Kiedyś jakiś chłopak zagadał do mnie na ulicy. Miło się rozmawiało, a gość wydawał się dość uroczy, więc dałam mu numer i wkrótce umówiliśmy się na randkę. Spotkanie szybko przerodziło się w przytulanie i namiętne buziaki. W pewnej chwili mój amant spojrzał mi głęboko w oczy i zapytał: „Wtedy, gdy zaczepiłem cie na ulicy… Czemu postanowiłaś dać mi swój numer?”. Uśmiechnęłam się szczerze i odparłam: „Miałeś taki miły uśmiech”... Po chwili postanowiłam odbić piłeczkę i zadałam to samo pytanie jemu. „Miałaś takie duże cycki...” - usłyszałam w odpowiedzi.
No cóż... Ten chłopak za parę dni będzie moim mężem, więc w sumie to cieszę się, że mój niemały biust zwrócił jego uwagę i mogliśmy lepiej się poznać.
Parę tygodni temu ojciec wrócił do domu uchachany jak nigdy. Okazało się, że jego pacjentka urodziła się jako mężczyzna, przeszła jednak procedurę zmiany płci tak dobrze, że nie było nic po niej widać aż do czasu tomografii jamy brzusznej. Biednemu, skonfundowanemu radiologowi ukazały się nie macica, jajniki i inne kobiece cuda, a prostata. Pacjentka skonfrontowana z tym wynikiem przyznała się do tego, dostała lekki ochrzan, że nic nie powiedziała (w wywiadzie są zadawane pytania m.in. o bycie pod opieką poradni psychiatrycznej obecnie lub w przeszłości i o przebyte operacje - oba zanegowała), ale właściwie nic się nie zmieniło.
Parę dni temu była przyjęta na oddział na kolejny cykl chemii. I zaczęły się problemy. Dwa dni przed planowanym przyjęciem pacjent ma mieć zrobiony wymaz w kierunku Covida (onkologia bardzo nie lubi jakichkolwiek zakażeń, nawet "głupia" grypa może się źle skończyć dla pacjentów). Miała do wyboru przyjechać na oddział albo do szpitala jednoimiennego - oba w jednym mieście, w którym mieszka, więc do wyboru. Nie, bo ona nie będzie jeździć i się narażać - a ma samochód. Po wytłumaczeniu, dlaczego jest to ważne i zagrożeniu nieprzyjęciem (mają takie prawo), łaskawie się zgodziła. Po uzyskaniu wyniku ujemnego zjawiła się razem z jakiś gościem, który patrzył z podejrzliwą miną i co chwilę coś zapisywał. No, może mąż/partner? Nie, on jest z jakiejś organizacji broniących przed dyskryminacją. To słowo stało się jej ulubionym, używała go, kiedy tylko się dało. Musiała chwilę poczekać na pobranie krwi? Dyskryminacja. Nie może wychodzić na korytarz (ograniczenie ewentualnego zakażenia między pacjentami, łazienki mają w pokojach)? Dyskryminacja. Pielęgniarka zapytała jej się, czy nie chce przyjąć sakramentu namaszczenia chorych (standardowe pytanie przy przyjęciu, ksiądz jest zabezpieczony jak reszta personelu)? Dyskryminacja, bo przecież wiadomo, że nie wierzy w te brednie.
Ojciec miewał już trudnych pacjentów, wiadomo, nowotwór to straszna choroba i ludzie różnie reagują. Kilku skończyło na oddziale psychiatrycznym. Ale takiego podejścia nie spotkał nigdy.
Wszyscy wiemy, że publiczne toalety to z natury miejsca niebezpieczne i nieprzyjazne użytkownikom. I o tyle, o ile wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do takich atrakcji jak porozrzucany papier toaletowy, tajemnicze dziury w drzwiach, mocz dookoła ubikacji i tym podobne ślady bytności ludzi pierwotnych, to jednak owemu przybytkowi udało się mnie zaskoczyć.
Toaleta była płatna, a cały mechanizm polegał mniej więcej na tym, że wrzucało się dwa złote, by móc się tam zamknąć na najbliższe 15 minut. Po upływie tego czasu, drzwi automatycznie odblokowywały się, a nad nimi ponownie wyświetlał się napis "wolne".
Zachęcona takim oto widokiem, wrzuciłam swoją dwójkę i otworzyłam drzwi.
Widok, jaki ukazał się moim oczom w następnej kolejności, był o wiele mniej zachęcający. Pewien starszy mężczyzna, stojący nad ubikacją, spokojnie oddawał się urokom masturbacji. Na mój widok odwrócił się i bez skrępowania oświadczył:
- Dobrze, że pani wrzuciła, bo w tym wieku to trochę ciężko dojść w piętnaście minut.
Stałam w drzwiach; mój mózg się nieco zawiesił. A ów starszy pan, wyglądem przypominający milutkiego dziadziusia, który daje dzieciom cukierki, dodał (nadal trzymając swój sprzęt w rękach):
- Ale niech pani zamknie te drzwi. Z jednej albo z drugiej strony. Ja tu zaraz zwolnię!
Wybrałam jasną stronę toalety i wyszłam. Moje dwa złote pozostawiłam w prezencie.
Za kilka tygodni się żenię. Świadkiem na moim ślubie będzie najlepszy kumpel, którego znam od podstawówki. On już od roku jest żonaty.
Zwykle po przebudzeniu nie pamiętam swoich snów, ale dzisiaj niestety zapamiętałem wszystko ze szczegółami. Mój przyjaciel posuwał mnie w pozycji na misjonarza i robił to na tyle skutecznie, że po obudzeniu się musiałem się przebrać...
Bardzo przepraszam, ale what the fuck?!
Nie mam pojęcia czym był spowodowany ten sen, bo moje życie seksualne z narzeczoną jest naprawdę bardzo udane. Nigdy nie odczuwałem pociągu do facetów, a już tym bardziej do przyjaciela, który jest dla mnie jak brat.
Pierwszy lepszy internetowy sennik trochę mnie uspokoił, bo według niego seks z osobą tej samej płci, kiedy jest się hetero "jest symbolem umocnienia więzi z osobą, o której śnisz". To by się zgadzało. Ale...
Jak ja mam mu teraz spojrzeć w oczy?
Mój kolega zawsze odwdzięczał się słowami "Niech ci Bóg w dzieciach wynagrodzi".
Wpadł w wieku 17 lat.
Miałem kiedyś wujka. To było dobre 20-25 lat temu. Nie pamiętam już nawet jego imienia. Ale zawsze wiedziałem, że nazywa się Kurwiński. I zawsze jak było o tym wujku, to wujek Kurwiński i Kurwiński.
Dopiero na jego pogrzebie wyczytałem na tablicy nagrobnej: Burwiński...
I te miny rodziców i dziadków na rodzinnych obiadkach stały się jasne...
Mam 19 lat, pracowałam w rodzinnym ogrodniczym interesie tego lata.
Znam się na kwiatach, prawie całe swoje dotychczasowe życie spędziłam pomagając babci w szklarni. W tym roku, jako iż byłam po maturze, a sezon kwiatowy w pełni, postanowiłam sprzedawać razem z babcią i ciocią kwiaty. Dwie wyżej wymienione kobiety codziennie mi dziękowały za to, że tam jestem, bo im lżej w pracy - cieszyłam się tym ogromnie.
Klienci wiadomo, bywają różni, o niektórych szkoda gadać. Np. tłum ludzi w szklarni i jakaś dama krzyczy, że ja się nie znam na kwiatach i ona nie chce, żeby tak młoda osoba jak ja ją obsługiwała. Ręce mi opadały, bo takich osób naprawdę było sporo. Jednak za każdym razem wkraczała do akcji babcia i mówiła, że jak się im nie podoba, to mogą kupić kwiatki gdzie indziej.
Jednak najlepsi byli ci, którzy przy 5 kwiatkach za 5 zł prosili o rabat. Ciocia się w końcu zdenerwowała i na wejściu powiesiła karteczkę, że Rabat to stolica Maroka :D
Tankowałam ostatnio samochód na małej prywatnej stacji w moim mieście, a właściwie to tym razem wyręczył mnie starszy pan, który tam dorabia. Z ręką na sercu był chyba pod 70-tkę. Miałam przy sobie banknot 100 zł i też za tyle chciałam zatankować.
Co istotne, było ciepło. Tego dnia ubrałam sukienkę z dekoltem. Nie odsłaniał nie wiadomo ile, po prostu podkreślał biust, ale to wystarczyło, aby przyciągnąć spojrzenia owego pana.
Tankował, tankował aż w końcu (sama nie wiem kiedy) przekroczył wskazaną przeze mnie kwotę o 30zł. Kiedy zauważyłam co się dzieje, zapytałam odruchowo co robi, że przecież prosiłam o mniej. Facet szybko i nerwowo chwycił ode mnie stówkę i powiedział 'jedź już pani, to w gratisie'. No nie mogłam postąpić inaczej, pojechałam. :D
Oficjalnie to przewróciłem się w wannie, ponieważ poślizgnąłem się wychodząc z niej po zakończeniu kąpieli.
Tak naprawdę wszedłem mokrymi stopami na jej rant, bo chciałem zobaczyć w lustrze, które wisi naprzeciwko wanny swoją dupę i się przewróciłem.
Czytając wyznania o dzieciach interesujących się erotyką zawsze myślałam, że mnie to nie dotyczyło. Dziś przypomniałam sobie, że jednak się myliłam.
Epizod zaczął się mniej więcej w 4-5 klasie podstawówki, jakiś czas po tym, jak dostałam pierwszy telefon. Na ostatnich stronach różnych gazet były reklamy dot. kupna tapety, gier, piosenek, budzika grającego kolędy (tak, tak, to były czasy, kiedy alarm w telefonie miał tylko kilka dźwięków do wyboru i taki grający budzik to cud techniki), a także "anonse gorących pań" zachęcających do wysyłania SMS-ów. Kilka razy biłam się z myślami, ale finalnie postanowiłam napisać do takiej kobiety, podając się za 40-letniego faceta.
Od tej pory przez kilka dni wymieniałam się wiadomościami z "hot 21". Do dziś pamiętam taką wymianę SMS-ów, kiedy przez dłuższą chwilę nie odpisywałam:
Hot21 - "Czemu mnie olewasz?".
Ja - "A w robocie byłem".
Krótka znajomość skończyła się tak, że podczas zakupów, kiedy to pisałam z moją hot21, mama spytała mnie "Z kim tak rozmawiasz?". Wyłączyłam wtedy telefon, a gdy włączyłam go ponownie, czekały na mnie dwie wiadomości o treści "Czemu mnie olewasz?". Stwierdziłam wtedy, że człowiek nie pisze nigdy tak samo i SMS-y wysyła jakaś maszyna, w związku z czym nie warto dalej tego ciągnąć. :D
Pewnie w domu była potem wojna o rachunek za telefon, ale to już wyparłam z pamięci.
Dodaj anonimowe wyznanie