#AUpbI

Pracowałam wtedy w samodzielnym sklepie umieszczonym w pasażu marketu. Sobota, więc zapierdziel konkretny. Do kasy kolejka ludzi, ale szło sprawnie. Przyszła pora na babeczkę koło 50. Chciała zapłacić stówką, ale że kwota była niewielka to wygrzebała jednak dwie dyszki. Zwróciłam uwagę, bo banknoty miała strasznie wymiętolone. No ale nic, obsłużyłam ją, kolejnych kilka osób i jak się zluzowało całkiem uznałam, że czas na toaletę. Wracam, patrzę, a przy kasie... 50 zł! Wymięty banknot pysznił się na podłodze. Podniosłam, położyłam pod ladą z myślą, że jak ktoś się zgłosi, to wtedy się będę zastanawiać. A warto dodać, że moje zarobki można było określić krótko - żałosne.
Minęło trochę czasu, przychodzi tamta babeczka od pomiętych banknotów i pyta, czy aby u mnie jej 50 zł nie wypadło, bo później była jeszcze znicze kupować i odkryła, że nie ma. Nie miałam wątpliwości, że to jej, bo wymiętolone było. Skłamałabym pisząc, że nie pojawił się w mojej głowie głos szepczący, żeby zaprzeczyć - babeczka nic mi nie udowodni, a 50 zł to przy moich zarobkach było całkiem konkretna kwota. Ale porządne wychowanie się odezwało i pieniądze oddałam. Jak chowała je do portfela, to zauważyłam, że trzęsą jej się ręce. A ona wtedy zaczęła przepraszać, że taka roztrzepana, że problem mi zrobiła, ale dziś pochowała drugiego syna. Wmurowało mnie. Naprawdę się cieszę z podjętej decyzji. Gdybym zatrzymała te pieniądze, do końca życia czułabym się jak ostatnia szm*ta.

#67tTd

Od 7 lat jestem w związku, jest to mój pierwszy chłopak. Ma 31 lat. Niedawno przyjęłam jego oświadczyny i zaczęłam się zastanawiać czy naprawdę go kocham i chcę być jego żoną. Mam dopiero 24 lata i jest to mój pierwszy facet w życiu. Zdaję sobie sprawę jak to zabrzmi, ale chciałabym sprawdzić jak to jest z innym, chciałabym się przekonać czy naprawdę kocham swojego narzeczonego i wtedy podjąć decyzję co dalej. Wiem, że to będzie zdrada, ale nie będzie to emocjonalna zdrada. Chcę potraktować seks z innym tylko mechanicznie. Dużo o tym myślę, dużo myślę co by było dalej. Małżeństwo to poważna sprawa i chcę być pewna na 100%.

Założyłam konto na badoo z lokalizacją miasta, które jest 70 km od mojego. Bez mojego zdjęcia oczywiście, żeby nie było przypału, że ktoś mnie wyczai, prawdziwe zdjęcie dosyłałam po chwili. Piszę z takim jednym i mamy się niedługo spotkać. Dla niektórych to co chcę zrobić może być bardzo kontrowersyjne i zanim mnie źle ocenicie postarajcie się zrozumieć mnie, moje obawy i rozterki.

#A8m8o

Jestem kobietą niezbyt urodziwą, jeśli chodzi o twarz (figurę mam nie najgorszą). Nie należę do pań, za którymi mężczyźni oglądają się na ulicy lub zasypują gradem komplementów. Samoocenę też mam niską (w końcu mam w domu lustro i widzę jak wyglądam, a wzrok mam dobry. Jeszcze gorzej jest, gdy oglądam siebie na zdjęciach).

Nie oglądam także różnych modnych ostatnio programów telewizyjnych, kojarzących pary. Tytuły są mi znajome wyłącznie z nagłówków artykułów na stronach internetowych, natomiast kompletnie nie orientuję się, kto w nich występuje. Polskie portale jednak pełne są artykulików opisujących nieistotne szczegóły z życia ich uczestników. Z reguły też takowych nie czytam.

Raz jednak jeden z takich clickbaitowych materiałów przykuł moją uwagę. Tytuł głosił coś w stylu: "Iksińska z czterdziestej edycji ''Rolnik do wzięcia od pierwszego wejrzenia'' prezentuje sraczkowatą sukienkę. Wygląda w niej zjawiskowo!". Jednak to nie głupi tytuł mnie zaintrygował, a miniaturka zdjęcia dołączonego do artykułu, na którym oczywiście nie było widać rzeczonej sukienki, tylko samą twarz. MOJĄ twarz.
Kliknęłam i tym oto sposobem dowiedziałam się, że jestem sobowtórem uczestniczki jednego z programów. Albo to ona jest moim sobowtórem, zależy jak na to patrzeć. W każdym razie artykuł zawierał parę słów na temat sukienki i noszącej ją Iksińskiej oraz serię zdjęć, na których Iksińska pozuje w owej sraczkowatej kreacji.
Oglądając współczułam dziewczynie jej braku urody (w końcu taką samą gębę widzę na co dzień w lustrze i tak samo uważam, że jest brzydka). Była nieco mocniej umalowana niż ja się maluję (ale nie jakoś przesadnie), ale nadal nie mogłam o niej powiedzieć, że jest ładna.

Jakże zdziwiły mnie komentarze pod owym artykułem:
- "Ładna dziewczyna!"
- "Najładniejsza uczestniczka programu"
- "Bardzo ładna i sympatyczna"
- "Ładna, naturalna dziewczyna"

I jeszcze kilka w ten deseń. I teraz tak się zastanawiam - czy może jednak nie jestem aż tak brzydka, jak mi się wydaje (skoro Iksińska jest uważana za ładną) ,czy to jednak ludzie są wredni i nabijają się z dziewczyny, która nie może poradzić nic na to, że jest brzydka.

#EiHNs

Byłam na wieczornym spacerze. Kiedy miałam już wracać do domu zaczepił mnie pewien chłopak i spytał, czy wiem może, gdzie znajduje się najbliższy sklep. Wytłumaczyłam mu, on podziękował, po czym podał mi rękę i się przedstawił. Od słowa do słowa było coraz bardziej przyjemnie, rozmowa jak najbardziej udana, odprowadził mnie do domu i zostawił swój numer. Oczywiście dałam mu również swój numer, odezwałam się już po godzinie i umówiliśmy się na następne spotkanie.

Wszystko było cudownie czułam, że zakochuję się w nim, tak samo jak czułam, że on zakochuje się we mnie, widziałam to w jego oczach, ten blask gdy na mnie patrzył, te iskierki tak, to musiało się zapowiadać na coś pięknego. W prawdzie nie powiedział mi, że mnie kocha, ale czułam, że tak jest. Czułam się przy nim taka bezpieczna i ważna, bo pokazywał mi jak bardzo mu na mnie zależy. 

Po około pół roku naszego związku, kiedy jeszcze do niczego nie doszło prócz namiętnych pocałunków, zrobiliśmy romantyczną kolacje i wtedy padły od niego 2 słowa: "Kocham cię". Ja taka szczęśliwa, odpowiedziałam: "Ja ciebie też kocham" i zaczęliśmy się całować i dalej robiło się bardziej gorąco. Powiedziałam, że muszę mu coś wyznać. Wydukałam z siebie, "bo ja jeszcze tego nie robiłam...". On: "Jesteś dziewicą?". Odpowiedziałam, że tak. On spojrzał na mnie jakbym była jakimś dziwolągiem. 

Później dostałam od niego sms: "Przepraszam, ale nie możemy być dłużej razem...". Zamurowało mnie, nie wiedziałam, co ze sobą mam zrobić. Czułam się jak najgorszy śmieć, jakbym była nikim, a przecież parę godzin wcześniej powiedział, że mnie kocha... To straszne, ale moja sytuacja przedstawia dzisiejsze jakże zepsute czasy, chłopaki narzekają, że dziewic to ze świecą szukać, a tak naprawdę, to jednak wolą te łatwiejsze panienki... I napiszę wam, bo pewnie ciekawość was zżera, tak więc mam 21 lat. Tak że w tych czasach istnieją dziewice tylko, że wielu mężczyzn nie doceni tego i wybierze łatwiejszą drogę.

#nWG7Y

Moja żona dużo podróżuje w ramach obowiązków służbowych. Ma do tego służbowy samochód. Najczęściej wraca do domu na noc, ale czasem zdarza się, że śpi w hotelu i wraca na drugi dzień. Tym razem zapowiadało się na długi wyjazd, może nawet z dwoma noclegami. Ponieważ miałem wolne w pracy postanowiłem spakować siebie i dzieciaka (3 lvl) i pojechać razem z nią, wyjazd służbowy połączyć z rodzinną wycieczką.

Najpierw Poznań. Żona wyrzuciła nas blisko mostu Lecha, bo niedaleko miała sprawy. Niedaleko jest osiedle, więc z młodą poszliśmy szukać placu zabaw. Znaleźliśmy. Zabawa była przednia, jak dobra zabawa znaczy, że ręce i buzia, nie wspominając o kolanach, brudne i w kolorze ziemi. Jednak spotkanie żony zaczęło się przedłużać, a ja jak na złość nie wziąłem portfela. Zaczynamy się robić niebezpiecznie głodni, a połówka ma wciąż wyłączony telefon. Mało tego młoda zaczyna się robić zmęczona bo pora na spanie już dawno minęła. Usiadłem z nią na przystanku bo między blokami wszedł cień i zrobiło się zimno, a przystanek osłaniał nas od wiatru i był w słońcu. Młoda zmęczona, brudna, ja zmęczony i brudny, oboje wyglądaliśmy jak bezdomni. Trzymam ją na kolanach i próbuję uśpić, ale jest głodna i rozdrażniona i nagle tak mocno rozgoryczona zaczyna płakać i krzyczeć "mamusiu czemu nas zostawiłaś, wróć do mnie".

Nagle przechodząca kobieta wkłada mi do leżącego obok kubka po kawie dwie piątki, a po chwili kolejna osoba dyszkę. Musieliśmy wyglądać naprawdę żałośnie. Z jednej strony wstyd mi było, z drugiej mogłem młodej kupić jedzenie i picie, a potem spokojnie utulić do snu. Efektem tej historii jest to, że od tamtej pory wydaję sporo pieniędzy na różne "zrzutki" "się pomaga" i inne. To tylko 20 złotych, które otrzymałem, a moje życie nie było zagrożone, ale czuję od tamtej pory ogromną wdzięczność za to co mam.
Żona się znalazła, spotkanie mocno się przedłużyło.

#acRQ5

Wyznanie będzie zawierać kilka wulgaryzmów.
To tak na wstępie.

Na pewno jest tu wiele osób, które są bezpośrednio lub pośrednio "związane" ze służbą zdrowia. A to sami pracują, ktoś z rodziny lub jakiś znajomy. W moim przypadku jest to moja mama. Jedni wiedzą mniej, drudzy więcej jak pandemia/epidemia wygląda od środka.

Wkur**ają mnie ci wszyscy "antycovidowcy". Ch** mnie strzela jak słyszę, że tak naprawdę nie ma żadnego wirusa, a to wszystko jest wymyślone przez rząd, żeby nas kontrolować. A jak już będzie szczepionka to nie będą się szczepić bo tam będą czipy!!! Nie ma wirusa bo nie znają nikogo, kto by był chory. Nie chodzą w maseczkach, nie utrzymują dystansu - jeb*** egoiści. Nikt z nich nie pomyśli, że te wszystkie rekordy są właśnie przez nich, że ktoś może nie wrócić z pracy bo jest zarażony covidem. Dzięki tym niedowiarkom lekarze będą musieli wybierać kto umrze, a kogo będą ratować. I kocham te wszystkie kłamstwa rządu z typu "respiratorów wystarczy dla każdego", "mamy wszystko pod kontrolą", "lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym i salowym nie chce się pracować". Noż kur**!!!!

I są jeszcze "specjaliści" na fb - znają się na wszystkim najlepiej i w dupie mają badania naukowców, ludzi, którzy są chorzy, umierają i tych co ich ratują.
Ludzie, ogarnijcie się i stosujcie się do zaleceń.
Maseczki na ryj i dwa metry od siebie.
Dziękuję za uwagę!

#ihb4e

Miałem kiedyś psa. Ojciec wziął go, gdy miałem rok. Mały szczeniaczek. Kiedy rodzice szli, ze mną w wózku, na spacer do parku, Kora w jedną stronę szła, a w drugą wracała na moich kolanach.

Zawsze, kiedy było mi smutno, przychodziła i mnie pocieszała. Spała zawsze w moim pokoju, najpierw na podłodze, czekając, aż zasnę, a potem właziła na łóżko. Co jak co, ale owczarek niemiecki w łóżku trochę miejsca zajmuje. Kiedy uczyłem się grać na gitarze kładła się i słuchała, z zamkniętymi oczami. Czasami specjalnie urywałem w połowie utworu, żeby zobaczyć jej reakcję; podnosiła wtedy głowę i pytała wzrokiem, co się dzieje. Z pianinem było podobnie.

Kiedy rodzice zaczęli się kłócić i rozmawiać o rozwodzie, ja oczywiście siedziałem z uchem przy drzwiach i wszystko słyszałem. Wiedziałem, że ojciec zabierze Korę ze sobą. A ona do mnie przychodziła i ze mną leżała, lizała mi twarz gdy płakałem, czasem nawet szczeknęła, żebym przestał. Ze mną słuchała i chyba wiedziała co się dzieje, wiedziała, że nie będzie mogła więcej słuchać każdego dnia jak gram, że nie będzie mnie każdego dnia widzieć.

Ojciec zabrał psa ze sobą. Przychodził od czasu do czasu z nią, chodziliśmy na spacery, może raz na dwa tygodnie? Zawsze się cieszyła jak nigdy. Odstąpić ode mnie nie mogła. A potem pół drogi do nowego domu ojca piszczała. 

Różnie się z nią działo. Najpierw trafiła do ojca, potem na jakiś czas do stryja, a potem znów do ojca. Pomiędzy moim domem a domem ojca jest około kilometra, a między domem stryja - półtora do dwóch. Kora była posłusznym i grzecznym psem. Nigdy nie uciekała. Ale gdy trafiła do stryja, po kilku dniach uciekła. Oczywiście larum podniesione, bo ruchliwe ulice pomiędzy domami. Po kilku godzinach była pod naszym domem. Przenocowała u nas i następnego dnia była już u stryja. Po dwóch tygodniach znów uciekła. Ojciec stwierdził, że zabierze ją do siebie, bo stryj nie umie jej upilnować. Więcej już nie uciekała.

Podobno psy przeczuwają swoją śmierć. Być może dlatego, gdy ojciec (co zresztą zawsze robił, gdy ją wyprowadzał) spuścił ją ze smyczy, by sobie pochodziła gdzie chce, uciekła biegiem na jego oczach. Zadzwonił do nas i kazał nam jej szukać i nawoływać. Mieszkam w kamienicy do której są dwa wejścia: od ulicy i od podwórza. Nawoływaliśmy od podwórza, bo tam częściej bywała. Nie było. Poszedłem od ulicy. Otworzyłem bramę i zobaczyłem parę błyszczących ślepi. Czekała, aż wpuszczę ją do jej domu. Przenocowaliśmy ją.

Dwa tygodnie później ojciec zadzwonił z informacją, że Kora zdechła. Do dziś okropnie mi żal, bo wiem, że sama wolałaby umrzeć na moich kolanach. Ile bym dał, by przeżyć jeszcze jeden dzień z nią. By zagrać jej jeszcze raz, dla psa, który był ze mną lat 13. Siadam czasem i gram dla niej. Chyba byłaby szczęśliwa, gdyby usłyszała, czego się nauczyłem.

#vz1rw

Po wielu latach przypomniało mi się coś, co wydarzyło się w zerówce gdy miałam 6 lat, po prostu któregoś dnia to wspomnienie uderzyło mnie, jakby miało miejsce wczoraj. To był rok 1996 i panie pracujące w tym przedszkolu w małej miejscowości, ale chyba generalnie całe społeczeństwo nie bało się jeszcze tak o bezpieczeństwo małych dzieci.

Pamiętam jak dziś, jak w drzwiach klasy pojawiło się dwóch mężczyzn i poprosili moją nauczycielkę, żeby pozwoliła mi wrócić z nimi do domu. Mówili, że znają moich rodziców i że zostali po mnie przez nich wysłani. Pamiętam, że w tym momencie aż słabo zrobiło mi się ze stresu, bo widziałam ich pierwszy raz w życiu. Nauczycielka nie była przekonana, panowie poprosili ją o rozmowę ze mną na korytarzu i niechętnie wyraziła na to zgodę. W tym momencie poczułam jakby kamień spadł mi do brzucha, bałam się rozmawiać z obcymi i nie rozumiałam co się dzieje. Panowie posadzili mnie na drewnianym krzesełku, korytarz był duży i pusty, a drzwi wejściowe były bardzo blisko. Kucnęli naprzeciwko mnie i jeden przez drugiego zaczęli opowiadać szczegóły o mojej rodzinie, gdzie mieszkam i z kim, że mam starszego brata, że mama pracuje tam i tam, a tata tam i tam, jak nazywa się mój pies itd i żebym poszła z nimi, to zaprowadzą mnie do rodziców. Musiało to trwać krótko, ale dla mnie była to wieczność, zaczęłam cicho płakać i zdołałam tylko kręcić głową - faceci nie dotykali mnie, chcieli żebym sama podjęcia decyzję.

W tym momencie pojawiła się moja nauczycielka i powiedziała, że to czas na zajęcia i koniec rozmowy. Faceci jeszcze raz spróbowali ją przekonać, ale jej "nie" było stanowcze. Całe zdarzenie musiałam od razu wyprzeć z pamięci. Po 12 latach pewnego dnia po prostu mi się to przypomniało i opowiedziałam tę historię rodzinie, rodzice zaprzeczyli, żeby kogoś po mnie kiedykolwiek wysyłali. Moja mama stwierdziła, że musiało mi się to przyśnić. Ale ja pamiętam dokładnie ten strach i wiele szczegółów tego zdarzenia, nie tak jak pamięta się sny. To się wydarzyło i do dziś nie mam pojęcia dlaczego.

#zMj94

Poszłam z chłopakiem pooglądać meble w sklepie, który mieści się na dwóch piętrach. Ja zostałam gdzieś na dole i oglądałam meble do kuchni, a chłopak poszedł na piętro w celu pooglądania szaf. W pewnym momencie usłyszałam, jak ktoś szybko chodzi na górze, a potem zbiega z góry i z prędkością strzały wybiega na zewnątrz - to był mój chłopak, a za nim biegła sprzedawczyni, która jednak z pościgu zrezygnowała przy drzwiach wyjściowych. Zdziwiona wyszłam na dwór poszukać chłopaka i dowiedzieć, co się stało. Co się okazało?

Jako że sklep jest bardzo duży, to każdy klient ma “ogon” w postaci któregoś z pracowników, dzięki temu mogą szybko doradzić, mają też pewność, że nikt mebli nie uszkodził. Kiedy mój chłopak poszedł na górę, to za nim udała się jedna ze sprzedawczyń i dyskretnie chodziła za nim, niby to poprawiając poduszki, a niby to ścierając kurze. W pewnym momencie mój chłopak, ze znanych tylko sobie powodów, postanowił sprawdzić, czy da radę pozbyć się “ogona” i przyśpieszył kroku. Sprzedawczyni też. Więc on przyśpieszył jeszcze bardziej. Ona też. Zaczął poruszać się truchtem. Ona też. Aż w końcu puścił się sprintem po schodach, a sprzedawczyni pobiegła za nim…
Dodaj anonimowe wyznanie