#kmT5I

Od ostatnich kilku miesięcy regularnie chodzę do jednej knajpy. I to nie dlatego, że jestem jakimś pijakiem, melanżowiczem czy ćmą barową. Po prostu w lokalu tym za barem pracuje Monika - dziewczyna, która cholernie mnie kręci i usiłuję się z nią umówić. Jest piękna, zabawna, inteligentna i oczytana – jednym słowem IDEAŁ. Zrobiłem już pewne postępy w temacie naszej znajomości, więc doszedłem do wniosku, że najwyższy czas przejść wreszcie do działania. W tym celu poprosiłem Maćka, mojego starego przyjaciela, aby został moim „skrzydłowym”, czyli zgodnie ze sztuką podrywu – pomocnikiem w doskonałym planie umówienia się na randkę.

Maciek okazał się wyjątkowo skuteczny. W ciągu pół godziny poderwał Monikę i kiedy ta skończyła pracę, poszedł z nią do jej domu, gdzie wielokrotnie „skonsumował” tę znajomość. Po wszystkim mój wierny przyjaciel szczerze przyznał, że obiekt mych westchnień ma nieforemne piersi i źle wydepilowane okolice bikini, ale za to lubi uprawiać miłość, więc generalnie to daje jej mocne cztery w skali dziesięciopunktowej. Czy można być bardziej bezczelnym?

#D2bmp

Mam psa, labradora. Moja mama traktuje go jak swojego synka, czasami wydaje mi się, że nawet traktuje go lepiej ode mnie. Rozpieszczanie, spacerki, smaczne jedzonko i co najważniejsze, dużo gadania do niego, przytulania się etc... Bardzo go kocham, ponieważ mamy go od szczeniaka. Niestety trochę podupada na zdrowiu, stawy mu siadają, drogie leczenie i w ogóle.

Był okres, kiedy czuł się bardzo źle, a my myśleliśmy, że powoli od nas odchodzi. Miał wtedy 6 lat. Pewnego razu poszedł do łazienki. Nigdy tam nie przebywał, a psy, kiedy odchodzą wybierają sobie właśnie takie miejsca na umieranie. Daliśmy mu jeść, pić, przykryliśmy kocykiem, nie zapominając o miłych słowach i panice, dzwoniąc do mamy, że nasz pupil chyba odchodzi. Cała rodzina była w rozpaczy. No nic, siedzimy wraz z siostrą razem z naszym czworonożnym przyjacielem i nie ukrywając łez mówimy mu, że dziękujemy za spędzone z nami 6 lat. Nagle zaczyna zbierać mu się na wymioty. Oho, jeszcze tego brakowało... Patrzymy, a tu co? 

Zwymiotował... skarpetkę. Normalną skarpetkę. Po czym wstał i zadowolony poszedł do siebie na posłanie spać. My żegnaliśmy się z nim, a on nam takiego psikusa zrobił. Cieszył się przy tym niezmiernie, no bo w końcu usunął ciało obce ze swojego psiego żołądka.

#eFGZt

Jestem mężczyzną w średnim wieku i mam nietypowe upodobania. Konkretniej - ogromną przyjemność sprawia mi defekowanie w miejscach publicznych. Uczucie adrenaliny, że ktoś może mnie przyłapać i przyspieszone bicie serca towarzyszące mi podczas tej czynności jest nie do opisania.

Zaczęło się niewinnie, od krzaków w parkach miejskich oraz zaułków między blokami. Zdarzały się również wielokrotne odwiedziny na klatkach schodowych i w przymierzalniach sklepowych.
Później moje potrzeby zaczęły być większe. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla większości z Was to co piszę może być obrzydliwe, odrażające i nieludzkie. Jednak ja nad tym nie panuję.

W celu defekowania zacząłem odwiedzać miejsca takie jak teatry, kina, puby czy restauracje. Nieraz na tej czynności, ku mojej uciesze, byłem przyłapywany i wyganiany z danego miejsca pod groźbą wezwania policji oraz zakazu pojawiania się w danym miejscu kolejny raz. Jednak dla mnie każda cena jest warta tej przyjemności.
Jakiś czas temu zaczęło być mi mało. Nie wystarczały wspomnienia z przygód doświadczonych w wyżej wymienionych miejscach. Zapragnąłem czegoś więcej. Za cel postawiłem sobie posterunek policji. Miny funkcjonariuszy na widok uwalniającego się ze mnie potwora były dość wymowne. Jednak to poczucie spełnienia było warte tych kilku następnych godzin, które spędziłem składając wyjaśnienia.

#VEXJE

Nigdy nie sądziłam, że na anonimowych znajdę moją historię opowiedzianą z drugiej strony. Niestety ją znalazłam i chciałam teraz opowiedzieć to z mojego punktu widzenia.
Odniesienie do historii: XwHMu

Mój facet, Piotrek był zawsze trochę o mnie zazdrosny. Nie do końca potrafił pogodzić się z tym, że mam więcej kolegów niż koleżanek. Chciałam aby ich poznał i zrozumiał, że nie ma o co być zazdrosny, ale zj*baałam.
Wypiłam trochę za dużo i mój bardzo dobry kolega złapał mnie za tyłek. Piotrek wybuchł. Zaczął krzyczeć i pytać czy jesteśmy normalni. Chciałam jakoś to "wyciszyć", więc parsknęłam, że to nic takiego i aby wyluzował.
Nie wyluzował. Zaczął zbierać się do domu. Początkowo myślałam, że to scena, a ja nie lubię brać udziału w dramach. Jednak gdy zaczął ubierać buty, zaczęłam prosić by został. Chciałam dzwonić po brata, ale on wyszedł. Początkowo byłam w szoku nie wiedziałam co robić. Kumpel, który złapał mnie za tyłek miał moralniaka. Podał mi kurtkę i powiedział, żebyśmy poszli po niego, bo jeszcze coś mu się stanie. Powiedziałam mu, żeby został, a ja pójdę do niego i razem wrócimy do domu.
No i go nie znalazłam. Szukałam, szukałam i nic. Zgubiłam się w okolicy, nie wiedziałam gdzie jestem.
Wtedy mnie napadli. Nie chcę opowiadać szczegółów.

Piotrku, wiem że to przeczytasz. Nie obwiniaj się. To nie Twoja wina. Nie mam do Ciebie teraz o to żalu. Przepracowałam wszystko u psychologa i złość, która była zniknęła.
Minęło 10 lat. Mam męża i niedawno urodziłam drugie dziecko. Jestem szczęśliwa. Jeśli masz ochotę pogadać w realu, nie zmieniłam numeru od tamtego czasu.

#XeUfO

Mam 16 lat (jestem dziewczyną), od września zaczęłam naukę w liceum o profilu bezpieczeństwo wewnętrzne, od razu mówię, że nie jest to tania szkoła, ale wybrałam ją, ponieważ w przyszłości chcę zostać żołnierzem.
Rodzice bardzo mnie zachęcali, żebym poszła do tej szkoły, pomimo kosztów, natomiast ja stwierdziłam, że pójdę do pracy, żeby choć trochę odciążyć ich z kosztów, zarabiałam 160 zł, ponieważ pracowaliśmy tylko trzy dni w tygodniu.. a niestety innej pracy w mojej okolicy nie było.
Tak wyszło, że za swoje zarobione pieniądze kupiłam sobie strój do judo, plecak, piórnik, książki i wszystkie artykuły szkolne (ok. 400 zł), jedyne co zostało to mundur (650 zł), a pracy już nie ma, mama mówiła wcześniej, że kupi mi ten mundur.

Wczoraj na stronie szkoły pojawił się termin, w którym mundury będą do odebrania, poszłam do pokoju rodziców i powiedziałam im o tym. A gdy wyszłam, usłyszałam jak mama mówiła do taty: "Ona przecież się do niczego nie nadaje... Nie ma opcji żeby skończyła tą szkołę, garbus pier**"... Dodam tylko, że mam lekką skoliozę...

Po tym co usłyszałam pobiegłam do pokoju i do dzisiaj w nim siedzę, matka się do mnie nie odzywa, tata jako jedyny kłócił się z nią, przyszedł do pokoju i mnie przytulił... Teraz nie wiem, co mam ze sobą zrobić :') Tata powiedział, że da mi na mundur ze swoich, ale co z tego, jak dowiedziałam się co tak naprawdę sądzi o mnie moja własna matka, z którą miałam najlepszy kontakt... Przynajmniej tak myślałam.

#DalsP

Na imieninach kolegi gościła koleżanka - wojująca weganka (W.w). Znamy ją od dawna, a poza tym, że czasami jest skrajnie nachalna i nie rozumie, że nie każdy musi podzielać jej zdanie w kwestii jedzenia, to na prawdę super dziewczyna. Nasza paczka ma swoje niepisane zasady i uznajemy, że masz prawo głosić swoje poglądy, my je uszanujemy, wysłuchamy, a ty szanujesz nas i nasze zdanie, jeśli się z tobą nie zgadzamy. Koleżanka o tej drugiej części zdania kompletnie zapomniała po tym, jak nieco wypiła (tej części od trzeciego przecinka).

W.w przyczepiła się do A., która akurat przyszła z 24 godzinnego dyżuru na chirurgii i głodzona przez swoje obowiązki od 20 h zajadała się gorącą kanapką w amerykańskim stylu - mięso, mięso i jeszcze więcej mięsa. Gdy W.w się na nią wydarła, spojrzała nań jak małpa żrąca kit - tzn. wyrwana ze swej nirwany zupełnie nie rozumiała, o co chodzi.

"Masz, zjedz mnie, a nie te niewinne istoty, ty...!" - dramatycznie zawyła W.w, chwiejnym krokiem wypinając się przed nosem A. i zsuwając z tyłka spodnie - "MASZ ŻRYJ TY PODCZŁOWIECZA IMITACJO ISTOTY LUDZKIEJ!!! (cytat dosłowny) WPIER****J moje ciało, POSMAKUJE CI, JAKA TO RÓŻNICA, KOGO ŻRESZ SADYSTKO!!!".
A. popatrzyła, błyskawicznie wylała na zad należący do kolegi kliszek wódki, przetarła rękawem (W.w straciła równowagę i podparła się rękoma nie widząc, co się święci), chlapnęła stojącym tuż obok sosem 1000-ca wysp i... wgryzła się w lśniący półdupek aż chrupnęło.

W.w natychmiast wytrzeźwiała, czym prędzej ratując resztki swej godności i próbując uciec. A. jednak nie odpuszczała i kolejnymi gryzami wyrywała to, co jako drapieżnikowi naturalnie jej się należy. Następnie dokończyła jeść kanapkę (między kęsami płucząc usta nalewkami na spirytusie), poczekała, aż ogarniemy siebie i zszokowaną W.w, po czym zaproponowała, że jej rany wojenne na dupsku od ręki zaceruje, bo ma czym (zboczenie zawodowe). Gdy to robiła, nachyliła się nad jej uchem, po czym patrząc w oczy biednej dziewczynie szepnęła teatralnie:
"Wybacz, byłam cholernie głodna. Dzisiaj wszyscy przeżyli. Chyba rozumiesz głodnego, nie?".

W.w bardzo, ale to bardzo spokorniała... a my udajemy, że nic tam nie zaszło. Nic a nic.

#WpPro

Wiele razy w życiu sparzyłam się na „miłości”, bo chciałam za bardzo, a i kota można na śmierć zagłaskać. Efekt jest taki, że jestem sama już jakieś 15 lat, a mam ponad 40. Czuję się bardzo samotna, uważam, że straciłam najlepsze lata, żałuję, że nie mam męża/partnera i dzieci. Dzieci to zawsze było moje marzenie. A teraz cóż, nie poznaję zbyt wielu nowych osób, nie nadaję się do randkowania on-line, nie czuję tego. Zawsze się bałam, że zostanę zgorzkniałą starą panną i to się właśnie sprawdza. A ja chciałabym móc pójść z kimś do kina, zjeść obiad, pokłócić się, przytulić, wspierać i mieć wsparcie.

#7p7P1

Uczyłem się kiedyś w liceum, mieliśmy tam pewnego nauczyciela. Ten typ dosyć wymagającego, wiecznie narzekającego. Jako że nigdy problemów w nauce nie miałem, zawsze dobrze z nim się dogadywałem. Często w naszych rozmowach (np. na korytarzu czy po lekcjach) wypowiadał się na temat mojej klasy. Narzekał na ludzi, zawsze bardzo kulturalnie, ale jednak. Wypowiadał swoje przemyślenia o poszczególnych osobach, o ich nauce lub jej braku.

Wiecie, co dla mnie jako ucznia było najgorsze? Świadomość, że w każdym przypadku ma rację i nie ma nic takiego, co bym mógł powiedzieć na ich obronę.

#JYw3v

Jak to jest, że czytam w internecie, że ludzie pracujący w gastro WYMAGAJĄ napiwków od klientów? Sama pracuję w gastro od kilku lat i cieszę się z każdej złotówki, jaką dostaję, ale nigdy nie wymagam od nikogo tych pieniędzy. Masz życzenie dać napiwek? Bardzo ci dziękuję, poprawisz mi humor. Z tym że jeśli raz w miesiącu chcesz sobie zrobić przyjemności i napić się kawy w kawiarni/zjeść coś dobrego na mieście, nie znaczy to, że musisz mi zostawić drugie tyle, co wydałeś. 
Błagam, przestańmy normalizować wyłudzenie pieniędzy. Nie naciskamy na ludzi, nie doliczamy jakiegoś gówna do paragonu i nie traktujemy ludzi gorzej, bo nie zostawili nam jakiegoś „grosza”.

#d86bx

Jestem dobrą uczennicą, mam wysoką średnią, biorę udział w olimpiadach, konkursach. Nauczyciele mnie chwalą, rodzice z wypiekami na twarzach zastanawiają się, na jakie studia mnie wysłać. Wszyscy wróżą mi świetlaną przyszłość zawodową. A ja... szczerze mówiąc, marzę o pracy bez ambicji. Takiej, w której nie musiałabym myśleć ani wkładać w nic serca. W której mogłabym emocjonalnie i intelektualnie przewegetować te osiem godzin, by później w domowym zaciszu powrócić do życia i tworzyć sztukę, której nie miałabym odwagi sprzedać, bo zwyczajnie brakuje mi talentu oraz inteligencji, by powołać do życia coś naprawdę dobrego. Chcę spełniać się poprzez dzieła ukryte przed światem i pogłębianie wiary. Chcę być szczęśliwa, nie interesują mnie oklaski ani wysokie honoraria. Wymarzona praca może być nisko płatna, byleby tylko starczyło na dach nad głową oraz jakieś podstawowe potrzeby, tak abym nie musiała polegać na ubogich rodzicach lub partnerze, którego wolałabym nie mieć.

Nie wiem nawet, czy istnieje gdzieś taki zawód. Praca fizyczna wymaga zazwyczaj dobrej kondycji lub umiejętności, których ja nie posiadam. Prawdopodobnie nigdy nikomu się do tego nie przyznam – nie chcę uderzać w mur frustracji, oczekiwań, nacisków i niezrozumienia. Być może przeczytacie kiedyś jakiś felieton mojego autorstwa, może nawet tanią książkę podpisaną moim nazwiskiem. Szkoda. Takie życie.
Dodaj anonimowe wyznanie