#eQMDl

Gdy miałem iść do podstawówki, mama mi powiedziała, że jak się nie będę uczył, to się nie dostanę do dobrego gimnazjum. Mimo to dosłownie całą podstawówkę zlewałem naukę jak mogłem. Przyszedł czas testu, napisałem na 38 pkt (mama nie mogła uwierzyć). Tak oto dostałem się do prawie najlepszego gimnazjum w moim mieście, a było ich 12. W gimnazjum jak zawsze słyszałem tylko jedno - ucz się, bo się nie dostaniesz do dobrego liceum. Historia się znowu powtórzyła, szkołę olewałem, a testy napisałem na 80-90%. Dostałem się do dobrego liceum, do którego niektórzy z piątkowych uczniów się nie dostało. W liceum gadka jak zawsze. Przyszedł czas matur, wszystkie zdane i nawet dwa rozszerzenia. 
Moi koledzy, rodzina nie mogą dalej uwierzyć, że człowiek, który jedynie co robił przez 12 lat to grał na komputerze w "głupie gry", teraz jest na Politechnice Warszawskiej. Pozdrawiam moją mamę (tak, mam co jeść).

#1cGW3

Kiedyś jak byłam mała, to musiałam mieć operację oczu. Nie pamiętam wszystkiego dobrze, bo miałam jakieś 4-5 lat. W tym okresie często pobierali mi krew. Niestety nie zawsze była przy tym moja mama, bo działo to się rano, a rodzice nie mogli zostać w szpitalu na noc. A byłam dość odważnym dzieckiem, więc nie płakałam przy pobieraniu krwi. 

Ale kiedy po wyjściu ze szpitala dowiedziałam się, że nie oddadzą mi tej krwi, wpadłam w taki płacz, że przez przez pół miasta mama szła ze mną uspokajając mnie, żebym przestała krzyczeć "Oddajcie mi moją krew!". Miny ludzi bezcenne.

#BvBCb

Irytuje mnie system podatkowy w Polsce oraz ulgi podatkowe.

Najprostszy przykład.
Przychodzi do restauracji facet, który ma firmę, i prosi o fakturę na posiłek. Potem podaje, że miał spotkanie biznesowe i odlicza wydatki. Mimo że jadł sam.

Miliony takiego gówna, o paliwie nie wspominam.
Za duży podatek? Nie płacimy!

Powinno być 10% jak w średniowieczu, bo to nasze kombinowanie wychodzi nam gardłem.

#ESC36

Jakiś czas temu powiedziałam mojemu chłopakowi, że postanawiam rzucić picie alkoholu. Powód jest prosty – w mojej rodzinie jest kilku alkoholików, więc nie chcę kusić losu i zamiast liczyć na to, że się nie uzależnię, wolę sączyć owocowe soczki zamiast procentowych piwek.
Następnego dnia mój ukochany zerwał ze mną, bo jak sam to powiedział, nie chce tworzyć związku z osobą, która wybrała bycie nudną.

#vU4D2

Miałem jakieś 18 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny - dogadywałem się z nimi całkiem nieźle, ale żadna nie przyciągnęła mnie na tyle, żebym próbował zrobić ten jeden krok więcej. 

Aż w końcu się takowa znalazła. Była wręcz doskonała. Piękna, inteligentna, przepadająca za grami video, fantastyką i klasycznym rock 'n rollem. Jak dla mnie - istny ideał. Prawdę mówiąc, znałem ją już jakieś 3 lata, dopiero teraz zdałem sobie jednak sprawę, że zakochałem się po uszy. Dogadywaliśmy się naprawdę dobrze, postanowiłem sobie zatem solennie, że przy najbliższej okazji postaram się podjąć jakieś działania mające na celu wyjście z friendzone'a. 

Stałem sobie na korytarzu, rozmawiałem z nią i z trzema moimi najlepszymi przyjaciółmi. Tematy dosyć luźne - a to co sądzicie o nowym albumie ZZ Top, a to czy może zagralibyśmy wieczorkiem jakąś rundkę lub dwie? Polityki, filozofii i innych poważniejszych zagadnień raczej nie ruszaliśmy - chaos szkolnego korytarza nie sprzyja inteligentnym konwersacjom, te mogą poczekać na lepsze warunki.
Ja przez cały czas zachodziłem w głowę jakby tu zagadnąć tak, żeby wyciągnąć ją na jakiegoś drinka, albo zaprosić do domu. Nie zwracałem szczególnej uwagi na padające słowa i w ogóle na nic co dzieje się wokół. Aż dotarły do mnie słowa mojej wybranki, odpowiadające na pytanie kolegi:
- Tak, słyszałam, Maciek mi pokazywał. Bla bla bla bla bla - reszta nie miała sensu.
- Jaki Maciek? - spytałem zdezorientowany.
- No, mój chłopak - odpowiedziała lakonicznie i wróciła do gadki z kolegą. 

Przeprosiłem grzecznie towarzystwo, rzekłszy, że muszę udać się do toalety. Tam też poszedłem. Stałem w kabinie, próbując przetrawić to, czego się przed chwilą dowiedziałem. W poczuciu zrezygnowania, walnąłem głową w drzwi kabiny. 

Tak złamałem nos.

#is737

Niedawno zauważyłam, że podczas lekcji online, kiedy powiesz coś do mikrofonu, a jest wyciszony, pojawi się napis "twój mikrofon jest wyciszony", więc na poprzedniej lekcji wydałam jakiś dźwięk, czekając na napis. Jednak nie pojawił się, więc ponowiłam próbę. I tak wydawałam z siebie coraz głośniejsze (i dziwniejsze) dźwięki...
Dopiero po czasie zorientowałam się, że mam włączony mikrofon.

#2HNN7

Mając 21 lat zakochałam się w panu X. Przystojny, zabawny, studiujący przyszłościowy kierunek. Szybko zostaliśmy parą i byłam pewna, że spędzę z nim całe życie. Za niego w razie potrzeby dałabym sobie rękę uciąć. I - jak to w życiu bywa - teraz nie miałabym ręki. Pan X po jakimś czasie zdradził, zerwał ze mną kontakt, zostawił bez słowa dla innej dziewczyny. Serce mi pękło.

Dokładnie 1,5 roku później koleżanka wzięła mnie na imprezę do akademika.
Był na niej pewien chłopak (pan Y), który od razu wpadł mi w oko. Jako że nie "wyleczyłam się" po poprzednim związku, nie chciałam nawet do gościa zagadać, a on sam też nie wyglądał na zainteresowanego rozmową ze mną. Po jakimś czasie poszliśmy całą grupą do jednego z krakowskich klubów, gdzie spędziliśmy wesoło czas do 3:30. Z licznej grupki, która wyszła z akademika, zostałam ja i trzech facetów, postanowiliśmy więc zbierać się do domu. Wyszliśmy przed klub i czekaliśmy na jednego kolegę, któremu ubieranie się zajęło wyjątkowo długo. 

Stojąc przed wejściem, zaczepiło mnie dwóch dresów, krzycząc coś o fajnych dupach, blondynkach i zabawieniu się z nimi. Kiedy panowie zaczęli być wobec mnie bardzo natarczywi, pan Y powiedział do jednego z nich, aby się ode mnie odczepił. Kiedy ten go popchnął, pan Y dał mu w zęby. Dres spadł na ziemię, ale na mojego obrońcę rzucił się drugi. Kolega, który stał z nami, dołączył się do bójki, jednak z klubu wypadło dwóch kolejnych dresów i zaczęła się niezła awantura. Jakiś czas to wszystko trwało, ktoś z ulicy nas rozdzielił, i pojechaliśmy do domu. 

Pan Y chciał mnie po tym wszystkim odprowadzić. Pozwoliłam mu. Zaimponowało mi jego zachowanie, ale jakoś nie dopuszczałam do siebie myśli, że moglibyśmy być razem. Tym bardziej, że chłopak był młodszy ode mnie 3 lata i skończył "tylko" zawodówkę. Mimo że świetnie nam się rozmawiało, pożegnaliśmy się pod moim mieszkaniem, a ja poszłam spać nieco smutna.

Następnego dnia pan Y napisał, że przychodzi na herbatę. I tak się zaczęło. Długo przynosił mi czekolady, kiedy skręciłam kostkę w środku nocy zaniósł do szpitala, odbierał mnie wieczorami z pracy, a kiedy byłam chora siedział przy mnie i łyżeczką poił herbatą. W końcu dałam mu szansę i był to najlepszy wybór w moim życiu - od 2 lat jestem w szczęśliwym związku i teraz wiem, że pan mgr inż X nie dałby mi takiego szczęścia jak mój mechanik samochodowy. Mam chłopaka o złotym sercu, pracowitego, opiekuńczego, kochającego. Robi wszystko, abym była szczęśliwa. 

Dziękuję Bogu, że w porę otworzyłam oczy, bo byłabym najdurniejszą babą na świecie. Czasem nie warto rozpaczać po kimś, kto nie jest tego warty. A nuż za rogiem czeka ktoś, kto dla ciebie wda się w bójkę z dresami i będzie kupował czekolady? :)

PS Pan Y wyznał mi, że od razu wpadłam mu w oko na tej imprezie. Bał się podejść i zagadać, bo był "tylko mechanikiem", a ja dziewczyną "ze studiów".

#xvXv1

Jestem starą babą, która wszystkiego się boi. Rozmów telefonicznych, robienia zakupów, zmiany pracy, pójścia do pracy, odejścia z pracy, wyjścia z domu, jazdy autobusem, złożenia zamówienia w restauracji, dosłownie wszystkiego. Żyję w ciągłym stresie, jadę na lekach uspakajających, choć niewiele pomagają. Właściwie od 17 roku życia jestem stale w związkach i ciągnę moich partnerów wszędzie, by załatwiali za mnie sprawy. Tylko tak mogę jakoś funkcjonować. O dziwo, nie boję się rozmawiać z mężczyznami, którzy mi się podobają, to znaczy stresuję się trochę, ale nie na tyle, by nie być w stanie się odezwać, a po kilku minutach cały stres opada i mogę rozmawiać jakbym znała ich całe życie.

Nie wiem skąd mi się to wzięło. Rodzice nie trzymali mnie pod kloszem, wręcz przeciwnie, w dzieciństwie i nastoletnich czasach byłam otwartą, odważną i ciekawą świata osobą. W pewnym momencie coś przeskoczyło mi w mózgu i zamieniłam się w kobietę trzęsącą się ze strachu na samą myśl o kupieniu mleka. A co, jak mi karta nie zadziała? Zapomnę PIN-u? A jak będę płacić gotówką i nie będą mieli wydać? Mieć odliczone? A co jeśli zgubię drobne? Stresują i paraliżują mnie dosłownie takie pierdoły, że aż mnie zażenowanie łapie na samą myśl.
Jeśli was jeszcze nie złapało, to słuchajcie tego.

Poznałam kiedyś faceta przez internet i miałam do niego pojechać pociągiem. Nigdy sama pociągiem nie jechałam i stresowałam się bardzo. Co jeśli wsiądę do złego? Nie znajdę mojej stacji? Spóźnię się? Nie zadziała mi bilet na bramkach? Zgubię się? Ktoś mnie o coś zapyta? (zabawne, ale kompletnie nie stresowałam się tym, że jadę do obcego faceta, o którym nic nie wiem, a który może mnie porwać, zgwałcić lub zabić).
No więc, bałam się do tego stopnia, że poprosiłam mojego byłego chłopaka, by ze mną pojechał... On jedyny znał wtedy moje fobie i akceptował je, gdy byliśmy razem. No i zgodził się. Kupiłam mu bilety w obie strony i w ten sposób mój były odwiózł mnie na randkę z moim obecnym facetem. Który to teraz załatwia wszystko za mnie, łącznie z umawianiem mnie do ginekologa i chodzeniem ze mną na wizytę.

#I99O6

Obrońcy życia, przeczytajcie proszę.

Mój brat przeszedł na świat w czasach, gdy aborcje przeprowadzało się wieszakiem, w tajemnicy przed światem, w strachu, w cierpieniu. Moja mama miała już trójkę dzieci i jedynie strach przed osieroceniem nas sprawił, że mama się nie odważyła na ten krok. Urodziła naszego brata i to był dzień, który zamienił nasze życie w piekło. Brat urodził się bardzo chory, z szeregiem upośledzeń, od wodogłowia, przez rozszczep kręgosłupa, po całkowitą ślepotę i głuchotę. Lekarze od początku przewidywali, że nie przeżyje pierwszej doby. Ale przeżył nie tylko pierwszą dobę, ale i 10 kolejnych lat. Nigdy nie powiedział ani słowa, nigdy się nie uśmiechnął, całe życie spędził w łóżku.

Moi rodzice poświęcili całe swoje dotychczasowe życie na opiekę nad dzieckiem. Mama musiała zrezygnować z pracy i zamknąć swoją firmę, która była dla niej wszystkim. Tata również musiał zmienić pracę na taką, która umożliwiała mu częste wyjazdy. Zaczęły się rehabilitacje, 24-godzinna opieka, wyjazdy na specjalistyczne turnusy, szukanie pomocy, gdzie tylko się da. Tygodnie, a nawet całe miesiące spędzane w szpitalach. Niewiele rodziców pamiętam z tamtych czasów. Nigdy nie mieli czasu dla mnie ani rodzeństwa. Miałam 8 lat, gdy musiałam dorosnąć, zająć się sama sobą, nauczyć się sprzątać, gotować, przewijać i karmić brata. Moi rodzice nie mieli czasu na mój ból, mieli swój własny, o wiele głębszy. Przez cały czas kombinowali, w jaki sposób zdobyć pieniądze na leczenie. Wtedy jeszcze nie było internetu, nie było zbiórek.

Mój brat przeżył 10 lat. Cały ten czas przeleżał w łóżku, nigdy nie nauczył się mówić, komunikować ze światem, reagować na innych. Jego krótkie życie było wypełnione szpitalem, operacjami, rehabilitacjami, ale przede wszystkim bólem.

I wiecie co? Gdy umarł, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Moja mama płakała często przez te 10 lat, ale po raz pierwszy w jej łzach nie było rozpaczy, tylko prawdziwa radość. Pamiętam mojego tatę, gdy przyszedł do nas tego samego dnia i jego pierwszym słowem było "przepraszam". Później, o wiele później, wytłumaczył nam, czym były te przeprosiny. Tym, że nie dał nam takiego dzieciństwa, na jakie zasłużyliśmy. Że nie dał nam tyle uwagi, miłości, a przede wszystkim spokoju. Płakaliśmy wszyscy, ale to były łzy szczęścia. Do dziś pozostało to naszą rodzinną tajemnicą.

To jedno życie, o które tak walczycie, zniszczyło pięć innych żyć, zniszczyło naszą psychikę. Zniszczyło mamę, która musiała zrezygnować ze swoich marzeń i szczęścia. Zniszczyło tatę, który popadł w alkoholizm.
Zniszczyło mnie i moje rodzeństwo, bo żadne z nas nie chce mieć dzieci.
A mi pozostał ogromny żal w sercu. Żal do polityków, do systemu, do ludzi. Mam żal o to, że to jedno "życie" jest ważniejsze od żyć nas wszystkich.
Dodaj anonimowe wyznanie