dziewczyną. Z moim byłym znaliśmy się praktycznie od piaskownicy. W podstawówce zawsze mi dokuczał, teraz wiem, że to były zwyczajne, charakterystyczne dla tego wieku „końskie zaloty”. Nienawidziłam go wtedy za te wszystkie docinki i dokuczanie mi. Dopiero w gimnazjum inaczej na niego spojrzałam. Zaczęliśmy ze sobą chodzić, gdy oboje mieliśmy po czternaście, piętnaście lat.
Tak, wiem, chwilowy związek dwojga szczeniaków. Ale jakoś ten związek przetrwał aż do końca liceum. Były wzloty i upadki, ale zawsze jakoś do siebie wracaliśmy. Ja jestem dzieckiem z rozbitej rodziny, mieszkam z ojcem, macochą i dwójką przyrodniego rodzeństwa, on pochodzi z typowej „patologii”, ma troje rodzeństwa, ojca alkoholika i matkę ofiarę losu. Ja znałam go takim, jakim nikt go nie znał, a on wiedział o mnie wszystko, czego inni nie wiedzieli. Wszyscy nam mówili, że do siebie pasujemy.

Zaręczyliśmy się. Ja poszłam na studia do innego miasta, on dla mnie wyprowadził się z domu i wynajął dla nas kawalerkę. Nasi rodzice kręcili na nas nosem, że dwoje zaręczonych szczeniaków mieszka ze sobą. Ale mieliśmy to w dupie.

Zaszłam w ciążę. Oboje ryczeliśmy ze szczęścia. Specjalnie dla nas wyjechał do Niemiec do pracy. Widzieliśmy się raz na kilka tygodni, co było dla nas tragedią, bo byliśmy nierozłączni. Czułam się, jak jakaś pieprzona księżniczka. Miałam swojego księcia i wkrótce miałam też mieć dziecko.

Ale książę z bajki się zmył. Znalazł sobie jakąś niemiecką smarkulę po odwyku. Przyznał się dopiero po miesiącu. Było rozstanie z hukiem, było blokowanie numeru, był płacz, był krzyk i było załamanie nerwowe. Czekałam już tylko na dziecko, bo ono dawało mi siłę, żeby w ogóle rano wstawać.

Dwa tygodnie temu dziecko zmarło. Udusiło się pępowiną. Cała rodzina nade mną rozpaczała. On też się do mnie odezwał. Chciał mnie jakoś wesprzeć. Kazałam mu się gonić, tak samo jak całej mojej rodzinie. Nie chciałam ich współczucia, niczego od nich nie chcę. Chcę tylko świętego spokoju.

U was też nie szukam współczucia. Chciałam się tylko gdzieś wygadać.

#0w9Uf

Mam siostrę bliźniaczkę. Obie kochamy gotować, sprzątać i uwielbiamy czytać książki, ale jak to zawsze w bliźniaczych rodzeństwach bywa - mamy skrajnie różne charaktery. Jak to się u nas objawia? Ja jestem okropnie nieśmiała, a moja siostra - starsza o trzy minutki - jest mega odważna. Kochamy spędzać razem czas, a nawet byłyśmy nierozłączne swego czasu - wszystko razem. Może dlatego żaden chłopiec się nami nie interesował?

W każdym razie pewnego razu się pokłóciłyśmy. Wzięłam książkę i poszłam do parku (ja i moja siostra co kilka dni przychodzimy w to samo miejsce i czytamy książki). Wspomnę jeszcze tylko, że byłam wtedy trochę przygłupia.

Nie skupiałam się za bardzo, bo myślałam o tej kłótni między nami. Po jakimś czasie spostrzegłam, że nie siedzę sama.
- Fajna ta książka? - spytał jakiś głos.
Odwróciłam się w jego stronę. Brunet, z lekkim zarostem, może z trzy lata starszy ode mnie, prześliczne oczy i powalający uśmiech. Wspominałam już, że byłam głupia Zamiast zagadać czy coś - uciekłam. Tak po prostu!

Dzień później ja i sis wielce pogodzone. Nareszcie - pomyślałam. Kiedy ja się źle czułam ona wyszła z domu. Niby nic, ale po tygodniu nagle mi oświadcza, że pragnie, bym kogoś poznała. Poprosiła, bym poszła do parku. Kogo zastałam? 

Tego bruneta! Był święcie przekonany, że to byłam ja i zagadał do niej! Koniec końców, to było dwa lata temu. Po jakimś czasie zostali parą i są nadal razem, a ja jestem wściekła na swoją nieśmiałość. Nieśmiali! Łączę się z wami w bólu!

#zPaj4

Pojechałam pierwszy raz z chłopakiem na wspólne wakacje. Tuż po powrocie z nich zerwał ze mną po 2 latach związku. Powód? Usłyszał, jak z kibelka dochodzi to charakterystyczne "plum" i nie mógł się pogodzić, że kobiety też srają oraz jest to dla niego zbyt obrzydliwe, aby to zaakceptować.

Ma 24 lata.

#R80G8

Mój tata jest typowym śmieszkiem, uwielbia stroić sobie żarty gdziekolwiek się da. Niedawno był w sądzie jako świadek. Sędzina zapytała go, czy był kiedyś karany za krzywoprzysięstwo. A on jak gdyby nigdy nic odpowiedział: "Przez sąd nigdy, przez żonę wielokrotnie". Po tych słowach sędzina nie zdołała opanować śmiechu.

#H2uvv

Dopóki nie poszłam do szkoły, nie miałam w zasadzie żadnego towarzystwa osób w swoim wieku i przebywałam niemal wyłącznie z dorosłymi członkami rodziny (niby byli jacyś kuzyni w moim wieku, ale widywałam ich raz na ruski rok i głównie przy okazji różnych świąt/imprez rodzinnych). W rezultacie nie za bardzo wiedziałam, jak zachowywać się w obecności innych dzieci, co one szybko zauważyły.

Pod koniec podstawówki do tego stopnia nie potrafiłam rozmawiać z rówieśnikami, a jednocześnie chciałam nawiązać jakiekolwiek znajomości, że... założyłam notes, w którym zaczęłam zapisywać, kto z kim i o czym rozmawia - z datami, własnymi uwagami i cytatami (żeby później umieć się wypowiadać w podobnym stylu). Później na podstawie tego, czego się dowiedziałam, próbowałam oglądać popularne wśród rówieśników filmy, słuchać tej samej muzyki itd. Miałam nadzieję, że moja "obserwacja terenowa", kiedy już uzbieram odpowiednią ilość danych, pomoże mi łatwiej zaczynać rozmowy. Nie muszę chyba dodawać, że podsłuchiwanie cudzych konwersacji i dość otwarte notowanie ich treści bynajmniej nie przysporzyło mi popularności i z mojego misternego planu wyszły nici...

Teraz mam dwadzieścia kilka lat i rozumiem absurdalność mojego ówczesnego zachowania, ale jedno się nie zmieniło - nadal nie umiem się dogadać z osobami w moim wieku, a większość moich przyjaciół jest co najmniej kilkanaście lat starsza ode mnie.

PS Notes mam w swoich papierach do tej pory, lubię od czasu do czasu go przejrzeć, żeby się pośmiać.

#NdbjI

Codziennie przeglądałam stronę z "HUB" na końcu, dział "amatorskie". Nie po to, żeby sobie używać, ale z obawy, że znajdę tam nagrania mojej córki...

Przyznała mi się, że nagrywała (mając 17 lat) ostre filmiki ze swoim chłopakiem. Już sam ten fakt mną wstrząsnął, ale później przyznała mi się, że zgubiła telefon. Nie wie gdzie i kiedy... Wie tylko, że nie miała hasła do ekranu, "bo po co". Dzwoniłam dziesiątki tysięcy razy na jej telefon, ale nigdy nikt nie odebrał. W końcu telefon musiał paść.

Ciągle obawiałam się, że znajdę tam moją córkę w roli głównej. Przeglądałam internet godzinami. Porno opatrzyło mi się już strasznie...

Wtedy przychodzi ona, moja mała "gwiazdka porno" i mówi, że znalazła telefon - cały czas był pod jej własnym łóżkiem, ale że był wyciszony i ekranem do dołu, to nie rzucał się w oczy.

Najgorsze jest to, że nawet nie wiedziałam, że ma chłopaka. Gdy zaproponowałam, czy może by go przedstawiła, to się okazało, że to nie taki chłopak, a dorosły, 29-letni facet.

Życie bardzo brutalnie mnie uświadomiło, że matką roku to ja nie jestem.

#n9B6V

Zawsze czułam, że moja relacja z matką jest jakaś nie taka. Na powierzchni wszystko było w porządku, dbała o moje potrzeby itp., ale (teraz to lepiej rozumiem) bił od niej chłód emocjonalny. O wiele więcej ciepła dostałam od taty.

Kiedyś mnie po prostu olśniło - przecież jestem wpadką. Moi rodzice mieli po 18 i19 lat, jak się urodziłam, a matka zawsze narzekała, że przez brak wykształcenia nie może znaleźć lepszej pracy. Nie mówiła tego w moim kierunku, ale ja po prostu zaczęłam łączyć te małe fakty w jeden wielki obraz. Długo prześladowała mnie myśl, czy matka rozmyślała mnie wyskrobać.

Jakiś czas temu byłam u wujka (kolega taty, a nie krewny). Ma dom nad jeziorem, a w wakacje pozwala mi i kuzynom trochę tam poimprezować. No i trochę popiliśmy, on też popił i się rozluźnił i zaczęły się jakieś takie gadki-szmatki, jak to wyrywać laskę/faceta. No i opowiedział anegdotę, ponoć znaną w całej naszej wsi, jak to moja matka była szaleńczo zakochana w moim tacie i postanowiła go złapać na dziecko. A że on nie za bardzo był zainteresowany, to go upiła i zaciągnęła do łóżka.

Myślałam, że się porzygam, jak to usłyszałam. Przecież to był gwałt. Jestem dzieckiem z gwałtu. Rzeczywistość okazała się gorsza niż moje wyobrażenia.
Najgorsze jest to, że dla wujka i wszystkich to po prostu śmieszna historyjka. Ja nie mogę tego wyrzucić matce prosto w twarz, bo nie chcę ranić taty. Z domu też nie ucieknę z powodu taty. A on się z nią nie rozstanie. Zastanawiam się, czy on mnie też nienawidzi za to, że zniszczyłam mu życie.

#xXlEg

Jak byłem mały i chodziłem z rodzicami na spacery, to często widywaliśmy starszego, niedołężnego pana, który żebrał zwykle w tym samym miejscu. Jak go spotykaliśmy, to rodzice za każdym razem wrzucali mu pieniądze do czapki. Czasami nawet jak go mijaliśmy dwa razy tego samego dnia, to dwa razy coś mu wrzucili. Zawsze się uśmiechał i dziękował gorąco.

Kilka lat później jak podrosłem zacząłem chodzić w różne miejsca sam. Gdy widywałem tego pana, to mówiłem mu "Dzień dobry". Któregoś razu mnie zatrzymał i powiedział, że moi rodzice pomagali mu przez tyle lat i on chciałby się jakoś odwdzięczyć, ale nie ma jak, więc chciałby tylko dać mi małą pamiątkę po sobie. Wręczył mi wtedy stary medal "Polonia Restituta". Ucieszyłem się i podziękowałem mu, ale wiele o tym nie myślałem, tylko że "fajny medal". Wkrótce potem przestałem widywać tego pana, nie wiem co się z nim stało, prawdopodobnie zmarł.

Medal mam do dzisiaj, traktuję go jak skarb. Jak na niego patrzę zawsze wracam myślami do tamtego pana i żałuję, że nic o nim nie wiem, kim był i za co go otrzymał.

#85sP7

Pewnego dnia postanowiłam udać się do banku. Z samego rana około godziny 7:50 byłam już na miejscu. Na dworze koło drzwi stały dwie starsze panie i rozmawiały. Bank jest otwierany od 8:00, ale jak się okazało, drzwi do pomieszczenia były już otwarte, z tym że nie było jeszcze żadnego pracownika ani w kasie, ani przy dwóch biurkach w obsłudze klienta. Weszłam, w środku siedziało dwóch mężczyzn, więc zapytałam "Panowie do kasy?". Usłyszałam, że nie, że oni do obsługi klienta, więc zajęłam miejsce na krześle zaraz przy kasie i czekam.

Punkt 8:00 pani otwiera kasę, więc podchodzę i w tym momencie bo banku wkraczają te dwie starsze babcie, które stały przed drzwiami i z krzykiem do mnie "a czemu pani wpycha się w kolejkę?!". Zapytałam jaką kolejkę i dodałam, że panowie nie czekają w kolejce do kasy, bo pytałam, i jak przyszłam, to nikogo więcej tu nie było. "Jak to jaką? My tu byłyśmy pierwsze, nie widziała pani, jak stałyśmy koło drzwi?!" Poleciały jeszcze teksty o moim wychowaniu, braku szacunku do starszych itp. Nie należę do osób kłótliwych, ale te babki mnie wkurzyły. Po pierwsze, mogły powiedzieć spokojnie: "my też tu czekamy, czy pani nas może przepuścić?". A po drugie stały przed budynkiem i skąd mam wiedzieć, czy one czekają na otwarcie kasy, czy może chcą wejść do fryzjera bądź też sklepu optycznego znajdujących się na I piętrze budynku, czy po prostu stoją, bo chcą sobie poplotkować. Powiedziałam im, że jak chciały do kasy, to mogły przyjść i przed kasą poczekać, bo ja nie mam zamiaru się domyślać po co one tam stoją. Po tym postanowiłam je zignorować, zaczęłam załatwiać swoją sprawę w kasie (oczywiście w dalszym akompaniamencie obelg i komentarzy w moją stronę).

Karma, jak to z nią bywa, wróciła, i to bardzo szybko. Jedna z tych babć przyszła z kulą, którą podczas obrażania mnie energicznie wymachiwała. Pechowo dla niej uderzyła tą kulą w szklany stolik, który pękł. Babinka poczerwieniała, zapowietrzyła się, bo nagle nie wiedziała co powiedzieć. Podeszła do niej pani, która była przy biurku obsługi klienta. Nie wiem, czy ta babka poniosła jakieś konsekwencje, bo zaraz po tym wyszłam z banku.

Trzeba było, babciu, tak nie machać jęzorem i tą kulą :D
Dodaj anonimowe wyznanie