#vieQv
Tydzień jechałem sobie nocą po mieście, parę godzin wcześniej przez miasto przeszła ładna burza, a że nie należę do rodziny Stiga z Top Gear, to nie mam najlepszych umiejętności kierowania pojazdem. Prędkość przekroczyłem może o 10 kilometrów, gdy nagle na drogę wybiegł mi prawdopodobnie kot, którego postanowiłem uchronić przed skończeniem żywota pod kołami auta. Wcisnąłem hamulec, skręciłem kierownicą, trwało to może parę sekund, ale mi wydawało się, że czas stanął w miejscu. Kota udało się nie potrącić, niestety ja wpadłem w poślizg... Obróciło mnie i walnąłem w słup od świateł, czego konsekwencją było wylądowanie na boku auta.
Poduszka wystrzeliła, przez co nie jestem szczerbaty, pasy zadziałały, dzięki czemu nie poruszam się na wózku. Można by powiedzieć, że gdyby nie obtarcie od poduszki na nosie, to wyszedłem z tego bez szwanku. Momentalnie podbiegła do mnie grupka ludzi, którzy zaczęli sprawdzać, czy żyję krzycząc do mnie. Odpiąłem pasy i wyszedłem z auta, przy czym zacząłem tylko pytać o papierosy, ponieważ moje zaginęły w akcji. Bardzo miły Pan Policjant z drogówki wszystko mi powiedział i cierpliwie odpowiadał na moje pytania.
Ludzie, kurde, cieszcie się życiem.
Doceniam docenianie życia i doceniam docenianie życia kota.
No nie wiem czy docenianie życia, jak facet przekracza prędkość w złych warunkach na drodze.
Eee, ale ja mówię ogólnie.
No wiem ze to taki odruch, tez tak mam ze jak cos wyskakuje to próbuje ominac ale zabic sie zeby uratowac psa kota jelenia czy zajaca to jednak przejebane
Można zginąć z głupszych powodów, a tutaj nie chodziło o samo omijanie, tylko o to, że facet przykozaczył na drodze mimo braku umiejętności.
Zgadzam się, choć sama nigdy żadnego zwierzątka nie potrąciłam. Parę razy coś wybiegło przed moje auto, jednak udało mi się opanować sytuację.
Przeyebane to jest zginąć, ratując szumowinę ludzką. Umrzeć, by uniknąć zabicia pedofila lub czegoś innego jego pokroju. Już lepiej zginąć za życie kota czy psa.
A ja wyjdę na bezduszną, ale pomimo miłości do zwierząt, nie ryzykowałabym dla nich własnego życia. No sorry, ale bohaterem dla mnie nie jesteś.
To raczej odruch jest. Jak cos gwaltownie wbiegnie ci pod maske, to automatycznie starasz sie to ominac.
ZapalenieUcha, zgadzam się z Tobą. Mało tego próbując coś ominąć odruchowo można przyładować w inne auto, pieszych, albo zahamować tak gwałtownie, że auto za nami wjedzie nam w dupe. Kiedyś jadąc ze znajomym (on prowadził, zawodowo jest instruktorem jazdy) autostradą wbiegł nam pod koła lis. Wbiegł centralnie pod koła. A dodatkowo była deszczowa noc. Znajomy tylko minimalnie zwolnił, żadnej paniki, czy odruchowych reakcji, 100% opanowania. Stwierdził tylko, że mając ludzi w aucie, przy tej prędkości i warunkach nie będzie ryzykował ani wymijania lisa, ani hamowania, bo jest za duże ryzyko, że inni kierowcy nie zdążą zareagować na jego reakcje. Szkoda lisa, ale jak to się mówi bywa.
@PoraNaPiwo
To, że jest instruktorem jazdy raczej miało spory wpływ na jego reakcję. Ma większe doświadczenie i pewnie różne rzeczy widział. A ze "zwykłymi ludźmi" różnie bywa. Zresztą, ominięcie zwierzęcia nie musi zawsze wiązać się z wpadaniem do rowu, ale to jeszcze trzeba dopasować jazdę do warunków pogodowych...
Hvafaen całkowicie się z Tobą zgadzam
Ile razy mówiłem sobie, że jak ktoś znowu będzie wymuszać na mnie pierwszeństwo to specjalnie mu przywale żeby odszkodowanie dostać...zawsze odruchowo omijałem takich imbecyli. To po prostu jest zaprogramowane w ludzkich odruchach.
A gdyby to było dziecko? Gdyby siedziało na drodze? Też byście nie skręcili, by go nie potrącić? Wszystko zależy od naszego systemu wartości. Ktoś poświęci swoje życie by uratować obce dziecko, a ktoś by uratować obce zwierzę.
@Hvafaen Przy zderzeniu z jeleniem mógłby zginąć także on.
A jeśli ten lis miał młode, które przez to umrą z głodu? Baba w ciąży jednak jest w stanie zarobić na siebie i dziecko.
No mój wujek też kiedyś miał wypadek, bo nie chciał przejechać jeża. Ja lubie jeże też, fajne są. Koty też są fajne i psy.
A wujek nie jest fajniejszy?
dal ktos te fajki ci?
Kiedyś w latach 90-tych w moich okolicach krążyła taka miejska legenda, o kierowcy, który rozbił samochód, ale nic mu się nie stało. Po wypadku wyszedł za auta, odetchnął z ulgą "nic mi się nie stało", zapalił papierosa i zginął w eksplozji oparów paliwa z rozbitego zbiornika.
@radiant
Też to gdzieś słyszałem, tyle że w tamtej wersji to był motocyklista.
No brawo! Sam przyznajesz ze nie masz najlepszych umiejętności kierowania pojazdem. Przy złych warunkach przekraczasz prędkość. Przez swoją bezmyślność narażasz zdrowie i życie innych ludzi. Nie pozdrawiam.
Podziwiam Cię. Gwałtowne hamowanie po deszczu przy przekroczonej prędkości, to nie brzmi bezpiecznie. Sama nie jestem pewna, jakbym się zachowała, mając tę świadomość z tyłu głowy. Cieszę się, że wyszedłeś z tego bez szwanku :)
Najpierw się skręca, a później hamuje
Przeżyłam czołówkę z dachowaniem (nie z mojej winy) i wyszłam z tego z kilkoma siniakami i kołnierzem na miesiąc, tylko. Doceniam życie i cieszę się nim jak jasna cho*era.
Glupota niestety.Ok chciales uratowac kota ale mogles skonczyc na wozku nawet mimo zsbezpieczeń.Dodatkowo mogl poboczem isc czlowiek bez odblaskow.