#hEIlu

Gdy byłam w 4 klasie podstawówki, w wypadku zginął mój tata.
Wiadomo, pełno papierków do załatwienia, od odszkodowania po rentę rodziną i takie tam. Niektóre sprawy wymagały pomimo tak młodego wieku mojej obecności i podpisu, co wiązało się z dłuższą nieobecnością w szkole.

Pewnego dnia, po całym ranku spędzonym w kolejkach w urzędach, mama wysłała mnie do pobliskiej piekarniani po drożdżówkę. Pech chciał, że spotkałam tam moją matematyczkę, która jest osobą znaną ze swojej złośliwości, która na moje "dzień dobry" odpowiedziała tylko "oooo, a na sprawdzian to szanownej panience nie chciało się przyjść?". Od zawsze należałam do osób skrytych i twierdziłam, że moje życie osobiste nie powinno interesować obcych, więc bez słowa wyszłam...

Na kolejnej lekcji matematyki szanowna pani nie omieszkała oszczędzać sobie słów krytyki na mój temat, podsumowując swoją wypowiedź słowami, że ktoś, kto zamiast pisać sprawdziany w szkole objada się ciasteczkami w piekarni, nic w życiu nie osiągnie. W tym momencie nie wytrzymałam, wstałam i ze łzami w oczach powiedziałam, że gdyby jej zmarł tato, też by miała ważniejsze sprawy niż jakieś głupie sprawdziany... Spakowałam się i wyszłam.

I wiecie co? Nie, nie usłyszałam od niej słowa przepraszam. Wylądowałam na dywaniku u pani dyrektor, ponieważ bez zgody opuściłam salę w trakcie lekcji...

A dziś chciałabym spotkać panią profesor i opowiedzieć jej, jak to bez napisanego sprawdzianu z matematyki udało mi się bardzo dużo w życiu osiągnąć!

#EyqEa

Kiedyś pojechałam na obóz harcerski. Świetna sprawa - cały tydzień siedzieliśmy w lesie i tam też jedliśmy, spaliśmy i myliśmy się. Ogólnie bardzo mi się podobało. Był tylko jeden problem - byłam  bardzo nieśmiałą dziewczynką.
Byłam na tyle wstydliwa, że krępowałam się wyjmować nową bieliznę z torby. Tak że przez tydzień jej nie zmieniłam.

#JvHEf

Zdarzyło się to wczoraj. Moja mama poszła z psem na spacer. Ten niestety tak szarpnął, że moja mama upadła. I to tak nieszczęśliwie, że aż chrupnęło. Z bólu i szoku nie mogła wstać, nikt nie podszedł jej pomóc. Leżała tak samiutka, z psem piszczącym u boku.

I wtedy zjawił się ON. Bezdomny pan podbiegł do niej, zostawił to, co miał najcenniejsze - czyli wózek, na którym woził makulaturę... Przerażony pomógł jej wstać, odprowadził ją do domu, ułożył na łóżku. W ramach wdzięczności mama chciała podarować mu 50 zł. Ten odmówił, mówiąc, że nie ma prawa przyjmować tych pieniędzy. Zaproponował, że zadzwoni po pogotowie, lecz mama odmówiła. Zadzwoniła po koleżankę, która przyszła się nią zająć. Mój bohater upewnił się, że wszystko dobrze i wyszedł z mieszkania. Ryzykował, że ktoś ukradnie mu porzucony wcześniej wózek... Jestem wzruszona jego postawą. Zachował się cudownie i nie ma słów opisujących moją wdzięczność do niego.

A na koniec... moje pytanie: dlaczego ludzie, którzy mają najmniej, potrafią dać najwięcej?

#p2MPv

Mieszkam z dziewczyną. Mamy kota i psa o imieniu Benek. Średnio się lubią, kot ciągle dokucza psu. Któregoś razu obudziłem się w nocy i strasznie chciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i wzięło mnie na heheszki. Mamy na lodówce notatnik promocyjny. Wziąłem długopis i bardzo nieskładnie i koślawo napisałem na kartce:

Drodzu ludzia, kochaciu kota bardzie niz ja odchodzu żegnajci Benek

Wróciłem do sypialni, obudziłem dziewczynę i mówię jej: "Zszedłem na dół napić się wody i znalazłem przy lodówce kartkę od Benka, on chyba uciekł" i podałem jej kartkę.

Myślałem, że zacznie się śmiać, ale ona w półśnie zaczęła ją czytać, a później wybuchła takim płaczem, jakiego nigdy nie widziałem. Beczała jak dziecko. Osłupiałem i zacząłem ją zapewniać, że to tylko żart. Była ostro wkurzona. Położyliśmy się spać, a ja nie mogłem opanować śmiechu. Udało mi się nie wydawać z siebie żadnego odgłosu, ale znacie to uczucie, gdy próbujecie powstrzymać się od śmiechu? Tak, leżałem obok niej i trząsłem się próbując się powstrzymać, a ze mną całe łóżko, przez jakieś pół godziny...

#wGvzL

Troszkę zazdroszczę ludziom, których dotknęła pandemia.


Do marca zeszłego roku pracowałam z biura, ale ze względu na sytuację zaczęliśmy pracować z domu. Mieszkam w UK, wszystko nagle zamknięto. Ciężko pracowałam dzień w dzień a wszyscy moi znajomi balowali na domówkach za hajs od rządu...


Nie zrozumcie mnie złe. Bardzo się cieszę, że mam pracę, dach nad głową i właściwie niewiele pandemia w moim życiu zmieniła, ale chciałabym ukraść od nich chociaż jeden miesiąc i tak się pobyczyć. Pić sobie piwko na ogrodzie w ciągu dnia, a wieczorem iść nad morze. Grać na konsoli cale dnie albo oglądać TV. Wszyscy się dziwią, dlaczego jestem zmęczona i narzekam...


Może dlatego, że gdy oni dostają 90% swojej wypłaty za siedzenie na dupie ja muszę na to ciężko pracować...

#7mAm8

Stwierdziłam, że przejdę na dietę. Poszłam do Biedronki i stanęłam przy słodyczach. Obliczam kalorie... Dodaję sobie to wszystko, odejmuję... Stwierdzałam, że wezmę dla brata batonik musli. Jemu też się przyda dieta.

Staję przy kasie, a pewien starszy mężczyzna się mnie zapytał, czy to dobre. Mówię, że nie wiem, ale mało kalorii ma. Pan do mnie:
- Najpierw masa.
Odpowiadam, że masa już jest, teraz trzeba ją wyrzeźbić... Na co mężczyzna odpowiedział, wskazując na swój brzuch:
- Najpierw masa, potem masa, później szersze drzwi...

Skoczyłam po czekoladę :D

#s5ICG

Strasznie się sfrajerowałem.

W mojej aktualnej pracy sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. Wiadomo, pandemia dała się niektórym branżom szczególnie w kość, ale z perspektywy czasu niektóre problemy w firmie zaczęły się już dużo wcześniej, a pandemia i lockdown tylko pogorszyły sprawę. Pomimo że pracuję już ponad 4 lata, czuję się niedoceniany i ignorowany przez przełożonych. Nadal pracuję jako zwykły szeregowy pracownik i co z tego, że się staram, że mam bardzo dobre wyniki i jestem chwalony przez przełożonych, że jestem w firmie lubiany, mam bardzo dobre relacje z innymi pracownikami czy szefostwem i mam opinię dobrego pracownika, skoro stoję w miejscu. Z osób pracujących w firmie równie długo/ dłużej jako szeregowi pracownicy zostały poza mną tylko trzy starsze panie, które odliczają już dni do emerytury. Moja obecna przełożona, jak i jej poprzedniczka zostały kierowniczkami działu, mając znacznie krótszy staż pracy w tej firmie i nie posiadając żadnych wyższych kwalifikacji niż ja obecnie (nie, nie dostały awansu przez łóżko, bo wszystkie osoby w hierarchii firmy w górę to kobiety, z właścicielką włącznie). Do tego moja obecna przełożona jest w ciąży i niedługo idzie na macierzyńskie, a na jej miejsce ma wejść jej najbliższa przyjaciółka, pracująca w firmie od pół roku, niemająca żadnego większego doświadczenia pracy w branży, kierunkowego wykształcenia ani żadnych specjalnych umiejętności poza znajomościami. Miło?

Cała organizacja pracy w firmie się sypie, wprowadzone kiedyś procedury są notorycznie olewane, od dawna nie mieliśmy żadnych szkoleń czy spotkań organizacyjnych. Praktycznie od lat robię to samo, nie mając jakichkolwiek możliwości do rozwoju czy wykazania się. Ze stażem pracy nie wiążą się żadne korzyści finansowe, a wręcz zarabiam coraz mniej. Jeszcze przed pandemią na początku 2020 roku wprowadzony został nowy system prowizyjny, warunkujący wysokość prowizji w głównym stopniu od wyników całego działu, a nie tylko od wyników indywidualnych. Normy jakie musieliśmy wyrobić były w praktyce nieosiągalne, niemożliwe do wyrobienia - nie z tym zespołem. I co z tego, że ja się staram, jak inne osoby starają się mniej. A później z powodu obostrzeń i lockdownu nie mam co liczyć na jakiekolwiek pieniądze z prowizji, bo firma nie prowadzi działalności. Od ponad 1,5 roku nie dostałem podwyżki – bo co z tego, że ja się staram, jak cały dział wypadał słabo, a później pandemia i trzeba oszczędzać. Do tego mam obniżony wymiar pracy. Dział jeszcze przed pandemią wypadał słabo, bo firma wypada coraz gorzej. Ogarnięte osoby odchodzą, a na ich miejsce przyjmowane są miernoty, lenie, nieogary i znajomki, a lepsi pracownicy wybierają inne firmy. I tylko ja zostałem – frajer.

#uspcm

Wybrałem się nad morze ze znajomymi jakiś tydzień temu, żeby odpocząć i uniknąć wakacyjnego zgiełku. Pewnego dnia, już grubo po godzinie 17:00 postanowiłem, że przejdę się po plaży (rzadko zdarza mi się jeździć w lutym, a jest naprawdę ładnie).

Ujrzałem dziewczynę, śliczną dziewczynę. Siedziała sama, na małym kocyku i wpatrywała się w wodę. Jako że nie należę do nieśmiałych, podszedłem, usiadłem obok i zapytałem co robi tutaj tak sama. Z uśmiechem na twarzy patrząc dalej przed siebie odpowiedziała, że odpoczywa. Moja ciekawość jest dość duża, więc dalej brnąłem: dlaczego tutaj? od czego? Popatrzyła się na mnie i pamiętam tylko te słowa:
- Tutaj jest spokojnie, mogę zebrać myśli, a odpoczywam od umierania.

Chyba zauważyła, że nie wiem o co jej do końca chodzi, więc powtórzyła, że odpoczywa od umierania. Kilka dni temu dowiedziała się, że ma białaczkę w zaawansowanym stopniu i postanowiła tutaj przyjechać. Byłem w szoku, nie wiedziałem co powiedzieć, zdążyłem tylko wydukać - przykro mi. Na to ona z szerokim uśmiechem odpowiedziała:
- Lekarz mi powiedział, że będę coraz chudsza, moja waga będzie spadała w dół. Czy ty wiesz, co to oznacza?

Przyglądam się jej i czekam na odpowiedź, która pewnie wbije mnie w ten piasek.
- Będę mogła jeść pizzę i McDonalda codziennie, a i tak nie przytyję. Każda dziewczyna o tym marzy!

Oboje się zaśmialiśmy, po czym ona wstała, podziękowała za rozmowę i powiedziała, że na pewno mnie zapamięta, bo jestem pierwszą osobą, która wie o jej chorobie. Poszła w swoją stronę, zapewne ogrzać się do domku. Minął tydzień, a ja nadal o niej myślę.
Dziewczyno, jeśli to czytasz, powinnaś wiedzieć, że jesteś najbardziej pozytywną osobą, jaką poznałem.
Dodaj anonimowe wyznanie