#Eq4ad

Od dłuższego czasu mój chłopak próbuje mnie przekonać, że mówię dosyć chaotycznie. Denerwuje go to i próbuje mnie tego oduczyć. Wygląda to mniej więcej tak: rozmawiamy o imprezie w sobotę, on zaczyna o czymś opowiadać, ja milknę na parę sekund i mówię, że muszę iść z psem do weterynarza. Potem zaczynam mu opowiadać o jednym wykładzie ze studiów, a następnie że mam ochotę na pizzę. Nawet nie zwracam na to uwagi, jak z jego perspektywy musi to dziwnie brzmieć. Często mówię wtedy bardziej do siebie, niż do niego.

Jednak dzisiaj kompletnie mnie zaskoczył. Rozmawialiśmy na skype o prezentach na święta. W między czasie ogarniałam notatki na następne ćwiczenia. I wywiązała się mniej więcej taka rozmowa:
- Czyli co, ty mi kupujesz GTA V, a ja tobie piżamkę jednoczęściową...? - zapytał chłopak.
Moje myśli tymczasem zeszły na inny tor:
- Kurczę, muszę założyć nową teczkę na podstawy prawoznawstwa, bo koleś daje nam dużo kartek, a nie chciałabym tego pogubić, na pewno do sesji się przydadzą... - mówię.
- Orzeszki - wtrącił chłopak.
- Co? - pytam zdezorientowana.
- Chleb.
- Czekaj, co? O co ci chodzi?
- No właśnie. Teraz wiesz, jak ja się czuję, kiedy z tobą rozmawiam.

Popłakałam się ze śmiechu.

#IEUcW

Jestem farmaceutką. Pewnego, dość ruchliwego zresztą, dnia stałam przy okienku w mojej aptece, zmęczona całym dniem pracy. Nagle do apteki wchodzi jegomość, lat na oko 40, lekko zagubionym wzrokiem odnajduje moje spojrzenie i biegiem rzuca się w stronę okienka.
- Dzień dobry! Poproszę szampon X.
- Oczywiście. Czarny czy siwy?
Wytłumaczyłam, że różne kolory oznaczają szampony o różnym działaniu, że szary jest na siwienie, czarny na wypadanie i tak dalej. Pytam, co dokładnie się dzieje, a tu ogólna konsternacja, strach w oczach. Zmieszany gość odchodzi na bok, kolejka się przesuwa. Mija moment i słyszę jak klient zestresowany szepcze w telefon:
- Kochanie, ja łysiałem czy siwiałem?

Musiałam wyjść na zaplecze, bo popłakałam się ze śmiechu. :)

#JKdWc

Mam 20 lat, aktualnie jestem uważana przez znajomych za osobę bardzo atrakcyjną o wręcz idealnej figurze (przy wzroście 170 cm ważę 55 kg). Nikt nie wie o tym, że nie uważam się za atrakcyjną, patrząc w lustro wciąż widzę siebie jako zaniedbaną, niepewną siebie licealistkę ważącą 82 kg, która ciągle chodzi w szerokich ubraniach, aby zamaskować swoją wagę. Gdy jakiś facet próbuje do mnie zagadać i poprosić o numer telefonu lub zaprosić na kawę, to myślę, że przegrał jakiś zakład z kolegami i musi umówić się z najbrzydszą kobietą jaką widzi. Gdy przechodzę obok ludzi, czuję się strasznie spięta, bo czuję, jak mnie oceniają, słyszę ich myśli: „gruba, brzydka, dziwna” i mam ochotę płakać. Nie chcę tak żyć... Czas zacząć szukać pomocy psychologa.

#S2twP

Kiedyś moje auto zgasło na środku skrzyżowania. Za mną ustawiła się kolejka aut, a w jednym z nich facet tak naciskał klakson, że aż uszy bolały. Jako że nie mogłam odpalić, to wyszłam wściekła z auta, podeszłam do niego i wkurzona na maksa powiedziałam: "Ja panu potrzymam ten klakson, a pan jak taki cwany, to niech odpali mi auto!".
Jego żona wybuchła śmiechem, a sam facet nagle spokorniał i zrobił się malutki.

PS Nie pomógł, za to jacyś chłopacy razem ze mną zepchnęli auto na pobocze, skąd zabrała je laweta.

#eDmb8

Moja historia zaczęła się bardzo dawno temu. Jak byłem jeszcze bardzo małym chłopcem, to zawsze myślałem, że jestem jakiś inny. Dziwnie się zachowuję, nie pasuję do społeczeństwa. W miarę dorastania moje obawy coraz bardziej się pogłębiały. Działy mi się kolejne, jeszcze dziwniejsze rzeczy, a ja zacząłem martwić się jeszcze bardziej. Wysnułem prosty wniosek - jestem poj*bany. 

Żyłem tak sobie, aż któregoś pięknego dnia natrafiłem na stronę Anonimowe Wyznanie. Na początku podszedłem do tego z pewną dozą ostrożności, jednak po pewnym czasie czytałem je bez opamiętania. Okazało się wtedy, że  jest nas więcej, a w społeczeństwie udajemy ''normalnych''.

Dziękuję, Anonimowe.
Teraz wiem, że jestem zdrowy i żyję na świecie pełnym poj*bów ;)

#p5XFI

Po prawie 4 latach przebywania na tym świecie, mój braciszek stanął przed bardzo ważnym zadaniem w życiu każdego dziecka - samodzielnym ubieraniem. Szybko załapał o co chodzi i wszystko szło mu wyjątkowo sprawnie. Tata często widząc smyka śmigającego w samodzielnie założonych ciuchach, szturchał mamę i przypominał, że to jego krew, bo jakby była jej, toby zakładał skarpetki na ręce. 

Jednak pewnego dnia mały przyczłapał do domowego speca od otwierania słoików i oznajmił, że coś mu z tym ubieraniem nie poszło. Krótko mówiąc - że uwierają go majtki. No to akcja, spodenki z Panem Samochodzikiem w dół, rajstopki w paski won i tata analizuje problem. Tułów rozrabiaki znajdował się w dziurze na nogę, dlatego było mu niewygodnie. Totalnie ignorując obecność moją i mojego chłopaka w salonie (bo musimy się uczyć jak wychowywać dzieci) zaczął naprawiać szkodę. Braciszek był załamany, jego pierwsza życiowa porażka. Poleciały łzy. Tata pocieszył go słowami "Synku, nie musisz umieć ubierać majtek, ty musisz umieć je zdejmować" i mrugnął porozumiewawczo do mojego chłopaka, a ten z wyszczerzoną gębą pokazał mu okejkę.

Tak, wciąż jesteśmy razem i nie, tata nie spał na kanapie.

#GnDhk

Na studiach pracowałam jako kelnerka.
Kiedyś roznosiłam jedzenie, gdy wpadł na mnie jakiś facet. Taca z całym jedzeniem wylądowała na podłodze i jego koszuli.
W moich oczach rozbite szklanki i wizja płacenia za szkody, a w jego tylko złość. Przy wszystkich zaczął na mnie krzyczeć dlaczego nie patrzę jak chodzę i co to za kelnerka, skoro nawet głupiej tacki utrzymać w ręce nie potrafi. Chciałam to wszystko pozbierać, ale on złapał mnie za ręce i dalej swoje. Dopiero jak zobaczył, że za chwilę się rozpłaczę, to ochłonął, puścił mnie i wyszedł.
Pozbierałam wszystko, wyrzuciłam i zgłosiłam kierowniczce, że rozbiłam talerze, żeby to później odjęła z mojej wypłaty.

Kilka dni później dowiedziałam się, że ten człowiek przyszedł do restauracji, gdyż chciał zapłacić za to, co wywróciłam, bo to była jego wina. Nie wiem jak, ale znalazł mnie na Facebooku. Napisał i przeprosił za swoje zachowanie, tłumacząc się złym dniem.

Nigdy w życiu nikt mnie tak miło nie zaskoczył.

#NgWFv

Odkąd pamiętam zależało mi na tym, żeby na Wigilii pojawił się niespodziewany gość. Lata mijały, ja dorosłam, marzenie zostało, ale gościa nie było... Wyjechałam na studia, rodzice kupili mi kawalerkę. Kupiliśmy ją od starszej pani, o tym samym imieniu, co moja babcia, miłej, ciepłej osoby. 

Utrzymywałyśmy kontakt, bo na mój adres przychodziły jeszcze czasem jej listy. Jestem zresztą osobą lubiącą przebywać ze starszymi osobami, często więc do niej zaglądałam na ciasto, pogaduchy. Okazało się, że święta ma spędzić sama, bo jej rodzina, delikatnie mówiąc, ma ją w nosie i nie dba o to, gdzie babcia spędzi Wigilię.
Powiedziałam jej, że o tej i o tej godzinie ma czekać na mnie z walizką na przystanku. Jedziemy do mojego domu na święta. Zadzwoniłam, żeby uprzedzić rodziców. 

To były najlepsze święta w moim życiu. Krzesło już nie stało puste, moje babcie miały kompana do rozmów, widziałam łzy szczęścia w oczach pani X. i dumę w oczach moich rodziców. Nawet mój pies, który nie lubi nieznajomych, merdał radośnie ogonem, ciesząc się z rodzinnej atmosfery. 

Pani X. powiedziała potem, że nigdy nie przeżyła tak ciepłych świat, jak u nas. Że jeśli nawet miałyby być to jej ostatnie święta - może umierać, bo były piękne. Piszę to, bo zbliżają się Święta. Pewnie nie tylko ja miałam marzenie o wędrówcu. Ludzi, których można uszczęśliwić w święta jest wiele. Wystarczy się rozejrzeć, otworzyć oczy.
Dodaj anonimowe wyznanie