#8FRrU

Kiedy byłam mała (6-7 lat), ciągle zmieniałam zdanie co do tego kim chcę być w przyszłości. Mama była ze mnie dumna, ponieważ zawsze wybierałam zawody typu: architekt, technik, malarz czy naukowiec. 

Pewnego dnia w telewizji leciała reklama perfum PLAYBOY. Usłyszałam słowa "każdy może być naszym króliczkiem" i pomyślałam, że te zajączki robią perfumy (które uwielbiałam). Wieczorem, gdy z rodziną jadłam kolację, nawiązała się rozmowa na temat pracy, więc zapytali mnie kim chciałabym być. Wyobraźcie sobie miny rodziny, gdy powiedziałam, że marzy mi się bycie "króliczkiem playboya".

#CrpSN

Na początku liceum moja paczka znalazła się w klasie z nowymi ludźmi z różnych innych miejscowości. 


Dziewczyny na wf zwróciły uwagę na jedną koleżankę, która nigdy nie ćwiczyła. Siedząc raz na ławeczce zapytały ją o to. Opowiedziała im wstrząsającą historię jak to umawiała się z pewnym chłopakiem, który zaprosił ją na wesele kuzyna. W pewnym momencie gdy wyszła do pokoju na piętrze i postanowiła zmienić swoją szałową kreację jej pijany chłopak zobaczył ją i zaczął się do niej dobierać. 


Ona się opierała - była przecież dziewicą. Ich szamotaniny stały się coraz bardziej brutalne, a skończyło się tak, że jej luby dał za wygraną ale z zemsty wbił jej widelec w plecy. Dziewczyny były w szoku: ale jak to? nie został ukarany? - nie, jego ojciec był wysoko postawionym prokuratorem, najbogatszym człowiekiem na wsi. To właśnie przez uszkodzenie nerek widelcem, Marlenka nie mogła ćwiczyć na wfie. Wieść szybko się rozeszła i Marlenka zyskała szacunek społeczności licealnej jako ofiara brutalnego gwałtu.

Gdy skonfrontowano jednak tą historię z dziewczynami z jej wsi, okazało się, że w ich wersji w jej plecy wbity był śrubokręt, a dziewczyny z klasy obok słyszały o nożu do masła.

Wkrótce wszyscy mający jakikolwiek kontakt z Marlenką zostali zalani historyjkami jak to jej mama trzyma lamborghini w stodole, ale nigdy nim nie jeżdżą, bo potrąciła raz sarenkę i uważają je za pechowe. Jak to jeździ do ciotki na wakacje do Londynu, ale ciotka jej nigdzie nie wypuszcza, może wychodzić tylko na balkon i to boso. Jak to molestował ją przeprzystojny brat jednej z kumpeli, gdy przyszła pożyczyć od niej zeszyty. Jak to jej chłopak pobił ochroniarzy na dyskotece, włamał się do budki DJ'a i kazał wszystkim się rozstąpić by wręczyć jej bukiet 16 niebieskich róż.

Przez większość dni i tak nikt nie widział Marlenki. Gdy wracała zalewała wszystkich, zwłaszcza nauczycieli historiami o swoich chorobach, że ma wycięty cały przewód pokarmowy, że co poniedziałek jeździ do Krakowa 200 km w stelażu ze szkła i rurek z jedną z nich wsadzoną do przełyku, a drugą w dziurę w brzuchu. Pewnego dnia przyszła w błękitnej szynie na ręce i przez 8 miesięcy twierdziła, że ręka jest złamana i inni musieli pisać za nią zeszyty, choć raz szynka była na jednej ręce raz na drugiej, a w sobotę widywano ją jak tańczy bez niej na dyskotece w remizie. Raz przyszła z identycznym plastrem na szyji, jak w oglądanym w łikend serialu "Na dobre i na złe". Była totalnym lizusem, manipulatorką i dostawała dobre oceny na litość.

Co w tym anonimowego? Kumplowałem się z nią, żeby słuchać jej historyjek, najdziwaczniejsze spisywałem, a potem dla beki wydałem jako zbiór opowiadań (20 stron A4), z których zaśmiewało się pół szkoły. Pewne osoby zaniosły to do nauczycieli i udupiło ją tym, bo zaczęto ją oceniać sprawiedliwie.

#vaK2H

Byłem bardzo nieśmiałym dzieckiem. W pierwszej klasie szkoły podstawowej miałem iść do biblioteki i wypożyczyć lekturę. To była moja pierwsza wizyta w bibliotece, byłem bardzo zestresowany tym trudnym zadaniem.

Wszedłem, stanąłem przy stoliku i ani be, ani me. Bibliotekarka się uśmiechnęła i spytała jak się nazywam, a ja z całego tego przejęcia odpowiedziałem "Kot w butach".

#gnqg3

Jadąc do domu zauważyłem, że na poboczu stoi zepsute auto. Jako że mechanika to moja mała pasja pomyślałem, że może uda mi się pomóc. 


Zatrzymałem się przed tym pojazdem, już chciałem wysiadać, ale przypomniałem sobie, że mam żonę dzieci i jestem jedynym żywicielem rodziny więc muszę żyć... Założyłem kamizelkę i wysiadłem. Podchodzę do samochodu z daleka już widzę, że przednia lewa opona nie ma powietrza. Za samochodem stoi młoda dziewczyna. 

Pierwsze co zauważyłem to, że ona nie ma kamizelki ani trójkąta wystawionego, powiedziałem tylko "pomogę pani" i szybko zaczęliśmy ogarniać sytuację, ona założyła kamizelkę zaniosła trójkąt ostrzegawczy. Ruch był spory. W bagażniku był zapas, ale nie było lewarka ani klucza do kół. Poszedłem do swojego auta, załatwiliśmy wszystko w około pół godziny.

To wszystko było ponad rok temu. 

W czasie, w którym ja wymieniałem oponę obcej osobie, której nigdy później nie widziałem na oczy, mój syn topił się w przydomowym basenie. Gdy wjechałem na podwórko poszedłem za dom spodziewając się tam mojej żony i synka. Oboje tam byli, żona leżała na plecach przy basenie, na płytkach była mała kałuża jej krwi w okolicy głowy. Syn był na dnie basenu. Mimo reanimacji prowadzonej z telefonem na głośniku i 112 na linii, mimo szybkiego przyjazdu karetki mój syn nie odzyskał przytomności, umarł.

Żona zobaczyła, że wskoczył do basenu bez "motylków" na rękach - tych pompowanych rękawów do pływania. Chciała podbiec do basenu, poślizgnęła się na płytce i uderzając głową straciła przytomność.

Każdy dobry uczynek jest okupiony cierpieniem. 

Rok zajęło nam uwierzenie, że Synek nie żyje. Ale całego życia braknie, by się z tym pogodzić, a nie ma takiej liczby którą mógłbym określić ile razy myślałem o tym, że wystarczyło nie pomagać.

#cx62F

Młodszy brat mojego męża - Maciek, to naprawdę równy gość! Mimo, że mieszkamy daleko od siebie, często się odwiedzamy i utrzymujemy stały kontakt.

Ok. 2 lat temu zaczął się umawiać z Magdą. W dniu, w którym ją poznałam od razu zaiskrzyło. Okazało się, że dzielę z nią wspólną pasję, a do tego mamy bardzo podobne charaktery. Zaczęłam z nią utrzymywać regularny kontakt. 


Ze względu na odległość głównie facebookowo-skype'owy, ale często się wtedy odwiedzaliśmy i niejednokrotnie chłopaki szli na męski wieczór, a my gdzieś we dwie. Niestety po kilku miesiącach zerwali z Maćkiem, oboje enigmatycznie twierdząc, że to przez różnicę charakterów. Z Magdą jednakże do dziś utrzymuję stały kontakt.
Jesienią, Maciek znalazł sobie nową dziewczynę i tu anonimowa część - nienawidzę jej, mimo, że jej nie znam. 


Wstyd się przyznać, ale po prostu ja już miałam w głowie Magdę jako część mojej rodziny. Wyobrażałam sobie jak wspólnie wychowujemy dzieci, jak jeździmy wspólnie w czwórkę na wakacje itd... Cieszyłam się, że będę tak super laskę w rodzinie, a tymczasem.


Nienawidzę tego, że Maciek jest taki szczęśliwy przy tej nowej wywłoce.
Nienawidzę tego, jak wszyscy widzą, że promienieje.
Nienawidzę tego, że moi teściowie też są nią zachwyceni i cieszą się jak Maciek przy niej ożył.
Nienawidzę każdego jej zdjęcia, które widziałam.
Nienawidzę tego, że po prostu nie był w stanie stworzyć czegoś takiego z Magdą, że nie był w stanie jej tak mocno pokochać...
Nienawidzę tego, że mają we dwoje wspólne pasje i zainteresowania.

To jest do tego stopnia silne, że ciągle znajduje jakieś głupie wymówki, żeby jej nie poznać. Mój mąż ją poznał i też ją bardzo polubił. To trochę zamknięte koło, nienawidzę jej, ale chciałabym jej mimo wszystko dać szanse, z drugiej strony boję się, że coś odwalę, bo nie zapanuję nad sobą. Nawet nie wiem o czym miałabym z nią rozmawiać - z Magdą byłyśmy chociaż w podobnym wieku, a ta nowa jest dużo młodsza od Maćka, mam wrażenie, że ludzie w tym wieku są na zupełnie innym etapie życiowym...


Póki Maciek nie miał dziewczyny, cały czas podświadomie miałam nadzieję, że się zejdą. Wiem jednocześnie jakie to jest głupie. Wiem, że nadal mogę się przyjaźnić z Magdą i że prawdopodobnie ta nowa też może się okazać fajna, ale po prostu zbyt głęboko siedzi we mnie żal, że to nie Magda będzie moją rodziną. 


Wiem też, że to przecież Maciek powinien być szczęśliwy, nie ja. Ale nie umiem sobie z tym poradzić, a nie mogę nikomu o tym powiedzieć, bo przecież to chore....

#iib2M

Zdarzyło się to wczoraj, gdy szedłem do sklepu zoologicznego kupić swojemu pieskowi kości. W drodze powrotnej przechodziłem obok fryzjera i stwierdziłem, że busz na mojej głowie, który zebrał się po 3 miesiącach, wymaga strzyżenia. To nie był ten sam fryzjer, do którego chodzę zawsze, no ale cóż, wszedłem. 

Miła blondynka - fryzjerka około 25-28 lat - powiedziała mi żebym usiadł sobie na kanapie i poczekał, że zaraz kończy i mnie obetnie. Minęło dziesięć minut i nadszedł mój czas. Zawsze gdy chodzę do swojego fryzjera i fryzjerka pyta się mnie jak strzyżemy, to odpowiadam "Fajnie, tak jak zawsze". Z przyzwyczajenia do miłej blondynki gdy zapytała mnie jak strzyżemy odpowiedziałem - "Fajnie" - z lekkim uśmiechem na twarzy. Odpowiedziała na to - "Ale ty jesteś rudy, nigdy nie będzie fajnie". 

Próbowała to obrócić w żart, ale mnie wcale do śmiechu nie było. To był pierwszy i ostatni raz, jak poszedłem do tego salonu fryzjerskiego.

#h6OmU

Niedawno od dziewczyny dostałem audiobooka. Nagrałem sobie na swój mp3 player i słuchałem w drodze do pracy i z powrotem. Nigdy wcześniej nie słuchałem audiobooków, więc nie byłem zaskoczony, że trochę ciężko było mi się wczuć. W ogóle nie mogłem nadążyć za akcją, nie wiedziałem kto jest kto, co się dzieje i dlaczego.

Czwartego dnia zorientowałem się, że miałem ustawione odtwarzanie w trybie losowym.

#iSYXb

Mój kumpel mieszka w Niemczech, ale często przyjeżdżał do swojej babci, która mieszka w okolicy. Ja za to pomagałem jej z pracami ogrodowymi, a nie chciała się zgodzić na to bym pomagał jej nieodpłatnie, to płaciła mi po kilka zł, nigdy nie oczekiwałem od niej więcej pieniędzy.

Pewnego razu dzwoniłem do niej w sprawie pracy, trzeba było przystrzyc u niej żywopłoty. Nie odbierała, więc uznałem że znowu siedziała na piętrze oglądając telewizję. Mój kumpel też dzwonił, ale mu też nie odebrała. Zadzwonił do mnie i poprosił o to by sprawdzić jak się ona ma. Powiedział, że poprzedniego dnia również dzwonił około 21:00 i nie odebrała.

Poszedłem zatem od razu. Brama była zakluczona, to był znak, że mogła wyjść na zakupy, ale postanowiłem zadzwonić do domofonu. Drzwi miały szklane okienka, które służą temu, by z wewnątrz było można łatwo zobaczyć kto puka, a z zewnątrz było utrudnione ujrzenie czegokolwiek, jedynie pod odpowiednim kątem robiło się to możliwe. I wtedy zauważyłem ruch stopą. Leżała, szybko zadzwoniłem po pomoc, jej sąsiad zobaczył przez okno, że coś się działo. Najpierw przyjechała straż by podważyć bramę i wyważyć drzwi, potem karetka i na końcu policja. Okolica zebrała się, jak to ludzie, zwłaszcza w niewielkiej okolicy na przedmieściach, a ja musiałem, odpowiadać na pytania strażaków, lekarzy i policjanta.

Ledwo mówiła, więc to ja pośredniczyłem we wszystkim. Szybko zabrano ją do szpitala, a ja miałem jeszcze czas na podziękowanie strażakom.

Po tym zdarzeniu jeszcze trochę się działo odnośnie całej sprawy, jak pomoc jej synowi, tacie mojego kumpla, w podwożeniu go do szpitala, ale też wiele o mnie mówiono. To było najdziwniejsze dla mnie. Zawsze starałem się trzymać dystans i nie rzucać w oczy, zawsze lubiłem swoją bańkę samotności, a nazywano mnie bohaterem. Czy czułem się nim? Skądże. To było jak odruch, refleks.

Cała ta sytuacja sprawiła, że częściej myślałem o tym, jak kruche bywa życie. Czy gdyby ona nie była miłą osobą dla mnie, to czy pojawiłbym się tam? Pewnie nie. Kto by jej pomógł? Nie wiem. Pokazało mi to, że musimy żyć w zgodzie z innymi ludźmi, bo sami pewnego dnia będziemy w potrzebie, a pomocną dłoń wyciągną te osoby, które będą odwzajemniać nasz szacunek.

#KQt1g

Pamiętam jak kiedyś trochę zaspałam, a na pierwszej lekcji miałam ważny test z biologii, do którego uczyłam się całą noc. Zostało mi 20 minut do wyjścia, a musiałam jeszcze umyć włosy. Po umyciu włączam suszarkę... a ona nie działa. Nie ma prądu, świetnie.

Czasu coraz mniej, a ja stoję z tymi mokrymi włosami. Do głowy wpadł mi genialny pomysł: "Jeśli zacznę szybko kręcić głową, tak jak to robią rockmani na koncertach, to włosy szybciej wyschną". 

Nie wyschły. Skończyło się tak, że z całej siły walnęłam głową w pralkę i straciłam przytomność. Nie napisałam testu, zamiast tego pojechałam ze wstrząśnieniem mózgu na pogotowie.

#COWdo

Zawsze, gdy planuję kupić coś nowego i ma to być w moim pokoju, muszę super potężnie go wysprzątać.


Wszystkie kurze, zanieczyszczenia i inne rzeczy zbierające się ukradkiem na szafce zostają zutylizowane, podłoga lśni, a otwierając wrota do mojego 6m2 - wita ten przedmiot piękny malinowy zapach wkładu do odkurzacza.


Lubię czuć, że ten przedmiot zasługuje na przebywanie w moim pokoju i czuję się dumnie.
Dodaj anonimowe wyznanie