Na co dzień pracuję jako recepcjonistka. W wielkim skrócie: moja praca polega na witaniu wszystkich ludzi wchodzących do hotelu i spełnianiu ich życzeń.
Pewnego dnia nocowała u mnie przyjaciółka i jako że w pokoju mam duże łóżko, a mojego chłopaka akurat nie było w domu, to spałyśmy razem.
W nocy obudziłam się siedząc na łóżku. Przyjaciółka siedziała obok zaniepokojona, więc zapytałam co się stało. Odpowiedziała, że nagle podniosłam się z leżenia na plecach do siadu, potrząsnęłam jej ramię i bardzo głośno powiedziałam „Dzień dobry, dzień dobry, w czym mogę pomóc?”.
Jak widać, praca mocno przesiąka człowieka.
W dzieciństwie byłem leniwy i bardzo nie lubiłem się uczyć. A że wyniki testów były niezbyt zachęcające, nikt mnie do tego specjalnie nie zmuszał. W szkole jak mi się nie chciało myśleć nad odpowiedzią, mówiłem po prostu „Nie wiem”.
Raz pani od geografii spytała mnie, z kim Polska graniczy na południu (w czasach PRL-u to było bardzo proste pytanie).
– Nie wiem.
– Nie wiesz?! To podejdź do mapy i przeczytaj.
– Z Zakopanem!
Gruchnął taki śmiech, że aż dyrektor usłyszał i przyszedł spytać, czy dobrze się bawimy.
Z powodu tego wydarzenia nie bardzo przepadałem za spotkaniami klasowymi, bo jak sobie popili, to zawsze ktoś musiał przypomnieć tę sytuację.
Mam żonę i małą, 6-letnią córeczkę.
Jakiś czas temu straciłem pracę, żyliśmy strasznie oszczędnie, zapożyczaliśmy się. Teraz, fartem, znalazłem świetną prace, lepiej płatną od byłej i szef zaproponował mi awans! Niestety nic za darmo. Siedziałem w pracy niemalże codziennie. Od rana do nocy. A to na spotkanie na drugi koniec kraju, a to konferencja, wyjazdy itd... W sumie nie było mnie prawie w domu.
Dziś dostałem telefon od mojej córki, która cała zapłakana mówiła, że mama spadła ze schodów, leży i nie wstaje, strasznie płacze i ją boli. Nie mam pojęcia kiedy i w jak szybkim czasie byłem pod domem, ale na pewno przyjdą mi mandaty za prędkość. Wbiegam ze łzami do domu i widzę córkę z moją żoną przy obiedzie, patrzącą na mnie pytającym wzrokiem. Wtedy mała rozpłakała się i przepraszała, że mnie okłamała, ale strasznie za mną tęskniła i chciała w końcu pierwszy raz od bardzo długiego czasu zjeść ze mną obiad.
Teraz wszyscy siedzimy razem i płaczemy, a ja szukam nowej pracy bliżej domu.
Zauważyłem, że starszy pan przewrócił się na przejściu dla pieszych, więc zeskoczyłem z roweru i podbiegłem mu pomóc. Ledwie zdążyłem spytać go o imię, gdy ktoś ukradł mój rower.
Jakiś rok temu, gdy trwała akcja szczepień na COVID, dowiedziałem się, że brat mojej partnerki wraz z małżonką załatwił sobie certyfikat u znajomego lekarza. Już wcześniej dał się poznać jako antyszczep, ale taka bezczelność po prostu ścięła mnie z nóg.
Dodam, że ów osobnik jest powszechnie szanowany jako były policjant (i to w stopniu oficerskim), świetny mąż i ojciec i w ogóle wzór cnót wszelakich. A tu proszę – popełnia ordynarne przestępstwo, i to nawet nie dlatego, że mu ktoś w pracy kazał, po prostu chcieli polecieć na wakacje bez testu.
Nieźle się z partnerką ściąłem przy tej okazji – nie wiem ile było w tym automatycznej obrony brata, a ile faktycznej akceptacji dla takich kombinacji. Ja tego człowieka unikam w każdym razie. Rozważałem zgłoszenie przestępstwa, ale po co mi to. Jeszcze sam zostałbym potępiony za atakowanie takiej „podpory społeczeństwa”, nie mówiąc już o zatruciu stosunków z jego siostrą.
Mój tata dostał jeden jedyny raz od ojca. Został przyłapany na paleniu. Nie dostał za palenie, a za to gdzie palił.
A palił w stodole pełnej siana....
Kiedy skończyłem osiemnaście lat, postanowiłem za odłożone kilka stów wykonać zabieg usunięcia stulejki. W mądrej książce przeczytałem bowiem, że ta przypadłość utrudnia lub wręcz uniemożliwia współżycie. Do tego wstydziłem się pokazać „nienormatywnego” penisa dziewczynie.
Przed zabiegiem musiałem odbyć wizytę urologiczną. Wchodzę, za biurkiem lekarz około siedemdziesiątki. Kazał mi zdjąć spodnie, rzucił okiem i zadał pytanie: „Masturbuje się pan?”. Odruchowo zaprzeczyłem, bo kto by się przyznał, zwłaszcza w tym wieku. „Przecież widzę, że pan się masturbuje” – mruknął i zaczął wypisywać skierowanie.
Do dziś nie wiem, czy faktycznie mój mały wyglądał jak u typowego incela, czy też była to tylko psychologiczna zagrywka. Ale wiem jedno – facet zabił we mnie całkowicie zaufanie do lekarzy tej specjalizacji. A ze względu na ojca alkoholika zawsze miałem problem z nawiązywaniem relacji z innymi mężczyznami, zwłaszcza starszymi. To się zemściło później, gdy się okazało, że ów zabieg nie był końcem moich problemów z seksem, tylko początkiem. Ale to temat na inną historię.
Jako mały dzieciak strasznie lubiłem pływać, jeździłem nad żwirownię z rodzicami. Był tam fragment wyznaczony bojami, na którym można się kąpać bez obaw, że nagle dno zniknie spod nóg.
Dlaczego mówię, że lubiłem pływać?
Cóż, gdy pewnego razu pływałem w wodzie, coś dotknęło mojej nogi, choć w sumie bardziej ktoś niż coś.
Znalazłem topielca sprzed trzech dni…
Ogólnie uważam się za osobę tolerancyjną wobec LGBT. Może nie środowiska jako całości, ale pojedynczych znanych mi osób. A są wśród nich facet, który miał żonę, ale ją zostawił dla mężczyzny, oraz drugi, który zmienił płeć na kobiecą. Niech sobie żyją jak chcą – mnie nic do tego, o szczegóły nie wypytywałem, bo nasz poziom znajomości nie był wystarczająco wysoki.
Jednego jednak nie jestem w stanie zrozumieć: niebinarności. Przykładowo, kiedyś zobaczyłem na jakieś grupie FB osobę, która tak się określała (oczywiście z zagranicy). Zapytałem, o co jej chodzi, bo na zdjęciu widniała normalna, młoda dziewczyna. Odpisała, że jeździ na motocyklu, uprawia inne typowo męskie sporty, więc nie chce być identyfikowana z kobietami, jednak facetem też się nie czuje i dlatego oficjalnie nie ma płci. Szczęka mi opadła i nie miałem siły pytać dalej. Nie wiedziałem, że baba nie może jeździć na motorze...
Staram się znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie tego zjawiska pomiędzy „chora dewiacja” i „normalny etap rozwoju społeczeństwa”, ale za cholerę nie mogę. Nawet jeśli przyjąć, że abinarność jest konstruktem społecznym i oznacza wykonywanie ról charakterystycznych dla obu płci... to przecież tak robi większość z nas, czy nie? Panowie gotują, sprzątają i zajmują się dziećmi, a potem wyskakują na piwo z kolegami. Kobiety pracują w fabryce, na budowie, nawet pilotują samoloty, ale przed wyjściem z domu malują się i stroją, jak zawsze. Po co jeszcze komplikować sprawy i wprowadzać nowe płcie?
Kilka lat temu wracałem z imprezy. Zachciało mi się sikać, więc skręciłem w pierwsze lepsze krzaki. Nagle słyszę jakieś krzyki i wyzwiska, ale będąc w stanie upojenia, zupełnie się tym nie przejmuję. Okazało się jednak, że obficie obsikałem jakiegoś żula, który prawdopodobnie załatwiał w tym miejscu większą potrzebę. Wstał, podciągnął spodnie i zaczął mnie gonić, ale odpuścił po kilkunastu metrach.
Dodaj anonimowe wyznanie