Mój mąż mnie okradł.
Jesteśmy w separacji od kilku miesięcy. Przez alkohol, kłamstwa i brak wsparcia z jego strony. Ostatnio poprosił, żebym mu użyczyła jakiegoś starego telefonu, bo znalazł starą kartę sim i chce sprawdzić zawartość, a zgubił drucik, żeby wyjąć swoją. Okej, pożyczyłam. A on poszedł do lombardu i opylił mój telefon za marne trzy dychy, mi powiedział tylko, że ciągle zapomina go przywieźć.
Mieszka bez ciepłej wody, śpi na materacu, wyjada to, co ciotka kupi sobie do jedzenia. Mieliśmy wynajęte mieszkanie, ale właściciel go wyrzucił za burdy po mojej wyprowadzce. Teraz chodzi na terapię alkoholową, zapewnia o miłości i błaga o jeszcze jedną szansę.
To tylko stary telefon, który już pewnie do niczego by mi się nie przydał. A jednak czuję się oszukana i okradziona. Wiedział, że wystarczy poprosić, a pójdę z nim na zakupy. Jak się dowiedziałam? Przetrzepałam mu kieszenie kurtki, jak do mnie przyjechał i poszedł do toalety. Robię to za każdym razem. Bo kiedyś chował właśnie w kurtce napoczęte małpki, a potem szedł bawić się z naszym dzieckiem.
Podobno nie pije. Kocha nas. Zamieszkamy znowu razem, to się przekonam, że się zmienił. Ciekawi mnie, na ile chce do nas wrócić, a na ile znów żyć w godnych warunkach. Ciekawi mnie też, co jeszcze musi się stać, żebym przestała go kochać.
Ciekawi mnie to na tyle, że też skłamałam. Powiedziałam, że nie stać mnie teraz na wynajem czegokolwiek, choć spokojnie mogłabym sobie na to pozwolić.
Jestem biseksualnym facetem. Od kilku lat tworzę szczęśliwe małżeństwo z kobietą mojego życia. Mamy jednak swój mały zaciszny sekrecik. Co to takiego?
Około roku temu przeżywaliśmy małe wypalenie w sprawach łóżkowych. Nadal było przyjemnie, lecz trochę nudnawo. Rozwiązaniem okazał się seks w trójkącie.
Chętnych panów do miłosnych uniesień znajdujemy głównie na portalach dla gejów. Wbrew pozorom, w większości pociągają ich też kobiety. Są to zupełnie obce dla nas osoby, często z innych miast. By zachować trochę dyskrecji, na schadzki jeździmy do rozmaitych hoteli oddalonych spory kawałek od naszego mieszkania. Spotkania są dla całej trójki bardzo podniecające, a moja pani wręcz umiera z rozkoszy. Oczywiście robimy sobie badania na HIV i inne wenery. Po prostu win-win :)
Około tygodnia temu pojawił się mały problem. Mojej żonie zaczął spóźniać się okres. Pojechałem do apteki po test ciążowy - dwie kreski. Z początku się ucieszyłem (ona trochę mniej), lecz potem nastąpiła chwila konsternacji. Przecież bierze tabletki! Zacząłem się również zastanawiać, czy to na pewno moje dziecko, w końcu nasz trzeci wierzchołek także nie korzysta z prezerwatyw. Na wszelki wypadek test powtórzyliśmy kilka razy. Pozytywny.
No cóż. Jak dziecko się urodzi, idziemy na testy na ojcostwo. Jeśli ja nim nie będę, życzcie nam powodzenia z szukaniem tatusia. A trójkącików już raczej nie będzie.
Pewien czas temu koleżanka namówiła mnie na potańcówkę w klubie. Tańczyłyśmy razem, gdy nagle poczułam na biodrach czyjeś ręce. Odwróciłam się i zdumiona ujrzałam, że mój "adorator" wygląda na około 15 lat. Więc odsunęłam się i wykrzyczałam mu do ucha: "Daj spokój, mogłabym być twoją matką". A on na to: "Mnie to nie przeszkadza, kotku". Doszłyśmy z koleżanką do wniosku, że jesteśmy za stare na takie zabawy i wróciłyśmy do domu.
Wczoraj po południu mój 15-letni syn przyprowadził do domu kolegę. Weszłam do pokoju syna, a ten chłopaczek spojrzał na mnie i momentalnie zbladł. Ja też go poznałam. Spytałam, czy zjedzą obiad. Chłopak bąknął: "Dziękuję, nie jestem głodny". A ja na to: "Mnie to nie przeszkadza, kotku".
Wyobraźcie sobie nerda, kujona, 26-letniego prawiczka. To ja sprzed lat. Moją żoną została kobieta, która mnie rozprawiczyła. Toteż po rozwodzie w wieku 30 paru lat miałem "na koncie" doświadczenia seksualne z jedną tylko kobietą. W dodatku wróciła nieśmiałość, kompleksy i inne takie.
Pojawiła się też ciekawość, jak to byłoby z inną. Postanowiłem skorzystać z usług prostytutki. Raz. Spodobało się. Drugi raz, trzeci i poszłooo. W ciągu 2 lat wolności korzystałem z takich usług kilkadziesiąt razy. Wydałem na to coś ok. 10 tys.złotych. Wybierałem na pewnych znanych portalach z takimi usługami, gdzie byłem też aktywnym komentującym. Kobiety były bardzo różne. Różnego wieku, budowy, typu urody czy nawet podejścia do klienta i umiejętności. Czasem miałem ochotę na szczuplutką osiemnastkę, czasem na zaokrąglonego MILF-a (lub odwrotnie :-)) lub coś pośrodku. Najstarsza z nich była lekko po 50-ce i była super. Trafiła mi się nawet Rosjanko-Azjatka. Rzadko wracałem do tej samej, ale jak było naprawdę fajnie, to potrafiłem wrócić nawet parę razy. Zdarzyło mi się pójść nawet na sesję BDSM. To było hmmm... ciekawe :-)
Nie żałuję wydanej kasy. Wiem, że trafiła np. do kobiety samodzielnie wychowującej małe dziecko, studentki nie mogącej liczyć na wsparcie rodziców czy dziewczyny zbierającej na otwarcie własnego sklepu. Przyznacie pewnie, że to cele bardziej pożyteczne niż to, na co idą nasze podatki.
Teraz jestem w związku ze wspaniałą kobietą. Jestem jej wierny i nikt nie wie o tym wszystkim. Dodatkowo z charakteru i wyglądu jestem typem, którego nikt nie podejrzewa o takie rzeczy.
Nie jestem z tego dumny, ale też nie żałuję. Nikomu o tym nie powiedziałem tylko Wam.
I jeszcze jedno - MILF-y są najlepsze. :-)
Pragnę podzielić się z Wami moją historią z dzieciństwa.
Siedząc akurat pod mostem z dzieciakami, rzucaliśmy piłką przez rzekę. Jeśli ktoś nie złapał, musiał szybko odzyskać zabawkę, gdyż taki item nie każdy posiadał.
Jak przyszła moja kolej na złapanie piłki, nie chwyciłam jej oczywiście, a nurt wody porwał ją w diabły. Nadchodziła godzina kryzysowa, czyli jakoś 20.00. Pora kolacji i kary, jeśli się spóźnisz. Po zachodzie słońca najlepiej było ocenić, że to już czas. Zbulwersowani znajomi pojechali na rowerach w dal, a ja uparłam się, że odzyskam zgubę!
Idąc wzdłuż rzeki, zapomniałam o moim lęku wody. Zapomniałam również o najgorszych snach, gdzie idę przez kładkę bez poręczy już zanurzoną pod czarną wodą... Nagle zrobiło się jakoś ciemniej. Przede mną pojawił się większy dopływ do rzeki, którego przeskoczenie byłoby zbyt ciężkie. Stwierdziłam, że kij z tą piłką i uciekam do domu. Przypomniał mi się nawet pozostawiony na moście rower. Odwróciłam się i zamurowało mnie. Wszędzie moczary, dopływające strumyki, które przed chwilą tak ochoczo przeskakiwałam, pnąc się do celu. Wszelkie badyle, gałęzie, wyższe ode mnie rośliny i ja na środku cholera wie czego. To był koniec żartów. Próbowałam wrócić, ale nagle ta sama trasa stała się nie do przejścia. Trampki przemokły całkowicie, upaprane błotem. Jak stałam, tak zaczęłam ryczeć. Ryyczeeeć, aż mnie ktoś usłyszy! Krzyczeć i prosić o pomoc. Nie sądziłam, że ktoś mnie usłyszy. Jeszcze o tej straszliwie późnej godzinie, to już w ogóle...
Nagle nie wiadomo skąd po drugiej stronie dopływu pojawił się mały chłopczyk. Tu nadmienię, że sama byłam w podstawówce, a on wydawał się mieć 5-7 lat. Bladziutki, chudziutki, w białej koszuli i gumiakach prawie po kolana. Praktycznie białowłosy zapytał całkowicie spokojnie, czy coś się stało. Odpowiedziałam zapłakana, że chcę wrócić do domu. Szczerze zdziwił mnie jego widok i nieco rozczarował, bo co taki chłopczyk może zrobić i co on w ogóle tu robi?! Miałam nadzieję, że zawoła rodziców, a on wychylił się w moją stronę i podał mi rękę. Nie wiem jakim cudem, ale szłam z nim przez te moczary, prowadził mnie przez jakiś las, nawet przez kładkę szłam, gdzie pod nami była woda z pływającym mchem. Wszędzie on był! Buta zgubiłam, bo ugrzązł w błocku. Najgorszy moment, gdy prowadził mnie po półce wykopu, gdzie znajdował się staw. Mogliśmy wpaść i się po prostu potopić, a byliśmy cholera wie gdzie, jak przypominam. Naprawdę dla mnie to była taka adrenalina i przerażenie, a jednocześnie tak pewnie za nim podążałam. Ciągle mnie pocieszał i mówił, że już prawie jesteśmy.
Mym oczom ukazał się półmrok i mój rower leżący na moście. Podziękowałam, nigdy więcej chłopca nie spotkałam.
Jest jedna rzecz, która od pewnego czasu nie daje mi spokoju. Chodzi o pewne dość niepokojące przebłyski wspomnień na temat mojego zmarłego już ojca, ale żeby dojść do takich wniosków, musiałam najpierw dorosnąć, pozbyć się dziecięcej niewinności i wszelkich złudzeń na temat świata, poznać zarówno dobre, jak i mroczne strony życia, dopiero niedawno to do mnie dotarło.
Mój ojciec nie tylko był alkoholikiem, był także cholernym ćpunem! W moim pierwszym wspomnieniu wspinam się na meble, otwieram zamykany na klucz barek i zaglądam do rzeczy mojego ojca, bo jak to w przypadku małych dzieci ciekawość bierze górę. Znajduję dziwną, brązową plastelinę (haszysz?) i tutaj wspomnienie staje się mgliste, ojciec na mnie krzyczy, nie pamiętam, czy mnie wtedy zbił czy nie. Kolejne wspomnienie także jest mgliste, byłam bardzo malutka. W kuchni jest mój ojciec i chyba jakieś inne dorosłe osoby? Było coś z łyżką i podgrzewaniem tej łyżki nad kuchenką gazową (heroina?). Moje ostatnie wspomnienie jest najbardziej wyraźne, ale jak dotarło do mnie w co się wtedy "bawiłam" to zmroziło mi krew w żyłach... Które normalne dziecko bawi się w robienie karmelu z cukru, podgrzewając łyżeczkę nad kuchenką?! Od kogoś to musiałam podpatrzyć. Do tej pory nie umiem sobie z tym poradzić, nikomu nie mówiłam bojąc się osądzenia, że ktoś pomyśli jaką ja patologię miałam w domu, zresztą co to zmieni? Kto uwierzy w jakieś niejasne wspomnienia z czasów dzieciństwa? Boję się mówić komukolwiek, chociaż bardzo mnie to dręczy i przez to jeszcze bardziej znienawidziłam swojego zmarłego ojca. Czuję ulgę, mogąc to z siebie wyrzucić, nawet anonimowo...
Muszę opisać pewną sytuację, której do dzisiaj nie mogę zrozumieć i pojąć. Był poniedziałek, obmyślam jak by tu wypocić piwska po weekendowej domówce. Siłownia czy jogging? Padło na jogging. Miałem dzień wolny od uczelni oraz pracy, więc postanowiłem wybrać się od razu.
Wbiegam do parku, męczę się, skaczę po tych drzewach jak małpa i co widzę? Jakieś 50 – 60 m dalej kobieta z dzieckiem w wózku oraz zaiste jest partner kłócą się krzycząc na siebie. Ogólnie rzecz biorąc wydaje się normalna sytuacja, jak to w związkach, więc no nic biegnę dalej.
Kiedy zawinąłem pętlę w koło parku postanowiłem na chwilę odpocząć, więc usiadłem na ławce. Rozglądam się, podziwiam piękną zieleń i czuję się naprawdę wyciszony, spokojny i zrelaksowany. Po minucie naprawdę głębokiej ciszy z prawej strony słyszę płacz dziecka i jakieś krzyki, myślę no nie, no po prostu no nie. Ruszam w stronę słyszanych odgłosów. Była to ta sama para, którą widziałem przed godziną kłócącą się. Postanowiłem podejść powoli i uświadomić parę, że jest również z nimi dziecko, które płacze od jakiegoś momentu. Nie wspominając im, że jest późna godzina i dość chłodny wieczór z komarami dającymi się we znaki.
Podchodząc zauważyłem, że facet odepchnął wózek z dość sporym impetem, złapał kobietę rękoma za ramiona i uderzył ją głową, jak to niektórzy mówią "z bańki". Tego co poczułem w tamtej chwili nie da się opisać, ale złapałem taki wnerw i adrenalinę, że mógłbym podnieść chyba TIRA. Dobiegając do tego damskiego boksera wiedziałem, że nie będę w ogóle z nim rozmawiał, tylko uderzę go tak samo, jak uderzył przed momentem tą dziewczynę. I tak się stało. Leżał na ziemi, a ja przydusiłem go i zapytałem dziewczynę, czy chce zgłosić odpowiednim organom to, co zaszło przed chwilą. Nie usłyszałem odpowiedzi, jednak poczułem uderzenie w tylną część głowy.
Było to uderzenie dziewczyny, którą uderzył przed momentem ten facet. Po chwili zapytała mnie „Dlaczego się wtrącasz?” dodając „Nikt nie prosił cię o pomoc”. Skamieniałem i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Odpowiedziałem „Przy takich sytuacjach nie mam zamiaru przechodzić obojętnie” dodając „Ten facet zrobił pani krzywdę i na wszystko patrzyło dziecko, które nieprzerwanie płacze od kilku minut”. Popatrzyła na mnie, pomogła wstać facetowi, który ją uderzył (facet siedział oparty o drzewo), wzięła wózek i odeszli mrucząc coś pod nosem, pozdrawiając mnie środkowym palcem.
Wróciłem do domu i wziąłem naprawdę lodowaty prysznic, których normalnie nie znoszę.
Gdy byłam mała, miałam w zwyczaju wkładać sobie do stanika zwinięte kulki papieru toaletowego. I pewnie dziś bym się z tego śmiała, gdyby nie to, że teraz mam 25 lat i ciągle to robię...
Jako że jestem sprzedawcą sprzętów RTV i AGD, bardzo często zdarza się trafić na różnych klientów. Nasza sprzedaż jest oceniana przez tajemniczego klienta i trzeba mówić ustalonym przez firmę standardem obsługi itd. Kto pracuje w takiej branży, to wie, o co chodzi. No ale do rzeczy.
Stoi dwóch klientów przy aparatach foto i oczywiście podchodzę do nich i standardowa gadka: "Witam, widzę, że zainteresowali się panowie aparatami fotograficznymi, blablabla...". No i przeszedłem do badania potrzeb:
- Jakie będzie główne przeznaczenie aparatu? Bardziej uniwersalne czy np. fotografowanie martwej natury?
- Bardziej martwa natura ha, ha, ha! (salwa śmiechu, aż pomyślałem, że mam coś może na ryju i cisną ze mnie bekę).
- A mogę wiedzieć, z czego panowie tak się śmieją? - spytałem.
- Bo my z zakładu pogrzebowego jesteśmy!
Mam 20 lat, a nigdy nie miałem dziewczyny. Ostatnio zacząłem się zastanawiać, jak to się dzieje, że wszyscy dookoła potrafią znaleźć swoją drugą połówkę, a ja wciąż jestem sam. Przyszły mi tylko dwa pomysły - albo jestem na tyle paskudny, że nikt nie chce zwrócić na mnie uwagi, albo na tyle tępy, że nie dostrzegam sygnałów skierowanych do mnie. Odpowiedź przyszła dzisiaj.
Wybrałem się oddać krew. W ośrodku zobaczyłem ładną dziewczynę, która chwilę później zniknęła za drzwiami gabinetu. Musiałem poczekać na swoją kolej. Kiedy pani doktor mnie wezwała, usadziła mnie właśnie koło niej. Zauważyłem, że patrzy w moją stronę, jednak kiedy obróciłem się do niej, spuściła wzrok. Zacząłem tępo patrzeć przed siebie, widząc co chwila, jak zerka na mnie. Siedzieliśmy tak dobre 15 minut. Po tym czasie wyszedłem, ona została jeszcze chwilkę, ponieważ pierwszy raz oddawała krew, a lekarki chciały się upewnić, że nic jej nie będzie. Na zewnątrz poprosiłem o kawę i usiadłem przy stoliku. Po chwili wyszła, również poprosiła o kawę i... usiadła naprzeciwko mnie. Nie wiedziałem jak nawiązać rozmowę, więc po prostu szybko wypiłem kawę i wyszedłem. Wychodząc zauważyłem jeszcze, że patrzy na mnie. I zamknąłem drzwi.
Wniosek - jestem po prostu idiotą.
Dodaj anonimowe wyznanie