Była godzina 5:30 rano (moja mama zapamiętała ją bardzo dokładnie), kiedy mój pies zaczął szczekać i piszczeć drapiąc w drzwi. Mama nie wiedziała o co chodzi, więc po prostu wyszła z nim myśląc, że ma potrzebę. Kiedy tylko wybiegła z nim przed klatkę, on pobiegł w stronę innej, trochę bardziej wysuniętej klatki, przez co nie widać jej z naszej. Pies pobiegł, a moja mama zachodziła w głowę o co chodzi. Kiedy popędziła za nim zauważyła starszego pana leżącego przed klatką, zapłakanego, który wyjąkał, że miał zawał. Moja mama czym prędzej zadzwoniła po pogotowie, które przyjechało w ostatniej chwili.
Ten starszy człowiek jest już w dobrej kondycji, nic mu nie jest. Ale powiedzcie mi tu, że psy nie mają żadnego szóstego zmysłu!
W drugiej klasie szkoły podstawowej koleżanka z mojej klasy zaprosiła wszystkie dziewczyny z naszej klasy na swoją imprezę urodzinową. Wszystkie oprócz mnie. Może to głupie, ale jak o tym pomyślę, to płakać mi się chce.
Spałam niedawno u mojego chłopaka. Zrobiliśmy sobie pizzę na kolację, dobra była, tylko nie toleruję laktozy, a w nocy ilość zjedzonego sera trochę dała mi się we znaki. Było mi dość ciepło, więc spaliśmy trochę oddaleni od siebie, mój luby trzymał swoją dłoń na moim biodrze. Ja mam naprawdę bardzo mocny sen, ale tego dnia z mego odwłoku wyleciała szybka seria powietrznych bomb, która nie tylko wprawiła w ruch całe moje ciało, ale także obudziła mojego lubego. Nie wiedziałam za bardzo co się stało, ale zanim zdążyłam się nawet ruszyć, mój chłopak lekko mną potrząsnął w celu obudzenia mnie i powiedział "chyba telefon ci wibruje". Byłam zaspana, ale zdążyłam zorientować się co się stało.. Dlatego też wzięłam swój telefon do ręki i powiedziałam, że te wiadomość od operatora...
Poszliśmy dalej spać, a ja do teraz mam nadzieję, że on nie powiedział tego tylko dlatego, żeby mnie nie zawstydzić :)
Mam pomysł, jak skończyć z aborcjami - ze skutecznością o wiele większą niż wszystkie dotychczasowe rozwiązania.
Wazektomia.
Jest to zabieg odwracalny. Każdy mężczyzna, który zaczyna produkować plemniki, powinien być mu poddany. Dopiero kiedy jego sytuacja życiowa się ustabilizuje i zostanie uznany za zdolnego do utrzymania rodziny oraz do sprawowania roli męża oraz ojca - płodność zostanie mu przywrócona. Podczas zabiegu zostałyby również pobierane próbki DNA do bazy danych w celu ewentualnej błyskawicznej identyfikacji.
Korzyści są znacznie większe - odpada nie tylko problem niechcianych ciąż, ale i dyskomfortu antykoncepcji. Przywracanie płodności w podziemiu medycznym skutkowałoby niedozwoloną ciążą, a po zbadaniu DNA (również wyrywkowe kontrole samego nasienia) sprawca byłby natychmiast identyfikowany i podlegałby karze więzienia.
...co takiego?
Czyżby pojawił się dyskomfort na myśl o regulacjach prawnych dotykających was w ten sposób?
To świetnie. Jesteście coraz bliżej do zrozumienia, w jakim kraju żyją polskie kobiety.
Pewnego razu, na lekcji geografii nauczyciel wykładał bardzo nieciekawy temat, wszyscy się nudziliśmy. Mój kolega chciał przerwać tę nudę i wyjechał z tekstem:
- Ale mnie dupa boli...
Nauczyciel go jednak usłyszał i skomentował:
- To już sprawa twojego partnera, nie moja.
Mam 3-letnią córeczkę - Ulę. Zawsze wieczorem przed snem modlimy się wspólnie.
W dniu urodzin mojego męża po oglądnięciu bajki, po kolacji i po kąpieli jak zwykle uklękłyśmy do wspólnej modlitwy. Mąż przyglądał się temu. Po modlitwie powiedziałam do Ulci:
- Uleńko, a teraz pomodlimy się za tatusia, bo dzisiaj ma urodziny.
- Wieczne odpoczywanie...
O tym, jaką minę miał mąż nie muszę chyba pisać...
Jestem rękodzielnikiem i mam dość ciągłych próśb albo wręcz żądań o obniżenie cen.
Z kwoty, którą chcę za moje wyroby, do mojego portfela trafia ok. 50%. Reszta to koszty materiałów, podatki, koszty prowadzenia działalności. Czyli wychodzi mi jakieś +/- 12 zł na rękę za godzinę pracy.
Obniżając ceny, narobiłabym się jak dziki wół i nie wystarczyłoby na waciki. Teraz ledwie mi starcza, mimo że oszczędzam jak się tylko da. Żyję w podłych warunkach, wynajmuję małe mieszkanko, któremu bliżej do rudery, a kosztuje pół mojego miesięcznego dochodu. Gdzie jeszcze rachunki, jedzenie, leki, środki czystości? Jem najtańszy pasztet z biedry, bo mnie nie stać na nic lepszego. Nie, nie pójdę mieszkać na pokój, bo nikt nie zgodzi się na przyprowadzanie do domu klientów i podawanie klientom adresu. Tu gdzie mieszkam mam o tyle dobrze, że właściciel zgodził się na prowadzenie działalności bez podnoszenia czynszu.
Niestety nie jestem w stanie iść na etat z powodu mojego stanu zdrowia. O tym pisałam w poprzednim wyznaniu #Uw7XZ Jakiś czas temu pracowałam dorywczo na zlecenie po 6h co drugi dzień, ale wtedy zarabiałam mniej na rękodziele, bo wracałam z pracy zmęczona i resztę dnia przesypiałam, plus szła kasa na dojazdy, więc niewiele ta praca dawała.
Szlag mnie już trafia, dowiadując się od co trzeciej osoby, że mogłabym mieć taniej. Paru osób nawet spytałam jaką cenę by sugerowały, to kopara mi opadła, kiedy dowiedziałam się, że powinnam dać o połowę niższą cenę. Czyli nie zarobiłabym nic.
Staram się zachować profesjonalizm, nie tłumaczę klientowi skąd u mnie takie ceny, tylko piszę krótko, że nie ma możliwości ich obniżenia. Niemniej za każdym razem na usta mi się ciśnie, by przedstawić cały kosztorys oraz moje zarobki i spytać klienta, czy nadal uważa, że powinnam obniżyć ceny.
Czy tak ciężko zrozumieć, że chcę godnie żyć, a nie wegetować i zastanawiać się, czy przestać jeść, żeby przetrwać kolejny miesiąc?
Jasne, że mogę podnieść ceny, ale boję się, że wtedy przestanie mi się sprzedawać i tym samym zarobku nie będzie, tym bardziej w obecnej sytuacji, kiedy dużo ludzi traci pracę i oszczędza.
To nie jest tak, że jako rękodzielnicy dajemy ceny z kosmosu i zarabiamy kokosy. Często bywa tak, że rękodzielnik wręcz dopłaca do interesu, np. moja koleżanka tak miała i zamknęła działalność, bo mimo że nic nie zarabiała, prawie każdy ją cisnął, że ma za drogo. Jeśli nie stać mnie na coś, nie idę do producenta i nie proszę o obniżkę, tylko zwyczajnie nie kupuję. Tak samo powinno być w przypadku rękodzieła. Nie stać cię, to nie kupuj, a nie jakieś bezczelne żądania o obniżenie cen czy rabaciki od 30 zł.
Mój apel. Nie targuj się z rękodzielnikiem, bo to chamstwo, buractwo i brak kultury! Sam nie chciałbyś pracować za marne grosze, więc nie każ pracować za grosze rękodzielnikom!
Kilka dni temu mieliśmy w domu awarię ogrzewania. Wieczorem poszłam do pokoju mojego brata się uczyć, bo u niego było cieplej. Ledwo usiadłam, a on przyszedł i mówi "Idź gdzie indziej z tymi książkami. W tym pokoju nikt się nigdy nie uczył i chciałbym aby tak pozostało!".
Kiedyś na ulicy spotkałem bezpańskiego psa. Był zaniedbany, bardzo brudny i trochę wychudzony. Podchodził do każdego kogo zobaczył, aż w końcu ktoś go kopnął. Zrobiło mi się go żal, więc go pogłaskałem. Zaraz potem wsiadłem do auta i ruszyłem do domu, który był oddalony o 3 km od miejsca, w którym byłem. Kiedy dotarłem, zobaczyłem biegnącego za mną psa. Był to ten sam zaniedbany pies.
Mam go już od 2 lat.
Kilka dni temu wybrałam się na miasto, aby pozałatwiać kilka spraw. Jak wiecie, okres pandemii i niektóre ograniczenia mocno dają w kość. Ważne w tej historii jest to, że od kilkunastu lat choruję na cukrzycę.
Z racji tego, że moje zapasy mocodajnego soku kurczyły się (a jest on niezbędny, gdy cukier we krwi mi spadnie, muszę się czymś słodkim podratować ;)), niestety nie zorientowałam się, że przy sobie nie mam nic innego, postanowiłam zawitać do sklepu spożywczego. Jak na złość, okazało się, że było kilka minut po 10, a co za tym idzie rozpoczęły się godziny dla seniorów.
Wchodzę do sklepu, wrogo nastawiona ekspedientka od wejścia zakomunikowała mi, że wybiła słynna godzina zero i nie mogę wejść na teren sklepu. Na nic zdały się tłumaczenia, że ten artykuł jest mi potrzebny. Po prostu nie i koniec.
Wyszłam stamtąd bardzo zdenerwowana. Ja rozumiem wszystko, ale to nie było moje widzimisię, po prostu potrzeba. Godziny dla seniorów są ważne, ale ludzkie zrozumienie do nagłej sytuacji, którego tu tak próżno szukać, jest chyba jakąś podstawą życia społecznego.
Nie stosuję tu żadnych apeli, może do prawodawców, chociaż i tak tego nie przeczytają, żeby zobaczyli z czym inne osoby chore muszą się mierzyć w obecnych czasach, gdzie zwykły człowiek innemu człowiekowi wilkiem, bo taki przepis i już.
PS. Nie zamartwiajcie się o mnie, ochroniarz w kolejnym sklepie po usłyszeniu prośby, z lekkim zawahaniem zgodził się mnie wpuścić, a przy kasie obserwował, czy biorę coś więcej. Po zapłaceniu przeze mnie rachunku podziękował mi za uczciwość i kupienie tylko i wyłącznie soku, ja jemu za postawę. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, w szczególności Pana ochroniarza.
Trzymajcie się cieplutko i zdrowo, drodzy Anonimowi :)
Dodaj anonimowe wyznanie