#NVzGT

Był to początek kursu na prawo jazdy i siedziałem na miejscu pasażera, a za kierownicą siedział inny kursant. Przestraszony mówił, że więcej niż 30 nie pojedzie, bo nas pozabija. Instruktor obok niego dodawał mu otuchy.

Chłopak po woli zaczął się rozpędzać. Instruktor zadał mu pytanie:
- Akceptujesz taką prędkość?
- Tak - odpowiedział śmiało chłopak.
- No to trójka.
Chłopak zmienił bieg i depnął gazu, na co instruktor po chwili:
- Teraz czwóreczka.
Kursant coraz bardziej zadowolony z siebie wrzuca wyższy bieg, zwiększa prędkość. Instruktor widząc, że auto coraz bardziej się rozpędza, entuzjastycznym tonem:
- I piąteczka.
Na co dumny z siebie chłopak wystawił dłoń, żeby przybić z instruktorem piątkę. Ja z tyłu powstrzymywałem wybuch śmiechu. Instruktor na szczęście zachował się bardzo profesjonalnie, przybił piątkę, po czym dodał:
- A teraz piąty bieg.
Doombringerpl Odpowiedz

Mój instruktor pozwolił mi raz wejść w zakręt, w terenie zabudowanym, z prędkością 60km/h. Po czym zapytał jakie tam było ograniczenie i że następnym razem mam zrobić to zgodnie z przepisami... Nauczył mnie jeździć. Zdałem za pierwszym razem. Zaznaczyć trzeba że byłem pierwszym, który wyjechał z placu z całej grupy, i drugim który wsiadł do auta. Przede mną było 5 osób... Część padła na oznaczeniach pod maską. Ten co wsiadł padł na szukaniu świateł. Nie wiem ile osób za mną zdało bo byłem zbyt szczęśliwy... ale zostały tylko 4 osoby. Podczas egzaminu zawsze trzymałem się górnej granicy prędkości na odcinku, którym jechałem, tam gdzie się dało. Warunki miałem dobre, więc nie było problemu.

Mesjasz Odpowiedz

Mój instruktor to tylko krzyczy kto mnie nauczył tak zapierdalać...

Dodaj anonimowe wyznanie