Parę lat wstecz, gdy byłam na szkoleniu NSR (nad morzem), mieliśmy w plutonie pewną dziewczynę, nazwijmy ją Ola, która mieszkała w moim pokoju i która podkradała rzeczy koleżankom. W połowie szkolenia podejrzewaliśmy, że to ona, ale zamiast wprost powiedzieć, robiliśmy plotki o złodzieju kradnącym rzeczy oraz pieniądze, mając nadzieję, że przestanie. Wiecie, nikt jej na gorącym uczynku nie złapał, ale było dużo poszlak, że to właśnie Ola. Jedynie z naszego 4-osobowego pokoju nie zginęła kasa, ale drobne rzeczy już tak.
Gdy nadeszła moja służba i kolegi z piętra, a wszyscy byli poza budynkiem na zajęciach, nagle przyszła Ola, na dosłownie 5 minut, bo czegoś zapomniała. Nadszedł czas powrotu plutonu, koleżanki zawołały mnie na rozmowę. Okazało się, że każdej dziewczynie, nawet w moim pokoju poginęły pieniądze (same 20 zł). Wszystkim oprócz mnie... Nawet Ola powiedziała, że zniknęło jej 20 zł. Zapytano mnie, czy w czasie służby chodziłam po pokojach, zaprzeczyłam zgodnie z prawdą i dodałam, że mogą zapytać kolegi, a jak mu nie uwierzą, to przecież mamy monitoring... Dziewczyny uspokoiły mnie mówiąc, że chcą mieć pewność. Padło pytanie, czy przypadkiem Ola nie weszła do budynku. Potwierdziłam, że była, ale na 5 minut. I wszystko stało się jasne. Ola zapierała się, że to nie ona i twierdziła, że także była ofiarą. My wiedzieliśmy swoje.
O ironio kradzieże skończyły się, a Ola trzymała dystans. Na szczęście mój pluton miał naprawdę ekstra dojrzałe laski, które chciały po prostu spokojnie wyjaśnić sytuację.
Mimo to dalej nie rozumiem ludzi, którzy chcą innych oczernić, wiedząc, że prawda i tak wyjdzie na jaw.
Od kiedy pamiętam mama chodziła ze mną na basen. Miałem prywatnego instruktora (za gruby hajs), którego zadaniem było zredukowanie wady kręgosłupa. I tak przez wiele lat rodzice pakowali we mnie ogromne pieniądze, żebym "wyprostował się". Przyszły takie czasy, że gdy miałem ok. 13 lat rodzice zbankrutowali. Skończył się basen i sztuki walki. Wtedy liczyło się przetrwanie, dosłownie, czasem i na chleb brakowało.
Nie pochodzę z patologi, tu skarbówka załatwiła legalnego właściciela sklepu, który nie sprostał natłokowi budowanych hipermarketów (może ktoś pamięta, jak naście lat temu trzeba było płacić dziesiątki tysięcy za zamknięcie kasy fiskalnej).
Od tamtej pory jakoś sobie radziliśmy, ba, nawet rodzice odbili się od dna. Ja przez nastoletni bunt ledwo przechodziłem z klasy do klasy, miałem problemy z policją, no patola ogólnie ;)
Teraz jestem inżynierem, robię magisterkę. Nie wiem jakim cudem odciąłem się od tamtego bagna i poszedłem na studia techniczne mimo wielu dopuszczających na ostatnim semestrze technikum (ale matura dobrze weszła). To było tło...
W czerwcu poczułem, że odcina mi nogę. To był drugi raz, więc pomyślałem, że czas zrobić coś ze sobą i pójść do lekarza. Badania wykazały nieciekawe zwyrodnienia w odcinku lędźwiowo-krzyżowym, w tym ucisk na nerwy. Jedni mówią operacja, drudzy rehabilitacja.
Rzecz w tym, że obecnie jest problem ze znalezieniem pracy w mojej branży bez doświadczenia. Piszę do wielu pracodawców i może uda się praktyka/staż, a może nie. Kelnerka może nie przejść, bo już chodzę jak kaczka, a sporo pracowałem w tym zawodzie i wiem jaki jest zapiernicz.
Najgorsze jest to, że wstyd mi powiedzieć o wszystkim rodzicom, którzy wpakowali we mnie masę pieniędzy, przetrwali patusa w średniej i teraz gdy już wiem, kim chcę być i w co celuję, zdrowie może zakończyć karierę, która jeszcze się nie zaczęła.
Puenty nie ma, jest strach i ból. Chciałbym kiedyś wynagrodzić rodzicom wszystko, ale czy dam radę?...
Jak myślicie, jak daleko może posunąć się człowiek, żeby zemścić się za zdradę?
Siedzę właśnie na lotnisku i czekam na telefon od mojej "dziewczyny" z pytaniem gdzie jestem. Jakiś czas temu wpadł mi w ręce jej messenger, przeczytałem tam, że seks ze mną jest słaby, że myśli w jego trakcie o kimś innym, że mój rozmiar jest niewystarczający. Przeczytałem też, że jestem frajerem, którego można skubać na hajs i że mnie wkrótce zostawi. Dowiedziałem się kiedy mnie zdradza, wiem gdzie mnie zdradza i wiem z kim mnie zdradza. Więc co mogłem zrobić z takimi informacjami? Dałem się jeszcze raz oskubać na hajs, a internet podsunął mi pomysł.
Jesteśmy w Grecji, a ja za 40 minut mam samolot powrotny i mam go tylko ja. Moja "dziewczyna" myśli, że wracamy innego dnia. Powiedziałem jej, że idę pobiegać, nie zabrałem ciuchów, wystarczą mi dokumenty i telefon, powinna już dzwonić, gdzie jestem, ale widocznie za dobrze się bawi beze mnie. Jak zadzwoni, odbiorę, powiem, że wszystko wiem i zablokuję zdalnie telefon, który ja jej kupiłem, a który ona użytkuje. Zostanie bez pieniędzy i bez znajomości języka, bez telefonu w obcym kraju, 2 tys. km od domu.
Zastanawiałem się, czy to jest etyczne, ale skoro jestem frajerem, to będę już nim do końca. Jutro o 11 rano obsługa hotelu każe jej się wynosić z pokoju, bo po południu meldują się nowi goście. Ciekawe, czy ich zrozumie. Warte to było tych kilku tysięcy złotych.
Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam 6 lat. Razem z mamą wróciłyśmy do domu dziadków. Po 3 latach najpierw zmarła babcia, a po pół roku dołączył do niej dziadek. Po jakimś czasie mama powiedziała mi, że ona i jej kolega z pracy są parą, nawet się ucieszyłam, bo go znałam i lubiłam. Po roku wzięli ślub i Tadek się do nas wprowadził. Był dla mnie bardzo dobry i nawet zaczęłam mówić do niego tato. Po jakimś czasie rodzice oznajmili mi, że do domu wprowadzi się małżeństwo, znajomi rodziców. Dom był bardzo duży, jedno piętro stało puste, więc miało to sens. W ten sposób zyskałam ciocię i wujka. Nie mieszkaliśmy jak sąsiedzi, a bardziej jak rodzina. Dzięki temu miałam bardzo fajne dzieciństwo i dużo wsparcia jako nastolatka.
Co w tej historii anonimowego? A to, że dopiero jako mocno dorosła osoba dowiedziałam się, że mieszkałam z parą gejów i lesbijek udającymi małżeństwa. Na początku byłam w szoku, ale po zastanowieniu uznałam, że genialnie to sobie wymyślili. Nikt z sąsiadów nic nie podejrzewał, ja też w żaden sposób nie ucierpiałam z tego powodu. Dzisiaj rodzice i wujostwo są ludźmi w średnim wieku i nadal tworzą dwie zgodne pary i mam nadzieję, że tak już zostanie.
Pamiętam, że jako dzieci graliśmy w tazosy.
Mieliśmy w sąsiedztwie kolegę, który za każdym razem namawiał nas do gry, obiecując, że nie gramy na serio i wszystkie przegrane tazosy wrócą do właścicieli. W rzeczywistości wyglądało to tak, że jak on wygrał, to na koniec stwierdzał, że graliśmy na serio i on zatrzymuje wygrane tazosy, a jeśli my wygraliśmy, to już nie było na serio i mamy mu oddać jego kapsle. Jeśli nie chcieliśmy, to wołał swojego ojca i ten załatwiał sprawę za niego, zmuszając nas do oddania mu tazosów. Nasi ojcowie oczywiście mieli to gdzieś i nigdy nie chciało im się interweniować, no a dla dzieci takie coś było poważną sprawą.
Żeby mieć nowe tazosy, musieliśmy kupować kolejne chipsy i rujnować naszych rodziców finansowo.
Któregoś dnia byliśmy już nieźle wkurzeni na tego kolegę, bo kolejny raz nas "ograł", tj. gdy wygrał i kłóciliśmy się, że przecież nie graliśmy na serio, zawołał ojca i przedstawił mu swoją wersję i każde z nas zostało bez tazosów.
Namówiliśmy mojego dorosłego już kuzyna na pomoc w tej ważnej dla nas i niecierpiącej zwłoki sprawie. Kuzyn był z daleka, ale akurat przyjechał do nas z rodziną i bardzo zaangażował się w nasz problem. Kupiliśmy nowe chipsy, nazbieraliśmy trochę tych kapsli, wyciągnęliśmy kolegę daleko od domu, żeby nie mógł zawołać ojca, namówiliśmy go na grę, a kuzyn się przyglądał. Załatwiliśmy go w taki sam sposób. Kiedy przegrał i kłócił się, że mamy mu oddać jego (właściwie w większości nasze) tazosy, bo nie graliśmy na serio, wtrącił się kuzyn, który powiedział, że to była gra na serio i nic mu nie oddamy.
Kolega zapłakany poleciał do domu poskarżyć się ojcu, ale kuzyn się za nas wykłócił, znając całą sytuację. Sąsiad twierdził, że poda nas na policję, za co kuzyn go wyśmiał, bo gość chciał podać nas na policję o głupie tazosy, które parę dni wcześniej jego dzieciak nieuczciwie nam zabrał. Ostatecznie oddaliśmy mu tylko kapsle, które należały wcześniej do niego, a te nasze zatrzymaliśmy (naszych było kilka razy więcej).
Od tamtej pory nie zgadzaliśmy się, żeby z nami grał, więc chodził na nas obrażony, nieraz widzieliśmy jak płakał, że nie chcemy z nim grać.
Dostał też nową ksywkę. "Złodziej".
Moja sąsiadka jest przesympatyczną, serdeczną 81-letnią staruszką. Mieszka sama, jej mąż nie żyje od 15 lat, a jedyna córka mieszka za granicą. Pomagam jej od czasu do czasu. Robię zakupy, myję okna, kilka razy zawiozłam ją do lekarza. Pomagam jej, bo wiem, że jest zdana tylko na siebie.
Co w tej historii anonimowego? Otóż mam 36 lat i od 6 lat jestem sama. Po kilku nieudanych związkach uznałam, że mam dość alkoholików, zdrajców, lepiej mi samej niż znów wplatać się w związek z kimś nieodpowiednim. Rodzice i siostra nie raz tłumaczyli, że samotność prędzej czy później zapuka do moich drzwi. Ja uparcie broniłam tej mojej niezależności, zarzekałam się, że już zawsze będę sama, bo tak mi najlepiej.
Od kiedy poznałam panią Stasię, coś we mnie pęka. Patrzę na jej bezradność, na jej schorowane ciało, które z trudem schodami wspina się na 3 piętro. Widzę, kiedy puka do mnie i ze skrępowaniem pyta, czy nie kupię jej bułek i mleka, bo źle się czuje i nie może zejść do sklepu. Nie chcę takiej starości. Cholernie się boję, że i ja kiedyś będę potrzebowała pomocy i nie będzie nikogo obok.
Biję się teraz z myślami co dalej. Przecież nie zwiążę się z kimkolwiek tylko po to, bym nie została sama na stare lata.
Ja i mój brat zostaliśmy adoptowani w wieku 1,5 roku. Zostaliśmy wychowani w pełnej świadomości, gdyż rodzice obawiali się, że moglibyśmy później mieć do nich pretensje o trzymanie tego w sekrecie. Mieszkaliśmy w niewielkiej miejscowości i sąsiedzi wokół wiedzieli jak mają się sprawy. Mama prosiła nas jednak, żebyśmy sami o tym nie opowiadali, bo ludzie są ciekawscy i nietolerancyjni i mogą potem wyjść z tego niemiłe sytuacje.
Tak właśnie było. Aż do czasów gimnazjum jakoś się ludzie dowiadywali i zadawali pytania "A czemu was wzięli? A znacie swoich prawdziwych rodziców? Czemu was oddali? Pamiętasz jak było w domu dziecka?". Pamiętam. że było mi bardzo smutno i głupio, bo wcale nie uważałam siebie za podrzutka i dziecko niekochane. Ale niestety dzieci w szkole się z nas śmiały.
Raz zdarzyła się pewna sytuacja, która mocno utkwiła mi w pamięci. Miałam z 6-7 lat. Wracałam sama z pobliskiego kościoła z nabożeństwa dla dzieci. Jak w każdej mniejszej parafii, tak i u nas codziennie w kościele były starsze panie, które najgłośniej się modlą i takie pobożne, a "diabła w sercu noszą".
Wychodzę z kościoła i zaczepia mnie jedna taka:
- Sama do kościółka już chodzisz?
- Oczywiście - odparłam dumnie.
- A gdzie mamusia?
- W domu.
- Ale wiesz, że to nie jest twoja prawdziwa mama?
Zatkało mnie! Gniew mieszkał się ze smutkiem.
- Dla mnie to jest moja jedyna, prawdziwa mama!! - krzyknęłam i płacząc pobiegłam do domu powiedzieć wszystko rodzicom.
Nie pamiętam reakcji mamy, ale na pewno była wkurzona. Przypuśćmy, że nie wiedziała bym, że jestem adoptowana. Gdybym się tak nagle w ten sposób dowiedziała? Jakim człowiekiem trzeba być, żeby tak wtrącać się w nie swoje sprawy?!
W moim liceum ludzie palili papierosy w toaletach. Nauczyciele mieli dyżury na korytarzach i tamtego dnia padło na nauczyciela geografii. Swoją drogą spoko gościa, który wpadł do toalety ze słowami:
- Trzecie klasy dopalać. Pierwsze i drugie - wypier..ć.
Żeby rodzicom nie było przykro, że ciągle nie mogę znaleźć pracy w zawodzie, okłamuję ich, że już mi się to udało. Jednocześnie zatrudniłem się w Biedronce na drugim końcu miasta. W sumie zarabiam więcej niż zarobiłbym w moim wyuczonym zawodzie, ale rodzice i tak uważają, że wykonywanie pracy, do której nie trzeba kończyć specjalnych studiów, jest poniżej godności osoby z wyższym wykształceniem.
Cóż, sprawa się rypnie, jak kiedyś wpadną tu przejazdem na zakupy.
Mój chłopak jest starszy ode mnie o 9 lat. Nigdy nie przeszkadzała nam ta różnica wieku. W portfelu nosi dwa moje zdjęcia. Jedno z pierwszej klasy podstawówki i drugie, aktualne, z dowodu osobistego.
Pewnego dnia był w kwiaciarni i kupował mi kwiaty z okazji urodzin. Podczas płacenia pani kwiaciarka zobaczyła moje zdjęcia i powiedziała do chłopaka "Ale ma pan piękną córkę. I jaka do żony podobna!" :)
Dodaj anonimowe wyznanie