#NgWFv

Odkąd pamiętam zależało mi na tym, żeby na Wigilii pojawił się niespodziewany gość. Lata mijały, ja dorosłam, marzenie zostało, ale gościa nie było... Wyjechałam na studia, rodzice kupili mi kawalerkę. Kupiliśmy ją od starszej pani, o tym samym imieniu, co moja babcia, miłej, ciepłej osoby. 

Utrzymywałyśmy kontakt, bo na mój adres przychodziły jeszcze czasem jej listy. Jestem zresztą osobą lubiącą przebywać ze starszymi osobami, często więc do niej zaglądałam na ciasto, pogaduchy. Okazało się, że święta ma spędzić sama, bo jej rodzina, delikatnie mówiąc, ma ją w nosie i nie dba o to, gdzie babcia spędzi Wigilię.
Powiedziałam jej, że o tej i o tej godzinie ma czekać na mnie z walizką na przystanku. Jedziemy do mojego domu na święta. Zadzwoniłam, żeby uprzedzić rodziców. 

To były najlepsze święta w moim życiu. Krzesło już nie stało puste, moje babcie miały kompana do rozmów, widziałam łzy szczęścia w oczach pani X. i dumę w oczach moich rodziców. Nawet mój pies, który nie lubi nieznajomych, merdał radośnie ogonem, ciesząc się z rodzinnej atmosfery. 

Pani X. powiedziała potem, że nigdy nie przeżyła tak ciepłych świat, jak u nas. Że jeśli nawet miałyby być to jej ostatnie święta - może umierać, bo były piękne. Piszę to, bo zbliżają się Święta. Pewnie nie tylko ja miałam marzenie o wędrówcu. Ludzi, których można uszczęśliwić w święta jest wiele. Wystarczy się rozejrzeć, otworzyć oczy.
Kloka Odpowiedz

To wyznanie byloby swietne, ale ten apel na koncu.. 👎🏼 Po co, ja sie pytam

Matuchna Odpowiedz

W tym roku, żeby wpuścić wędrowca trzeba będzie wykopać innego gościa...

Niezywa Odpowiedz

Dawno I nieprawda.

ooolllaaa8883 Odpowiedz

Wzruszyłam się ;)

Dodaj anonimowe wyznanie