#iB9Lp

Zaspałam do pracy.  Szybkie ogarnięcie, bez porannej kawki wybiegam z domu. Wchodzę do sklepu po napój energetyczny, żeby zacząć funkcjonować jako tako. Facet w kolejce do mnie mówi, że nie powinnam tego pić, bo to niezdrowe, że się od tego tyje, że to sama kofeina, że wyniszcza wątrobę etc. 



Najlepsze, że sam miał w wózku z 5 albo 6 piw oraz kilka butelek zwrotnych...

O 8 rano. :D

#Wyk7J

Należę do grona osób, które w stresowych sytuacjach nie są w stanie niczego zjeść. Zatem kiedy widzę, że przybrałam lekko na wadze... wymyślam sobie problemy. Tak jest, katuję się psychicznie, aby schudnąć. Efekty są natychmiastowe, ale z wymyślonymi problemami już sobie tak dobrze nie radzę. Często łapię doła na tydzień lub dwa, mimo że wiem, iż to wszystko w mojej głowie.

Cóż, głupie, ale działa. Mimo to nie polecam...

#JFL4G

Dałem sie namówić i na czas budowy zamieszkalismy w rodzinnym domu mojej żony, w którym mieszkają jej siostra z dziecmi i już tego żałuję. Szukam mieszkania do wynajęcia, bo na pewno nie chce spędzić tutaj zimy, ale z uwagi, że sami mamy 5cio letnie dziecko mamy ogromny problem z wynajęciem mieszkania. Rodzinna atmosfera nie jest rodzinna, była nią przez pierwsze dwa dni. Szwagierce jest niewsmak nasza obecność, a mi samemu przeszkadza już wszystko, a w szegolnosci żywienie obcej dla mnie rodziny. Moja żona dużo gotuje i piecze, a wiadomo, że jak upiecze to musi dać też dzieciom szwagierki bo to dzieci i nie będą patrzyły jak moje je, gofra, naleśnika czy jakieś ciasto. Częste są sytuacje, gdzie ja wykładam kilkadziesiąt zł na składniki na ciasto i zostaje dla mnie mały kawałek albo nic. Albo kiedy przychodziłem do domu, szukałem swojego obiadu, a tam zostały jakieś resztki, bo wszyscy się poczęstowali i dawałem wlasnemu dziecku te resztki i sam jadłem kanapki. Nigdzie nawet nie mogę pojechać w spokoju ze swoim dzieckiem, nigdzie pójść, bo te dwie dziewczynki wszędzie chcą z nami, nawet do głupiej biedronki. Nie mam do tego już siły, rozmawiałem z żoną, że trzeba znaleźć jakies wyjscie i ma porozmawiac z siostrą, bo dzieci, dziećmi, ale my nie mamy portfela bez dna, a poza tym budujemy się i mamy pilniejsze wydatki od karmienia jej rodziny. Szwagierka uznała to za atak i napięta juz atmosfera stała się nadzwyczaj zła, a sytuacja z dziećmi jest poprostu patowa. Przyjęliśmy taktykę kupowania niektorych rzeczy tak aby były wyliczone i można było pokazać dzieciom, że jak damy to wujek, ciocia córka nie będą mieli na śniadanie, że muszą wziąć pieniądze od mamy jadąc z nami do piekarni, bo my nie mamy aż tyle itp. Nakładają się do tego inne problemy mieszkaniowe dnia codziennego, nieporozumienia z żoną, problemy na budowie, stresująca praca, brak czasu i odpoczynku i jestem przepracowaną i zajechaną beczķą prochu która za chwilę wybuchnie. Nerwów już nie mam.

#pJekw

Paręnaście lat temu, jak miałam może 7 lat byłam z ciocią w parku. Świetnie się bawiłam gdy nagle zachciało mi się do toalety, ale że nie było w pobliżu żadnej poszłam się załatwić w krzaki. Ciocia na moje nieszczęście nie miała chusteczek, więc podtarłam się liściem. :)

Wszystko spoko wróciłam do zabawy... parę godzin później jak już wróciliśmy do domu, poszłam do łazienki, a tam z miedzy moich pośladków wypadł wielki czarny ŻUK, chyba na pewno go udusiłam... co on musiał tam przeżyć... :( Oczywiście wiecie o tym tylko Wy i ja. :D

#p1tio

Gdy miałam 5 lat i wiedziałam dobrze, że w celu oddania moczu należy udać się tam, gdzie nawet król chodzi piechotą oraz że dzieci w tym wieku nie siusiają już przez sen, zdarzył mi się mały epizod. Niestety. W nocy oddałam przez sen całą zawartość pęcherza. Niemniej jednak, będąc sprytnym dzieckiem, chciałam uniknąć komentarzy rodziców i młodszej siostry, z którą dzieliłam łóżko, więc ściągnęłam z siebie mokrą piżamę, ukryłam na dnie kosza na pranie, ubrałam czystą, przeturlałam siostrę na miejsce zbrodni, a sama położyłam się na suchym miejscu.
Rano gdy wszyscy wstali, a siostrzana piżamą przemokła, zadowolona komentowałam, że taka duża, a sika w majtki (piżamę).

PS Niestety mój podstęp się wydał, gdy mama robiła pranie i znalazła mokrą piżamę.

#t7zSQ

Ponad dwa lata temu rozstałam się po 3 latach związku.
Z mojej strony nie czuję nic i nie mam zamiaru mieć nic do czynienia z tym człowiekiem.
Od naszych wspólnych znajomych wiem, że jego żona ma bzika na moim punkcie, ciągle o mnie wypytuje i robi mu dziwne sceny zazdrości.

Ostatnio płakała kilka tygodni, bo urodziła córkę w dniu moich urodzin...

#uROkT

Uwaga, będzie obrzydliwie.

Kiedy miałam 12 lat, zaczęłam interesować się „tymi” sprawami. Kiedy samo dotykanie mi się znudziło i szukałam mocniejszych wrażeń, postanowiłam wykorzystać ogórka w wiadomy sposób.
Co kilka dni robiłam to z tym ogórkiem.

Co w tym anonimowego? Po mojej „skończonej robocie” owego ogórka odstawiałam do lodówki i ktoś go potem jadł.

Jak sobie teraz o tym pomyślę, to mi niedobrze.

#Y6yIi

Jestem w pierwszej klasie liceum, nie rozszerzam matematyki, a na weekend dostałem 21 zadań, z czego każde ma od 6 do 10 przykładów. Zrobienie ich zajęło mi ponad 16 godzin i 9 stron w zeszycie. Od uczniów ze starszych klas dowiedziałem się, że to normalne, ale dorośli i tak myślą, że mamy łatwo w szkole i dużo wolnego czasu.

#iWRa4

Historia przydarzyła mi się kilka dni temu.
Sprzedałam telefon i musiałam go zanieść na pocztę, aby wysłać go za pobraniem.
Kilka dni później wracam do domu, a mama pyta, czy zamówiłam coś, bo przyszło na moje nazwisko. Nie odebrała paczki, bo nie miała przy sobie gotówki. Można było ją odebrać na poczcie. Ja w te pędy na pocztę, a tu się okazuje, że nadawca i adresat ma to samo nazwisko - moje.
Oj, panie na poczcie miały ze mnie niezły ubaw :)

#7XBV9

Nie pracuję, bo nie muszę i nawet nie chcę. 
 
Dwa lata temu wygrałam dużą sumę i wszystko przelałam na konto męża (nie mamy wspólnego konta. Mi to niepotrzebne). Mąż dużo zarabia, więc ja do pracy chodzić nie muszę. Jeżeli coś potrzebuje to sobie to kupuje, chodzę na siłownię, basen i do kosmetyczki. 


 Jestem szczęśliwa i spełniona. Mam swoje hobby, lubię samotność i nie przeszkadza mi że mąż siedzi 10h w pracy a ja w tym czasie jestem w domu sama.
Nie rozumieją jednak tego moje koleżanki i nasze rodziny. 


 Ciągle wyganiają mnie do pracy. Oni wiedzą lepiej niż ja sama. Mówią, że zacznę mówić do ścian od tej samotności, że powinnam iść do pracy, że to wstyd że mąż mnie utrzymuje (nie powiedzieliśmy o wygranej, bo by pewnie hieny się rzuciły na kasę). Uważają mnie za lenia, bo jestem młoda i zdrowa a do pracy nie pójdę, a na siłownię idę z uśmiechem na twarzy... Przestaliśmy się tłumaczyć. 


 Kontakty z koleżankami urwane i mam gdzieś ich zdanie. Mi jest dobrze jak jest, mąż stoi po mojej stronie. My jesteśmy szczęśliwi. Czemu ludzie tak bardzo wtrącają się w życie innych? Dajcie żyć.
Dodaj anonimowe wyznanie