#liczW

Pewnego razu mąż wrócił z balkonu (chodzi na balkon palić) i powiedział mi, że pod naszym blokiem, pod naszym oknem, na chodniku stoi samochód z drzwiami otwartymi na oścież. Za około pół godziny wyszedł znowu, a auto nadal stało z rozwalonymi drzwiami.
Posterunek policji mamy dosłownie minutę pieszo od nas. Mąż poszedł pod to auto, zajrzał, czy nikogo w środku nie ma. Nie było, więc pomyślał, że pójdzie, zgłosi na policję, niech po numerze tablicy rejestracyjnej sprawdzą czyje i niech sprawdzą, czy wszystko OK. Poszedł na komisariat, zapewnili go, że za chwilę ktoś podejdzie pod auto i się tym zajmą.
Czekaliśmy cztery godziny.... I nic. Żaden policjant nie przyszedł. Było już późno, co więcej mogliśmy zrobić? Poszliśmy spać.
Rano auto było już zamknięte.

Nikt od tych policjantów nie wymagał cudów. Niepotrzebna była brygada antyterrorystyczna, pies tropiący czy CSI. Ja rozumiem procedury itp., ale serio pięć minut – dwie minuty na drogę z posterunku w te i z powrotem, trzy minuty na ogarnięcie rejestracji i auta, czy w środku jest wszystko OK, czy nie ma np. śladów krwi. Nie chcę dramatyzować, ale przecież wersji wydarzeń jest dużo: może ktoś okradł to auto i w pospiechu zostawił otwarte drzwi, może kierowcę ktoś napadł i wyciągnął z auta, może ktoś porzucił ukradzione auto. Przecież nikt normalny nie zostawia auta na chodniku z otwartymi drzwiami. Policja nie zrobiła nic. Owszem, może jak poszliśmy spać, ktoś przyszedł... No ale jeśli tak, to dopiero po tylu godzinach?
Poza tym, po co obiecywali mężowi, że już zaraz ktoś podejdzie sprawdzić?

Dotknęła mnie ta sytuacja, bo skoro z takimi „drobnostkami”, z poświęceniem pięciu minut, nie można liczyć na policję, to jak to ma wszystko dobrze działać? To na co my możemy liczyć?

Jeśli czyta mnie jakiś policjant – ja naprawdę rozumiem, że macie procedury, rozkazy, ale serio... Aż tak to musi wyglądać?

#2ds5P

Akcja się działa, kiedy chodziłem do 2 klasy szkoły podstawowej. Siedziałem w moim pokoju i odrabiałem lekcje. W tym samym czasie moja mama tłumaczyła coś mojemu starszemu bratu i powiedziała sarkastycznie: „Niedługo będziesz się trzema iksami podpisywał”. Uznałem to za kanon wiedzy tajemnej wyższych klas.

Następnego dnia w szkole chwaliłem się kolegom, że mój brat jest taki mądry, że niedługo będzie się trzema iksami podpisywał. Klasa potraktowała to tak samo poważnie jak ja, a pech chciał, że tego samego dnia mieliśmy sprawdzian z matematyki. Wielkie było zdziwienie naszej matematyczki, kiedy po zebraniu sprawdzianów zobaczyła przy rubryce „imię i nazwisko” same „xxx” :)

#5nAbP

Mimo że od dziecka pasjonowałam się biologią i chemią, nigdy nie rozważałam studiów medycznych. Ostatnio nagle zmieniłam zdanie i wszyscy z mojego otoczenia pytają, jak to się stało, że jednak medycyna.
Nikt oprócz was, drodzy Anonimowi, nie dowie się, że za moją decyzją stoi jeden, jedyny fakt. Otóż zdałam sobie sprawę, że w trakcie studiów medycznych będę miała okazję wziąć udział w sekcji zwłok i zobaczyć, jak naprawdę wyglądamy w środku.

#aU7KA

Mam ze sobą szereg problemów i dlatego chodzę na terapię. Ostatnio miałam wyjątkowy przypływ szczerości i wyrzuciłam z siebie, jaka straszna potrafię być dla swojego partnera. Dla kontrastu opowiedziałam, jaki on jest cierpliwy, cudowny i kochany.
Moja terapeutka spojrzała na mnie w pewnym momencie bardzo uważnie i zapytała, czy mój ukochany istnieje naprawdę, czy jest tylko wytworem mojej wyobraźni.

Zawsze wiedziałam, że ładna nie jestem, ale że aż tak?

#zg7Br

Rodzice mojego narzeczonego mnie nie akceptują, bo nie chodzę do kościoła. Nie wyglądają na dewotów, dobrze zarabiają, podróżują, są modnie ubrani, na ich ścianach nie wiszą krzyże, ale nie mogą znieść myśli, że nie uczęszczam co niedzielę na mszę. Mówiłam, że wierzę w Boga, ale na tym etapie życia nie czuję potrzeby, żeby chodzić do kościoła, zresztą jestem dorosła i zwyczajnie nie potrafię zrozumieć, jak osobę pełnoletnią można zmuszać do wiary. Oni twierdzą natomiast, że nie posiadam moralności i dają do zrozumienia mojemu narzeczonemu, że jestem degeneratką.
Kiedyś zaprosili mnie, żebym pojechała z nimi na mszę, ja jednak odmówiłam, nie chciałam robić coś wbrew sobie, mimo że dzięki temu zapunktowałabym w ich oczach. Od tego momentu zostałam ostatecznie przekreślona i już oznajmili, że na nasz ślub nie przyjdą. Co trochę śmieszne, ci sami ludzie potrafią wyśmiewać się z wyglądu innych i patrzeć z góry na kogoś, kto nie żyje na podobnej stopie życiowej co oni. Oceniają wszystko u drugiej osoby: standard, na jaki może sobie pozwolić, wykształcenie, ambicje, ale także wzrost, wagę, nawet ubrania.

Skutek jest taki, że sama ich nie akceptuję i jeszcze bardziej obrzydzili mi chodzenie do kościoła.

#u4phV

Moja rodzicielka uwielbia moją przyjaciółkę. Do tego stopnia, że zaprasza ją na obiady, mówi do niej „moja druga córcia” i każe mówić do siebie „mamo”. W czym problem? Jestem z nią od 2 lat w związku, a moja mama jest bardzo przeciwna związkom jednopłciowym i o niczym nie wie. Domyśla się? Nie, bo przy każdej wzmiance w telewizji o związkach tej samej płci wygłasza swoje poglądy.

#QwUAx

Działo się to z dziesięć lat temu, kiedy byłem na drugim roku studiów. Z powodu trudnej sytuacji życiowej i materialnej rodziców mogłem liczyć tylko na siebie. Pracowałem na pewnej stacji paliw. Zmiany były 12-godzinne, pracowałem 25 dni w miesiącu. Po wypłacie płaciłem wszystkie koszty stałe: mieszkanie, czesne, i w portfelu najczęściej zostawało mi 50 złotych na życie.
Mieliśmy niepodpięty do systemu LPG. Kiedy klient zostawiał mnie samego podczas nalewania gazu, zawsze zawyżałem rachunek – złotówka, 50 groszy. Zerowanie licznika po tankowaniu, żeby nikt nic nie widział. Na koniec zmiany po 10 złotych dla mnie i drugiego kasjera wychodziło. Dzięki temu mogłem kupić chleb i jakąś najtańszą opcję jego obłożenia.

Po jakimś czasie udało mi się wyrwać z tego zaklętego koła. Nigdy nie byłem z tego dumny, żałuję, że oszukałem tyle osób, a co najgorsze wiem doskonale, że złamałem jakaś wewnętrzną granicę i nauczyłem się do perfekcji kłamać, manipulować, oszukiwać i mam tylko nadzieję, iż nigdy więcej nie będę musiał tego robić.

#kCJr0

Historia dla wszystkich, którzy opowiadają, że kiedyś tych autyzmów nie było i że teraz jest taka moda. 
Moi rodzice się mną nigdy nie interesowali i choć mieli prawa rodzicielskie, mieszkałam z babcią. Babcia nie miała koleżanek, utrzymywała jedynie kontakt z najbliższą rodziną – mamą i siostrą. Nie umiała się dogadywać z ludźmi, uprawiać smalltalku i odczytywać mimiki, a sama była jej niemal całkowicie pozbawiona. Miała też jasno ułożone rytuały. Obiad był podawany codziennie 10 minut po tym, jak skończyłam lekcje. Jeśli się spóźniłam chociaż 5 minut, w domu zastawałam ją na skraju załamania nerwowego, przekonaną, że na pewno ktoś mnie porwał i zabił. Codziennie wstawała o tej samej porze, jadła to samo śniadanie, oglądała ten sam program w telewizji. Jakakolwiek zmiana w planie stanowiła dla niej gigantyczny problem, niemal nie do przejścia. Babcia też potrafiła krzyknąć z przerażenia, ponieważ sąsiad dwa piętra wyżej zaszurał krzesłem lub upuścił coś na podłogę. Miała też problem z rozumieniem metafor – oczywiście wiedziała, że dany zwrot ma inne znaczenie, ale bardzo przywiązywała się do konkretnych słów, które zostały użyte, np. była zła, gdy usłyszała z moich ust „i ja to szanuję!” (rozumiała, że mój szacunek jest warunkowany tym, czy się z nią zgadzam). Do tego dochodziły inne kwestie typowe dla spektrum, takie jak obsesyjne zainteresowania, szybkie przebodźcowanie, lęki, rozwolnienie werbalne, przerywanie. Z racji tego, że do niedawna spektrum diagnozowano jedynie u dzieci, które rozwinęły nieprawidłowo mowę, a o autyzmie wysoko funkcjonującym czy kobiecym nikt nie słyszał, babcia otrzymała diagnozę dopiero w wieku 73 lat. Wcześniej była przez swoją odmienność wyśmiewana i niezrozumiana. Słyszała, że śmiesznie mówi, nie ma mimiki, dziwnie gestykuluje, źle opowiada historie (zbyt wiele dygresji), nie patrzy w oczy. Samotność, odrzucenie oraz brak zrozumienia sprawiły, że na spektrum zaczęły się nakładać inne zaburzenia (depresja) i destrukcyjne zachowania, m.in. zaczęła wymyślać choroby i w ten sposób zyskiwać życzliwość otoczenia. 
Obecnie babcia ma 75 lat i podczas gdy inne kobiety w jej wieku leczą się na serce, cukrzyce i osteoporozy, ona regularnie uczęszcza na terapię. I radzi sobie super. Mówi, że gdyby dostała pomoc i diagnozę jako dziecko, to by nie zwaliła wychowania mojej mamy, nie rozpadłoby się jej małżeństwo, być może miałaby normalne dzieciństwo i relacje międzyludzkie. Babcia za moją namową zapisała się też na planszówki. Ma koleżanki, które – choć same nie mają diagnozy – przejawiają zachowania typowe dla spektrum, np. jedna z nich, pomimo sześciu dych na karku, ma echolalię. 
Gdy słyszę te opowieści, że kiedyś nie diagnozowano autyzmu, więc go nie było... No cóż.

#infLd

Uwielbiam odkurzać, kiedy podłoga w mieszkaniu jest bardzo brudna. Dźwięk obijania się różnego brudu o rurę odkurzacza sprawia mi dziką przyjemność. Żałuję, że nie mam ogromnego mieszkania. Mogłabym dłużej szaleć po podłodze z moim przyjacielem.

Dla jednych odkurzanie to udręka, dla mnie czysta (i to dosłownie) przyjemność.

#qlnft

Kiedy byłam mała, byłam strasznym niejadkiem i mama zawsze sprawdzała, czy na pewno wszystko zjadłam. Kiedy dawała mi coś do jedzenia, a ja zjadłam wszystko do końca, to zawsze wymyśliła jakieś nagrody, a mądra ja znalazłam sposób, by nie jeść, a i tak nagrody dostawać. Resztki jedzenia wkładałam do torebek i wychodząc na podwórko, zabierałam je ze sobą, by móc to wyrzucić, taki przynajmniej był plan...

Ostatnio robiliśmy porządki w starych rzeczach w piwnicy i oprócz zabawek, ubrań i owych torebek znalazłam jeszcze parę kanapek i resztki obiadu sprzed 10 lat. :D
Dodaj anonimowe wyznanie