Zerwaliśmy z chłopakiem parę dni temu i nadal to do mnie nie dotarło. Wydaje mi się, że mogę do niego zadzwonić, kiedy chcę, a tak naprawdę już nigdy się do siebie nie odezwiemy.
Już nikt nie będzie mnie tak rozumiał i akceptował jak on.
Nie czuję tej ulgi, której tak bardzo pragnęłam.
Panicznie boję się osób niepełnosprawnych. Trzymam się od nich jak najdalej i słabo mi przy ich zbytniej bliskości... Dlaczego ? Już opowiadam.
Jak byłam w gimnazjum, uwielbiałam pomagać, szczególnie osobom niepełnosprawnym... Udzielałam się na wielu wolontariatach, gdzie pomagałam przy rehabilitacji. Łapałam w lot kontakt z młodszymi niepełnosprawnymi dziećmi, ogólnie rzecz biorąc, byłam dumna z tego, że robię coś dobrego, przy okazji zyskując cudowne kontakty, co jako klasowego odludka bardzo mnie cieszyło.
Wszystko jednak zmieniło się od pewnej wizyty na większym basenie. To był mój pierwszy raz w aquaparku i szalałam na wszystkich atrakcjach — szczególnie przypadła mi do gustu rwąca rzeka. Dając nieść się z prądem, robiłam już któreś okrążenia, gdy poczułam czyjeś dotknięcie. Okazało się, że to chłopak z zespołem Downa, dużo większy ode mnie, próbował chwycić mnie za ramię. Jak już mówiłam, nic nie miałam do osób niepełnosprawnych, wręcz przeciwnie, więc szeroko się do niego uśmiechnęłam i chciałam odpłynąć kawałek dalej, abyśmy się nie zderzyli na zakręcie rzeczki, kiedy on mocno chwycił mnie za nogę i wciągnął pod wodę. Zalało mi usta wodą... próbowałam się oswobodzić, ale drugą ręką trzymał mnie pod wodą między łopatkami. Reakcji ludzi żadnej, a ja zwyczajnie zaczęłam się topić. Nie wiem, ile to trwało, zaczęło mi się robić ciemno przed oczyma, kiedy ostatkiem sił udało mi się oswobodzić nogę i z całej siły kopnąć go w brzuch. Puścił. Ledwo co łapiąc oddech, wynurzyłam się z wody, aby po chwili dostać porządny cios w bok głowy. Patrzę jak przez mgłę, a jakaś babka drze się mi przed twarzą, że śmiałam uderzyć jej syna.
Minęło już dużo czasu, a ja ciągle się zastanawiam, czy naprawdę nie było tam nikogo, aby zareagować? Wiem, że na basenie dzieciaki mają różne pomysły, ale na litość boską, nie byliśmy tam sami, już nie mówiąc o jego matce, która na pewno musiała być gdzieś blisko, skoro zdążyła walnąć mnie w głowę, jak tylko się wynurzyłam.
Dlatego profilaktycznie omijam osoby niepełnosprawne dość dużym łukiem.
W latach 60., kiedy mój tata z wujkiem byli jeszcze młodzi, w trakcie podwórkowych wybryków znaleźli pokrzywdzone zwierzątko – powypadkowego gołębia. Zabrali go do domu i wraz ze swoim ojcem próbowali go ratować, niestety gołąb zmarł.
Zjedli go wszyscy trzej, bo „nigdy nie próbowali takiego ptaka”.
Tak że tego...
Witam. Za gnoja (w wieku 5-6 lat) moich dwóch kuzynów założyło „obóz” w lesie. Budowanie domków, walka na kije i te sprawy. Wymyślili oni sobie, że każdy, kto chce do niego dołączyć, musi zrobić loda jednemu z nich. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale niestety to prawda.
A teraz najlepsza część... Nie było żadnego chłopaka ze wsi około naszego wieku, który by nie był członkiem tego obozu. Jako jedyny nie przeszedłem próby, bo zwymiotowałem, ale i tak udało mi się do nich dostać.
Nie wiem, co my wtedy mieliśmy w głowach, i nie chcę wiedzieć.
Strasznie boję się szkoły. Boję się chodzić do szkoły, boję się wszystkiego, co związane ze szkołą i jak tylko się do niej zbliżam, to dostaję zimnych potów.
Niby nic nadzwyczajnego, tylko że jestem w tej szkole nauczycielem...
Ostatnio kolejny raz czytam tutaj o tym, że jakaś kobieta przyjmowała regularnie tabletki antykoncepcyjne i zaszła w ciążę. I za każdym razem przypomina mi się historia mojej przyjaciółki.
Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie z histerią, że zrobiła test ciążowy i jest w ciąży. Ona nawet dzieci nie lubi, od kilku lat bierze tabletki antykoncepcyjne, z facetem jej się nie układa, nie chce przytyć, to nie jest odpowiedni moment... Słuchałam jej płaczu prawie do samego rana. Przez kolejne tygodnie namyślała się, jak pozbyć się niechcianej ciąży. Skołowała sobie nawet tabletkę, żeby pozbyć się „problemu”. Tabletkę wzięła, ale okres nie wrócił. Kolejny test ciążowy i znowu pozytywny wynik. W teorii była na początku drugiego trymestru, jak wreszcie udało mi się i jej facetowi namówić ją na wizytę u ginekologa. Nie była w ciąży. Wszystkie jej ciążowe objawy i podwyższony wynik beta hcg to były objawy złośliwego nowotworu.
Mojej przyjaciółki już nie ma, a ja nie mogę sobie darować, że nie namówiłam jej na pójście do ginekologa od razu po tym telefonie w środku nocy, tylko głupio założyłam, że skoro test ciążowy wyszedł jej pozytywnie, to na pewno jest w ciąży. Jeśli naprawdę prawidłowo stosujecie tabletki antykoncepcyjne, to pierwsze objawy ciąży to częściej objaw nowotworu niż rozwijającego się w macicy zarodka. Badajcie się regularnie.
Pracuję w sklepie jako kasjerka.
Od półtora roku przychodził do nas chłopak, 20 lat (student pobliskiej uczelni), który zawsze kupował bułkę oraz butelkę wody. Nigdy nie poznałam kogokolwiek tak pozytywnego i miłego jak on — zawsze potrafił poprawić humor anegdotką i uśmiechem, wielokrotnie pomagał innym klientom, często odnosił zakupy starszym osobom do samochodu. Widziałam wiele razy, jak podnosi śmieci z chodnika i wyrzuca do śmietnika. Elokwentny, inteligentny, z bardzo bogatym słownictwem — po prostu złoty chłopak.
Za każdym razem jak wychodził, mówił: „Do widzenia, miłego dnia”. Ostatnim razem zaskoczył mnie, żegnając się tekstem Paktofoniki: „Jestem Bogiem, uświadom to sobie, sobie. Ty też jesteś Bogiem, tylko uświadom to sobie, sobie”.
Dzisiaj znalazłam informację, że się powiesił.
Z moją mamą zawsze miałam przyjacielskie stosunki, czasami miałam nawet wrażenie, że zachowuje się bardziej jak koleżanka niż matka. Moi rodzice się rozstali, gdy miałam 13 lat, ponieważ tata lubił sobie wypić, ale z perspektywy czasu widzę, że to mama robiła z niego pijaka, gdy on po prostu lubił sobie od czasu do czasu wypić z kolegami, poczuć wolność, a nie tylko siedzieć w domu. Mama zawsze robiła mu o to spiny, bo ona jest zagorzałą abstynentką. Z perspektywy czasu wiem, że moja mama też nie była święta, bo potrafiła zrobić tacie karczemną awanturę o to, że przeszedł po świeżo umytej podłodze itd. Mój tata zazwyczaj gdy był wypity, to kładł się spać i tyle. Tylko jeżeli ona pierwsza zaczęła awanturę, to się z nią kłócił, ale zazwyczaj i tak szedł spać, gdy ona dalej się wściekła. Miałam 13 lat, gdy się rozeszli i wtedy miałam już za sobą jakieś pierwsze wagary itd. Ich rozstanie bardzo przeżyłam, bo to były czasy, gdy ludzie potrafili się śmiać, że ktoś jest z rozbitej rodziny. Ja od zawsze byłam cicha i nieśmiała, a to mnie dobiło. Przestałam chodzić do szkoły, były wizyty wychowawczyni w domu itd. Zaczęto podejrzewać u mnie fobię szkolną (mama w to nie wierzyła, cały czas wmawiała mi, że jestem leniwa i tyle, a to tylko powód, żeby dała mi spokój i żebym miała usprawiedliwienie dla innych na moje lenistwo). W niedługim czasie dostałam z tego powodu kuratora, wysłano mnie także do psychologa, a potem psychiatry. Mama w końcu chyba zaczęła wierzyć, ale na dobrą sprawę nie robiła z tym nic więcej. Wysyłała mnie do psychologów, bo tak kazano. Gdy nie chciałam tam chodzić, bo widziałam, że to mi nie pomaga, to machała na to ręką, nie czułam od niej wsparcia i chęci pozbycia się tego problemu. Z perspektywy czasu myślę, że mamie było tak wygodniej, miała swoje życie i sprawy, a ja coraz bardziej zaczynałam zamykać się w swoim pokoju i fobia szkolna przeradzała się w społeczną.
Po jakimś czasie udało się znaleźć mi dobrego psychologa, który miał podejście i zaczęłam z tego powoli wychodzić. Ale mam mamie za złe to, że nawet wtedy nie „pchała” mnie w kierunku rozwoju. Miała wszystko gdzieś, przez chorobę i jej zaniedbanie tego skończyłam szkołę dopiero zaocznie w wieku 20 lat, gdy wyszłam z choroby i zaczęłam walczyć o siebie. Przez jej zaniedbanie i bycie bardziej koleżanką niż mamą w wieku 15 lat przyprowadziłam chłopaka o 7 lat starszego ode mnie poznanego w internecie. Przyjechał do mnie z daleka i mama pozwoliła, żeby został i tak mieszkał z nami przez jakiś czas. Mam jej to za złe z perspektywy czasu, bo byłam zagubioną gówniarą, a ona nie pokazała mi, co jest dobre, a co nie. Dopiero gdy miałam 18 lat, odnowiłam kontakt z tatą i to dzięki niemu na wiele spraw spojrzałam innym okiem. Mam żal do mamy, że nie starała się być moim rodzicem, tylko chciała być moją kumpelą.
Od momentu zajścia w ciążę w ogóle nie uprawiamy seksu, trwa to ponad pół roku. Kobieta mówi, że nie ma żadnego libido, odkryłem jednak, że dość często się masturbuje (ona nie wie, że ja wiem), choć oczywiście cały czas twierdzi, że nie ma żadnego libido. Nie chcę jej drażnić, żeby nie wpłynęło to negatywnie na ciążę, ale niestety mnie okłamuje i nie chce żadnego współżycia, zbliżeń, jakichkolwiek czułości. Co mam zrobić w tej sytuacji? Powiedzieć jej prawdę mimo ciąży? Ja jako wysportowany facet mam dość duże libido i niestety denerwuje mnie mocno ta sytuacja.
Odmówiłem chrześnicy konsoli na urodziny. Było tylko: „wujek kup”. Koniec. Rodzina naciskała na mnie. Nie było mnie stać.
Pewnego dnia do mojej pracy podjechała policja. Zapytali o mnie. Założyli mi kajdanki na ręce i wyszliśmy. Na komendzie dowiedziałem się, co się stało – zostałem oskarżony o gwałt na chrześnicy. Dostałem zarzut, nie przyznałem się. Trafiłem na dołek. Prokurator stawiał mi zarzuty. Nie przyznałem się do niczego. Prawnik, który mnie bronił, mówił, że sprawa jest poważna. Chrześnica zeznała, że ją dotykałem, że próbowałem coś robić itd. Sprawa sądowa. Czułem się jak najgorszy zwyrodnialec, a nic nie zrobiłem. Rodzina mnie znienawidziła. Straciłem pracę. Jedyną osobą, która mi wierzyła, była moja żona.
Po opinii psychologa oraz całego sztabu osób wyszło, że chrześnica kłamała. Chciała mnie „ukarać” za brak konsoli. Zostałem uniewinniony. Wyszedłem na wolność. Rodzina mnie przepraszała, chrześnica udawała, że nic się nie stało. Nie chcę ich znać.
Od momentu zatrzymania do wyjścia minęły dwa lata. Dwa lata życia, które mi zabrano. W więzieniu byłem bity, katowany, próbowano mnie gwałcić. Straciłem dwa lata życia przez cholerne kłamstwo. Moja chrześnica nie ma żadnych konsekwencji z powodu tego, co zrobiła. Gdzie tu sprawiedliwość?
Dodaj anonimowe wyznanie