Przed przeprowadzką do innego miasta zorientowałam się z partnerem, że nie będziemy w stanie zabrać wszystkich rzeczy ze sobą w samochodzie. Niektóre ubrania musiałam wysłać paczką albo posprzedawać. Została jednak kwestia jedzenia. Szkoda wyrzucać, a brać też nie będziemy, bo zamiast kartonu jedzenia wolimy wziąć karton ubrań. Wrzuciłam więc ogłoszenie na mamusiową stronę, że mam do oddania karton jedzenia (makarony, kasze, sosy, kisiele, budynie, galaretki itp.).
Odezwały się cztery matki.
Dwie grzecznie zrezygnowały, gdy okazało się, że nie zawieziemy im tego jedzenia do domu. Trzecia poprosiła o zdjęcie, co to za jedzenie, po wysłaniu stwierdziła, że nie będzie jechała 10 km w jedną stronę, że ja mam jej to wysłać pocztą, bo szkoda jej na paliwo. A czwarta zaczęła mieć problem, bo opakowanie ryżu było otwarte i np. zamiast 4 woreczków, były tam 2, że kostki rosołowe też do połowy zużyte i że chcę komuś opchnąć resztki (nie widzę niczego złego w tym, że zamiast 12 kostek w opakowaniu jest 6-7 szt.).
Wkurzona usunęłam post i poszłam do sąsiadki z dołu, z którą przez wiele miesięcy zamieniłam może ze dwa zdania, ale zawsze pierwsza mówiła „dzień dobry”, to czemu nie? Wytłumaczyłam jej sytuację. Wzięła to jedzenie i jeszcze podziękowała.
Po co piszę to wyznanie?
Chyba po to, abyście się przypadkiem nie nabrali na żebrzące o pomoc mamusie na grupach na Facebooku — niektóre naprawdę są roszczeniowe i na tyle „bogate”, że pogardzą jedzeniem.
Moja szefowa wpadła ostatnio na genialny pomysł. Genialny według niej, oczywiście.
Zaproponowała swoim pracownikom (jest nas czwórka z panią X, ale ona o tym nic nie wie), żeby złożyć się na paczkę dla naszej koleżanki (panna X) na święta, bo ona jest w bardzo ciężkiej sytuacji rodzinnej. Każda z nas wie, jaka jest jej sytuacja. 22 lata, trójka dzieci. 5, 3 i 2 latka. Jej facet pracuje na budowie i połowę wypłaty wydaje na fajki i piwko po pracy, bo mu się należy.
Szefowa zaoferowała, żeby każdy z nas dał tyle, ile uważa za słuszne, a szefowa za te pieniądze kupi trochę słodyczy i zabawek dla dzieci. Sama z góry powiedziała, że od siebie wykłada 200 zł i bardzo się ucieszy, jak damy chociaż symboliczne 100 zł.
100 zł to nie tak dużo. Racja. Jednak święta kosztują, prezenty dla rodziny też, a za coś jednak muszę żyć poza tymi świętami.
Dwójka dorzuciła się po te 100 zł, ale ja nie dałam. Powiedziałam wprost, że ja to co najwyżej mogę kupić trzy czekolady i na mnie nie ma co liczyć, bo ja też mam swoje wydatki i niestety za coś żyć muszę. Zostałam nazwaną sknerą i bezduszną babą, bo jak tak mogę. Oczywiście padł argument, że nie mam dzieci, więc nie wiem, jak to jest, gdy nie można dać dziecku tego, czego pragnie.
Mają rację. Nie wiem, jak to jest. Nie bez powodu. Chciałabym mieć teraz dziecko, ale nie stać mnie na nie. Pracuję w małym osiedlowym popularnym sklepie za kasą i zarobię minimalną na miesiąc. Mój facet ma lepszą pracę, ale dużo więcej też nie wyciągnie. A jednak kredyt hipoteczny, opłaty, moje studia i pomoc finansowa dla jego chorej mamy kosztują. Wszystko kosztuje.
Pani X jest dla mnie nieodpowiedzialna. Nie stać ją nawet na zabawki dla dziecka, nasze koleżanki z pracy często oddawały jej jakieś ciuchy po dzieciach, bo wyrosły, czy zabawki, które od dawna leżą w kącie. Sama też czasem jej pomagam. Wychowałam się na wsi i jak moi rodzice do nas przyjeżdżają, to przywożą taką furę jedzenia, że dajemy to mamie mojego faceta albo pani X, bo u nas by to się zepsuło, w końcu co zrobić z 20 kg jabłek czy 10 kg marchewki prosto z pola. Takie rzeczy jak domowe dżemy czy powidła też chętnie oddam, bo nie jadamy ich w domu zbyt często.
Nie wiem właściwie, po co jej pomagam. Chyba tylko dlatego, że szkoda byłoby mi wyrzucać to jedzenie, a wiem, że jej dzieciaki się ucieszą. Nieraz zresztą dziękowała za pyszny truskawkowy dżem i mówiła, że dzieci uwielbiają naleśniki z tym dżemikiem i pytają, kiedy ciocia znowu da coś tak pysznego. Tym razem jednak się zbuntowałam.
Każda z nas zarabia tyle samo i fakt, że ktoś nie myśli o swojej przyszłości, tylko płodzi dzieci, jest dla mnie skrajnie nieodpowiedzialny. I ja łożyć na niego nie będę.
Od zawsze uczyłem syna, że ma się bronić przed agresją słowną, fizyczną i jak ma się bronić. Jak ktoś go uderzy, ma oddać dwa razy mocniej, ale nigdy nie wolno mu zacząć pierwszemu, jak ktoś go obraża, ma odpyskowywać. Zbierałem za to joby od żony i teściowej, że uczę dziecko przemocy i wyląduje przez to w wiezieniu, wiele razy się przez to kłóciliśmy. Wyobraźcie sobie, że zmieniliśmy synowi szkołę i kiedy przyczepiło się do niego dwóch chłopaków i w końcu zaatakowali go fizycznie, on nie czekał i nie dał się pobić ani zastraszyć, ale w obronie własnej połamał jednemu nos, a drugiemu wybił kilka zębów. Moja żona do dnia dzisiejszego nie przyznała mi racji i mówiła, że mogło mu się coś stać albo mógł coś zrobić tamtym chłopakom i mieć z tego tytułu kłopoty z prawem, a prawidłową reakcją powinna być ucieczka i opowiedzenie wszystkiego wychowawczyni i nam, a szkoła powinna to rozwiązać z naszą pomocą. Ręce mi już nie raz opadły, że mam taką nieżyciową żonę, która nie pamięta szkolnych realiów. Summa summarum, tamci i już w zasadzie nikt inny nie zaczepił więcej mojego syna, nie miał żadnych nieprzyjemności, że przekroczył obronę konieczną i nie skończyliśmy w sądzie, jak nas straszyli rodzice tamtych chłopaków. Problem rozwiązany. Ojciec dumny z syna.
Sytuacja miała miejsce we wrześniu, ale jej temat wrócił w ostatni weekend i zacząłem się zastanawiać, czy moja żona jedynie nie potrafi przyznać się do swojego błędu wychowawczego, że gdyby nie ja, to mogłaby zrobić z naszego dziecka szkolną ofiarę czy faktycznie nadal myśli, że ma rację, bo ciągle tkwi w swoim uporze.
Kobiety często cierpią przez facetów, którzy je biją, są alkoholikami, uciekają przed odpowiedzialnością wychowywania dziecka, są niezdolni do miłości empatii albo zdradzają. Wiem, że kobiety też potrafią ranić, ale statystycznie nie na taką skalę.
Boli mnie fakt, że tak ciężko znaleźć mi faceta, który ma dobre serce, jest ambitny i mogę na nim polegać. Statystyki mówią same za siebie: mężczyźni częściej są alkoholikami, porzucają dzieci, są mniej ambitni do pracy i nauki, częściej mają różne uzależnienia. Co jest nie tak z tym światem, w którym tylu facetów kompletnie nie nadaje się do związku albo nawet nie chce w nim być? Dlaczego na świecie jest tak mało dobrych facetów?
Moja siostra umarła kilka dni temu. Nawet nie miała 30 lat... Nagle, na nic nie chorowała. A ja już nie potrafię płakać. Chcę, ale już nie umiem.
Tak bardzo cierpię, była moją największą przyjaciółką. Miałyśmy tyle planów, które nagle runęły...
Tydzień temu wysłałem promotorowi pierwszy rozdział mojej pracy magisterskiej, zaczynający się od słów: „Pewnie, oto ostateczna wersja Twojej pracy z dodanymi przypisami oraz podziałem na akapity”.
PS Facet jest stosunkowo wyluzowany, powiedział, że dopiero za drugim razem zgłosiłby sprawę do dziekana, no ale już wiem, że obrona nie będzie łatwa...
Nie chcę spotykać się z rodziną w święta. Jak wielu z nas.
Po czterech latach związku wpadliśmy z chłopakiem. Zdarza się, jakoś sobie poradzimy. Gdy on myślał, gdzie wstawić łóżeczko, ja zaczęłam krwawić. W 13 tygodniu poroniłam. Tu już było ciężej. Chodziłam ciągle zdenerwowana, wszystko było źle, cały czas coś mi przeszkadzało. W końcu zrozumiałam, jak bardzo go ranię i odeszłam. Nie na długo, po dwóch tygodniach przyszedł do mnie, porozmawialiśmy. Wróciliśmy do siebie, po roku się pobraliśmy i teraz mamy bliźniaki w drodze.
Mąż jest moim pierwszym i miał być jedynym. Jednak przez te dwa tygodnie osobno piłam i umawiałam się z kolegą, który od dawna mi proponował spotkanie. Tylko z nim doszłam, mimo że z chłopakiem, a teraz już mężem sypialiśmy ze sobą bardzo często.
Mam ogromne wyrzuty sumienia, chcę mu czasem o tym powiedzieć, ale wiem, jak bardzo bym go zraniła. Męczy mnie to ogromnie, mam nadzieję, że napisanie o tym trochę pomoże.
Jak wszyscy dobrze wiedzą, każdy z nas wygląda inaczej, raczej kwestia genów.
Miałem problem, powiedzmy natury estetycznej, na twarzy, od urodzenia. Przeżyłem piekło w szkole, nie było dnia, żeby mnie nie wzywali, ale od gimnazjum się uspokoiło, aż tak mi to już nie przeszkadzało.
Wchodząc w dorosłe życie, nie zdecydowałem się tego zmieniać. Jasne, że to miało wpływ na życie – jednak poznając kogoś, patrzymy na wygląd. Bałem się zmienić, bo co powie rodzina, bo co powiedzą sąsiedzi, znajomi. Dużo się mówi o akceptacji samego siebie. Co innego, jak taką operację robi kobieta, co innego, gdy facet.
Nie dawało mi to spokoju – co gdybym to poprawił, jak by wyglądało moje życie, relacje z ludźmi, odbiór samego siebie.
Zdecydowałem się zrobić operację i to była najlepsza decyzja w życiu, żałuję, że nie zrobiłem tego przy pierwszej okazji, gdy zaczynałem pierwszą pracę. Jakbym zaczął życie na nowo, inny ja, przede wszystkim inny w środku.
Operacje plastyczne są dla ludzi, nie bójcie się tego robić z obawy przed opiniami innych – walić ich, oni i tak będą gadać.
Mam siostrę cioteczną młodszą o 6 lat. Gdy ja miałam jakieś 10 wiosen, mała spała u mnie. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale nasikałam jej na piżamę. Opróżniłam na nią całą zawartość pęcherza i pobiegłam do mamy naskarżyć, że Ania zlała się w łóżku.
Nie ma to jak przypomnieć sobie historię sprzed ponad 10 lat :/
Dodaj anonimowe wyznanie