Ja się, kurczę, pytam: jak to jest?
Mam wielu znajomych, którzy kupują buty przez internet i chodzą w nich przez lata. Ja nie jestem aż tak dobry w tych internetach, więc „jak człowiek starszej daty” lubię pójść do sklepu i „pomacać” to, co zamierzam kupić. Ostatnio całkowicie rozleciały mi się już dosyć wysłużone buty zimowe, więc stwierdziłem, że należy kupić nowe. Poszedłem do sklepu, oglądam... mierzę... i znalazłem super buty skórzane, dosyć popularnej marki. Zakładam, pasują idealnie, chodziłem w nich ok. 30 minut po sklepie, aby się upewnić, czy na pewno je brać, bo tanie to one nie są, no ale biorę! Kolejnego dnia zakładam je do pracy – ledwo wyszedłem z domu, obcierają mnie jak choroba, mam piętę w pęcherzach. Latem miałem podobną sytuację.
Ludzie kupujący przez internet! Ja wy to, do nomen omen cholewki, robicie?
Mam czasem wrażenie, że moje życie to jeden wielki żart.
Od małego widziałam, jak rodzice kłócą się o najmniejsze drobnostki. Potrafili awanturować się o totalne bzdury, a zawieszać broń dopiero po kilku dniach. Potem mój tata stracił pracę, którą naprawdę kochał, i zaczął pracować w hurtowni szkła. Do domu wracał przybity kolejnymi niepowodzeniami. Wtedy rozpoczęły się problemy obojga z alkoholem. Nie raz, nie dwa przyjeżdżała nie tylko policja, ale też karetka. Jedna z takich sytuacji zostanie mi na zawsze w pamięci. Ja miałam 10 lat, a moje siostry 7 i 5. Rodzice wraz z sąsiadem, z którym mama miała romans, siedzieli w kuchni i pili. W momencie kiedy ojciec dowiedział się o zdradzie, chciał faceta uderzyć. Ten za to wziął kubek, roztrzaskał go o stół i przeciął tacie rękę, tak że krew lała się wszędzie. Potem zaczęli się szamotać. A ja stałam za drzwiami i obserwowałam. Całe pomieszczenie wyglądało makabrycznie, ściany i sprzęty umazane na czerwono. Wyprowadziłam siostry przez okno. Słychać było krzyki, inni sąsiedzi zauważyli, co się stało i zadzwonili po policję. Ta sytuacja śni mi się do dziś.
Historia ucichła, tata wyprowadził się do swojej mamy. Innym razem opiszę to, jak umarł, albo raczej jak się zabił.
Aktualnie rodzicielka jest alkoholiczką niezajmującą się swoimi dziećmi, która utrzymuje jakiegoś lumpa. Oczywiście oboje przebywają w naszym domu. Co noc się zresztą kłócą, zawsze wtedy, kiedy siostry chcą iść już spać.
Przyjeżdża do nas pani kurator, która za każdym razem pyta, czy mama zabiera nas np. na spacery albo lody. Odpowiadam ciągle to samo, że nie zabiera nas, tylko nam, najczęściej pieniądze. Rentę, rodzinne i 800+. Tutaj na miejscu mamy tylko babcię, która mieszka obok. Ona zresztą skutecznie stara się, żebyśmy nie zostały mamie odebrane, no bo co ludzie powiedzą. I tak tkwimy we trójkę, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Chociaż w sumie wiem jedno, będę musiała porzucić marzenia o studiach i zaopiekować się siostrami. Po 18. roku życia będę się starać o prawa nad moimi małymi skarbami, życzcie mi siły do tego czasu. Nie bardzo lubię się moją historią dzielić, ale gdzieś musiałam to z siebie w końcu wyrzucić.
Zagubiona, ale mająca nadzieję 15-latka.
Parę lat temu, gdy byłam jeszcze dzieckiem, udałam się z rodzicami do jednego z większych miast w Polsce, aby załatwić jakieś sprawy papierkowe. Czekając na mamę, ja z moją dwójką rodzeństwa i ojcem siedzieliśmy na ławce i patrzyliśmy na przejeżdżające obok samochody. Jako że byłam jeszcze młoda i głupia, pomyślałam sobie, że fajnie by było, gdyby ktoś z tych ludzi jadących obok miał wypadek, a my byśmy go uratowali i bylibyśmy w gazecie (oczywiście pomyślałam też o tym, żeby nikomu z tego wypadku nic się nie stało). Potem pojawiła się mama i ruszyliśmy do domu.
Droga powrotna minęła nam spokojnie i już byliśmy w moim rodzinnym mieście, gdy mieliśmy wypadek – jakaś kobieta wymusiła pierwszeństwo, ale na szczęście każdy wyszedł z tego cało.
I tak oto moje marzenie się spełniło – byliśmy w gazecie. Był też wypadek, w którym nikomu nic się nie stało, było i zdjęcie w gazecie z krótką informacją. A ja już nigdy nie marzyłam o czymś tak głupim.
Ostatnio obchodziłam urodziny i znajomi z pracy postanowili złożyć się na upominek dla mnie z tej okazji. Na początku otrzymałam kartkę z życzeniami, w której było napisane: „To, jak widzą Cię Twoi współpracownicy, mówi o Tobie najwięcej”.
Kupili mi piersiówkę i pół litra.
Jestem wielkim fanem gier komputerowych, tzw. nerdem. Jestem także zakochany w postaci z gry. Jako że pracuję w IT, to mam czas oraz pieniądze na różne gadżety, między innymi duży obraz tej osoby. Specjalnie zamówiony. Każdego dnia wieczorem rozmawiam z tym obrazem. Zwierzam się, opowiadam, jak było w pracy itp. Dzięki temu zawsze następnego dnia czuję się świetnie, że miałem komu się wygadać.
Ludzie śmieją się z Japończyków, że biorą „ślub” z nieprawdziwymi osobami, a ja ich rozumiem. Przez to, że kiedyś byłem nieśmiały i samotny, pokochałem osobę, która w naszym świecie nie istnieje.
Pewnie sporo osób mnie uważa za nienormalnego, ale co tam. W pracy uważają, że jestem zwykłym, nieśmiałym pracownikiem. Uważam na to, żeby inni jak najmniej o mnie wiedzieli.
Moja dziewczyna ma czasem dziwne pomysły. Ostatnio wymyśliła, że musimy przeciwstawić się sklepom, bo już w połowie listopada promują święta i z tego powodu zadecydowała, że nie będziemy robić zakupów aż do 23 grudnia. Po kilku dniach jej przeszło, ale tylko dlatego, że znalazła inny powód do marudzenia, a mianowicie ludzie palący na przystankach. Postanowiła, że za każdym razem jak zobaczy, że ktoś pali w miejscu publicznym, to będzie go pryskać odświeżaczem do kibla. I zrobiła to... Dorwała jakiegoś pana w średnim wieku i go spryskała tym zapachem. Pan się lekko zdenerwował i zaczął bluźnić, no ale ja się nie dziwię, bo też bym nie chciał śmierdzieć jak publiczna toaleta. Bo wiecie, wybrała taki najtańszy i najbrzydszy zapach.
Wstydzę się z nią gdziekolwiek pokazywać, bo nigdy nie wiadomo, co jej przyjdzie do głowy.
Miałem bardzo ważne spotkanie w pracy, świetnie przygotowany wyszedłem odpowiednio wcześnie, ponieważ nie lubię robić wszystkiego na wariackich papierach. Wchodzę do windy w moim bloku, wraz ze mną sąsiad, który lubi sobie wypić i ewidentnie czuć, że zapomniał o kąpieli. Na następnym piętrze do windy wsiada moja była dziewczyna, która spotyka się (i zdradziła mnie) z facetem z mojego bloku.
Ciężki poranek, ale zawsze mogło być gorzej... No i było.
Winda się zepsuła, zostałem zamknięty na dwie godziny z byłą dziewczyną i śmierdzącym sąsiadem, nie mogłem zadzwonić do szefa, ponieważ nie miałem zasięgu. Mało tego, dziewczynie zrobiło się niedobrze i zwymiotowała na mnie, przez to wszystko ja sam już nie wytrzymałem i również zwróciłem zawartość swojego żołądka.
Zabijcie mnie.
Mój brat był dziś u doktora wypisać receptę na leki.
Ostatnią osobą do lekarza był na oko 13-letni chłopak. I wtedy pojawia się ona – 70-letnia pani, dobrze znana wszystkim naszym sąsiadom ze względu na upierdliwość.
Pyta standardowo, kto ostatni, a chłopak się zgłasza. Miejsc siedzących już brak, więc moher zaczyna sapać, a po braku reakcji leci lawina: „Jaka ta młodzież niewychowana; za moich czasów dzieci musiały stać, czy to do lekarza, czy w kościele”. Wtedy chłopak uśmiechnął się, wziął kule stojące obok krzesła i wstał.
Babka poczerwieniała, ale usiadła. Brat, który właśnie miał wchodzić do gabinetu, poprosił chłopaka, żeby wszedł przed niego.
No i które pokolenie jest bardziej niewychowane?
Pracuję w sklepie odzieżowym. Raz przyszła bardzo elegancka kobieta i poszła przymierzyć białą, dość obcisłą sukienkę. Dodam, że do najtańszych nie należała.
„Grubo w niej wyglądam” – usłyszałam z wnętrza przymierzalni, więc odpowiedziałam, że jeśli nie pasuje, to może tam zostawić, a ja później zabiorę i odwieszę na swoje miejsce.
Parę minut po wyjściu tej pani ze sklepu weszłam do przymierzalni i niestety, do dzisiaj nie mogę zapomnieć tego widoku. Na środku podłogi leżała zużyta, zakrwawiona podpaska, a obok niej biała sukienka z wielkimi czerwonymi plamami. Domyślam się, że ta pani chyba podcierała swoje eleganckie dupsko naszą sukienką, no bo co innego mogła z nią robić?
Ja nie wiem, co ci ludzie mają z głową.
Ostatnio jechałem samochodem do pracy, tą samo drogą co zawsze. Po pewnym czasie zorientowałem się, że zmienili znaki i jadę samochodem pod prąd! Niestety na moje nieszczęście tuż za rogiem stała Policja. Policjant powiedział, że będzie mandat 500 zł i 5 punktów.
Oddałem dokumenty do sprawdzenia, po pewnym czasie przychodzi policjant i mówi: „Nie wlepię panu tego mandatu, bo tyle to pana samochód kosztuje, albo i mniej...”.
Po raz kolejny mój Fiat Seicento uratował mnie przed mandatem :D
Dodaj anonimowe wyznanie