#jIdH0
W pewnym momencie z krzaków wyskoczył na nas podejrzany typ. Wyciągnął noż i zaczął nam grozić. Chciał nas okraść. Sytuacja nieciekawa, dzieci zaczęły płakać i strasznie się bały. Wokół żadnych ludzi. Nie miałem pojęcia co robić.
W końcu wymyśliłem jedyny plan jaki przyszedł mi do głowy. Postanowiłem kopnąć z całej siły tego gościa w jego obrzydliwą mordę. Czemu akurat przyszedł mi do głowy taki cios, nie mam pojęcia. Dodam, że jestem przeciętnym facetem, nigdy też nie ćwiczyłem sportów walki. Jak wymyśliłem tak też uczyniłem - zrobiłem dwa kroki rozbiegu, podskoczyłem, i z całej siły zasadziłem gościowi kopa.
Nie jestem w stanie stwierdzić czy trafiłem. Obudził mnie potworny ból w stopie. Okazało się, że cała sytuacja mi się przyśniła. Nocowaliśmy z żoną w domku w górach, a ja pod wpływem mojego wspaniałego snu z całej siły przykopałem w ścianę góralskiej chatki. Efekt - pęknięte 2 kości w stopie, 2 sczerniałe paznokcie. Miesiąc w gipsie.
Żona na początku myślała, że mi odbiło, ale jak wytłumaczyłem, że broniłem dzieci, to była ze mnie bardzo dumna.
#NUf3K
Bardzo łatwo mi przyszło zakochanie się w nim. Jest uroczym typem, jego suchary skradły mi serce od pierwszego spotkania na domówce u wspólnych znajomych. Jeszcze zanim się poznaliśmy, był wielkim sympatykiem jedynej słusznej partii ludzi "pierwszego sortu" popieranej przez telewizję "publiczną". Nie identyfikuję się z ich poglądami, ale oprócz kwestii polityki świetnie się dogadywaliśmy. Co więcej, mój tata również popierał ową partię (więc byłam trochę przyzwyczajona do kompromisu na tym polu), a on był nawet dumny z takiego prawie-zięcia.
No ale do czasu.
Czuję, że w tym tygodniu coś pękło. Człowiek, którego tak uwielbiam, z którym mam tyle wspomnień i planów na przyszłość, próbuje bronić tego, co się ostatnio dzieje, do tego stopnia, że się ośmiesza. Podszycie się pod inną partię, by zrobić fake spot wabiący wyborców (Konfederacja)? Spoko. Znieważanie osób homoseksualnych, by zadowolić betonowy elektorat? OK (wie, że moja dobra koleżanka jest lesbijką, potrafi czasem łaskawie dodać "No ale ona jest inna").
Pomijając już te starsze, grubsze sprawy, tj. nadanie stanowisk w sądach i trybunale wiernym członkom partii, 2 mld nie-na-onkologię i respiratory zakupione za zawyżoną cenę przez Ministerstwo Zdrowia od handlarza bronią.
Gdy wyciekły zdjęcia, jak podczas "debaty" jedyny uczestnik w małej miejscowości w świętokrzyskim czyta odpowiedzi do "zadanych na żywo" pytań z promptera... nie wytrzymałam. Chłopak próbował mi wmawiać, że to pewnie fotomontaż, przecież pytania nie mógł znać, jak dopiero teraz usłyszał (dzisiaj doczytałam, że pytania były zebrane i wybrane przed "debatą", a kilka osób z widowni zidentyfikowano jako działaczy partii). Nie wiem teraz, czy on jest naprawdę naiwny czy tylko próbuje rozpaczliwie bronić swojej rzeczywistości...
#jGle8
Miałam kiedyś idealnego faceta. Tak, wiem, nie ma ideałów, ale on był naprawdę idealny pod każdym względem. Tyle że ja idealna nigdy nie byłam i przez cały czas trwania związku czułam ciążącą na mnie presję, że powinnam się bardziej starać. Z racji znacznej odległości, widywaliśmy się w co drugi weekend. Kiedyś poruszyliśmy temat zdrady, a w tamtym czasie miałam takie przekonania, że dopuszczałam fizyczną zdradę partnera (wychodziłam z założenia, że skoro nie może załatwić potrzeby fizjologicznej w domu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by skorzystał z publicznej toalety). I rzeczywiście mnie zdradził. Od razu przyznał się z kim, kiedy i w jakich okolicznościach, a ja nie poczułam nic. Żadnej zazdrości. Sytuacja powtórzyła się, nie raz zresztą, a ja nadal nic nie czułam. Przyszedł taki moment, że i ja go zdradziłam. Wpływ na to miało również moje pożycie seksualne z partnerem - widywaliśmy się rzadko, ale kiedy do niego przyjeżdżałam, po wielu godzinach podróży byłam zbyt zmęczona na cokolwiek, więc po prostu się do tego zmuszałam, bo on się zwyczajnie obrażał, jeśli do niczego między nami nie doszło (a przecież chciałam być idealna). Zmuszanie się do seksu tak wryło się w moją psychikę, że przestał mi sprawiać przyjemność. Zaczęłam się potajemnie spotykać z pewnym mężczyzną, który również w tym czasie był w związku. Robiłam to, bo tego chciałam, nie musiałam się do tego zmuszać.
Ostatecznie zastanowiłam się nad swoim życiem i doszłam do wniosku, że bycie z kimś w związku powinno wywoływać takie emocje jak choćby zazdrość. W międzyczasie dowiedziałam się, że partner zdradzał mnie od początku naszego związku, więc nie wiedziałam nawet o połowie jego skoków w bok. Byłam tym lekko zszokowana, bo cały ten jego idealny obrazek po prostu runął. Zerwałam, co wywołało u niego jedynie zaskoczenie, zaakceptował to od razu - nie było namawiania do powrotu itd. W tym samym czasie mój znajomy został porzucony przez swoją dziewczynę, więc pocieszaliśmy siebie nawzajem. Nie ukrywam, że już wcześniej zrodziło się we mnie jakieś uczucie do niego, ale się do tego nie przyznawałam, bo zależało mi na fizycznej relacji z nim.
Być może w Waszych oczach nasz związek powstał na krzywdzie innych i nie powinien się utrzymać. A jednak jesteśmy razem już od paru lat, wzięliśmy ślub, dziecko w drodze. I oboje nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Jak przystało na hipokrytów, nie uznajemy zdrady :-)
#9oruQ
Przerwał mi głos nauczycielki, która właśnie weszła do klasy i powiedziała:
- Kowalski! Co tutaj robisz?
- Ja? Yyyy nic. - wymamrotałem.
Wstyd mi było. Nie chciałem patrzeć na Julkę. Ale spojrzałem... Wtedy prawie zemdlałem. Co się stało? Okazało się, że była biologia, a nie matematyka. To była równoległa klasa, nie moja. To był chłopak z długimi blond włosami, nie moja dziewczyna.
#Cl8EE
Nigdy w życiu mnie nie przytuliła. Kiedy płakałam, kiedy wracałam ze szkoły z podartymi ubraniami i zniszczonym plecakiem, kiedy mnie pobito, czy gdy próbowałam popełnić samobójstwo... Nigdy. Za to mój tata zawsze mnie przytulał, pocieszał, mówił mi, że przez życie idziemy próbując, a próbujemy po to, by stać się lepszymi. Był moim mentorem. Kochał mnie taką jaką byłam i dodawał mi siły. Za to mama zawsze mi ją odbierała. Chciałam być kochana przez nią, chciałam czuć, że mnie wspiera. Wiele rzeczy robiłam, by jej zaimponować, by być pochwaloną. Rysowałam wiele lat, grałam na pianinie, komponowałam. Do wszystkich tych rzeczy miałam pasję, którą ona odebrała.
Ostatnio za namową taty wróciłam do tych rzeczy. Dzięki niemu odzyskałam pasję.
Rozmawiałam z tatą na temat mamy. Powiedział mi, że zawsze chciała mieć syna. Starała się zatem o niego, ale po tym, jak mnie urodziła, już nie zaszła w ciążę. Kiedy ojciec zauważył, że gdy byłam mała, a ona wcale nie sprawowała nade mną opieki, to uznał, że złym pomysłem będzie kolejne dziecko. Jeśli coś jej by się nie spodobało albo urodziłaby się kolejna córka, to kolejne dziecko w rodzinie byłoby przez nią skrzywdzone.
Gdyby nie mój tata, to pewnie już bym nie żyła. Tylko jemu zawdzięczam to, że chcę żyć. Ale nie potrafię pozostawić za sobą żalu do matki. Nie odwiedzam jej, nie przyjeżdżam na święta, a jak widuję się z tatą, to tylko po kryjomu i gdzieś na mieście. Pewnie mama się domyśla, że widuje się ze mną, ale kompletnie nic jej nie mówimy.
Kiedyś przyjdzie czas na to, że będzie potrzebowała mojej pomocy. Nie wiem, czy zbiorę się na odwagę, by jej pomóc.
#TyJkY
Razu pewnego źle się czuł i zrobił badania. Okazało się, że ma białaczkę... A ja nic nie mogłam zrobić... Miałam 17 lat, a on 24. Całe życie jeszcze było przed nami. Sama wpadłam na pomysł, aby postarać się o dziecko, aby walczył. Mateusz musiał jak najszybciej zacząć chemię. Udało się nam to bardzo szybko, bo szybko zobaczyłam dwie kreski.
Chemia przebiegała fatalnie dla niego... Był wychudzony, smutny, przygnębiony i non stop słaby, miał mdłości... Nie mogłam do niego wchodzić, a test ciążowy dostał od pielęgniarki w kopercie z liścikiem: "Masz o co walczyć. A MY dzielnie Ci kibicujemy". Nie zapomnę tego, jak zadzwonił do mnie na kamerce cały zapłakany, ciesząc się, ale i martwiąc, bo nie może się mną zająć.
Ludzie wytykali mnie palcami, a rodzina walczyła ze mną. Mateusz dostawał zdjęcia brzucha, a gdy tylko byłam na wizycie dostawał zdjęcie USG, podawane przez pielęgniarkę. Gdy byłam w 15 tygodniu ciąży poczuł się na tyle dobrze, że pozwolono mu wyjść do domu na weekend. Abym mogła z nim spędzić trochę czasu sama, na te trzy dni wyjechaliśmy do domku w góry. Cały czas pytał jak się czuję, a ja martwiłam się o niego.
Chemia przynosiła efekty, wyniki były coraz lepsze, ale ja i tak byłam pełna obaw. W późniejszych czasach chodził ze mną na badania. To on skakał z radości przy mnie na informację, że będzie miał syna. Urodziłam dziecko w 39 tygodniu ciąży. Mateusz był przy mnie :)
Wyszedł z tego cało. Badamy się wszyscy i jest z nami wszystko dobrze. Mateusz czuje się rewelacyjnie, a ja niczego nie żałuję. Obecnie mam 22 lata, 4-letnie dziecko i obrączkę na palcu. Wyszło na to, że dziecko dało Mateuszowi prawdziwego kopa w zadek. I wygrał! Nie ma piękniejszego uczucia niż dzień, kiedy rodzisz syna, a twój mężczyzna klęka prosząc o rękę!
Na 20 urodziny Mateusz przyniósł wyniki badań. Jest zdrowy. To był po prostu cud. Życzę wam takiej miłości, jak mojej i męża. Walczcie, bo jest o co.
#pawgV
#pjzNs
Gdy oznajmiłam, że nie, to od razu zapytali kim jest ten chłopak, który przychodzi do mnie tak często. Nie wiem, czy ktoś jest sobie w stanie wyobrazić jak zareagowali, gdy powiedziałam: "A to nic poważnego, seks bez zobowiązań i tyle".
Nie odzywają się do mnie od jakichś dwóch miesięcy...
#zZYx8
W 3 klasie zmienił się nauczyciel. Młody, wysoki brunet, nawet przystojny. Po drugim tygodniu lekcji z nim, wiedziałyśmy, że gościu po prostu mnie nienawidzi. Jedynka za jedynką, a to za pismo bo brzydkie, a to za nie napisanie "Temat" w zeszycie (zawsze pisałam samo "T" i dwukropek). Denerwował mnie brak reakcji innych osób z klasy na to.
Któregoś dnia, po kolejnej jedynce, uniosłam ręce w geście poddania się i powiedziałam: "Pierd*lę to, idę" i wyszłam z klasy. Poszłam do domu. Telefon do rodziców wiedziałam, że będzie na pewno, więc zbyt się nie śpieszyłam. Rzeczywiście był, ale nie taki jakiego się spodziewałam. Moi rodzice totalnie mnie zaskoczyli - matka przytuliła mnie i powiedziała: "Dlaczego nam nic nie mówiłaś, że tak ci dokucza?", mój ojciec uśmiechnął się szeroko i powiedział, że dobrze mu dopowiedziałam, ale "na twoim miejscu dałbym mu w twarz". Moi koledzy z klasy stawili się za mną i wyjaśnili dyrektorce całą sytuację, zanim koleś zdążył powiedzieć 'ale'. Kolejnych lekcji z nim nie miałam, moja klasa wygrała.
Czasem go widuję w moim mieście. Jak mnie widzi w mundurze WP zwiesza głowę i nie raczy na mnie spojrzeć.