#hByOd

Zainspirowana wyznaniem o rozmowie z katechetką o aborcji, postanowiłam zamieścić tu także swoje przeżycia.

Od lat nie jestem osobą mocno wierzącą (cała instytucja Kościoła niezbyt mi się podoba i widzę więcej wad niż zalet). W okresie Czarnego Protestu i na lekcji religii młoda katechetka zdecydowała się przeprowadzić z nami pogadankę, jaka ta aborcja jest zła, niemoralna, puściła nam film, ukazując podziemie aborcyjne, ale oczywiście przedstawiane jako standard aborcyjny, po czym panom z naszej grupy (a chodzi nas kilka osób, w tym ich było czterech) zaczęła po kolei zadawać pytanie, czy swojej żonie/dziewczynie pozwoliliby na aborcję. Bez względu na podłoże sytuacyjne. Po prostu tak lub nie, a jak nie, to oni również będą się musieli rozliczać z tego przed Bogiem...

Później zadała pracę pisemną - odpowiedzieć na jedno pytanie. Akurat trafiło mi się "Dlaczego antykoncepcja nie jest zgodna z planem Bożym", więc trochę pogrzebałam w internecie, poczytałam i wyszło na to, że antykoncepcja jest nie tyle niezgodna z planem Bożym, a Kościelnym, gdyż została zakazana przez jednego z papieży. Natomiast według Boga - a przynajmniej Pisma Świętego - w planowaniu rodziny jest dowolność. Wszystko napisałam, podkreślając do ważniejsze fragmenty... za co zostałam opierniczona, bo podważyłam naukę Kościoła, wolę Bożą i inteligencję autorów podręcznika. Wypisałam się z zajęć.
Czy tylko ja uważam, że powinno się wycofać religię ze szkoły?

#6rcWh

Jestem od urodzenia kaleką (od pasa w dół). Biologia zaskoczyła. Nikt nie wierzy w to, że będę kiedykolwiek chodzić. Nawet rodzina, przyjaciele, lekarze. Namawiają mnie do "przestania tworzenia nierealnych marzeń", chcą mojego pogodzenia się z tym syfem. Ale ja nie chcę. Mam już ponad 18 lat na karku, dopiero teraz zapadła decyzja, aby walczyć o sprawność. MOJA decyzja.

Jestem w trakcie tworzenia własnej rehabilitacji domowej. Niedługo zacznę walkę o sprawność. Takie tam... postanowienie noworoczne.

Nie chcę Waszego współczucia ani nic podobnego. Mam tylko nadzieję, że to wyznanie trafi na główną - albo chociaż do poczekalni. Każdy komentarz czy plusik da mi motywację do działania. Trzymajcie się cieplutko, pozdrawiam serdecznie i zachęcam do realizacji marzeń :)

#fkfcU

Będzie krótko i zwięźle.

Jestem z kobietą, której nie kocham. Jesteśmy razem od 8 lat. Ja pracuję i utrzymuję dom, ona studiuje i zajmuje się domem. Jest świetną dziewczyną, ale w którymś momencie nasze ścieżki się rozeszły. Mamy inne marzenia, inne plany, inne spojrzenie na świat i na przyszłość. Ona mnie kocha, a ja czuję się coraz bardziej jak w pułapce bez wyjścia. Nie kocham jej, ale czuję się za nią odpowiedzialny. Ona nie ma rodziny i domu, do którego może wrócić, a z racji dziennych studiów nie stać jej na wynajęcie mieszkania, jedzenia itd. Chciałbym z nią zerwać i dalej ją wspierać, ale na pewno się na to nie zgodzi. Po tylu latach czuję wobec niej obowiązek pomocy i dbania o nią.

#YWgxD

Kładąc się do spania po 0:00 dzisiejszej nocy nie wiedziałem, że to będzie jedna z najdziwniejszych, jak nie moja najdziwniejsza podróż do krainy snów. W domu, w którym mam łóżko od 7 lat w tym samym miejscu, dziś pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego.

Powiem tyle, nie pamiętam co mi się śniło, ale około 4:00 nad ranem obudziło mnie jeb**ęcie gipsowej ściany znajdującej się tuż nad moim łożem w moją głowę i sypiące się jej kawałki po mnie i pokoju. Pewnie myślicie, że się zawaliła. Nie, to ja w nią skoczyłem. Przez sen. Wyskoczyłem przed siebie w górę i zrobiłem głową dziurę wielkości piłki od nogi głęboką na 10-15 cm i wylądowałem na podłodze pełnej gruzu, ale nic mnie nie bolało! Bylem zdezorientowany do granic możliwości, w całym pokoju i na łóżku leżały białe odłamki mojego poddasza. Po strzepnięciu gruzu położyłem się spać, rano mając nadzieję, że to był sen. Niestety po spojrzeniu w górę okazało się, że naprawdę to zrobiłem.

Ciekawe co sobie myślą rodzice, powiedziałem co pamiętam.

#9u4Nx

Szkoła podstawowa, kilkanaście lat temu. W szkole była grupa akrobatyczno - taneczna, do której należała większość koleżanek z mojej klasy. Ja nie, ponieważ nigdy nie byłam specjalnie wygimnastykowana ani też nigdy mnie do tego nie ciągnęło.
Na jej czele stała pewna pani, która jednocześnie była moją nauczycielką wf-u. Warto zaznaczyć, iż pani ta szczególnie lubiła dziewczyny filigranowe, ze zdolnościami akrobatycznymi czy tanecznymi. W związku z tym za mną nie przepadała. Naprawdę można to było odczuć, dzieci czują takie rzeczy i że traktuje się je inaczej od pozostałych. Pamiętam jak nieraz marzyłam o tym, żeby przestała nas uczyć, bo przed każdym wf-em denerwowałam się, że znowu będzie niemiła czy robiła krzywe miny na moje niedoskonałe wykonywanie ćwiczeń.

Pewnego dnia naszła mnie myśl, że może też spróbuję swoich sił w ''akrobatkach''. Pomyślałam, że skoro tyle dziewczyn chodzi, to dlaczego nie miałabym i ja spróbować? Co prawda wszystkie znały już układ, ale stwierdziłam, że może warto. Tak więc poszłam na trening. Zapisałam się do grupy i stanęłam gdzieś z tyłu. Powoli zaczęłam łapać układ, na pewno byłam słabsza od innych dziewczyn, ale co tam, będzie lepiej. Na zakończenie pani patrzy na listę obecności i pyta: "Która to X?", więc podchodzę i mówię, że to ja. A ona przy wszystkich mówi głosem, który pamiętam do dzisiaj: "Dziewczyno, przecież ty się w ogóle nie nadajesz do tańca". Wszyscy wzrok na mnie, ja tylko kiwnęłam głową, bo co mi pozostało... Więcej na trening nie poszłam.

Bez morału czy apelu, jedynie chcę powiedzieć, że można było to subtelniej powiedzieć i to było ku*wa chamskie.
Plus jest taki, że w połowie piątej klasy poszła na dłuższy urlop chorobowy i do końca szkoły już nie miałam z nią styczności i moje marzenie się spełniło.

#Iecz9

Jestem uczniem technikum. Mamy klasowego maila, na którego nauczyciele wysyłają nam różne zadania, notatki i tym podobne. Poczta jest na Gmailu, więc jest połączona z kontem na YouTube. Często w polubionych filmach możemy znaleźć różne poradniki maturalne, czy po prostu zwykłe piosenki lub filmy oglądane przez różne osoby z klasy na tym koncie.

Parę tygodni temu zaprosiłem paru kolegów na domówkę. Jak zawsze było sporo alkoholu, wiecie jak jest. W późnych godzinach nocnych, gdy już wyszli, zebrało mi się na oglądanie filmików. Oglądałem różne śmieszne filmiki, faile itp. Po paru obejrzanych wideo, w propozycjach obok pojawiły się kopulujące nosorożce. Jako że alkohol zrobił swoje, kliknąłem w ten filmik, potem w kolejny ze słoniami, żyrafami, i tak dalej. Nie wiem co mną kierowało, nie jestem dziwny, w sumie nie pamiętam, do której oglądałem te zwierzęce filmy ani jakie.

Po weekendzie w szkole ktoś wyczaił, jakie ''polubione filmy'' są na klasowym koncie. Razem z nimi śmiałem się ze "zboka" i "zastanawiałem", kto oglądał takie rzeczy. Do dziś nie wiedzą…

#nAS5Y

Pewnego styczniowego poranka szłam właśnie na praktyki do hotelu oddalonego jakieś 15 minut na piechotę od mojego domu, było zimno jak cholera, bo około -15 stopni, po drodze mijałam przedszkole i była to akurat pora, gdzie rodzice odprowadzali tam swoje pociechy. Przed wejściem zauważyłam przywiązanego psa, stary amstaf, strasznie się trząsł, zaniepokoiło mnie to, że ktoś na taki mróz zabiera psa i zostawia go choćby na chwilę bez opieki, ale dałam spokój, bo zapewne właściciel zaraz po niego wyjdzie.

Po 8 godzinach odbębnionych praktyk wracam tą samą trasą, temperatura nadal dawała w kość, więc jak najszybciej chciałam się znaleźć w domu. Docieram do ulicy, na której znajduje się wyżej wspominane przedszkole, moim oczom ukazuje się ten sam trzęsący się pies, w tym samym miejscu. Pierwsze co to spanikowałam, ale chwilę potem zaczęłam działać. Zabrałam psa do pobliskiej bramy, akurat była ogrzewana. Telefon do mamy i przedstawiam jej sytuację, ona też się przejęła losem psa i zapewniła, że zaraz przyjdzie.

Czekam dłuższą chwilę, po czym wychodzę sprawdzić co z mamą. Stała przed wejściem do przedszkola z jakimś panem, pan okazał się być właścicielem psa. Miałam go już zjechać, że w taki mróz na tyle godzin psa zostawił, ale się okazało, że pan rano szedł zaprowadzić dziecko do przedszkola i przy okazji zabrał psa na spacer i to samo zrobił przy odbieraniu dzieciaka. Było mi tak strasznie wstyd... Chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze.

#LUx8J

Oboje moich rodziców w młodości tańczyło, ale im ostatecznie nie wyszło. Nic zatem dziwnego, że oboje się uparli, aby zapisać mnie do szkoły baletowej. Nie było co prawda tak, że musieli jakoś szczególnie naciskać - sama uwielbiałam taniec. Ale dwa lata w tej okropnej szkole wystarczyły, aby pasja stała się moim koszmarem.

Chodziłam do tej szkoły na początku lat 90. Był w niej nauczyciel tańca klasycznego, Pan X. Wśród uczniów mojej szkoły miał bardzo charakterystyczne przezwisko, którego nie zdradzę. Pan X uwielbiał rzucać w nas przedmiotami, kiedy coś mu się nie spodobało. Sama nieraz oberwałam dziennikiem w głowę, ponieważ byłam jedną z jego ulubienic. Musicie wiedzieć coś o nauczycielach klasyki - bardzo charakterystyczne dla nich jest to, że najbardziej znęcają się nad tymi, w których widzą potencjał. Ja miałam świetne warunki fizyczne do baletu, więc moja poprzeczka była wyżej niż poprzeczka większości koleżanek. Mimo że byłam tak samo szczupła, jak każdy w naszej klasie, ciągle słyszałam, że powinnam schudnąć.

Najgorsza sytuacja miała miejsce, gdy miałam około 12 lat. Do dziś to wspomnienie żyje w mojej pamięci. W tym wieku zaczęłam bardzo intensywnie dojrzewać i się zaokrąglać, co nie jest nigdy mile widziane w tym zawodzie. To była pierwsza lekcja klasyki po przerwie świątecznej. Co miesiąc mieliśmy publiczne ważenie na początku klasyki i akurat niefortunnie wypadło na lekcję zaraz po przerwie świątecznej. Pan X spojrzał na mnie z niesmakiem:
- Ania nażarła się w święta. Może nam się pochwali, co dobrego jadła? Wszyscy ciężko pracują i decydują się na wyrzeczenia, to chociaż sobie posłuchają.
Byłam przestraszona i nie wiedziałam, co powiedzieć, więc milczałam.
- Powiesz nam sama, ile przytyłaś od ostatniego ważenia, czy chcesz się przed wszystkimi skompromitować?
- 5 kilo - rzuciłam jakąkolwiek odpowiedź w nadziei, że ważenie mnie ominie.
- Nie wierzę ci. Stawaj - rzucił i stuknął wskaźnikiem w wagę na środku sali.
Stanęłam na wadze, a ta pokazała 40 kilo.
- No i co? Oszukałaś mnie. Zejdź z wagi i stań tyłem do klasy.
Zrobiłam to, co kazał mi Pan X, a wtedy usłyszałam:
- Będzie tyle, ile przytyłaś, a drugie tyle za kłamstwo - i zanim przetworzyłam to, co zostało powiedziane, poczułam uderzenie na pupie. Pan X zaczął mnie bić wskaźnikiem. Ponieważ miałam na sobie tylko leotart i krótką, wiązaną spódniczkę - uderzenia były bardzo bolesne, a niektóre trafiły na moje gołe uda. Ale ze względu na swoją dumę zagryzłam zęby i tylko bezgłośnie płakałam.
Zapytacie, co na to rodzice? Powiedzieli, że nauczyciele tańca zawsze byli surowi i przynajmniej nabiorę dyscypliny. Ślady po uderzeniach skwitowali „nie przesadzaj”.

Ukończyłam tę szkołę z dyplomem zawodowej tancerki, a o tańcu nie chcę słyszeć.

#WHKux

Mój mąż jest Włochem, ale w miarę dobrze zna język polski, jednak często myli się mu znaczenie pewnych słów. Gdy zaczęliśmy się spotykać, chciał być bardzo romantyczny... Więc pewnego razu złapał mnie za rękę, spojrzał mi głęboko w oczy i czułym głosem rzekł „Jesteś bezwartościowa” (jak się okazało, chciał powiedzieć, że jestem bezcenna).

Myślałam, że umrę ze śmiechu... Do dziś mu to wypominam :)

#PufGp

Na początku grudnia pojechałam do lekarza rodzinnego, ponieważ nie czułam się najlepiej. Jak to w przychodniach - ludzi masa. Z racji tego, że ledwo stałam pod ścianą czekając na swoją kolej, jakiś mężczyzna powiedział, że on tylko na kontrolę i mam usiąść. A było to miejsce obok starszych ludzi.

Wszyscy siedzieli, tylko jedna kobieta stała obok mojego wcześniejszego miejsca. Rozmawiali o służbie zdrowia, chorobach i tym podobne - standard. Nagle jakiś pan powiedział, że on jest zapisany na wizytę dopiero w marcu... Na to kobieta (właśnie ta stojąca):
- A to jakby miał pan raka, to by nie dożył.
Zapadła cisza, a mężczyzna odpowiedział:
- No ja właśnie raka mam...

Biedna nic się nie odezwała, tylko przybrała różowy odcień twarzy. Na szczęście ten pan był zdystansowany i zaczął się śmiać, po czym wszyscy do niego dołączyli. No, z wyjątkiem tej pani.
Życzę Panu dużo zdrowia i wytrwałości w chorobie :)
Dodaj anonimowe wyznanie