#gMwrB

Gość 35 lat, ma pracę, samochód, oszczędności, buduje dom, lubi chodzić po górach, co tydzień wycieczki, coś zobaczyć, kocha zwierzęta, nie pali, nie pije.
I nie ma nikogo, żeby zadzwonić, pogadać, kompletnie nikogo, zero, nic, ani kolegi, ani koleżanki. Kompletnie nic, wszystko sam. W pracy jest 200 osób i dobrze się dogaduje z każdym, pożartuje, pogada, pośmieje się, przychodzi do domu i nie ma nic, pustka, nie ma się do kogo odezwać Idzie na budowę, sam wszystko, czasami ciężko sobie poradzić, ale nie poddaje się, buduje dla siebie. Zamknął się na wszystkich albo wszyscy na niego, nawet dzieci sąsiadów nie mówią dzień dobry, sąsiedzi się odwracają, jak widzą, rodziny brak, nikt się nie interesuje, a jak już to pretensje. Nikomu nie robi nic, nie interesuje się nikim, a czuje wzrok szyderczy, nikomu nie zazdrości, nie życzy źle, nie wiem. 

I tak, to o mnie.

#drdkp

Na początku 4 klasy liceum, mając lat 17, poznałem wyjątkową dziewczynę, chodzący ideał pod każdym względem. Los tak chciał, że ktoś z naszego wspólnego środowiska nas ze sobą poznał. Jako że była to klasa maturalna (ona była w klasie równoległej o innym profilu, w tej samej szkole), to zaczęło się od wspólnej nauki, przeszło przez przyjacielskie kawy, by na końcu oficjalnie wejść w związek gdzieś na początku października. Wspólne chwile, wspomnienia, nasza studniówka i wewnętrzne żarty były czymś wyjątkowym. Przez ten czas zdążyliśmy przedstawić się swoim rodzinom, a mnie udało (tak mi wiadomo) się przejść test tej stereotypowej wrednej babci z wyższej sfery. Robiłem wszystko, co tylko mogłem, by pomimo raczej małego doświadczenia i wiedzy nie odbiegać od standardu związkowego: przynosiłem jej kwiaty, kupowałem tosty w sklepiku szkolnym, gdy tylko miała gorszy humor, interesowałem się jej zainteresowaniami czy też zapamiętywałem najmniejsze detale z jej życia tylko po to, abym mógł je przytaczać w późniejszych rozmowach albo dodawać do poświęconego dla niej notatnika, żeby móc sprawiać jej niespodzianki, nie wspominając o jej uwagach, które brałem sobie do serca. Byłem na kilku imprezach związanych z jej rodziną i jej znajomym i tam też starałem się jak najlepiej wypaść.

Przyszedł maj i matury, a po nich długie wakacje, gdzie też spędzaliśmy czas i snuliśmy wspólne wakacyjne plany. Nagle jednak, pod koniec czerwca, zniknęła bez żadnej zapowiedzi, po prostu się rozpłynęła. Wróciła do naszego miasta po tygodniu i wysłała mi tylko wiadomość: „Musimy porozmawiać o nas, to koniec”. Wybłagałem spotkanie, żeby dowiedzieć się co, jak i dlaczego. Zgodziła się, choć nie była to ona, zupełnie inna osoba ze mną pisała. Na samym spotkaniu próbowałem się dowiedzieć, co poszło nie tak i gdzie zawiniłem. Powiedziała mi: „Jesteś dla mnie za dobry, za miły, to wszystko moja wina”. Jednak na spotkaniu „wróciliśmy” do siebie, by tylko po odprowadzeniu na autobus dostać w wiadomości długi referat o niczym, kończący się zdaniem: „Byłeś dla mnie za miły i za dobry, nie jestem gotowa teraz na związek, ale kiedyś chciałabym do Ciebie wrócić”. Następnego dnia były wyniki z matur, które mi dodatkowo uprzykrzyły życie i już wtedy wiedziałem, że nie dostanę się na wymarzone studia. Po tygodniu zobaczyłem jej zdjęcie w objęciach innego chłopaka.

Aktualnie jestem na drugim roku medycyny i od tamtych wydarzeń panicznie boję się związkowych relacji z kobietami oraz nie jestem w stanie patrzeć na potencjalne dziewczyny, nie przypominając sobie o niej.

Porada dla was dziewczyny: jeśli macie już z kimś zerwać, to złamcie serce raz a dobrze, bez złudnych nadziei.

#FyBsr

Z moim aktualnie już byłym chłopakiem byłam ponad 6 lat. Mieszkaliśmy razem około 3. Po przeprowadzce opiekowałam się nim jak dzieckiem. Z domu rodzinnego nie wyniósł nic. Uczyłam go gotowania prostych potraw, sprzątania, przygotowania kawy. Facet miał problem nawet z czajnikiem elektrycznym! Kompletny życiowy łamaga. Lekcja za lekcją, czas mijał, a on był już w stanie sam ugotować ryż bez zniszczenia garnka. Uznałam, że odniosłam sukces i cieszyłam się życiem.

Mama faceta nie popierała tego, że jej synek jest zmuszany do robienia czegokolwiek. Zaznaczę, że on nie musiał cały czas gotować. Lubię zajmować się domem, sprzątać. Po prostu chciałam, żeby wiedział, jak sobie poradzić gdy wyjadę bądź nie będę zwyczajnie w stanie nic przygotować. Bo w końcu ile można przetrwać o zupce chińskiej?

Żyliśmy szczęśliwie, ale w pewnym momencie on stracił pracę. Starałam się zrobić wszystko, żeby się nie załamał. Pomagałam szukać nowej, siedziałam i przytulałam oraz robiłam wszystko, co mogłam, tak długo, aby nie narazić siebie na utratę pracy oraz zaniedbanie studiów. Czas jako zombie trwał około pół roku. Po tym czasie byłam wykończona nieustannym podnoszeniem go na duchu oraz namawianiem do wizyty u specjalisty, skoro problem wyglądał na poważny. Wiedziałam, że przeżył to mocno. Jednak moje słowa nie dochodziły do niego.

W końcu oznajmił, że znalazł pracę. Kompletnie jej nie popierałam, ale lepsze to niż siedzenie w domu i patrzenie w sufit. Pojawiły się rozmowy o przejściu naszego związku na poziom wyżej, a ja rozpoczęłam poszukiwania pierścionka na prośbę ówczesnego lubego. Od samego początku związku nie posiadał on wiele pieniędzy, nie miałam jednak problemu z płaceniem za siebie/za nas. Znając jego podejście do pieniądza, znalazłam kilka pierścionków do 400 zł. Nie chciałam nie wiadomo czego. Oczekiwałam jedynie deklaracji, że chce być ze mną jeszcze bardziej na poważnie niż dotychczas.

Przy romantycznej kolacji kilka miesięcy po wyborze pierścionka zamiast oświadczyn usłyszałam o tym, że powinniśmy się rozstać, ponieważ nie jest gotowy na dorosły i długi związek. Po niemal siedmiu latach uznał, że nie nadaje się do długich związków. Wrócił do mamy, która na pożegnanie poinformowała mnie o tym, że ma nadzieję, że uda jej się oduczyć syna wszystkiego, czego go nauczyłam.

Mówi się, że nie znasz kogoś, póki nie zjesz nim kilograma soli. Widocznie ta zupa nie była wystarczająco słona.

#KNtjK

Wychowywałam się w biednej rodzinie. W zasadzie to czasy przedszkolne były spoko, je wspominam fajnie. Wiem teraz, że mama ukrywała różne rzeczy, no jak to przed dzieckiem. Potem, jak miałam 8 lat, to wszystko się schrzaniło. Długo by pisać, ale ostatecznie, jako nastolatka, zostałam sama z matką alkoholiczką. Raz było lepiej, raz gorzej, ale w lodówce zawsze było dużo piwa, w domu bałagan, wszystko śmierdziało papierosami, a ja czasem byłam głodna.

Teraz jestem dorosła, mam swoje dziecko. Ale co jakiś czas, gdy córa śpi, to ja siedzę do późna, aż poczuję głód. I pomimo że mamy jedzenie w lodówce, to nie jem, tylko siedzę głodna. Potem głodna idę spać i jem dopiero śniadanie rano. Nie robię tego ze względu na dietę, czasem coś zjadam i jest OK, ale w te dni mam silną potrzebę poczucia głodu, wtedy czuję się normalnie. Czasem też nie sprzątam przez 2-3 dni, nie tak, żeby dom zarósł syfem, ale żeby było trochę kurzu na meblach, brudne naczynia, porozrzucane rzeczy. Wtedy też mam to dziwne uczucie, że wszystko jest w porządku.
Tak jakbym pomimo wyprowadzenia się już przecież dawno z domu rodzinnego nie mogła jednak wyrwać się stamtąd mentalnie.

#FuV0m

Moja nauczycielka od fizyki jest niezwykle surowa, zawsze jak ktoś się źle czuje, to ona twierdzi, że ta osoba symuluje, że wszystko jest robione z premedytacją.

Mój kolega siedział sobie dzisiaj w pierwszej ławce tuż przy jej biurku... Normalnie ma nadmiar energii, biega, bawi się jak dziecko, jednak kiedy się źle czuje — widać to po nim. Siedział spokojnie, ze spuszczoną głową, nie chciał z nikim rozmawiać. W pewnym momencie zapytał, czy może wyjść do toalety, ponieważ jest mu niedobrze, a rzeczywiście było to po nim widać. Jednak nauczycielka uznała, że kolega symuluje, żeby się nim zajęła i nie prowadziła dalej lekcji, dlatego też nie pozwoliła mu wyjść.
I to był błąd, bo po chwili kolega zwymiotował jej na biurko. Jej mina – bezcenna. 
A ja, wstyd się przyznać, pomyślałem, że dobrze jej tak, może następnym razem będzie bardziej wyrozumiała dla swoich uczniów.

#l1G9O

Parę lat temu miałam chłopaka. Wiele nas łączyło, mieliśmy wspólne zainteresowania, lubiliśmy te same filmy itp. Było jednak coś, czego on nienawidził, a ja wręcz ubóstwiam. Mowa tu o kadzidełkach.

Z czasem nasz związek zaczął tracić na swojej namiętności. Na początku to zignorowałam, ale z czasem zaczęło mnie to jednak zadręczać. W końcu zdecydowałam się na poważną rozmowę. Siedzieliśmy ze dwie godziny, nieustannie rozmawiając na temat naszego związku. Poczułam po tym znaczną ulgę, wiele rzeczy sobie wyjaśniliśmy i myślałam, że od tamtego momentu będzie między nami o wiele lepiej. Niestety następnego dnia dostałam SMS, w którym napisał mi, że poznał jakiś czas temu inną dziewczynę i poprosił mnie o oddanie kluczy do jego mieszkania. Szczerze mówiąc, bardzo się zdenerwowałam. Po trwającym jednak długo związku gościu nie miał odwagi zerwać ze mną w normalnej rozmowie i jeszcze dzień wcześniej narobił mi nadziei, powtarzając, jak bardzo mnie kocha.

Wiedziałam, w jakich godzinach pracuje, więc jeszcze tego samego dnia udałam się do jego mieszkania z pełnym pudełkiem kadzidełek. Zamknęłam wszystkie okna w domu i rozpaliłam całą paczkę pachnących patyków. Porozstawiałam je po różnych pokojach, po czym opuściłam mieszkanie, a klucze wrzuciłam do jego skrzynki na listy.

Być może trochę mnie poniosło, ale niczego nie żałuję.

#FqWD0

Kiedy miałem 13/14 lat, przyszła do mnie dziewczyna, która mi się podobała.
Mama akurat szła z siostrą na basen i spytała, czy jedziemy z nimi. Nie chciałem, ale nazwijmy ją X, powiedziała, że ​​możemy, więc pojechaliśmy do jej domu po kostium i poszliśmy na basen. Nie chciałem iść, bo wiecie, dorastanie i inne rzeczy. Wstydziłem się... Miałem małego penisa i naprawdę duże jądra, byłem chudy więc dziwnie wyglądałem wtedy w kostiumie. X była 2 lata starsza ode mnie i miała ładne ciało, więc wstydziłem się widzieć ją tylko w kostiumie kąpielowym.
Ale później było fajnie.

Kiedy staliśmy w kolejce do schodów, aby zjechać ze zjeżdżalni, rozmawiałem z X nie widząc, że stoję bardzo blisko krawędzi basenu.
Dwóch idiotów biegało, a kiedy biegali obok mnie, zostałem popchnięty lekko,
dziwnie się poślizgnąłem. Wszystko to pamiętam jako w zwolnionym tempie - wpadłem do basenu, a jedna noga była w basenie, a druga na ziemi.
Skończyło się na tym, że mocno uderzyłem jajkami w krawędź basenu. Miałem czarno przed oczami. Basen był dość głęboki, a ja byłem niski, więc trzymając jajka z bólu zacząłem się topić.

Moja starsza siostra wskoczyła do wody za mną próbując mi pomóc.
Udało jej się, wyszliśmy z wody. Ból był tak silny, że nie mogłem chodzić.
Nie mogłem przestać płakać, bo to tak bolało, że nie umiem opisać, a pamiętam jakby to było wczoraj.
Położyła mnie na leżaku. Zobaczyła, że ​​leci mi krew i poprosiła X, żeby pobiegła po mamę.
Było mi tak wstyd.
X nie była chętna do pomocy, więc moja siostra poszła szukać mamy.
Zostałem sam z X płacząc wśród ludzi, z rozciętymi jajkami, to było takie niezręczne, boże...
Moja siostra przyniosła butelkę lodowatej wody i kazała X, żeby przyłożyła mi ją.
Zrobiła to, ale niechętnie, wiem, że czuła się niezręcznie (nie dziwię się), a robiła to mocno i sprawiała więcej bólu.
Kazałem jej przestać.
Mama i siostra przybiegły kilka minut później i tu wydarzyło się najgorsze.

Mama była tak spanikowana, że ​​krzyczała, i nie chcę mówić co dalej zrobiła bo nadal trauma mi nie pozwala. Chciałem umrzeć, przysięgam.
Nie mogłem chodzić przez ból, więc moja mama poszła ze mną do kabiny w szatni, żeby pomóc mi się przebrać, bo tak bardzo bolało i chciałem wymiotować.
Pojechaliśmy do szpitala.
Razem z X, bo matka nie odwiozła jej do domu...
W każdym razie minęło kilka lat i wszystko jest w porządku, ale kiedy wracam to czuję się okropnie. Wstyd, relacja z X była niezręczna, ale pokazała dojrzałość i nikomu nie powiedziała, ​​mam nadzieję.

#9zph5

Jestem w szczęśliwym związku, niczego mi (chyba) nie brakuje. Dwa razy w tygodniu chodzę na pływalnię, jest tam też saunarium. Zawsze po basenie te 40 minut idę się zrelaksować. Ale w ostatnią sobotę spotkało mnie coś, za co jest mi w sumie wstyd, a nie byłem w stanie przerwać.

Po saunie parowej poszedłem pod prysznic, jak zawsze, przyszła starsza babka na oko może 50-55 lat, spytała, czy może się umyć obok. Potwierdziłem i nałożyłem na siebie żel pod prysznic. Dosłownie chwilę później poczułem jej dłoń na moim wacku. Nie odezwałem się nawet słowem, a ona nim szamotała w milczeniu. Nie wiem czemu, ale jej pozwoliłem, po ledwie kilku chwilach doszedłem, ona opłukała rękę i zniknęła.

JA SIĘ PYTAM CO TO BYŁO? I dlaczego stałem jak wryty, zero reakcji poza spustem.
Wstyd jak cholera, czuję się chyba zgwałcony.
Dodaj anonimowe wyznanie