Dałem sie namówić i na czas budowy zamieszkalismy w rodzinnym domu mojej żony, w którym mieszkają jej siostra z dziecmi i już tego żałuję. Szukam mieszkania do wynajęcia, bo na pewno nie chce spędzić tutaj zimy, ale z uwagi, że sami mamy 5cio letnie dziecko mamy ogromny problem z wynajęciem mieszkania. Rodzinna atmosfera nie jest rodzinna, była nią przez pierwsze dwa dni. Szwagierce jest niewsmak nasza obecność, a mi samemu przeszkadza już wszystko, a w szegolnosci żywienie obcej dla mnie rodziny. Moja żona dużo gotuje i piecze, a wiadomo, że jak upiecze to musi dać też dzieciom szwagierki bo to dzieci i nie będą patrzyły jak moje je, gofra, naleśnika czy jakieś ciasto. Częste są sytuacje, gdzie ja wykładam kilkadziesiąt zł na składniki na ciasto i zostaje dla mnie mały kawałek albo nic. Albo kiedy przychodziłem do domu, szukałem swojego obiadu, a tam zostały jakieś resztki, bo wszyscy się poczęstowali i dawałem wlasnemu dziecku te resztki i sam jadłem kanapki. Nigdzie nawet nie mogę pojechać w spokoju ze swoim dzieckiem, nigdzie pójść, bo te dwie dziewczynki wszędzie chcą z nami, nawet do głupiej biedronki. Nie mam do tego już siły, rozmawiałem z żoną, że trzeba znaleźć jakies wyjscie i ma porozmawiac z siostrą, bo dzieci, dziećmi, ale my nie mamy portfela bez dna, a poza tym budujemy się i mamy pilniejsze wydatki od karmienia jej rodziny. Szwagierka uznała to za atak i napięta juz atmosfera stała się nadzwyczaj zła, a sytuacja z dziećmi jest poprostu patowa. Przyjęliśmy taktykę kupowania niektorych rzeczy tak aby były wyliczone i można było pokazać dzieciom, że jak damy to wujek, ciocia córka nie będą mieli na śniadanie, że muszą wziąć pieniądze od mamy jadąc z nami do piekarni, bo my nie mamy aż tyle itp. Nakładają się do tego inne problemy mieszkaniowe dnia codziennego, nieporozumienia z żoną, problemy na budowie, stresująca praca, brak czasu i odpoczynku i jestem przepracowaną i zajechaną beczķą prochu która za chwilę wybuchnie. Nerwów już nie mam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Mam wrażenie, że do rozkwitu problemu żywieniowego przyczynił się Wasz brak początkowej asertywności. Można kogoś jednorazowo poczęstować, ale przy następnej takiej sytuacji dobrze jest wyznaczyć granice - "Słuchaj, mogę upiec ciasto dla Nas wszystkich, jeśli dołożysz się 50% do zakupów". I nie ma absolutnie nic złego w odmawianiu "obcym" dzieciom poczęstunku czy atrakcji. Nie jesteście za nie odpowiedzialni, a dzieci też uczą się pewnych schematów na podstawie powtarzalnych zachowań. Jeśli je częstowaliście przy różnych możliwych okazjach, to nic dziwnego, że oczekują tego dalej. Dobrze, że przynajmniej teraz próbujecie to korygować.
Z kolei jeśli naprawdę tak bardzo przytłaczają Was problemy wynikające z mieszkania pod jednym dachem ze szwagierką i jej dziećmi, faktycznie warto rozważyć wynajem. Dla spokoju Waszych nerwów. Łatwiej jest zarządzać pozostałymi kłopotami, gdy wracamy do miejsca, w którym chociaż głowa może odpocząć. Z małym dzieckiem faktycznie może nie być to łatwe, ale przynajmniej w dużych miastach gdzieś zawsze uda się znaleźć lokum.
To prawda, zabrakło asertywnosci, a dzieciaki szwagierki jak to dzieci, wykorzystywały wszystko. Z drugiej strony no weź patrz na dzieci śliniące się na widok ciasta z truskawkami i nie daj, zmuszaj je do patrzenia jak Ty jesz, albo stoi jedna z drugą metr odemnie i patrzą mi i córce w talerze z obiadem jak jemy i mówi jedna, że też to chce zjeść. Odsuwasz wtedy talerz sobie z pod nosa i dzielisz im resztę na połowę i robisz sobie kanapkę, bo szkoda Ci dzieciaków. To były dla mnie też trudne sytuacje i musiało się we mnie nawarstwic zanim powiedziałem dość.
@Leos tak szczerze to sami sobie wyhodowaliście takie problemy. Dziecko nie jest w stanie zawsze dostawać wszystkiego czego zapragnie. Trzeba odmawiać, bo to jest zdrowe dla dziecka uczyć się, że nie może czegoś dostać. No jeśli nie odmawialiście to nauczyliście te dzieci, że mogą dostać.
W takiej sytuacji z obiadem to po prostu zapytaj: a co Ty masz dzisiaj na obiad? Albo po prostu mówisz, że robimy przerwę, każdy idzie do siebie zjeść. Bez przesady żeby ciągle karmić cudze dzieci.
No tak, brak asertywnoaci, dobre serce i mamy teraz kłopot. Obrażona szwagierka, dzieciaki w sumie chyba już też przestają lubić naszą córkę i nas, widac zwrot w relacjach, ogólnie cała ta sytuacja jest napięta. Szwagierka utopiłaby mnie w łyżce wody i vice versa. Bardzo jej przeszkadza, że się pojawiliśmy.
Mam więcej niz 2 dzieci i nie ma problemu z tym ze nie wszyscy jadą na zakupy albo nie kazdy ma po równo gofra.
To jest kwestia granic! To jest duzo poważniejsze niż sklep i kanapka. Uciekaj przy pierwszej okazji. Spokój psychiczny jest wart swojej ceny.
Ale granicę powinna pomóc wyznaczyć mama dziewczynek. Choć oczywiście znamy wersję tylko jednej strony.
Oczywiście wyprowadzka jak najbardziej tak, tylko to są koszty.
Tak mi się nasuwa pytanie, bo o tym nie wspominasz, dokładacie się tam do czynszu i rachunków czy mieszkacie za darmo? I nie za bardzo rozumiem dlaczego mielibyście mieć problem z wynajęciem mieszkania ze względu na 5-cio letnie dziecko, jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby wynajmujacy robił komuś problemy o dziecko
Za darmo nie mieszkamy. Rachunkami dzielimy się po połowie, czego nie uważam do końca za uczciwe, bo ja i żona pracujemy, a szwagierka spędza w domu 24 godziny i wiadomo, że zużywa więcej, ale tlumacze to sobie tym, że żona dużo gotuje. Co do wynajęcia mieszkania, tak, był problem i krecenie nosem kiedy właściciel słyszał o dziecku, ale to już bez znaczenia, bo żona doszła do wniosku i w zasadzie słusznie, że dlaczego mamy się wyprowadzac i wyrzucac w błoto 2000 zł na wynajem skoro połowa tego domu nalezy do niej i ma pelne prawo mieszkać tutaj z nami, a jak siostrze coś się nie podoba, to niech sama się wyprowadza że swoimi dziećmi.
Leos, masz duże szczęście, że żona stoi bardziej po Twojej stronie niż siostry. Z jednej strony Twoja sytuacja ma minusy, które ciężko może być przetrawić, ale z drugiej jednak mogło być dużo gorzej.
Stoi bardziej po mojej stronie, ale tarcia też mamy. Napięta atmosfera w domu oddziaływuje na nasze małżeńskie relacje. Do tego szwagierka zwróciła uwagę, że skoro jest mężczyzna w domu czyli ja to powinienem zająć się męskimi rzeczami w domu. Tak, tak, ona myśli że ja będę remontował, naprawiał i sprzątał tę ruderę kosztem swojego czasu który mogę spędzić na własnej budowie lub z rodziną i to jeszcze pewnie za wlasne pieniadze. Do końca stycznia planujemy się stąd najpozniej wyprowadzic, wystarczy nam podloga i kibel i będę sobie już powoli codziennie grzebał. A jak szwagierka będzie mi tak dalej docinala na każdym kroku to zacznę namawiać żonę żeby żądała podziału tej rudery.
No i mam mieszane uczucia. Bo tutaj autor jest biedny pokrzywdzony a tutaj uważa że niesprawiedliwe jest dzielenie kosztów po połowie w domu w którym mieszkają dwie rodziny, z których obydwie piorą, gotują itp. Ja bym odbiła piłeczkę i bym powiedziała że skoro oni pracują i autor pracuje na budowie to więcej ubrań brudzą i częściej piorą. A tak naprawdę jeśli nie macie osobnych liczników to jak podzielić koszty?
A co do męskich prac zależy o co szwagierka prosi ale skoro mieszka... Sama nie wiem.
To jest stary kwadraciak z lat 80, niewykonczony, nieocieplony, sypiacy się i ze śmieciami i samosiejkami na podwórku. Tutaj trzeba naprawiać wszystko od sypiacych się mebli po wymianę instalacji, a najpierw przed zimą uszczelnić okna, a najlepiej to je wymienić, przez niektóre wieje że wentylacji nie trzeba. No i dach cieknie w jednym miejscu. Kto miałby to wszystko robić, za co i kiedy? Prawie 11 godzin na dobę poświęcam na pracę i dojazdy do niej. Gdybym zaczął tu grzebać to kosztem czasu spędzonego na budowie i będę odwlekał przeprowadzkę. Szwagierka nie pokryje połowy kosztów bo nie ma z czego. Nie wiem jak tu będzie zima wyglądała, ale mam nadzieję wyprowadzić się jak najszybciej, bo przeraża mnie koszt ogrzania tego komunistycznego kwadraciaka przy tych ubytkach ciepła. Żeby zaraz się nie okazało, że faktycznie wynajem wyjdzie nas taniej.
Jeżeli dokładacie się do rachunków to przez cały miesiąc rób listę ile wydałeś na jedzenie dla nieswojej rodziny, odliczaj od kwoty rachunków.
Podziału majątku nie było, więc twoja żona ma takie samo prawo w nim mieszkać jak i szwagierka - tak powinieneś to jej przedstawić. To jest ich wspólny dom, nie tylko jej. Nie mieszkać u niej. Mieszkacie u siebie.
Na pewno wyprowadzimy się stąd mocno skonfliktowani. Szwagierka ciagle dorzuca do pieca. Nic dziwnego że jest samotną matką i każda z jej córek nosi inne nazwisko. Żaden facet z nią nie wytrzyma.
3210 też mi się lampka zapaliła przy tym czynszu. Aż mi się przypomniało jak przyjaciółki wynajmowały pokoje w mieszkaniu na studiach i po roku wprowadzili się do nich dwaj studenci pierwszego roku. Chłopaki poza stwarzaniem problemów na różnych płaszczyznach, wymyślili sobie też w pewnym momencie, że powinni dzielić rachunki nierówno, bo dziewczyny częściej zostają na weekendy, więc więcej korzystaja z internetu (xD), a poza tym robią pranie w mieszkaniu, a chłopaki wożą co weekend do mamusi, żeby im wypraly, to za wodę też dziewczyny powinny więcej płacić :) Podział 50/50 jest fair, natomiast prac wokół tego domu bym nie ruszała. Trzeba zacisnąć zęby i jakoś przetrwać, przynajmniej jest motywacja do ciśnięcia tej budowy naprzod :)
@Leos jeśli Twoja żona jest współwłaścicielką tego domu to ona ma obowiązek o ten dom dbać albo go trzeba sprzedać. Ja bym taką osobę, która sobie tylko chce dom posiadać, ale nie chce w niego wkładać pieniędzy wzięła do sądu, bo dom niezadbany to dom coraz mniej wart.
Jest jakaś kontynuacja tej historii? Wyprowadziliscie się? Czy doszło nawet do rozwodu?