#65fJ8

Coś, czego nigdy, nikomu nie powiem... Najbardziej nienawidzę zmieniać pościeli. Jest to czynność, która niesamowicie mnie męczy, nawet wtedy, kiedy o niej myślę. Od kiedy wyprowadziłam się na swoje, to przestałam pościel zmieniać. Od 3 lat śpię w tej samej pościeli, niepranej przez ten czas ani razu. O dziwo nie śmierdzi, brudu nie widać mocno, a mi to nie przeszkadza :) Codziennie chowam ją do pojemnika w łóżku, tak więc nikt z gości jej nie widzi.

Taka moja tajemnica, która nie ujrzy światła dziennego 😈

#Uz8Us

Pewnego wieczoru wracałem z moją ukochaną z centrum handlowego. Zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle na lewym pasie. Nagle patrzymy w prawo, a kierowca z sąsiedniego samochodu - dużego, zielonego, odrapanego Sprintera coś do nas mówi, macha. Otworzyłem więc szybę i pytam o co chodzi. Facet pyta mnie: "Masz ogień? Bo nie mam jak odpalić papierosa.".

Oczywiście długo nie myśląc odpowiedziałem, że mam. Gość wyszedł na środku ulicy z auta, wsadził nam głowę przez szybę i odpaliłem mu fajkę. Oczywiście w tym czasie zapaliło się zielone światło, a jako że byliśmy pierwsi powstał chwilowy zator. Kierowca Sprintera podziękował, wsiadł do swojej zielonej fury i ruszyliśmy. 

Po około 10 minutach, w połowie drogi do domu, zauważyłem w oddali że jadące za mną zaczęło mi rzucać długimi światłami. W sumie średnio się tym przejąłem bo jego długie były mniej więcej porównywalne z moimi postojowymi. Trwało to chwilę po czym zobaczyliśmy po lewej stronie stację benzynową na którą zjechaliśmy. Patrzymy, a na stację szybkim tempem wjeżdża zielony zdezelowany Mercedes Sprinter, podjeżdża do nas, hamuje prawie z piskiem opon i wychodzi z niego kierowca palacz.

Moja ukochana wystraszona zamknęła się od środka, ja wyszedłem do niego i pytam:
- Co tam się dzieje?
- Chodź za mną - mówi idąc do samochodu z drugiej strony.
Otwiera boczne drzwi od paki, w środku pełno drewnianych skrzynek. Wyciąga jedną z nich PEŁNĄ JABŁEK i kładzie mi na rękach.
- Trzymaj.
W delikatnym szoku, pytam:
- Za co te jabłka?
Facet odpowiada:
- Za ogień! Gonię cię i rzucam światłami a ty mi spierd*lasz... :)
Życzył miłego wieczoru, podziękował kolejny raz i odjechał.

Warto pomagać, nigdy nie wiadomo komu w danej chwili czego bardzo potrzeba, a w tym wypadku użyczenie zapalniczki okazało się być warte 20 kg pysznych jabłek :)

#CnwPC

Zacznę od tego, że nie musicie na mnie bluzgać, bo wiem robię źle, ale z drugiej strony ciężko odpowiadać za uczucia, które czujemy.

Jestem z chłopakiem już kilka lat, kochamy się, jest dla mnie dobry, ja dla niego też. I wszystko byłoby super gdybym na siłowni rok temu nie spotkała chłopaka, który jest młodszy i zawrócił mi w głowie. Zaczęłam o nim myśleć, często. Gdy był pierwszy lockdown serce pękało mi, że go nie widywałam. Nie mogłam przestać o nim myśleć, bardzo chciałam nie czuć nic do niego. Nie powiedziałam chłopakowi, bo bałam się, że go stracę i miałam nadzieję to tylko zauroczenie, które przejdzie, bo przecież to się zdarza.


Chłopak z siłowni sam na mnie zwraca uwagę i poza uśmiechami, nigdy nie szukałam z nim kontaktu, bo chcę być z moim partnerem i jestem mu wierna. Jednak dziś po raz pierwszy zagadał do mnie, zaznaczę ze nie mówi po polsku, bo nie jest Polakiem. Zaczęłam się bardzo stresować, bo nie dość że do mnie zagadał to rozmawialiśmy w innym języku i nie czułam się pewnie, jednak rozmowa przebiegła dobrze. Mówił że jego brat też jest z Polką. Gdy na mnie patrzył to miał iskierki w oczach i szeroki uśmiech. Ja cała w skowronkach, jednak wolałabym żeby nigdy do mnie nic nie powiedział.

Wiem, że to złe, ale nie mogę się uwolnić od niego. Próbowałam zapomnieć, nie myślałam tydzień o nim, ale jak go widzę to wariuję. Chciałam zmienić siłownię, jednak chodzę z chłopakiem i to nasza ulubiona siłownia, nie mam powodu jaki mogłabym dać chłopakowi. Nie bez powodu mówią, że serce nie sługa. Kiedyś mnie samej wydawało się to proste a nawet głupie jakieś zauroczenia mogą nami zawładnąć, bo przecież jestem z kimś i jesteśmy szczęśliwi, a myślę o kimś 7 lat młodszym kogo w sumie nie znam...

#fbj8r

Mój chłopak (teraz już narzeczony) oświadczył mi się w podczas eleganckiej kolacji w ekskluzywnej restauracji, na której byli też jego i moi rodzice, ale zamiast standardowego pierścionka zaręczynowego z pudełeczka wyjął... złotą replikę pierścienia z Władcy Pierścieni.

Od tego momentu nie miałam już wątpliwości - to ten jedyny.

#4jwuC

13 października 2014. Dzień przed moimi 18, urodzinami. W szkole organizowany był Dzień Dawcy Szpiku. Rutynowe pytania, pobranie wymazu z policzka i podpisanie dokumentów. Z racji tego, że do pełnoletności został mi jeden dzień, wpisałam datę dnia następnego, tak na wszelki wypadek. Drobne oszustwo, do którego się przyznaję i jestem dumna :) Bo gdybym wtedy się nie zapisała, nie wiem, kiedy bym to zrobiła. Może następnego miesiąca, a może po roku? Czas grał tutaj dużą rolę.

Szybko zapomniałam o zapisaniu się do bazy dawców. Choć czułam satysfakcję, nie łudziłam się, że znajdzie się biorca, w końcu szanse nie są wielkie. Jednak nie musiałam długo czekać. Już po ponad miesiącu dostałam telefon. Byłam na lekcji, dzwoni telefon. Nie odebrałam, więc przyszedł SMS "Tutaj Fundacja DKMS, proszę o pilny kontakt". Oddzwoniłam idąc przez głośny i zatłoczony korytarz, więc nie usłyszałam pierwszych słów. Przez całą rozmowę byłam przekonana, że to rutynowe pytania dla każdego potencjalnego dawcy. 

Wieczorem weszłam sprawdzić swoją pocztę elektroniczną. Zobaczyłam maila i wszystko zrozumiałam. To nie był rutynowy telefon dla każdego, kto się zapisał - znalazł się biorca. W jednej chwili wszystko się zmieniło. Łzy szczęścia, wielkie wzruszenie. Nigdy nie przeżyłam tak wielkich emocji jak w tamtej chwili.

Potem wszystko działo się bardzo szybko. Badani krwi, mnóstwo papierów do podpisania, trochę czekania i dużo rozmów z Fundacją. Wstępne badania w stolicy, gdzie poznałam wielu wspaniałych ludzi i już było wiadomo - 4 lutego podzielę się swoimi komórkami macierzystymi.

Nie mogę powiedzieć, że był to przyjemny zabieg - praktycznie przez prawie 5 godzin nie mogłam się ruszać, aby wszystko szło sprawniej. Jednak fotel był wygodny, a wszystko przebiegało w przemiłej atmosferze, więc te kilka godzin minęło szybko i przyjemnie :) Po powrocie do hotelu od razu poszłam spać. Obudził mnie telefon od Fundacji z trzema informacjami na temat biorczyni. Kolejna dawka wzruszenia...

Dlaczego to tu piszę? Kilka dni temu dostałam od niej kartkę. Zwykłą kartkę napisaną w języku angielskim z niezwykłymi kilkoma zdaniami - "Czuję się bardzo, bardzo dobrze. Cieszę się, że to zrobiłaś. Dziękuję Ci bardzo!!!".

Cała moja przygoda z oddaniem komórek macierzystych przysporzyła mi wiele wzruszeń. Cieszę się, że mogłam uratować życie osobie chorej na białaczkę - i to w tak łatwy sposób. Przeżyłam wspaniałą przygodę, która na zawsze odmieniła moje życie. Kiedyś nie doceniałam tego co mam, teraz jest inaczej. Dlatego ogromnie zachęcam - jeśli tylko jesteście zdrowi, zapiszcie się! To nic nie kosztuje. Jesteście lekarstwem na raka, wykorzystajcie to.

#rkXTW

Mam wirtualnego przyjaciela Adama od wielu lat. Poznałam go, gdy miałam piętnaście lat, na jednym z ówcześnie prowadzonych blogów z opowiadaniami. Mieszkał w mieście oddalonym od mojego około czterysta kilometrów. Szybko przenieśliśmy swoją rozmowę na Gadu-Gadu i wiadomości SMS. Jako piętnastolatka zwierzałam się mu ze wszystkich bolączek, co robię co dziś jako kobieta. Dwudziestoparoletnia.

Adam wie o mnie wszystko, więcej niż własna rodzina i chłopak. Opowiadam mu wszystkie rzeczy, włącznie z tymi intymnymi i zawsze oczekuję sensownej porady. Sęk w tym, iż przez jedenaście lat nigdy się nie zobaczyliśmy. Nigdy nie porozmawialiśmy jak normalni ludzie, gdyż telefon zawsze odbierała jakaś kobieta, a później on. Za każdym razem było to samo - najpierw damski głos, później bardzo wysoki głos męski. Zdarzyło mu się pisać w formie żeńskich końcówek: poszłam, spojrzałam. Zawsze mówi, że to jakiś błąd. Na Facebooku posiada fikcyjne konto, z którego kontaktuje się ze mną raz na dwa tygodnie. Wielokrotnie na zdjęciach przez niego wysyłanych widziałam damskie rekwizyty jak np. okulary, damskie stopy. W grę nie wchodzą interakcje homoseksualne, bo miał kilka dziewczyn. Jednak z czasem zaczynam zauważać, że opowiedziałam kawałek swojego życia całkiem obcej osobie, która nie jest tą, za jaką się podaje.

Coraz częściej wątpię, iż istnieje jakiś Adam z miasta X, który na propozycję mojego przyjazdu w 2010 roku i w 2020 powiedział, że nie teraz - bo nie ma pieniędzy. Wielokrotnie przesyłał mi pieniądze na moje potrzeby, na kopercie widniał adres. Gdy wpisałam adres jego domu na Google Maps, miejsce było rozmyte, zamazane. Bliscy pytają się mnie, dlaczego utrzymuję ten kontakt, zwierzając się obcej osobie, która wie o mnie wszystko. W głębi serca jestem po prostu ciekawa, kim naprawdę jest Adam i dlaczego gdy do mnie pisze, wymyśla niestworzone historie (gdzie się uczy, gdzie pracuje) tylko po to, aby dowiedzieć się, co u mnie się dzieje...

#scqEH

Kiedyś kumpel ze znajomymi palili papierosy w parku przy placu zabaw. Wszyscy byli już trochę podpici. Oczywiście zaraz pojawiła się straż miejska.
Chcieli wlepić mandaty za palenie w miejscu publicznym.
Kolega strasznie się zbulwersował i pyta: "A ile się płaci za obrażanie straży miejskiej?".
Odpowiedzieli: 100 zł.
To niewiele myśląc kolega wypalił: "To pisz ku*wo ten mandat!".
Mina straży - bezcenna.

#FTFrQ

Wszystkie moje znajomości z chłopakami zawsze kończyły się porażką i już myślałam, że nigdy nie znajdę swojej drugiej połówki, lecz pewnego dnia w sklepie dostrzegłam znaną mi postać. Niby tyle razy go widywałam, ale nigdy jeszcze nie pragnęłam takiego zbliżenia. Byłam w desperacji, więc stwierdziłam - a co, raz się żyje! Już nie mogłam dłużej wytrzymać, patrzyłam na niego, a on na mnie. I te emocje, bo byłam już niemalże obok niego. Nie zawahałam się wyciągnąć po niego ręki. Zrobiłam to z zalotnym uśmiechem na twarzy, wyobrażając sobie ile jest możliwości jego wykorzystania... 

I pykło. Tadeusz, a raczej Pan Tadeusz. Od tej pory moja druga połówka chłodzi się w lodówce, mając tam swoje miejsce i tworzymy już wieloletni, oparty na zrozumieniu związek. Bo przecież wódka nie pyta, wódka rozumie.

#2qClj

Nie pamiętam dokładnie, ile wtedy miałam lat, jednak nosiłam jeszcze pieluchy. Na wstępie muszę powiedzieć o pewnym jogurcie o nazwie Monte. Taki śmietankowo - czekoladowy jogurcik. Dosłownie uwielbiałam go. Jadłam i nadal jem go kilogramami.

Do rzeczy - zdarzyło się to wtedy, gdy mój ojciec przeglądał coś na komputerze. Przyszłam ja - maluch niesięgający kolan. Mój ojciec, no cóż, był rozkojarzony, jednak zauważył, że ja przyszłam. Co więcej - spostrzegł na mojej ręce coś brązowego, a w drugiej rączce ten sławetny jogurt Monte. Wystawiłam tą "brązowa" rękę przed siebie i mój ojciec uznał, że:

1. Jest to Monte
2. Może to zlizać z mojej łapki...

To nie było Monte.

PS Ojciec podobno czuł smak kupy jeszcze przez tydzień.
Dodaj anonimowe wyznanie