Kiedyś moje auto zgasło na środku skrzyżowania. Za mną ustawiła się kolejka aut, a w jednym z nich facet tak naciskał klakson, że aż uszy bolały. Jako że nie mogłam odpalić, to wyszłam wściekła z auta, podeszłam do niego i wkurzona na maksa powiedziałam: "Ja panu potrzymam ten klakson, a pan jak taki cwany, to niech odpali mi auto!".
Jego żona wybuchła śmiechem, a sam facet nagle spokorniał i zrobił się malutki.
PS Nie pomógł, za to jacyś chłopacy razem ze mną zepchnęli auto na pobocze, skąd zabrała je laweta.
Dodaj anonimowe wyznanie
Trafiłaś na typowego "cwaniaka samochodowego", który jest odważny dopóki siedzi na dupie w samochodzie. Jak dochodzi do konfrontacji to momentalnie mięknie im faja.
Jak ja nie lubię takich ludzi.
Mój tata miał kiedyś sytuację, że w aucie mu cos przymarzło i generalnie zgasł zaraz za ruchliwym skrzyżowaniem przy drodze wjazdowej w niezbyt często uczęszczaną uliczkę jednokierunkową. Nie mógł odpalić, mróz -15, więc włączył awaryjne i po próbie naprawy samemu i odmarźniętych dłoniach, zrezygnowany dzwoni po pomoc drogową. Jakaś baba chcąc wjechać w uliczkę trąbi na niego, otwiera okno i wyzywa od debili i kretynów, bo stoi przy drodze i przeszkadza itd. Co prawda miałaby możliwość wjazdu ale musiałaby go ostrożnie ominąć.
Mój tata jest z natury spokojnym człowiekiem ale wtedy jednak baba wyprowadziła go z równowagi i sam dziwi się, że w taki sposób był w stanie się do kogoś odezwać.
Lepsze takie niż płacz, bo partner mnie rzucił/jestem z biednej lub patologicznej rodziny/mam depresję/doradźcie mi co robić.
I to jest opowieść na tę stronę? Okej.
Tak.,
Anonimowe? Tak.
Wyznanie? Tak.
Jakiś problem?
Chłopcy to są w agencjach towarzyskich.
My jesteśmy młode wilki !
Ja miałem podobną przygodę, jechaliśmy z chłopakami na Babią Górę no i w centrum Makowa Podhalańskiego korek ze 100 metrów. Gościowi autko zgasło, nikt nie pomaga, trąbią, no to wysiadłem podeszłem i pytam czy pomóc. Facet zestresowany bo auto nie jego, zgasło i nie umie go zapalić. A Renault to było z guzikiem Start/Stop. I chłop dobrze kombinował tyle że włączał klimę a nie silnik. Więc na szczęście autko odpaliło i sobie pojechał facet.
Słyszałam tę anegdotkę 15 lat temu na jednym z kazań św.pamięci księdza Pawlukiewicza.
Akurat w tej historii nie ma nic niezwykłego. Takich "kozaków" można wszędzie spotkać, więc nie wiem, czemu wydaje Ci się, że nie mogła się powtórzyć.
piekne rozwiazanie ;)
Tacy co lubią strąbić kogoś - nie grzeszą kulturą czy inteligencją . To takie chamy i buraki.