W czasach, gdy chodziłam do przedszkola, moja mama bardzo „przyjaźniła” się z „panem Tomaszem”. Dawał on mi zabawki, zabierał na basen z mamą, a raz wziął nas do jakiegoś domku nad jeziorem. Widziałam jak całował mamę się w policzek (z perspektywy czasu, wiem że było to coś więcej, spali razem w pokoju). Po wyjeździe powiedziałam o wszystkim tacie, a po paru miesiącach się rozwiedli. Ciekawe czy moje rodzeństwo to pamięta.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nikt by nie zabrał dziecka na lewą randkę, bo dzieci w tym wieku to straszne skarżypyty.
Też mi się to gryzie. Brać dziecko ze sobą, by dokonywać aktu zdrady?
Jedyna opcja to taka, że autorka jest córką właśnie tego kolesia. Ale to i tak dziwne, bo wiadomo było że się "wysypie" przed tatą.