#bKzFa

Uwaga, historia obrzydliwa.

Zdarzało mi się zostawać na noc u dziewczyny, obecnie narzeczonej. Zwykle przed snem brałem prysznic. I tak pewnego razu puściłem ciepłą wodę, rozluźniłem się... w brzuchu zabulgotało i poleciała ze mnie półpłynna sraczka. Było jej całkiem sporo, odpływ się przytkał i brodzik zaczął się napełniać wodą, a ja spanikowałem i zacząłem palcem przepychać odpływ. Po kilkunastu minutach zaczęło powoli spływać, ale usłyszałem pukanie i głos teściowej: "Wszystko OK?".
Ze strachu popuściłem drugi raz...

Na szczęście udało mi się wysprzątać brodzik tak, że ani dziewczyna, ani "teściowie" się nie połapali co tam się stało.

#VYg0n

Za każdym razem, kiedy słyszałam historię o tym, że ktoś nie wytrzymał i popuścił w spodnie, myślałam, że to bzdura. Jak można nie wytrzymać, do jakiego kresu wytrzymałości się doprowadzić?
Dane było mi się przekonać.

Wracałam pociągiem z miasta, w którym studiuję. Najpierw jednak wstąpiłam do KFC, a tam wiadomo, wielka dolewka. Wypiłam łącznie chyba z 2l płynów. Na dworcu nie było bezpłatnej toalety, jedyna, jaką oferowali, nie posiadała sprawnego terminala, a ja zawsze płaciłam tylko kartą i nigdy nie miałam problemu. Myślałam wtedy, że najwyżej zrobię w pociągu, jeśli będę w dużej desperacji. Punktualnie byłam na peronie, punktualnie też przyjechał pociąg. Odjechał z kilkuminutowym opóźnieniem, ale w ogóle się tym nie przejmowałam. Po około godzinie mój pęcherz zaczął dawać o sobie znać, wstałam więc, aby poszukać toalety. I jak na złość, był to jeden z tych starych, ledwo toczących się pociągów, a jedyna w nim toaleta była nieczynna. Pomyślałam, że to chyba jakiś pechowy dzień, od rana spotykały mnie małe niepowodzenia. Na szczęście niedługo miałam być w domu. Opóźnienie pociągu narastało, do tego stopnia, że wydłużyło się o 20 minut. Teraz to dla mnie nic, ale wtedy każda minuta była jak wieczność. Usiadłam delikatnie na pięcie, aby powstrzymać coraz bardziej intensywną potrzebę. Kręciłam się i wierciłam, końca nie było widać. Przy kolejnym i kolejnym ruchu poczułam delikatną stróżkę moczu.Wystraszyłam się nie na żarty. Kiedy w końcu pociąg znalazł się na mojej stacji, wstałam, zabrałam torbę i... Popuściłam znowu. Zdesperowana uklęknęłam, udając, że wiążę but. Bałam się, że coś będzie widoczne na moich jasnych jeansach. Na dworcu kolejowym w moim mieście również była toaleta, na monety. Nie byle jakie – wyłącznie złotówki, ewentualnie mniej. Wiedziałam, że nie mam drobnych i chciałam od razu iść do domu, ale naprawdę bałam się, że nie dotrę tam sucha. Usiadłam na ławce ze łzami w oczach i zaczęłam wyciągać wszystkie rzeczy, by znaleźć choćby jedną złotówkę. Wszystko na nic, byłam wściekła, straciłam czas. Szłam coraz szybciej, byłam zmęczona, ale zdesperowana. Wybrałam krótszą trasę, która biegła zaraz obok liceum. Mimo późnej pory zaraz obok boiska gromadziły się grupy młodych ludzi. Za nic w świecie nie chciałam zmoczyć się przy kimkolwiek. Leciałam jak oszalała. Do domu miałam niecały kwadrans. W pewnym momencie poczułam, że to koniec. Leciało ze mnie. „O nieeee!” Powiedziałam to na głos. Kilka przechodniów odwróciło się w moją stronę. Było mi tak wstyd... Zlałam się w majtki!

#jzSpK

Mam 17 lat i dwupokojowe mieszkanie i dość nadopiekuńczą mamę, jeśli chodzi o mnie i mojego chłopaka. Mimo wszystko rodzice bardzo go lubią i często im w czymś pomaga. Kilka dni temu układaliśmy kostkę na ogródku, mało istotne. Wieczorem moi rodzice postanowili wypić sobie po drinku.
Fakt, można, drink=0,5 l + 0,7 l + po piwie.

Gdy mój chłopak zostaje u mnie na noc, dostaje mój pokój. Ja muszę gnieść się z moimi rodzicami i siostrą. Tak było i tym razem. Wszystko było normalnie, do czasu.

Około godziny 3 w nocy obudziło mnie to, że ktoś się po prostu o mnie potknął. Tata. Ledwo przytomna słyszę tylko "Otwórz te drzwi. Otwórz je, bo się zeszczam". Wstaję, otwieram drzwi, ale patrze, że tata dobija się do szafy, dalej krzycząc, że mam otworzyć drzwi. Otwieram, słyszę "Wejdź pierwsza". Zaczęłam ciągnąć go w stronę łazienki, ale wyrwał mi się i zaczął kopać w tej szafie i wszystko z niej wyrzucać. "Otwórz te drzwi w szafie". W końcu udało mi się zaciągnąć go do łazienki, zrobił co swoje i poszedł spać spokojnie jak gdyby nigdy nic.

Rano jak zwykle stwierdził, że się z niego nabijam.

#fyUlQ

W pewną sobotę siedząc sobie w domu postanowiłem pójść do sklepu po coś do żarcia, a że mam długie włosy to musiałem je uczesać przed wyjściem. Podczas gdy czesałem włosy zadzwoniła do mnie mama. Odebrałem szybko telefon zostawiając grzebień we włosach. Potem od razu wyszedłem do sklepu. W sklepie zastanawiało mnie czemu kasjerka o mało nie pękła ze śmiechu jak na mnie patrzyła, powód poznałem po powrocie do domu gdy spojrzałem w lustro...

#rGV2Q

Byłem wczoraj w restauracji, jadłem sobie spokojnie obiad. Kiedy to przy stoliku naprzeciwko mnie jakaś kobieta wywaliła cyca – dosłownie – wywaliła całego cyca ze stanika. Opadł na stół, tuż obok jej kotleta schabowego z ziemniakami, w całej swej okazałości: z sutem na wierzchu, odkryty po ostatni milimetr. Po chwili dopiero dostrzegłem dziecko, którego główka została przyćmiona blaskiem i wielkością owego cyca. Kobieta zaczęła karmić, lecz nie raczyła zakryć się jakąś chustką czy przesunąć wózek, by ją przysłonił.
Obiadu do końca nie zjadłem, bo już spożyta część cofnęła mi się do przełyku.

Ja rozumiem, że karmienie to rzecz naturalna, ale serio? Przy jedzeniu, na środku restauracji, bez żadnego okrycia, z taką ostentacją wywalać WSZYSTKO na wierzch? Czy to konieczne, by karmienie tak wyglądało i, przede wszystkim, czy takim kobietom nie jest wstyd? Bo mi było, choć to nie ja świeciłem jajcami.

#GlRL2

W czasach, gdy chodziłam do przedszkola, moja mama bardzo „przyjaźniła” się z „panem Tomaszem”. Dawał on mi zabawki, zabierał na basen z mamą, a raz wziął nas do jakiegoś domku nad jeziorem. Widziałam jak całował mamę się w policzek (z perspektywy czasu, wiem że było to coś więcej, spali razem w pokoju). Po wyjeździe powiedziałam o wszystkim tacie, a po paru miesiącach się rozwiedli. Ciekawe czy moje rodzeństwo to pamięta.

#bv6iC

Dziś, wychodząc ze spożywczaka, zauważyłem śliczną dziewczynę siedzącą na ławce tuż obok. Była ładna, wyglądała na wysoką, miała również dość kształtną figurę. Pomyślałem - zaryzykuję. Może w końcu będzie to ta jedyna? A więc na luzie podchodzę do owej panienki. Rzucam komplementy i pytam:
- Może chciałabyś się ze mną wyskoczyć na jakąś kawę?
- Dziękuję. Miły jesteś, ale nic z tego. Mam tylko 14 lat.

Mam 20 lat. Od początku myślałem, że ona ma 18-19 lat.
Szybko uciekłem z burakiem na twarzy.
Jak ten świat się zmienia, że czternastolatkę mylisz z dorosłą kobietą...

#J0A82

Wczoraj rano obudziła mnie wiadomość od koleżanki ze studiów, a w niej link do pewnego portalu z sekskamerkami i jedno słowo: "wtf".

Wpierw pomyślałem, że to jakiś wirus, a link wiedzie w rzeczywistości do zupełnie innej strony niż mi się wydaje, więc go nie otwierałem.

Przeleciał cały dzień i wieczorem moja ciekawość wzięła górę. Postanowiłem otworzyć ten link. Moim oczom ukazał się profil jakiegoś gościa, który niestety akurat był offline. Byłem więc zawieszony w próżni. Trudno, założyłem konto, dodałem faceta do obserwowanych i poszedłem spać.

Wstaję dzisiaj rano i pierwszą rzeczą, jaką robię, jest zalogowanie się na ten portal. Poszczęściło mi się - typ akurat nadawał! Wciąż jednak nie wiedziałem, czego się spodziewać - może ktoś z naszych znajomych postanowił zrobić karierę?

Wchodzę więc w transmisję i czuję, że robię się na przemian blady i czerwony. Przed kamerką facet. Nago oczywiście. Kamerka z twarzą. Twarz zaś - praktycznie identyczna jak moja, podobnież i budowa ciała - obaj dość szczupli. Dosłownie kilka detali nas różniło - w miejscach, których na co dzień postronni nie oglądają.

Plus - nie wiedziałem, że z takim wyglądem można robić karierę w sieci. Gość cieszy się jakimś tam powodzeniem na tej stronie, co mile łechce także moje ego.

Minus - czuję się skrępowany, zażenowany i bezsilny. I tak nikt nie uwierzy w moje zapewnienia, że to nie ja. Próbowałem przekonać koleżankę, że to ktoś podobny (bardzo) do mnie, a nie ja sam. Niby przyjęła do wiadomości, ale nie wydaje mi się, żebym ją przekonał.

W bunkrze już nie ma miejsc, prawda?

#5ctG1

Wczoraj mój współlokator Krzyś zapytał, czy nie miałbym ochoty pójść z nim na imprezę. Powiedziałem, że nie, bo chciałem po tygodniu roboty wreszcie się zrelaksować i wyspać, tym bardziej
że czuję się trochę przeziębiony. Zostałem więc w domu. Obejrzałem jakiś film, zamówiłem pizzę, poczytałem książkę i zasnąłem.
O godzinie 4:30 nad ranem z głębokiego snu wyrwał mnie głośny dźwięk budzika w pokoju obok. Najwyraźniej Krzyś zapomniał go wyłączyć na czas weekendu – pomyślałem. Alarm jednak dzwonił i dzwonił. Zwlokłem się z wyra i załomotałem pięścią do pokoju współlokatora. Bez odzewu. Tłukłem tak przez piętnaście minut. Nic. Z pokoju dobiegał dźwięk alarmu i ciężkie chrapanie Krzysia. Przez dziurkę od klucza zobaczyłem go leżącego w ubraniu na łóżku. Nawet butów nie zdjął, pijak cholerny.

Alarm darł się przez pięć kolejnych godzin! W tym czasie ja chodziłem po ścianach, bo spać się za nic przecież nie dało.

Koło dziesiątej dzwonek się wyłączył, a z pokoju wyszedł uśmiechnięty Krzyś, rozkosznie drapiąc się po worku. Spojrzał na z pogardą na mnie – bladego, z worami pod oczami, rozczochranego, pijącego trzecią kawę w kuchni. Ziewnął, przeciągnął się i rzekł:
- A ty, kurczę, co? Miałeś się wysypiać i regenerować, a tu proszę – widzę, że nockę jednak zarwałeś, najebusie jeden ty...
Dodaj anonimowe wyznanie