#P2rHq

Witam. Wiem że wielu mnie pewnie wyśmieje ale nie wiem już kompletnie co robić. Jestem z partnerem od 3 lat. Niedawno oświadczył mi się, niby wszystko pięknie, ale... No właśnie, jest jedno duże ale... Jego rodzina jest na pierwszym miejscu i gdyby nie to, że jest to chorobliwe pierwsze miejsce, to nie byłoby w tym nic dziwnego. Mianowicie mamusia wiecznie go wykorzystuje - co miesiąc woła dużo pieniędzy, bo zaczęła budowę nie mając swojej kasy i w taki sposób ją kończy, wyciągając od syna. Jego siostra (ma dwie) non stop wpycha się, że gdzieś musi ją zawieźć, nawet mimo że bym umówiony ze mną lub ona wie, że się spieszymy.

On nic z tym nie robi, nie widzi problemu, na wszelkie próby rozmowy mówi, że rodzina jest na pierwszym miejscu. Pomijając fakt, że wyzywana jestem praktycznie codziennie. On czuje się bez żadnej winy. Mam tego dość, ale szczerze boję się odejść, z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że nie ma to przyszłości, bo wiecznie w jego życiu będzie jego mamusia.

#Ebop8

Rok temu straciłam najlepszą przyjaciółką. Powód? Znalazła sobie chłopaka i innych znajomych, którzy za mną nie przepadali.

Wczoraj dowiedziałam się, że chłopak ją zostawił, a nowi "przyjaciele" powiedzieli jej, że jest fałszywa i się od niej odwrócili.

Wstyd przyznać, ale mój humor od wczoraj jest znacznie, znacznie lepszy.

#K0Sn7

Od jakiegoś czasu spotykałam się z pewnym chłopakiem. Totalnie w moim guście: zadbany, wysoki i mega przystojny ;) Jednak cały czas czułam, że coś jest nie tak. Takie tam babskie przeczucie. Myślałam, że chodzi o to, że czasami popalał sobie papierosy, czego oczywiście ja nie popierałam. Co jakiś czas musiałam więc robić mu wyrzuty z tego powodu.

Któregoś dnia gdy robiłam obiad, a on sobie smaczne drzemał, dostał smsa. Poprosił mnie o przeczytanie, bo przecież księciuniowi nie chciało się podnosić z łóżka. Przeczytałam więc głośno: "Kochanie dziękuję ci za tą cudowną noc. Kocham i tęsknię". Odłożyłam telefon i najspokojniej w świecie powiedziałam do mojego wybranka "Najpierw zjesz, a później wypier*alasz czy od razu wypie*alasz?"...

Informacje dla ciekawskich:
1. Wyszedł od razu.
2. Po jakimś czasie tłumaczył się, że to była jego kuzynka (wtf?) i to tylko jeden raz. Pogrążył się jeszcze bardziej.

#MTGwd

Mam 11-letniego syna. Pięć dni temu grając z kolegami na podwórku w piłkę złamał nogę. Od tego czasu codziennie przychodzi do nas pielgrzymka jego kolegów. A to przynieśli mu loda, a to nektarynki, a to "patyk nadający się na dzidę". Siedzą razem jedną, dwie godziny i gadają, bawią się. Fajne chłopaki i mimo tak młodego wieku widać dobrzy przyjaciele. Tyle się mówi że teraz dzieciaki są takie i owakie, tylko komputer i telewizor, ale po tym co widzę - nie jest tak źle!

#hL5L4

Nie dotarłem do pracy z powodu kota... To nie jest jedna z tych uroczych historii w stylu: "kot usiadł mi na kolanach i nie mogłem nic zrobić".

Standardowo wstałem o niebotycznej godzinie, wyszykowałem się, zabrałem cały swój podręczny biurowy osprzęt i zapakowałem się do samochodu. Jeszcze zanim przekręciłem kluczyk w stacyjce, moje oczy zaczęły piec i łzawić, a ja nie mogłem powstrzymać się przed kichaniem. Zdążyłem kątem oka zobaczyć kota (!) na tylnym siedzeniu w moim samochodzie, po czym zerwałem się z siedzenia i zatrzasnąłem za sobą drzwi z obcym kotem w środku.

Stałem tam jak debil, patrzyłem przez szybę na tego futrzaka (przysięgam, że się ze mnie śmiał) i dzwoniłem do szefa, żeby powiedzieć mu, że nie mogę dojechać do biura z powodu kota siedzącego w moim aucie. Następnego dnia pół biura śmiało się z tego, że "boję się zwykłego kotka".

#OHlW1

Znalazłem na ulicy porzucone ptasie jajko, które musiało wypaść z gniazda. Postanowiłem się nim zaopiekować - ostrożnie owinąłem je szalikiem i zabrałem do domu. W internecie kupiłem małą klatkę i lampkę, która miała dogrzewać mojego małego przyjaciela. Dzisiaj mija równo tydzień od dnia, w którym zacząłem opiekować się znalezionym przy drodze małym ziemniakiem.

#ZhuRQ

Mieszkam w Krakowie. U nas na rynku od zawsze występują różni artyści - a to wszelkiej maści przebierańcy, a to grajkowie, mimowie, tancerze... Kiedyś był nawet fakir. Widziałem już chyba wszystko. Wczoraj jednak idąc przez rynek zauważyłem coś zupełnie nowego - poetę. Elegancko ubrany stał koło kościoła i z werwą głośno coś deklamował, bogato przy tym gestykulując. Przystanąłem obok aby posłuchać, wzrokiem szukając gdzie ma kubeczek na monety.

Okazało się, że to nie poeta a koleś rozmawiający przez zestaw słuchawkowy.

#tAZ8d

Jako nastolatka praktycznie co weekend jechałam na ogólnopolski/międzynarodowy festiwal (czyli po prostu konkurs) wokalny.

Bardzo lubiłam śpiewać, te konkursy początkowo pomagały mi oswajać się z występami, z czasem zaczęły dawać dużo frajdy. Całkiem sporo wygrywałam, czasem pieniądze, czasem sprzęt elektroniczny, raz nawet wycieczkę zagraniczną. Dodatkowo, za artystyczne osiągnięcia mogłam wnioskować o nagrody w szkole, w województwie i kraju.

W moim domu nie było za bardzo kasy na takie fanaberie. Bilet do miasta festiwalowego, mimo, że ze zniżką uczniowską, kosztował sporo, nawet przy wyborze najtańszej regionalki z milionem przesiadek. Na szczęście instytucja którą reprezentowałam, wzięła na siebie zwrot kosztów podróży (z tymże musiała to być najtańsza opcja z możliwych). To naprawdę bardzo mi pomogło. Pozostawało wpisowe, nocleg (mam rodzinę rozsianą po całej Polsce, no i dzięki Bogu za bursy, akademiki i nocne pociągi), jakieś żarełko (bułki i paluszki 😁), kiece na występy (jako królowa lumpów naprawdę umiałam się super zaprezentować).

I serio, aż się uśmiecham wspominając te czasy, bo były super. Wiele mnie nauczyły, umiałam tak zakombinować, żeby mimo wszystkich trudności jednak wziąć udział w konkursie. Poznałam wielu przyjaciół, ludzi z branży, dojrzałam artystycznie, wygrałam sporo fajnych nagród, zwiedziłam świat i wyrobiłam sobie renomę.

Ok, no to anonimowa część...

Bardzo wielu uczestników nie borykało się z kwestiami finansowymi. Często przyjeżdżali z rodzicami wypasioną furą, spali w drogich hotelach, jedli w wypasionych knajpach i nosili markowe kreacje. To nie powodowało żadnych przepaści między nami. Jednak było parę takich sytuacji, że po rozdaniu nagród, marszczyli nosy, że "znowu mp3", "znowu tablet" czy "ta gitara to mi na co?".
Umieli taka nagrodę rzucić, czy zostawić. A ja najczęściej swoje nagrody sprzedawałam i zawsze było mi bardzo nieprzyjemnie w takich sytuacjach. Jednocześnie wkurzała się ma siebie za takie myślenie, no ale nie moglam poradzić sobie z myślą, ze jedna taka mp3 na tablica.pl i mogłabym zapłacić za festiwal gdzieśtam.
Były tez sytuacje łapówkowe, ale to material na inne wyznanie🙂.

Pozytywny akcent na zakończenie: dziś jestem muzykiem z wykształceniem wyższym i śpiewam po świecie (co niewielu z nas się ostatecznie udało). Wyszukuje tez sponsorów dla zdolnych dzieciaków, które uczą się u moich znajomych w Polsce. I sama planuje założyć kiedyś fundacje dla młodych talentów😁. Może się uda, trzymajcie kciuki.

#PKBje

To zdarzyło się gdy wracałem pociągiem REGIO z Sieradza. Kupiłem bilet u pani konduktor, następnie przechodziłem między przedziałami szukając wolnego miejsca. Nagle moje oczy ujrzały otwarte drzwi pociągu podczas jazdy. Niektórych ludzi ta sytuacja bawiła, ja postanowiłem zgłosić to pani konduktor. 

Ona zaskoczona tym faktem jak najszybciej udała się do wskazanych przeze mnie drzwi. Kobieta zaczęła szarpać te drzwi, aby je zamknąć, odsunąłem się dalej i powiedziałem jej, żeby uważała i lepiej będzie jak zamkniemy te drzwi na stacji podczas postoju pociągu. Jednak niecierpliwość kierowniczki pociągu wygrała. Powiedziała tylko do mnie "Niech mi pan pom..." i na tym się skończyło. Kobieta wypadła. Widziałem tylko odlatujące nogi. 

Doznałem szoku, w pierwszych sekundach nie mogłem nic zrobić. Po chwili pobiegłem do maszynisty, oznajmiłem mu o wszystkim. Na początku zaczął się z tego śmiać, ale później jednak zrozumiał i zatrzymał pociąg kilkaset metrów dalej. Wszyscy zdezorientowani wysiedli z pociągu, a urocza pani konduktor ze złamanymi okularami, zieloną koszulką szła w stanie oszołomienia wzdłuż torów. 

Ja nie wiem, jak ta kobieta mogła przeżyć, udało jej się. Prędkość pociągu na tym odcinku wynosiła około 80 km/h . Podziękowała mi za to, że zatrzymałem pociąg. Fakt, mogłem od razu użyć hamulca bezpieczeństwa. Ale lepiej zareagować później niż wcale :)
Dodaj anonimowe wyznanie