#fkfcU

Będzie krótko i zwięźle.

Jestem z kobietą, której nie kocham. Jesteśmy razem od 8 lat. Ja pracuję i utrzymuję dom, ona studiuje i zajmuje się domem. Jest świetną dziewczyną, ale w którymś momencie nasze ścieżki się rozeszły. Mamy inne marzenia, inne plany, inne spojrzenie na świat i na przyszłość. Ona mnie kocha, a ja czuję się coraz bardziej jak w pułapce bez wyjścia. Nie kocham jej, ale czuję się za nią odpowiedzialny. Ona nie ma rodziny i domu, do którego może wrócić, a z racji dziennych studiów nie stać jej na wynajęcie mieszkania, jedzenia itd. Chciałbym z nią zerwać i dalej ją wspierać, ale na pewno się na to nie zgodzi. Po tylu latach czuję wobec niej obowiązek pomocy i dbania o nią.
Dopamine Odpowiedz

Zwiazek podtrzymany na litosci jest katorga
Czeka cie bardzo ciezka decyzja.

Tilia2 Odpowiedz

Miłość to przede wszystkim decyzja, że chce się z kimś żyć pomimo różnych trudności i tą decyzję trzeba podjąć. Ale chyba wspólne priorytety są niezbędne, żeby to nie była przy okazji udręka. Uczciwie byłoby po prostu porozmawiać i ustalić, co dalej z Wami.

Uzytkownik404 Odpowiedz

Nie rób jej tego... Ona zakochana, pewna, że układa sobie życie, bez podejrzeń, że to wszystko kłamstwo. Lata lecą, oczywiście każdy i w każdym wieku ma prawo do miłości, ale jednak im jest się starszym tym trudniej kogoś znaleźć. Już nie mówiąc tym, że w przypadku kobiet biologiczny zegar tyka coraz szybciej i jeśli ona marzy o dzieciach, to przedłużający się związek bez perspektyw może jej skutecznie szanse na spełnienie tego marzenia zrujnować.
Jeśli chcesz o nią zadbać, to wyznacz sobie niebyt odległy deadline na poważną rozmowę, znajdź moment, kiedy będzie miała spokojną chwilę (niekoniecznie sesja) i wyłóż karty na stół. Szkoda życia, zarówno Twojego jak i jej.

cluelesstapioca Odpowiedz

znalam taka pare, nawet sie zareczyli, zmarnowali razem 15 lat, potem on poznal kogos, mieli romans, ktory zakonczyl sie slubem

baba1 Odpowiedz

Ja z moim mezem zaczelam spotykac sie w bardzo mlodym wieku. Mialam 16 lat. Po 10 latach cos z mojej strony po prostu sie wypalilo, poznalam kogos innego, zakochalam sie, mialam krotki romans ale zaraz szybko sie przyznalam..mimo to on mi wybaczyl a ja ciagnelam dalej ten zwiazek bo maz byl dobrym czlowiekiem, balam sie ze sobie beze mnie nie poradzi itp... 4 lata temu maz ciezko zachorowal. I gdy zrozumialam, ze za chwile go nie bedzie i zaczelam sobie wyobrazac moje zycie bez niego to oswiecilo mnie, ze on jest calym moim swiatem...Od pol roku maz jest zdrowy. Mamy nadzieje, ze choroba nie wroci. Wiem teraz,ze go kocham. I zawsze kochalam chociaz rutyna i zycie codzienne gdzies to po drodze zgubily. Zadnego moralu tutaj nie bedzie. Ot tak moja historia, co nie oznacza, ze w twiom wypadku trwanie w tym zwiazku to dobra opcja.

dorotkazoz Odpowiedz

ja też się bałam zerwać z chłopakiem, myślałam o tym już jakiś czas i nagle zwaliło mu sie wiele rzeczy na głowę - depresja, uraz kolana. Nie chciałam zrywać w takim momencie, bałam sie, że sobie nie poradzi. Po czasie to on zerwał ze mną - o dziwo zamiast czuć ulgę tak mną to wstrząsnęło, że potrzebowałam dużo czasu, żeby to przereagować

Mandarynkowo Odpowiedz

I będziesz ją okłamywał do końca życia? Im prędzej to zakończysz tym mniej ją zaboli

Dodaj anonimowe wyznanie