#0wei6
Od razu po przyjeździe do domu zdjęłam materac od łóżka i mało nie zemdlałam.. Oszczędzę wam opisów, ale było tego PEŁNO!!! Nigdy wcześniej nie zrobiło mi się tak słabo, jak wtedy. Walczyłam z nimi miesiącami aż zdecydowałam się zmienić całe łóżko... Od tamtej pory panicznie boję się pluskiew. Zmieniam pościel co trzy dni, nie znoszę kurzu, brudu, niepoukładanych rzeczy. Mam wrażenie, że w zostawionej na widoku bluzie zalęgną się pluskwy... Szoruję się dokładnie codziennie po dwa razy, wytrzepuję pościel nawet wtedy, kiedy nie kładę się do łóżka. Mam paranoję. Doszło nawet do tego, że nie chcę spać w obecnym mieszkaniu, więc rozważam przeprowadzkę. Nawet podczas snu nie dają mi spokoju. Wiele razu śniło mi się, że obchodzą mnie pluskwy, a ja nie mogę nic zrobić. Wykańcza mnie to, ale nie mogę przestać..
Też przechodziłem taką paranoję. 3 lata temu po powrocie z Tatr zauważyłem dziwne ugryzienia na ciele, m.in. trzy ranki na czole jedna za druga. Gdy kuzyn powiedział, że mogłem przywlec ze sobą pluskwy z hotelu, zacząłem czytać na ich temat. To są potwornie trudne do wytępienia pasożyty, które potrafią się ukrywać w deskach podłogowych, za ramkami obrazów na ścianach, głęboko w materacu. Rzeczy, które potem robiłem w mieszkaniu to było szaleństwo, pranie i dezynfekcja absolutnie wszystkiego, ustawienie nóżek łóżka w pojemniczkach z płynem żeby w trakcie conocnych migracji się potopiły, wymiana materacy, dywanów, koców, pościeli. Pluskwy nie gryzły jednak nikogo oprócz mnie. Po paru tygodniach okazało się, że pluskiew nigdy nie było, a za moje ugryzienia winę ponosiły meszki lub inne małe, latające owady, z którymi miałem do czynienia w lesie (również swoim). Ale ludzie, którzy mieli z nimi do przejścia mogą potwierdzić, że jest to potworna plaga, która nie pozwala spać w nocy.
Retiro, mnie pogryzły pluskwy w jednym z hosteli w Zakopanem. Wiem, że to pluskwy, bo nad ranem, po przebudzeniu zobaczyłam jak jedna lezie po łóżku. Wyprysnęłam z tego wyra jak z procy. Piżama profilaktycznie do kosza, a cały szpej przetrzepany. Chyba bym się zapłakała jakby wlazły mój sprzęt górski. A pogryzły mnie nawet na twarzy.
W akademiku mieliśmy problemy z pluskwami. Szczęściem ten nasz wywalał kasę na dezynfekcję.
Za to nam bezpośrednio trafiły się... pchły ludzkie. Gryzie to cholerstwo jak pluskwy i po nocach spać nie daje. A odkryć jeszcze trudniej.
W moim akademiku były pluskwy, po batalii z zarządcą zmieniono materace i wykładziny na całym piętrze, użyto specjalnych środków i od tego momentu był spokój. A tak swoją drogą, przez całe dzieciństwo mieszkałam w fatalnych warunkach, nikt się porządkiem nie interesował, a robactwa żadnego nie było...
Pluskwy, wszy i inne tego typu robactwo nie interesuje czy jest brudno czy czysto. One nie są w stanie tego stwierdzić. Przyczepić się mogą do każdego.
U mnie w łóżku w sypialni też były pluskwy. Mnie gryzły, narzeczonego nie. Pomogła bomba na pluskwy, czy jakoś się to nazywa. Trzeba było łóżko rozkręcić i takie tam, otworzyć puszkę z psikaczem i zamknąć pokój. Póki co - podziałało.
Skłoniłaś mnie do czytania o pluskwach. Mam wspomnieć, że mnie wszystko zaczęło swędzieć?
Ja właśnie teraz przechodzę przez koszmar związany z pluskwami. Nie wiemy, skąd się to cholerstwo wzięło. U mamy na łóżku było tego PEŁNO, pod spodem, tak, że nikt z nas tego nie widział. Wyszło przez przypadek w Święta Wielkanocne, ale zbagatelizowaliśmy problem - wypraliśmy poduszki, bo tam się pojawiło, nie byliśmy pewni, czy to to. A 2 tygodnie później mamę znowu pogryzło, cała ręka. Odwrócenie łóżka do góry nogami, a tam... armagedon. Do dziś mi niedobrze, jak o tym myślę. Zamówiliśmy od razu dezynsekcję. Spałam (a raczej czuwałam) przez 3 tygodnie z zapalonym światłem. Bo okazało się, że i u mnie w pokoju są. Na taty łóżku też. Po 2 dezynsekcjach niby wszystko znika, 3-cią wzięliśmy w ramach rękojmi, bo dalej pojedynczo gryzło, ale nic nie było widać. No, a problem dalej nie zniknął. 4-ta w ramach rękojmi (powiedział, że może miał 1 przypadek 4-tej dezynsekcji w ciągu 15-letniej kariery). A ja po 4-tej znalazłam olbrzymią pluskwę. Umierała na podłodze od preparatu... No nic, na razie minął tydzień od 4-tej, nic nas nie gryzie i znalazłam tylko tą jedną. Mam nadzieję, że ostatnią. Spać jest ciężko. Za tydzień dopiero odkurzanie, użycie myjki parowej... Miejmy nadzieję, że to już koniec, bo psychicznie jesteśmy z rodzicami wycieńczeni. Uwierzcie, że dawno nie byłam tak zmęczona. Ale teraz już nawet nie tyle, co się boję, co jestem na to wszystko wkurzona. Bo w domu mamy czysto, a nie zauważyliśmy tego... Mimo, że łóżka były czyszczone i za łóżkami też, przed Wielkanocą... :(
Zastanawiamy się tylko, czy nie przechodzi to od sąsiadów jakimiś rurami, czy klatką wentylacyjną, bo to aż niewiarygodne. Chcę napisać kartkę i powiesić na klatce, by sąsiedzi przejrzeli swoje łóżka. Co o tym myślicie?
Powiem Wam, że już wolałam mieć wszy na włosach, które złapałam będąc na studiach (!), ale przynajmniej odpowiedni preparat z apteki, tydzień męczenia się ze zdejmowaniem tych jajek, bo mam długie i gęste włosy prawie do pasa i ich nie było...
Pozostańcie bez robali!
Powieś, to dziadostwo potrafi przejść nawet jakąś szparą w ścianie czy suficie/podłodze. Jeśli mieszkacie w bloku sami ich skądś nie przywieźliscie (hotele, używane rzeczy), to najpewniej przyszły od sąsiadów. Dobrze by się było umówić i zrobić dezynsekcję na całym piętrze, albo nawet klatce. Jeśli przylazły same, to jak nie wybijecie wszystkich na raz w tym samym czasie (najlepiej dwukrotnie - czasem jajka mogą się zachować), to raz, mogą przychodzić z tego miejsca znowu po każdej dezynsekcji, a dwa skubańce jeśli tylko mają taką opcję potrafią uciec do sąsiedniego pomieszczenia, tak gdzie nie użyto żadnych środków, a co za tym idzie roznosić się jeszcze bardziej i powracać. Okropnie się z tym walczy, im większy i starszy budynek tym trudniej, bo mają więcej możliwości ucieczki i przeczekania (potrafią żyć bez żywiciela nawet do 3 miesięcy). Dlatego jeśli tylko macie taką możliwość, to dobrze jest prewencyjnie raz A dobrze zamgławić cały budynek i kupić sobie elektroniczny odstraszacz na pluskwy. Nie wiem czy działa w 100%, ale u mnie, pomimo że są w budynku, nigdy się (tfu tfu) nie pojawiły. Powodzenia i wytrwałości.
Nooo... ja niestety bardzo dużo podróżuję... Ale w hotelu, hostelu, czy schronisku nigdy nic mnie nie pogryzło. U siebie w pokoju też miałam tego z 10x mniej, niż w pokoju rodziców. (Nawet nie widziałam, dopiero po dezynsekcji się dowiedziałam - choć przecież rozkładałam łóżko i je przygotowywałam pod zabieg).
Mama była w szpitalu przez 3 tygodnie. Na uczelnię jeździłam komunikacją miejską... Także opcji jest dużo. Wiem tylko, że sąsiadka z góry się wyprowadziła od chłopaka, bo cytując, co powiedziała do sąsiadki "Nie wie Pani, jaki horror teraz przeżywam w tym mieszkaniu" + robili remont po tym, jak się wyniosła - więc i całkiem prawdopodobne, albo ja sobie dopisuję ideologię.
Karteczkę powieszę. Ale z tego, co wiem, żeby przeprowadzić dezynsekcję klatki schodowej - pluskwy też muszą na niej być. A uwierz, rozglądam się wszędzie. Nawet mam schizy, że są w mojej pracy.
Budynek ma z 40 lat, więc nie jest aż tak stary, ale ma ponad 100 mieszkań :P Też chcemy zrobić odświeżenie mieszkania, załatać wszystkie pęknięcia na ścianach. Uszczelnić pod listwami. Ale to dziadostwo musi niestety być całkowicie wyplenione. Bo inaczej to walka z wiatrakami.
Ha, ja tak mam z deszczem. Zmagałam się przez kilka miesięcy z ogromnym przeciekiem w dachu (nie mogli go znaleźć). Dawno naprawione, a ja nie mogę spać każdej nocy jak pada, sprawdzam ściany itd.
Przechodziłam przez to w wynajmowanym mieszkaniu w bloku! Pościel prałam na 90 stopni, podłogi i listwy szorowalam domestosem, łóżko wypsikiwałam muchozolem. Najchętniej bym je wywaliła, ale było na stanie.
Pod koniec jak już wiedziałam, że kończy się umowa najmu i nie warto było się wyprowadzać przed czasem to wolałam spać na fotelu niż w łóżku.
Pluskwy to coś okropnego, potrafią człowieka doprowadzić do takiego strachu i paranoi, że naprawdę nikomu tego nie życzę!
Tylko że pluskwy wolą czystsze miejsca, bo w brudnych im się brud do łapek przykleja i nie mogą chodzić.
Idź do psychologa. Ja też świrowałam, jak miałam pluskwy i jakieś pół roku po wyplenieniu sprawdzałam łóżko, ale nic poza tym. Nie zaczęłam się częściej myć, częściej robić pranie czy sprzątać.
A jak poradziłaś sobie z problem?
Ja teraz walczę, ale po 4tej(!) dezynsekcji (w ubiegły czwartek) pojawiła się jedna, brak ugryzień na razie.
Ja mam takiego świra, że boję się sprawdzać łóżko. Robię to mniej więcej co tydzień... Jak się skończy też pewnie zachowam taką regularność. Spać jest ciężko. :(
Ble, znam ten problem. Pluskwy przyniosłam do domu z hotelu, w którym pracowałam.
Najgorsze było to, że właśnie mieliśmy się przeprowadzać (łóżko i materac wchodziły w skład umeblowania) i po prostu nie mogłam znieść myśli, że ja się wyprowadzę, a to plugastwo zostawię w prezencie nowym lokatorom.
Koniec końców, wynajęliśmy specjalistę.
Po 1. dezynsekcji pomogło? Czy działaliście jeszcze sami?
@checkit wyprowadziliśmy się tydzień po akcji specjalisty, ale według mnie pomogło, bo ani ich nie widziałam, ani mnie nie gryzły.
Stare pościele i poduszki wyrzuciliśmy, żeby zminimalizować ryzyko zabrania pluskiew do nowego mieszkania
Dzięki, wszystko zaczęło mnie swędzieć i jak chciało mi się spać tak teraz obawiam się, ze spędzę kolejna bezsenna noc