#7XBV9
Dwa lata temu wygrałam dużą sumę i wszystko przelałam na konto męża (nie mamy wspólnego konta. Mi to niepotrzebne). Mąż dużo zarabia, więc ja do pracy chodzić nie muszę. Jeżeli coś potrzebuje to sobie to kupuje, chodzę na siłownię, basen i do kosmetyczki.
Jestem szczęśliwa i spełniona. Mam swoje hobby, lubię samotność i nie przeszkadza mi że mąż siedzi 10h w pracy a ja w tym czasie jestem w domu sama.
Nie rozumieją jednak tego moje koleżanki i nasze rodziny.
Ciągle wyganiają mnie do pracy. Oni wiedzą lepiej niż ja sama. Mówią, że zacznę mówić do ścian od tej samotności, że powinnam iść do pracy, że to wstyd że mąż mnie utrzymuje (nie powiedzieliśmy o wygranej, bo by pewnie hieny się rzuciły na kasę). Uważają mnie za lenia, bo jestem młoda i zdrowa a do pracy nie pójdę, a na siłownię idę z uśmiechem na twarzy... Przestaliśmy się tłumaczyć.
Kontakty z koleżankami urwane i mam gdzieś ich zdanie. Mi jest dobrze jak jest, mąż stoi po mojej stronie. My jesteśmy szczęśliwi. Czemu ludzie tak bardzo wtrącają się w życie innych? Dajcie żyć.
Jak dla mnie słabe i dziwne to wszystko. Czemu przelałaś wygraną na konto męża a nie swoje? I dziwne jest to, że zamiast oboje pracować mniej, to on zapieprza 10h, a ty odpoczywasz. Nie lepiej było i jemu trochę pracy odjąć? Jeszcze lepsze jest, to, że mówisz koleżankom, że cię mąż utrzymuje, że chodzisz tylko na siłkę i do kosmetyczki, a potem się dziwisz, że uważają, że jestes leniwa. No kurcze, pracowite to to nie jest.
Twoja sytuacja finansowa jest taka trochę niepokojąca. Zwłaszcza biorąc pod uwagę Twoje podejście do męża (nie przeszkadza mi że siedzi po 10h.w pracy, ja nie pracuję bo mi się nie chce). Nie brzmi to na nierozerwalną wielką miłość, a w przypadku rozstania zostaniesz z dnia na dzień bez środków do życia
Pieniądze się skończą mąż umrze/odejdzie/ zachoeuje a ubezpieczenia czy emerytury nie będzie
Nie uważam, że to wstyd, że ktoś kogoś utrzymuje, zwłaszcza w waszej sytuacji. Ale myślę, że brak pracy nie jest dobry i powinno mieć się jakiś obowiązek, żeby się ładnie ubrać, musieć porozmawiać z ludźmi czy rozwiązać jakiś problem. Gdybym miała mnóstwo pieniędzy i tak chciałabym mieć jakąś lekką pracę np. na dwa dni w tygodniu, żeby mi nie odbiło, ale to już pewnie zależy od charakteru. Poza tym trzeba myśleć pragmatycznie, teraz mają dużo kasy, ale co gdyby mąż umarł albo np. zachorował na ciężką chorobę? Pieniądze szybko wyparują, a znalezienie pracy beż jakiegokolwiek doświadczenia byłoby bardzo trudne albo niemożliwe.
Jakby mąż umarł a ona nie ma dostępu do konta męża to zanim zostanie przeprowadzony proces spadkowy to ona nic nie dostanie z tego konta męża, bo bank po śmierci czyjejś blokuje wypłatę aż do wyroku postępowania spadkowego. Także może skończyć w przypadku nagłej śmierci męża bez pieniędzy w ogóle.
=>coztegoze2 "zanim zostanie przeprowadzony proces spadkowy to ona nic nie dostanie z tego konta męża, bo bank po śmierci czyjejś blokuje wypłatę aż do wyroku postępowania spadkowego"
Rozsądny mąż złoży, za radą rozsądnej żony, w swoim banku "Dyspozycję na wypadek śmierci". Na jej podstawie po ewentualnej śmierci posiadacza rachunku (tfu tfu tfu przez lewe ramię) bank może wypłacić przed zakończeniem sprawy spadkowej wskazanej osobie kwotę nieprzekraczającą 20-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw; teraz to jest ok. 180.000 zł. Zachęcam.
Ale w ogóle to tak jak napisała lipcowa: co to za przelewanie całej forsy na czyjeś konto, choćby i męża?? Wspomniana przeze mnie dyspozycja nie działa w przypadku choroby właściciela rachunku, a nieszczęścia chodzą po ludziach i to parami (w porywach do trzech). A poza tym to jakieś finansowe samoubezwłasnowolnienie się!
Do inteligentnych ludzi to ty nie należysz. Mąż równie dobrze mógłby wziąć z tobą rozwód a ty jak głupia zostaniesz z niczym. A nawet jeśli nie to mąż dysponuje całą sumą pieniędzy i może ją wydać na co chce i nawet o tym nie będziesz wiedzieć. I tak jak tu już ktoś napisał jesteś po prostu leniwa, mając określoną sumę i będąc w bezpiecznej sytuacji materialnej każdy normalny człowiek nawet jeśli nie poszedłby do pracy to poszedłby na jakieś kursy doszkalające, dodatkowe wykształcenie, nie stałby w miejscu tylko się rozwijał, może otworzyłby jakiś swój biznes a ty stoisz w miejscu. Nie dziwię się komentarzom twoich koleżanek, jesteś po prostu pusta, samolubna i myślisz że wszystko ci się należy
Nie przelałabym wygranej na konto męża i w ten sposób nie uzależniłabym się od niego. Bo w sytuacji, że mąż po cichu będzie wyprowadzał te pieniądze z konta żeby odejść to autorka zostanie w czarnej d... Bo żeby je dostać z powrotem w przypadku rozwodu potrzebowałaby pieniędzy na adwokata i zajęłoby to prawdopodobnie parę lat żeby dostać nakaz oddania pieniędzy plus nie wiadomo czy po takim czasie byłoby co oddawać. Podstawa to bycie niezależną finansowo. I spoko, nie chcesz pracować: Twoja decyzja. Ale oddanie mężowi wszystkich pieniędzy i nie interesowanie się nimi to nie jest dobry pomysł. Bo może się np. też zdarzyć strata w inwestowaniu i co wtedy?
W zasadzie wystarczyłoby (i znam taki przypadek z autopsji), żeby mąż dla te pieniądze swoim rodzicom, a oni mu zrobili darowiznę. A że darowizna wchodzi do majątku osobistego, żona już nie ma prawa do tych pieniędzy.
Niektórzy ludzie nie poukładali swojego życia a chcą innym, taki typ po prostu.
Ja bym i tak pracował, tylko pewnie mniej. Bardzo lubię niektóre aspekty mojej pracy (zależy z kim mam styczność). Ale szanuję Waszą decyzję, choć nic mi do tego. Zazdroszczę bezpieczeństwa finansowego, choć nie jest to zawistna zazdrość a raczej pragmatyzm.
Pytanie, czy ona rzeczywiście wygrała aż tyle, żeby można było powiedzieć, że ma bezpieczeństwo finansowe do końca życia. Że nie musi pracować, inwestować tych pieniędzy, że mogą one sobie leżeć na koncie. Jakby to było załóżmy milion, to z 600.000 na mieszkanie, 50.000 na samochód. Reszta starczy na jakieś cztery lata wcale nie wystawnego życia. A jeśli nawet wygrała więcej, to dochodzi inflacja. Musiałaby naprawdę wygrać dużo, żeby starczyło do końca życia. Co innego kiedy ktoś wygrywa milion, ale dalej pracuje, inwestuje pieniądze. Wtedy taka wygrana ma moc.
=>MaryL2 "Musiałaby naprawdę wygrać dużo, żeby starczyło do końca życia." Nie wiem czy w naszych warunkach (inflacja, niepewność co do oszczędności i odkładania na emeryturę) można w ogóle mówić o takiej kwocie, chyba że ktoś jest już na emeryturze. Ale jeżeli w wieku młodym lub średnim to ile trzeba wygrać, żeby wystarczyło tego na życie =bez=pracy= przez np. 40 lat?!
Tym bardziej, że po takiej wygranej zazwyczaj człowiek podnosi sobie stopę życiową: kupuje większe mieszkanie, które trzeba potem utrzymywać, lepszy (lub w ogóle pierwszy) samochód, którego utrzymanie też kosztuje, przyzwyczaja się do wycieczek i wyjazdów wakacyjnych za granicę, a nie na R.O.D.O.S... Utrzymanie takiego poziomu finansowego przez np. 40 lat, z uwzględnieniem inflacji, to jakieś kosmiczne kwoty.
jak jesteście tacy bogaci i nie musicie pracować, to jaką masz pewność, że mąż [który ma wasze pieniądze] te 10h jest w pracy?
Wszystko fajnie, też bym chciała mieć więcej czasu dla siebie, ma siłownię, kosmetyczkę, czytanie, podróże i ogólny rozwój. Tego Ci zazdroszczę, super masz pod tym względem.
Ale przelewanie hajsu na czyjekolwiek konto to skrajna głupota. Boguś Linda mówił, że kiedyś dałby sobie rękę uciąć za kobietę. I co? I teraz by został bez ręki. Uważaj, żebyś Ty nie została bez kasy. Miłość miłością, ale konto dobrze mieć osobne.
To nie Linda, to Pazura w Chłopaki nie płaczą