#sdVDm

Wydarzenie to miało miejsce jakieś 3 lata temu. Wracaliśmy autem narzeczonego z kina, on prowadził. Nie pamiętam tytułu, ale był to film akcji. Czyli pif-paf, wybuchy i granaty. Uwielbiam takie kino, więc byłam podekscytowana. Jedziemy sobie naszym gratem, gdy słyszę takie pi, pi, pi. Czyli takie dźwięki jak w filmach, gdy odlicza zegar do wybuchu bomby. Słysząc ten dźwięk, mój luby zjeżdża na pobocze gwałtownie hamując i wrzeszcząc przerażony: "Wyskakuj z auta! Bomba!". 

A co ja głupia zrobiłam? Wyskoczyłam z auta jak Tom Cruise w "Mission impossible" i przestraszona, leżąc w trawie, czekałam na jego podobny skok! A on?! Zataczał się ze śmiechu jak jakiś idiota. Dosłownie, zwijał się ze śmiechu. A ja idiotka nadal leżąc w trawsku, patrzyłam na niego z taką złością, że aż dziwię się, że się nie przeraził. Gdzie tam, nabijał się dalej ze mnie. 

Jak się pewnie domyślacie, żartował sobie ze mnie. A ja głupia naiwna uwierzyłam. A co najgorsze głupia, naiwna wyszłam za niego. :)

PS. To pi, pi, pi to był po prostu zegarek. Taki zwykły, nie jakiś bombowy.

#1jnVJ

Wybory to bez wątpienia bardzo ważna sprawa dla każdego obywatela naszego cudownego kraju, ale czy też równie ważna sprawa dla tych, którzy mieszkają za granicą? No nie bardzo, bo 90% z nich nawet nie myśli o powrocie do Polski, bo po co, jak tam gdzie mieszkają im jest bardzo dobrze.

Moim zdaniem osoba, która nie jest na terenie kraju lub mieszka więcej niż 3 miesiące za granicą, nie powinna mieć prawa głosu. Dlaczego? A bo nawet jak ich zapytasz o powrót do Polski, to się śmieją z tego z tekstem, że oni za takie pieniądze żyć nie będą. Jadą tam na tydzień lub dwa i ciągle mówią jak tam tanio, ale nie myślą o tym, że oni mają pieniądze z zagranicy. Jak dla mnie to, że osoby mieszkające wręcz całe życie za granicą Polski mogą głosować jest porażką, i może wielu was to boli, ale ja sam nie głosuję, nie czuję się do tego by głosować i wybierać komuś rząd. Dla mnie jest to tak samo, jakbym był w sklepie i ktoś by mi ładował do koszyka produkty, których ja nie chcę. Sam mieszkam ponad 10 lat za granicą i od wyjazdu nie głosowałem, bo wiem, że nie wrócę do Polski na stałe, choć kocham ten kraj. A przed wyjazdem głosowałem za każdym razem.

#GBmeM

Mój kocur nie przepada za moim chłopakiem. Kota przygarnęłam jak już byliśmy ze sobą, ale tworzymy związek na odległość, więc Andrzej czasem jest, ale w większości go nie ma. Kotek chyba był maltretowany, jak go wzięłam ledwo chodził (teraz jest wszystko cacy) i zajęło mu prawie 3 miesiące, żeby dać mi się pogłaskać. Teraz jest moją kocią przytulanką i śpi na mojej głowie. W takiej oto pozycji śpimy też w trójkę.

Historia właściwa. Dodam tylko, że mój chłopak uważa, że mój kot zrobił to z czystą premedytacją.
Budzę się i patrzę na moje dwie miłości, jedna obok mnie, druga nade mną. Całuję mojego kota i kolejno mojego Andrzeja. Mój mężczyzna obudzony moim słodkim pocałunkiem nie otwierając oczu całuje mojego kota... prosto w tyłek. Kocur podniósł ogon dosłownie sekundę przed... Ale mam wrażenie, że teraz kotek jakby bardziej przychylnie patrzy na Andrzeja :D

#LEL7I

Moje doświadczenia z lekcjami WDŻ.

Piękne czasy gimnazjum, jakieś 8-9 lat temu. Pierwsza lekcja i pierwsze rewelacje. Pani mówi, że tu o seksie nie będzie, bo ona nas na prostytutki i gejów (?) nie będzie wychowywać.
Nauczycielka to znana pani D., ultra zagorzała katoliczka walcząca z grzechem wśród młodzieży.
O ile zajęcia z chorób wenerycznych jeszcze jakoś przeszły, tzn. że takie choroby są i istnieją, o tyle inne lekcje...

Ogólnie to w nas siedzi diabeł i tylko o seksie myślimy (ta... na 8 lekcji, gdzie każdy chce do domu).
Gwałtu nie ma, bo pochwa jest jak rajstopy - rozciąga się, i nie ma możliwości, żeby chłopak zrobił nam jakiekolwiek kuku, a te gwałty to tylko wymówki puszczalskich dziwek! A w ogóle to musimy być miłe dla chłopców, bo nigdy za mąż nie wyjdziemy i dzieci nie będziemy miały. I chłopcy nie panują (!) nad sobą, to nie wolno nam ich bardziej podniecać. (Bo to kurde dzikie zwierzęta są, co tylko o bzykanku myślą, i jak tu zapłodnić koleżankę...). Antykoncepcja to zło wszelakie. Pigułki, tabletki po, wkładki i prezerwatywy prowadzą do piekła. Po tabletkach to nam się instynkt macierzyński niszczy, a one działają tak, żeby zabijać płody w łonie matki (?!). Prezerwatywy są niezgodne z nauką kościoła (to kościoła, czy kurde programu przedmiotowego?) i prowadzą do impotencji. Porno niszczy mózgi. Jedyna możliwa metoda to kalendarzyk. Każda dziewczyna używająca tabletek, nawet w celach medycznych, to tylko szmata, którą można gardzić. Molestowanie nie istnieje, to tylko "końskie zaloty". A o układzie rozrodczym to się na biologii nauczycie, ona takich świństw tu opowiadać nie będzie.
Każda lekcja rozpoczęta była modlitwą o zachowanie w nas czystości.

Jeżu w malinach...

W liceum trafiliśmy na normalną kobitkę. Nauczyła nas, jak zakładać gumkę (każdy dostał swoją i próbujemy na krzesełkach), jakie są rodzaje antykoncepcji, ich skuteczność, plusy i minusy seksu, psychologia, prawo, choroby, układ rozrodczy. Wszystko.

BTW. Wyobrażacie sobie po lekcji z gumkami minę sprzątaczki? Kosz w klasie, a w środku z 35 różnokolorowych prezerwatyw zawiązanych na supełek :D.

#Xu9D6

Kiedyś razem z kumplem zakładaliśmy się, kto spróbuje poderwać dziewczynę na głupszy tekst. Zazwyczaj podchodziliśmy do tej samej panny i toczyliśmy głupi pojedynek. W sumie było zabawnie, a jako że zawsze byłem kreatywny to na poczekaniu wymyślałem coraz to głupsze teksty. Pewnego dnia próbowaliśmy w tramwaju. Upatrzyliśmy potencjalną ofiarę i jako pierwszy trochę skrępowany podszedłem i jak idiota wypaliłem:
- Też jedziesz tym tramwajem?
Dziewczyna odrzekła:
- Nie, ja jadę 5tką... 

Kumpel omal nie padł ze śmiechu i tę rundę wygrałem, bo nie mógł wytrzymać i nawet nie podszedł już do niej.

#q0DgM

Mój (już) mąż zawsze marzył o tatuażu, ale nigdy nie było mu po drodze, więc załatwiłam kupon i termin. W końcu ma swój od tylu lat wymarzony znaczek na ciele, bardzo ładny obrazek... Szkoda tylko, że od prawie 2 lat nie umiem się do niego przyzwyczaić. Gdy tylko go widzę, chciałabym, by znowu go zakrył, schował, chcę go zdrapać. Jego skóra już nie jest „czysta”... Lubię tatuaże, a równocześnie uważam skórę męża za „nieczystą”. Bardzo go kocham, jest tak samo atrakcyjny, jaki był, ale gdy widzę tatuaż, to ta jedna część ciała przestaje mi się podobać.

#veqyn

Dwa tygodnie temu razem z kumplem z roboty pojechaliśmy na delegację. Jestem gejem, o czym kolega wie, ale jego stosunek do gejów zwykle opiera się o stereotypowe dowcipy.

Po piątkowym długim spotkaniu z kontrahentem myślałem, że w sobotę będę mógł się wyspać. Niestety, obudził mnie kumpel, który zabawiał się moim i swoim przyrodzeniem. Na moje pytanie co robi — w szoku nie mogłem się ruszyć — powiedział, że zawsze chciał pomacać innego faceta, a że trafiła się okazja, to z niej skorzysta. Całą sobotę starałem się go unikać, by z nim nie gadać. Ale przygotowałem małą zemstę. W niedzielę to ja go obudziłem, symulując nasz stosunek...
No cóż, był w takim szoku, że wyleciał jak z procy i zamknął się w łazience na godzinę. Powiedział później, że chciał z siebie zmyć to gejostwo.

Może i kumpel, ale godności drugiego człowieka nie uszanował, więc miał za swoje.

#TqUn1

Mam problemy z odżywianiem oraz jestem uzależniona od leków przeciwbólowych.
Wszystko zaczęło się 2 lata temu, kiedy nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze i wszystko mnie piekielnie bolało. Brałam dużo różnych leków różnej maści. Potrafiłam wziąć około 7 tabletek dziennie, kiedy maksymalna to 6. W sumie to jestem zdziwiona, że po tak długim czasie nie przedawkowałam. Głodowałam się całymi dniami, żyłam na kawie i lekach. Przez ostatni rok była poprawa, potrafiłam nie brać ani jednej tabletki i odżywiać się całkiem normalnie, i regularnie. Teraz wszystko poszło się je*ać na nowo. Zaczęłam brać kupę tabletek. Może nie głodzę się już, ale zjadam zazwyczaj tylko jednego hot doga z Żabki na cały dzień. Powoli mam już dość.
Dodaj anonimowe wyznanie