#vhONh

Z mężem jesteśmy małżeństwem od prawie 3 lat, a znamy się już 4. Ślub cywilny był wzięty w sumie ze względu na ciążę.
Często się kłócimy, a tematem kłótni jest seks.
Po ciąży, gdy już doszłam do siebie, chciałam pokazać mojemu M jak bardzo mi na nim zależy, więc na każde jego słowo, że ma ochotę, nigdy nie odmawiałam, mimo zmęczenia. Zawsze starałam się go uwodzić, ładnie ubierać, eksperymentować itp.
Tylko że moje potrzebny seksualne z roku na rok wzrastają, mogłabym codziennie, a mój M raz na 2-3 tygodnie.
Nigdy nie otrzymałam od niego kwiatka, a jeśli mamy wolny wieczór oboje, to M najczęściej siedzi w sieci lub gra. Gdy chcę mu przerwać ten surfing po Internecie, zaczyna krzyczeć i mówić, że nie obchodzi go, że mam akurat teraz ochotę.
Próbowałam z nim rozmawiać, ale to nic nie daje.

Nie czuję się adorowana, nie czuję tego pożądania, nie słyszę, że ładnie wyglądam lub zwykłego "kocham cię".

#2ZdTU

Kiedy miałam 3 lata, mój ojciec zostawił moją mamę z trójką dzieci. Przez pierwsze kilka miesięcy było strasznie ciężko. Później jednak mama znalazła pracę i było troszkę lepiej, chociaż żyłyśmy pod kreską. Mama mimo zmagania z depresją nie poddawała się. Pracowała po 12 godzin dziennie i do tego w weekendy, żeby móc nas wyżywić, kiedy mój tata razem z nową rodziną żył sobie za granicą i ani myślał wysłać alimenty. 

Kilka lat temu moje siostry (są starsze o ponad 10 lat) ułożyły sobie życie. Nie można zauważyć braku pieniędzy. Wręcz przelewa im się. Moja mama jednak nadal ledwo wiąże koniec z końcem. Kiedy spotykam się z rodzeństwem, słyszę wytyki w stronę mamy, że "miesiąc temu pożyczyła 50 zł i oddała dopiero dziś". 

Mam teraz 17 lat i jestem w najlepszym liceum w województwie na profilu mat biol chem. Codziennie dojeżdżam ponad godzinę do szkoły, a kiedy wracam do domu, to siedzę do nocy nad książkami. Wiem, że mogłabym iść do słabszej szkoły, gdzieś bliżej. Mieć więcej czasu dla znajomych. Po co to wszystko? Chcę dojść do tego, co moje siostry, jednak nie po to, aby mieć dostatnie życie, ale żeby moja mama nie musiała martwić się o swoją starość i miała choć tyle z życia.

#YxpkN

Rok temu w wakacje dorabiałem sprzedając piwo z kija na różnych imprezach.

Na jednej z nich jeden z klientów, już lekko podchmielony, tak mnie zagadał, że niechcący wydałem mu z dwóch stówek o pięć dyszek za mało. On sam na odchodnym przeliczył kasę i stwierdził, że właśnie tylu mu brakuje, ale uznał, że może po prostu zostawił w domu albo dał żonie i zapomniał o tym.
Po kilku minutach od jego odejścia przeliczyłem pieniądze w kasie i stwierdziłem, że to jednak moja wina. Postanowiłem go odszukać i już po dwóch minutach znalazłem, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej. Oddałem całą sumę i grzecznie przeprosiłem, a on wyciągnął dwie dyszki z portfela i powiedział, że to nagroda dla mnie za uczciwość. Pan nalegał, żebym je wziął, więc po dwóch kurtuazyjnych odmowach przyjąłem, co dał. Zaprosiłem go jeszcze na dodatkowe piwo na koszt firmy.
Po kilku minutach przyszedł i stwierdził, że honorowy człowiek nie da drugiemu honorowemu za siebie płacić, i za to piwo również zapłacił.
Jednak uczciwość popłaca :)

#SYZhz

Zacznę od tego, że mój chłopak jest bardzo kochany i czuły, ale jak to większość facetów ma w naturze - ma większe "potrzeby", że tak to nazwę. Jest dorosły, ma 22 lata i dzielą nas cztery lata. Jednak podczas rozmów na ten temat zawsze wracamy do punktu wyjścia i mówię, że nie jestem jeszcze gotowa na zbliżenie. On to rozumie.

Któregoś dnia, kiedy byliśmy w jego mieszkaniu, leżeliśmy razem na łóżku i mieliśmy oglądać jakiś film. W którejś minucie całkowicie zapomnieliśmy o filmie i korzystając z tego, że jesteśmy sami, trochę się przytulaliśmy, jakieś buzi-buzi itd. W pewnym momencie zaczęło robić się trochę gorąco, atmosfera idealnie sprzyjająca jakimś "większym" czułościom. Poczułam, jak ręka mojego chłopaka wędruje w kierunku guzika moich spodni. Naprawdę nie wiedziałam jak wybrnąć z tej sytuacji (jak pisałam wcześniej - nie byłam gotowa). Między tymi gorącymi pocałunkami, przyspieszonymi oddechami, wywiązał się taki dialog:
- Mam ochotę... - powiedziałam. Buzi.
- Na co...? - odpowiedział mi głęboki głosem. Buzi.
- Na naleśniki!
W tym momencie nastała zupełna cisza, czar prysł. Chłopak spojrzał mi w oczy, zwlókł się z łóżka i poszedł do kuchni szykować naleśniki. Jest taki kochany :)

#qQPKf

Było pełno znajomych, grała muzyka, wódka lała się strumieniami, więc dlaczego miałabym być zła, że wybranek mojego serca upił się jako pierwszy, zwymiotował na parkiet, szczypał tyłki kelnerek i wdał się w bójkę z własnym wujem? Zła jednak byłam – takie zachowanie nie przystoi panu młodemu, który jest gospodarzem na własnym weselu...

#Hhsrd

Mieliśmy w szkole nauczycielkę od "Historii i społeczeństwa", czyli niezbyt ważnego przedmiotu dla Mat-Geo. Pani była dość nieogarnięta i można jej było wcisnąć dosłownie wszystko. Kiedyś zrobiliśmy to po raz kolejny. Nie chcieliśmy się uczyć do sprawdzianu, bo przecież matura przed nami i mieliśmy ważniejsze przedmioty do nauki, więc powiedzieliśmy, że sprawdzian już pisaliśmy "tydzień temu". Co ciekawe, nauczycielka stwierdziła, że w sumie to faktycznie, pamięta.

Potem nawet zapytaliśmy, czy już sprawdziła, a ona na to, że już zaczęła i ładnie nam poszło... Wyszło na to, że nie tylko uczniowie kłamią w sprawie sprawdzianów.

#wFoHP

Gdy byłam dzieckiem, zmarła moja mama. Mieszkaliśmy w jednym podwórku z dziadkami. Po tej tragedii oczywiście zajęła się nami babcia, bo tata nie dawał sobie z tą stratą rady. Pod dumnymi słowami "opieki nad biednymi dziećmi i samotnym ojcem" kryły się upokorzenia, wyzwiska, maltretowanie itp. Dzisiaj jedna z tych historii.

Truskawki smakują praktycznie każdemu, nie? Ja mam wstręt. Oto dlaczego.

Moja babcia w okresie letnim lubiła robić na obiad dania z sezonowymi owocami, warzywami itp. Jednak nie potrafiła zrozumieć, że dziecko może nie lubić obiadów na słodko. Zawsze jadaliśmy u niej obiady, więc wyboru za bardzo nie miałam. Nie dostałabym nic innego do jedzenia niż to, co ugotuje babcia.
Tego dnia zrobiła kluski z truskawkami. Grzebałam w talerzu i praktycznie nic nie zjadłam, bo nie smakowało mi. Moją babcie musiało to strasznie wkurzyć, bo razem z moją ciocią trzymały mnie na siłę i wpychały te kluski w gardło jak gęsi. Płakałam, błagałam, żeby mi dały spokój, ale ich to nie ruszało. Reszty rodziny też. W pewnym momencie zwymiotowałam na talerz, który i tak już był dosyć obsmarkany od mojego płaczu. Dostałam wtedy jeszcze w twarz łyżką. Chwilę jeszcze moja babcia patrzyła jak mnie katuje, wyraźnie z siebie zadowolona. Potem dała mi spokój. Nikt z rodziny się za mną nie wstawił.

Jak widzę kluski z truskawkami, to mam odruch wymiotny. Nawet zapach truskawek mnie drażni. Dziękuję babciu za opiekę.

#XDsGB

O tym, jak obecne strajki odebrały mi dziewczynę.

Tytułem wstępu - nie mam nic do obecnych strajków, uważam, że to dobrze, że kobiety walczą o coś, na czym im zależy, w tej kwestii popieram je całym sobą.

Z M. znamy się jeszcze ze studiów, urzekła mnie swoją siłą, tym po prostu "czymś". Byliśmy ze sobą 2 lata. Z M. mamy całkowicie różne poglądy, ja skręcam raczej w prawo, ona z kolei w lewo, nigdy nam taki stan rzeczy nie przeszkadzał, co więcej, często ucinaliśmy sobie różne dyskusje, nigdy nie brakowało w nich fajnych, konkretnych argumentów. Nigdy też nie atakowaliśmy siebie za swoje poglądy, oboje szanowaliśmy stan rzeczy taki jaki jest. Ale od kiedy rozpoczął się strajk, w moją dziewczynę jakby wstąpił jakiś demon. Z fajnej, mądrej feministki przeistoczyła się w prawdziwego tyrana, każda rozmowa chcąc nie chcąc schodziła tylko na te tematy, mam wrażenie, że świadomie dążyła tylko do kłótni. Atakowała mnie za wszystko. Codzienne wyjścia na marsze - rozumiem, ale nie w obecnej sytuacji pandemii, mogłaby ograniczyć się do 1-2, nie do całotygodniowych wyjść. Na wszystkie moje argumenty reagowała tak, jakbym jej zakazywał co najmniej oddychać, uważała wręcz, jak sama powiedziała, że przemycając swoją faszystowską ideologię próbuję jej zamknąć usta, udając, że się o nią troszczę. Uważała, że każda moja rada, uwaga jest w nią wycelowana i ma na celu ograniczanie jej wolności. Cóż dużo mówić, skapitulowałem, niech robi co chce. Ostatnia wielka kłótnia zakończyła się trzema "cichymi dniami".

Tak było do wtorku. Od wczoraj bowiem jestem (nie)szczęśliwym singlem. Moja luba oświadczyła mi bowiem, że nie może być z kimś, kto nie szanuje jej praw, chce nią dyrygować i kontrolować. Mało tego, uważa, że potrzebuje kogoś, kto będzie ją wspierał, a nie kogoś, kto jest za tym, by odebrać jej wolność.

Rzecz w tym, że ją wspieram, zawsze. Kocham tę wariatkę, ale nie wyzbędę się dla niej własnych poglądów. Chcę po prostu, żeby moja M. była znów taka jak wcześniej, energiczną blondynką, która z zapałem i szacunkiem potrafi przekazać własne zdanie nie atakując nikogo, a nie nabuzowaną "demonstracyjnym vibem" harpią, która musi walczyć ze wszystkim i wszystkimi.

Chyba po prostu muszę poczekać, może się opamięta i zrozumie, że to, że jej nie popieram w niektórych kwestiach, wcale nie oznacza, że jestem po przeciwnej stronie barykady.
Wiem, że M. lubi czytać anonimowe, więc: Ubieraj chociaż czapkę na te protesty.

Dziewczyny, trzymajcie się i walczcie dalej o swoje. Tylko proszę pamiętajcie, że nie każdy facet jest przeciwko Wam.

#KqgPx

To było jakieś 2 miesiące temu, gdy wracałam z drugiego końca Polski do rodzinnego domu pociągiem. Warto dodać, że niedawno zaczęłam się interesować kolorowankami dla dorosłych na odstresowanie. Zaraz po tym jak wsiadłam, zaczęłam szukać przedziału dla siebie. Były dość zapełnione, więc miałam do wyboru dwa wagony. W jednym z nich były małe rozwrzeszczane dzieci, natomiast w drugim typowy polski dres. Bez zastanowienia weszłam do tego drugiego i nie zwracając uwagi na nic innego, wyciągnęłam kredki i owe kolorowanki. 

Tak sobie kolorowałam już jakieś 5 minut, dres uważnie się przypatrywał, jednak po chwili nie wytrzymał i powiedział grubym głosem "Ej, laska! Wyszłaś za linię!".
Dodaj anonimowe wyznanie