#yFu9m
Od urodzenia mieszkam na wsi. Mała wioska niemająca nic wspólnego ze wsiami pokazywanymi w serialach telewizyjnych. Nie mamy lasu, jeziora, świeżego powietrza. Sąsiedzi nie są w stosunku do siebie mili i uprzejmi. Każdy dzień jest zdominowany przez prace. Każdy. Nie ma że weekend czy święto. Nawet zimą jest co robić i piszę to ja osoba, której rodzina prowadzi średniej wielkości gospodarstwo. Dużo warzyw, dużo zboża, trochę zwierząt. Praca.
Pomimo że jestem od dawna pełnoletnia i dawno ukończyłam szkołę, nie mogę iść nigdzie pracować jedynie w gospodarstwie przy warzywach i zwierzętach. Wkurza mnie to niemiłosiernie. Od świtu do nocy praca. Z moją rodziną, która mnie strasznie irytuje.
Nikt nie rozumie, że nie lubię tego robić, grzebać w ziemi, babrać się w klejących od oprysku warzywach. Nie ma mowy o chorowaniu. Choćby bolało cię najgorszym bólem świata, choćbyś miał 40 stopni gorączki bierzesz antybiotyk i o 4 rano widzimy się na polu. Chcesz gdzieś wyjechać np. na wczasy?
Latem jest najwięcej pracy, święta trzeba spędzić ze stryjenką Halinką, pojedziesz w niedzielę wieczorem na kebaba i ci wystarczy wyjazdów na dwa tygodnie. Ewentualnie pojedziesz w tygodniu na rynek czy opłacić rachunki na poczcie. Gdy po wakacjach wracałam do szkoły, nauczyciele nawet nie pytali się mnie, gdzie byłam na wczasach, bo wiadomo było, że nigdzie. Nie mam na razie perspektyw, by opuścić wieś i rodzinne gospodarstwo.
Z jednej strony ani trochę mnie to nie interesuje, z drugiej dopadają mnie wyrzuty sumienia czy rodzina poradzi sobie z jednym pracownikiem mniej. Nigdy się nie dostosuję, ale chyba już się pogodziłam z tym, jak jest.
Czasem tylko zazdroszczę, jak widzę na facebooku, że moi znajomi wyjechali, chociażby nad jezioro na kilka dni.
Słuchaj, to nie średniowiecze, pańszczyzna się skończyła.
Jest 2020 i masz więcej opcji niż chłop w 1453, który został przypisany do ziemi.
ten komentarz to zloto, masz serduszko <3
@boruta ja też mam te wszystkie dobrodziejstwa i jeszcze mi zostaje. Do tego mam płatny urlop, płatne chorobowe, dni wolne i nie muszę pracować od świtu do nocy. Autorka wspomina o braku tych oczywistych dla większości osób cudów pierwszego świata.
Piszesz, że znajomi wyjechali - a może ktoś mógłby pomóc Ci na początek w wybranym mieście? Załatwić stancję, popytać o pracę dla Ciebie? I przede wszystkim - dostajesz jakieś pieniądze za pracę na gospodarstwie? Możesz coś odłożyć na start? Czy jesteś "parą rąk" za łóżko, michę i kebaba w niedzielę? Rodzice mogą zatrudnić kogoś innego na Twoje miejsce, przecież nie jesteś jedyną osobą na świecie, która umie wykonywać prace gospodarcze. Masz prawo do własnego życia.
Skoro jesteś od dawna pełnoletnia oraz skończyłaś szkołę to uważam, że jesteś w odpowiednim wieku żeby pójść na swoje. Nie narzekaj, że nie możesz iść nigdzie pracować, bo to jest twoja decyzja.
Nie żyjemy w czasach, gdzie chłop musiał swojemu panu obrabiać pole.
Nie masz zamiaru nigdy założyć rodziny? Myślisz, że Twój przyszły mąż radośnie wprowadzi się do Ciebie czy będziecie żyć na dwa domy? Najwyższy czasz odciąć pępowinę. Jeśli rodzina nie będzie sobie radziła bez Twojej pomocy to może kogoś wynająć. Zachowujesz się jak niewolnica. Twoi rodzice wybrali sobie taki zawód, ale Ty nie musisz. W takich wiejskich gospodarstwach okropnie irytuje mnie fakt, że dzieci muszą pracować z rodzicami i wmawia im się, że to jest normalne. Z budowlańcem albo nauczycielem dzieci nie chodzą do pracy. Uswiadomam rodziców albo zrób im wbrew. Zawalcz o siebie. Wychowałam się na podobnej wsi i wiem, że można żyć inaczej.
Ograniczone wieśniaki nie potrafią żyć inaczej niż chłop panszczyzniany w średniowieczu. To jest inna mentalność. Tam dziecko to przedmiot rodziców. Daleko im do myślenia człowieka współczesnego.
Jedyny plus, że coraz więcej ludzi na wsi ma mózg, zamiast waty i zdają sobie sprawę, że dziecko nie jest własnością rodzica.
Pytanie co chcesz robić w życiu? Kiedyś też uważałam, że rolnictwo to najgorsze co może mi się trafić ale trzeba po prostu zdrowo do tego podejść. Jeżeli pracujesz u rodziców to powinnaś dostawać od nich kasę, chyba że finansują twoje studia czy coś. Jak masz pieniądze to wczasy proponuję jesienią i zimą (cenowo nawet lepiej wyjdziesz), święta to tylko kilka dni w roku (święta jak wigilia i Wielkanoc) i raczej nie znajdziesz towarzystwa na urlop bo większość ludzi spędza je z rodzinami. Weekend w wakacje, da radę po prostu mówisz, że Cię nie będzie na weekend i stajesz twardo, nie daj się przegadać. Pierwsza batalia zawsze najgorsza. To według mnie wyjście jeżeli nie planujesz zmiany zawodu lub jeszcze go nie masz. Jak jednak masz inny zawód to odłóż pieniądze i się wyprowadź ale jak trochę się uspokoi z covidem
Dziedziczysz to gospodarstwo, czy jesteś jedną z rodzeństwa?
ale wiesz, ze rodzice wykorzystujac twoja darmowa prace cie okradaja?
niewolnictwo dawno sie skonczylo, obozy pracy przymusowej rowniez
Nie trzymają jej na łańcuchu. Jak się nie podoba, to może się usamodzielnić.
.
Sorry, jeśli to nie będzie kiedyś Twoje gospodarstwo, to zajmij się swoim życiem, wyjedź z wioski, znajdź pracę, która ci odpowiada. Po co utrudniać sobie życie.
Łatwo każdemu mówić. PSTRYK i jest cudownie...Moża tak doradzisz za co ma wyjechać ? Przypuszczam, że aczejj od rodziców nie dostaje nic, albo bardzo niewiele(taka mentalność rolniczo-wiejska). Pożyczyć od znajomych ? Skoro na nic czasu nie ma, to pewnie i ze znajomymi prawie się nie widuje i więzi słabe - czyli nikt nie pożyczy. Jedynie chwilówka(bo normalnego kredytu nie ma szans dostać) i modlić się, że uda się zarobić na spłatę w terminie, bo inaczej komornik...
To niefajne, że określasz siebie jako pracownika u rodziców. Jesteś młoda, powinnaś zwiedzać świat i poznawać życie. Mało kto nadaje się do zamknięcia na wsi
Postac- jeśli ktoś jest leniwy to będzie ciągnąć od rodziców. Nie jest tajemnicą, że pracując, nawet na zlecenie, można odłożyć pieniądze na wyjazd. Może nie będą to Malediwy, ale na spoko wyjazd można nazbierać jak się chce
Można zwiedzać świat i w między czasie pracować, gdzie się da. Ja zwiedzałam tak półtora roku. Fakt, zbierałam na to z chłopakiem przez dwa lata. Połowa oszczędności była na wyjazd, połowa zostawiona na 'poduszkę' po powrocie.
Znam wiele osób, które pół świata przejechały z plecakiem i namiotem, autostopem. Fortuny nie wydali, nawet przeloty po 1-10€ można znaleźć. Także Postacio@ci tylko Twoim zdaniem mało kto.
Rozmawiałaś z nimi o tym?