#Jtn9j

Zauważyłem, że jest tu strasznie dużo śmiesznych i dziwnych historii, więc dodam swoją.


7 lat temu, kiedy przyjąłem święcenia kapłańskie zostałem wysłany do pewnej średniej wielkości parafii. Od zawsze chorowałem na niedoczynność tarczycy, ale o siebie dbałem. Wreszcie udało mi się trochę schudnąć. Ze 115kg zszedłem na 88. Grudzień mojego trzeciego roku pracy tam. Chodzenie "po kolędzie". Zmartwione starsze parafianki zaczęły się pytać innych kapłanów czy aby na pewno chory nie jestem, bo marnie wyglądam, a tam gdzie ja wchodziłem wszędzie byłem częstowany czym się da.



W końcu po tygodniu inny ksiądz (X) taki trochę śmieszek, nie wytrzymał i w jednym z domów odpowiedział, że od roku choruję na raka.
Jeszcze tego dnia przyszedł do mnie i mówi:
X - Zrobiłem głupią rzecz. Przepraszam i proszę, wybacz.
(Ja zdziwiony) - Ale co się stało?
X - U pani entej powiedziałem, że schudłeś ponieważ jesteś śmiertelnie chory na nowotwór.

(Ja zły) - Dlaczego?!


Dwa dni później pół parafii to wiedziało i każdy kogo spotkałem się mnie pytał czy to prawda. Byłem już dosyć zdenerwowany tą sytuacją, a reszta księży się z tego ciągle śmieje jak się dowiadują.

Kolejna część dzieje się w tym roku, w czerwcu. Pożegnanie starego proboszcza, więc przyjechali wszyscy, którzy tu pracowali. I teraz historia opowiedziana przez mojego kolegę, strażaka ochotnika, który był do pilnowania parkingu. Kiedy wracali, po drodze spotkali sąsiadkę, więc ją wzięli do wozu. I ona zaczyna opowieści "widziałam tego księdza, ale się postarzał, widziałam ks. X, nosi okulary i jest jakiś taki niższy chyba. Widziałam też tego młodego księdza, nie pamiętam imienia, ale to ten co choruje na raka. Że on jeszcze w grobie nie leży to cud chyba jakiś."
Wszyscy strażacy wiedzieli, że to tylko plotka więc zaczęli się śmiać, ale ja się zdziwiłem, że taka legenda będzie trwać 5 lat.

Więcej historii "spod koloratki" mogę opowiedzieć na waszą prośbę. Pozdrawiam.

#NvJUj

Zauroczyła mnie dziewczyna z 15 lat młodsza... Ja mam 35. Nie powiem jej tego, staram się jej unikać, co jest trudne, bo pracujemy razem. Po pierwsze nie chcę jej robić zamieszania w głowie. Po drugie - 15 lat różnicy... No i zapomniałem o najważniejszym - jestem nieatrakcyjny fizycznie. Jednak jak ona na mnie patrzy, bo czasem patrzy, to odlatuję.

Stary chłop, a dał się opętać jak nastolatek.

#bwbtG

Gdy wsiadam do prawie pustego autobusu, to jest mi żal kierowcy, bo zawsze mam wtedy wrażenie, że kierowcy jest bardzo smutno, że nikt nie chce jechać jego autobusem. Mam ochotę go przeprosić i pocieszyć.
W dodatku się boję, że usuną tę linie, bo i tak prawie nikt nie korzysta.
Dlatego wolę jechać w pełniejszym autobusie.

#5e1v7

Będąc jeszcze małym brzdącem, liczącym sobie około 5 lat, poszłam z babcią do kościoła - znienawidzonego przez małą mnie miejsca. Muszę dodać, że w tym czasie (bodajże 2006) wychodził film Tokio Drift, na którego punkcie miałam ogromnego bzika nawet jak na dziecko.
Siedzę znudzona i wiercę się w kościelnej ławie, kiedy to babcia wpycha mi do łapy dychę. Babcia mówi, że mam to rzucić na tacę. Przychodzi kościelny z metalową tacą, a ja kręcę główką i mówię, że nie dam hajsu. Kościelny pyta dlaczego? A kilkuletni bachor odpowiada: "zbieram na Nissana Silvia S15 Spec-S 2001 rocznik". Tak, wypaplałam całą tę nazwę bez zająknięcia. Babcia kipiąca złością i wstydem wyrywa dyszkę i rzuca ją na tacę.

PS Nie nazbierałam na nissana, ale jestem coraz bliżej wymarzonego harleya ;)

#4J5hz

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że dzieciaki uwielbiam, lubię z nimi przebywać, bawić się i pracować. Ale postrzeganie ich przez ludzi  w sposób "o nie, znowu jakiś bachor" to konsekwencja (nie)wychowania rodziców. Sytuacja, która mi się niedawno przydarzyła, jest tego idealnym potwierdzeniem.

Jadę autobusem miejskim po zajęciach na uczelni i po pracy, godziny już wieczorne, szczerze powiedziawszy, miałam potwornie ciężki dzień i zasypiałam na stojąco, więc ucieszyłam się, że autobus prawie pusty - pomyślałam "przynajmniej usiądę i na chwilę odpocznę". W jakim byłam błędzie!

Na następnym przystanku wsiada kobieta (bardzo zadbana - tipsy, brwi wyregulowane w łuk mc donald'sa, mocny makijaż) z telefonem przy uchu i dwójką dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym. Dziewczynki zaczęły biegać po całym autobusie i wieszać się po rurkach jak w jakimś figloparku (gdzie tu troska matki o ich bezpieczeństwo?), aż nagle słyszę płacz... nie, potworne wydzieranie się młodszej z dziewczynek stojącej tuż obok mnie. Matka zainteresowała się i podeszła pytając córkę o co chodzi. Młoda na to: " bo ja chciałam tu usiąść!!!". Dla mnie naturalną rzeczą byłoby wytłumaczenie dziecku, że pójdziemy kawałek dalej, żebyśmy mogły siąść razem z siostrą, czy coś w tym stylu. No albo przynajmniej poproszenie mnie o zmianę miejsca. Ale nie dla tej pani, która wystartowała do mnie z tekstem "Przesiądź się, bo moja córka chce tu siedzieć!". 

Coś we mnie pękło. Gdyby poprosiła, nie miałabym z tą sytuacją problemu i przesiadła się (przecież co mi szkodzi?), ale taka arogancja i roszczeniowość szanownej pani mamy, a dodatkowo gorszy dzień, doprowadziły mnie do białej gorączki i odpowiedziałam "Przepraszam, ale nie. Tyle miejsc dookoła, że może pani siąść razem z córkami". W odpowiedzi usłyszałam, że jestem bezczelna i niewychowana i jeszcze mnie Pan Bóg ukarze.
Bardzo się ucieszyłam, kiedy zauważyłam, że zbliżamy się już do miejsca końca mojej podróży, odpowiedziałam Pani Madce - "Pani również". Wstałam z miejsca, życząc jej miłego wieczoru, i opuściłam autobus...

Widząc takie sytuacje nie dziwię się, że niektórym pracownikom lokali gastronomicznych czy sklepów na widok rodzin z małymi dziećmi robi się słabo... Łączę się z wami w bólu.

#Cwwne

http://anonimowe.pl/6rcWh - najpierw to przeczytajcie.

Wszystkie komentarze przeczytane, ale nie będę na nie odpowiadać. Pragnę wszystkich uspokoić, ponieważ wiem co robię ;) Było to konsultowane, nie martwcie się. I tak, było to też na "Wyznajemy", aczkolwiek tego nie skopiuję i nie przeniosę na tamtą stronę - gdyż strasznie zmieniają sens całego wyznania oraz dają niezgodne z treścią tytuły.

A teraz: wyznanie na temat. Potrafię ustać bez trzymanki przez jedną minutę. Niby tylko minuta, ale jednak. No i co? Zatkało kakao? :)

3majcie się, wszyscy.

#hAkXe

To był mój drugi w życiu poważny związek. Dwa lata. Dużo? Mało? Oceńcie sami. Z mojej perspektywy był to szmat czasu. Zawsze ją wspierałem, zawsze byłem gotów ją pocieszyć, pomóc, zaopiekować się w razie potrzeby. Ona też zawsze mnie wspierała, była nie tylko moją ukochaną, ale także prawdziwą przyjaciółką. Ale od początku.

Z A. poznaliśmy się przez znajomych. Od samego początku super nam się rozmawiało, potrafiliśmy godzinami obgadywać przeróżne tematy. W końcu zaprosiłem ją na spacer po parku, w czasie którego wyznałem jej, że czuję coś więcej. Odwzajemniła to. Przez 2 lata byliśmy razem. Po moim pierwszym związku miałem bardzo duże problemy z zaufaniem, ale to temat na inne anonimowe. A. o nich wiedziała, pomogła mi je przezwyciężyć, czułem, że to może być ta jedyna. A. jednak była nimfomanką, miała o wiele większe libido od mojego. Może był to jeden z powodów... Sam już nie wiem.

Pewnego dnia chciałem zaskoczyć ukochaną, przynosząc jej kawę na uczelnię, wiedziałem kiedy ma okienko w wykładach i chciałem sprawić jej przyjemność. Podchodząc do budynku, zobaczyłem A. w objęciach jakiegoś mężczyzny, całowali się, bardzo, bardzo namiętnie. Poczułem, że serce mi chyba stanęło. Po chwili udało mi się pozbierać na tyle, żeby zrobić im ukradkiem zdjęcie i odejść, z całych sił starając się nie wybuchnąć łzami. Tamtej nocy nie mogłem nawet na chwilę zmrużyć oka. Następnego dnia umówiłem się z A. na spacer po parku, tym samym, w którym wyznałem jej uczucie. Powiedziałem jej, co zobaczyłem. Na początku wzięła to za żart (naszym „running joke'iem” było gadanie o kochankach), jednak kiedy zobaczyła moją twarz, cała zbladła. Zaczęła się wypierać, że w życiu by mi czegoś takiego nie zrobiła. Pokazałem jej zdjęcie. Wybuchła płaczem. Zaczęła mnie przepraszać, że to nie tak, że to nic poważnego, że tylko mnie kocha. Mimo skupienia całej mojej siły woli na tym, żeby też nie zacząć lać łez, jedna spłynęła mi po policzku.

2 lata spędzone razem wyrzucone w błoto, mimo tego ile czasu spędziliśmy razem, ona postanowiła to po prostu zostawić. Odszedłem od niej bez słowa i w drodze do domu piszę to wyznanie. Chciałem po prostu komuś się z tego wyżalić, póki jeszcze to we mnie nie uderzyło i myślę w miarę trzeźwo. Nie wiem, czy ta rana rozdrapana już drugi raz się jeszcze kiedyś zagoi.
Dodaj anonimowe wyznanie