#pc1Mp

Poszedłem na imprezę do kumpla. Akurat kiedy usiadłem, z balkonu wchodziła jego współlokatorka – znam ją od paru lat, ale widujemy się rzadko. W momencie, kiedy przechodziła obok mnie, odchyliłem się na krześle, spojrzałem na nią i powiedziałem "Wiesz, ładna jesteś, podobasz mi się". Elegancko, co? Łucja przyłączyła się do naszej imprezy i parę godzin później byłem już u niej w pokoju i masowałem jej nogi i pośladki. W końcu mówię: "Idę, już późno", ale ona po prostu się na mnie uwiesiła. Udało mi się jeszcze na chwilę wrócić do imprezowiczów, ale ta znów zaczęła się kleić. Chciałem iść do domu, ale nie dało rady. Byłem zmęczony i miałem w czubie, więc zgodziłem się, że pójdę z nią do łóżka. No więc poszedłem z nią do łóżka, położyłem się w ubraniu pod kocem i poszedłem spać xD Dziewczyna nie była szczególnie szczęśliwa.

Rano obudziłem się wcześniej od niej. W porannym świetle wyglądała pięknie. Poczochrane włosy, lekko uchylone usta, rozmazany makijaż. W końcu obudziła się, spojrzała na mnie i się zaczęło... "O Boooże, co ty tu robisz? Co robisz w moim łóżku? O Boże! Czy my? Ja? Nie! O Jezus Maria, my to zrobiliśmy, tak?" itd. No więc odkryłem koc, pokazałem jej, że ja jestem w ubraniu i opowiedziałem w skrócie co działo się wczoraj wieczorem i zapewniłem, że ja z pijanym dziewczynami po prostu tego nie robię, bo wiem, że potem mogą żałować.

Nie wiedziała jak dziękować. Pisze do mnie codziennie i mówi, że fajny ze mnie facet i rzadko trafia się na tak porządnych kolesi jak ja i w ogóle to chętnie by się ze mną umówiła na całkiem normalną randkę :D

#Ns5ZS

Jako dziecko byłem bardzo pomysłowy i zdradzałem już pewne talenta techniczne. Wyjąłem raz z kosza w łazience buteleczkę z resztką bardzo mocnych perfum, a że dzięki wrodzonym zdolnościom udało mi się usunąć zamknięcie, resztki owej można było użyć. Było u nas akurat przyjęcie z okazji komunii brata i trochę mi się nudziło. Rozwinąłem więc trochę rolkę papieru toaletowego, naperfumowałem ją w kilku miejscach, po czym starannie zwinąłem i odstawiłem na miejsce.

Ksiądz sugerował, że przyjęcia komunijne powinny być bez alkoholu, ale wiadomo jak to jest. Wujek wypił trochę za dużo i tak go przyparło, że musiał złamać żelazną zasadę, że nie robi się dwójki w gościach. Po pewnym czasie wyskoczył z łazienki z krzykiem:
– Nie wiem, co się dzieje... ja chyba sram na słodko!?

Dobrze, że nie zapomniał podciągnąć spodni :D

#mGOa1

Moi rodzice mieli dość... charakterystyczne podejście do higieny osobistej. Zawsze chciałam kąpać się pierwsza, bo nie podobała mi się zimna, mętna woda w wannie, w której już się ktoś kąpał. Poza tym matka próbowała mnie nakłonić do bardzo ekonomicznego zwyczaju, tj. używania brudnych majtek zamiast gąbki. Nie muszę wydawać forsy na specjalną gąbkę do mycia i przy okazji od razu piorę majtki! Same korzyści! Mnie to się bardziej kojarzyło z rozcieraniem kupy po skórze. Ojciec z kolei nie uznawał istnienia szczoteczki do zębów, a po całym dniu kopania działki wstawiał stopę do umywalki i w malowniczej pozie obmywał ją z kurzu. Potem drugą. I tyle. Reszta ciała nie wymagała moczenia, prawda?

W siódmej klasie podstawówki (14 lat) przeżyłam na lekcji biologii ciężki szok, kiedy dowiedziałam się, że te wszystkie zwyczaje są... poza zakresem pojmowania zdrowego człowieka. A najbardziej mnie zszokowało, że kąpać się i zmieniać bieliznę wypadałoby częściej niż raz na tydzień. Tak, mycie się raz w tygodniu w wodzie po kilku innych osobach, które kąpały się raz w tygodniu i dokonywanie tych ablucji noszonymi tydzień majtkami, to była zdaniem moich rodziców norma. Tak samo zresztą normą było, że matka nosiła moje majtki, kiedy urosłam już na tyle, że się w nie wcisnęła. Bieliznę na wyłączność, mimo moich protestów, miałam dopiero, kiedy wyprowadziłam się na studia.

Dziękuję wam, kochani rodzice, że dzięki wam inne dzieci się ze mnie śmiały, a ja nawet nie wiedziałam o co chodzi. A jeszcze bardziej wam dziękuję za wyśmiewanie mnie, kiedy zaczęłam się kąpać w innych terminach niż w soboty i dosłowne ''zapisywanie kredą w kominie'' (tj. kanale wentylacyjnym w kuchni) dat, kiedy robię coś tak nienormalnego, jak umycie się.

#BLWHg

Jestem matką trójki dzieci.
Od momentu, w którym pojawiła się zapomoga 500+, jestem absolutnie przeciwna ww.
Nie pobieram tychże świadczeń, gdyż są niezgodne z moimi wartościami, czułabym się jak jakiś pasożyt, gdybym wyciągnęła łapska w stronę niezasłużonej gotówki.
Wyobraźcie sobie, że od nieomal roku odwiedzają mnie panie z MOPS-u i usilnie nakłaniają mnie do pobierania tego nieszczęsnego siana, bo to źle wygląda w środowisku, że ja taka dziwaczka jestem i "nie biere".
Wśród znajomych i rodziny nie ma ani jednej osoby, która choćby minimalnie próbowała mnie zrozumieć. Wzbudzam oburzenie, a u niektórych wręcz pogardliwy niesmak...

Jestem szczęśliwą mężatką od 19 lat. Mąż zarabia adekwatnie do potrzeb naszej rodziny. Nie biedujemy, jesteśmy taką "skromną średnią klasą". Nie pobieramy żadnych zapomóg.

A wydaje się na pozór, że to ci, którzy decydują się na ten dodatek, są piętnowani.
Wytłumaczy mi to ktoś?

#CyM8I

Dwa miesiące temu przyjechałam do jednego z większych angielskich miast. Wynajmuję maleńkie mieszkanie w jego ''gorszej'' części - po prostu czasem jest tu nieciekawie po zmroku. Pracuję w regularnym systemie, przez co rozumiem, że zawsze zaczynam i kończę o tej samej porze. Znajomych jeszcze tu nie za bardzo mam, więc od razu jadę prosto do domu. Przewidywalne, schematyczne – w tym upatruję przyczyny tego, co mnie spotkało.

Jakiś czas temu wracałam wieczorem tramwajem. Wtedy nie przywiązałam do tego większej wagi, ale całą trasę obserwował mnie ostrożnie mężczyzna wyglądający na bezdomnego, a przynajmniej mocno zaniedbanego. Wysiadł na tym przystanku co ja, szedł kawałek w tę samą stronę, a potem gdzieś skręcił. Nic niezwykłego.
Rzecz w tym, że dwa dni później ten sam facet stał na ''moim'' przystanku. Dalej wyglądało to tak jak wcześniej – ruszył za mną, a potem zniknął.
Za trzecim razem, dopiero wtedy, zaczęłam łączyć fakty. Stał pod moim blokiem. Musiał wcześniej widzieć, gdzie wchodzę na klatkę. Stał kilka metrów od wejścia, nie patrzył nawet w moją stronę gdy wchodziłam, ale ja go poznałam.

Kolejny dzień, znów tam stoi. Ale tym razem było inaczej. Gdy tylko weszłam na klatkę, przytrzymał za mną drzwi i zrobił to samo. Ruszył za mną, a ja szczerze powiedziawszy totalnie spanikowałam, bo już podchodząc do budynku byłam zdenerwowana. Rzuciłam się po schodach, natychmiast zalewając się łzami - bałam się okropnie. Dopadłam moich drzwi, w panicznym pośpiechu je otworzyłam i natychmiast zatrzasnęłam.
Cisza.

Minęło chyba dobre 10 minut i zaczęłam się uspokajać. Gdy byłam już pewna, że nic mi nie grozi, chociaż wciąż gotowa do ucieczki w popłochu przez okno (z 5 piętra...), zajęłam się tym co zawsze.
Zdążyłam wejść do łóżka, zacząć czytać książkę i powoli podsypać, gdy poderwałam się przerażona, a serce prawie wyskoczyło mi gardłem. Ktoś strasznie agresywnie walił w drzwi mieszkania. Siedziałam sparaliżowana na łóżku. Kilka razy i ustało.
Od tamtej nocy nie widziałam ''bezdomnego''. Nadal chodzę oglądając się ciągle przez ramię.

No właśnie, czemu teraz o tym piszę. Nie wiem, czy ma to jakiś związek. Modlę się, żeby tak nie było. Dziś po powrocie z pracy na wycieraczce przez drzwiami mieszkania znalazłam martwego szczura. Może sam skonał... Ale leżał idealnie na środku, łapki ułożone równo, krew na brzuchu. Od razu przeszedł mnie dreszcz. Póki co cisza, nie wychodzę z mieszkania, okna zasłonięte.

#OYY7l

Pani X wprowadziła się do mojego bloku jakieś... 3-4 lata temu.
Miała dwójkę dzieci. "Stałego" partnera nie widziałem ani razu. Nie to, żebym ją podglądał. Różni faceci – różne jęki podczas uniesień za ścianą naszej sypialni.
Historia będzie o synu pani X. Nazwijmy go Bezimienny. Bezimienny nie wyróżniał się niczym szczególnym. Zwykły, dość wysoki nastolatek. Problemów raczej nie było.
Pani X była szanowana wśród sąsiadów, nie zważali nawet na jej sposób prowadzenia się.
Pewnego dnia cały blok obudziło dobijanie do drzwi.
Co się okazało? Chłopak chciał popełnić samobójstwo.
Podciął sobie żyły.
Teraz zapytacie - dlaczego?

Bezimienny od kilku lat był regularnie bity przez swoją matkę i jej "chłopaków". Odgłosy uderzania były regularnie zagłuszane NAGRANYMI odgłosami uprawiania miłości.
Wychodził z domu tylko po to, aby nie musieć przebywać w jej towarzystwie. Aby dodać oliwy do ognia, w szkole również go prześladowali.
Skąd to wszystko wiem?
Bezimienny to ja.

#ibvBy

Mam 35 lat, uważam, że życie jest cholernie niesprawiedliwe. Mam ogromny żal w sobie i zazdrość, że inni mają lepiej.

Miałam naprawdę udane dzieciństwo. Niestety gdy miałam 10 lat, moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. W tym czasie zajmowała się mną babcia, która stała się moim prawnym opiekunem na kolejne 6 lat. Wyprowadziła się od siebie ze wsi, żeby móc się mną zajmować. Prowadzała do psychologa, spędzała ze mną mnóstwo czasu... Gdy miałam 16 lat, moja babcia przeszła udar. Leżała w szpitalu dłuższy czas i na dzień przed jej wypisem dostałam telefon, że babcia miała wtórny udar i niestety nie przeżyła... A więc na kolejne dwa lata trafiłam do domu dziecka. Cholernie trudne dwa lata, które pozostawiły we mnie więcej traumy niż śmierć rodziców. Ale chciałam mieć dobre życie.

Po liceum poszłam do pracy na tak zwany zmywak. Zaczęłam spotykać się z naprawdę super facetem. Zamieszkaliśmy razem, a mi udało się nawet pójść na studia, życie zaczynało się układać... Mieliśmy poważne plany wobec siebie, które zniszczyła grupka "dresów". Gdy mój chłopak wracał z treningu, grupka dresów pobiła go, robiąc z niego warzywo... Mimo że bardzo go kochałam, nie potrafiłam żyć w taki sposób. Z jego rodzicami stwierdziliśmy, że najlepiej będzie umieścić go w specjalnym ośrodku. Odwiedzałam go prawie codziennie, ale przez lata jego stan się nie poprawiał.

Później poznałam swojego męża. Mając 30 lat, urodziłam córeczkę. Gdy chciałam wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim okazało się, że moja firma zostaje zlikwidowana i dostałam tylko jakąś marną odprawę. Rok później u mojej córeczki zdiagnozowali białaczkę. Zmarła, a mąż popadł w alkoholizm. Nie mam z nim żadnego kontaktu, nie wiem gdzie jest. Ostatnio też wyczułam guza w piersi, ale boję się iść do lekarza.

To wszystko brzmi jak wymyślona historia. Naprawdę wiele bym dała, by tak było. Jestem już zmęczona życiem. Bardzo... Nie mam nic. Ból, którego w życiu doświadczyłam, tak mnie przeorał, że szczerze myślę, że śmierć będzie dla mnie ukojeniem. Cholernie jej się boję, ale równie mocno boję się dalej żyć...

#XA78y

Pewnego razu poprosiłam wujka, żeby mnie zabrał z urodzin kolegi. Po imprezie wyszłam i czekałam stojąc na ulicy. Chwilę potem zadzwonił, że już w nią skręca. Nie zdążyłam podejść bliżej (było ciemno i padał śnieg) i przejechał wolno obok mnie. Nie zauważył. Nie bacząc na nic wbiegłam na środek drogi i zaczęłam skakać jak pajac (lekko pod wpływem), a samochód się zatrzymał i cofnął.
Uradowana podbiegam i chwytam za klamkę i... szyba się otworzyła, ukazując dwóch łysych (ucieszonych) sebków. Mili panowie bardzo chcieli mnie podwieźć, ale podziękowałam.
Moja mina musiała być bezcenna :)

#Cj5F1

Zamówiłam zakładkę do książki z imieniem. Kosztowała 15 zł i przyjechała uszkodzona. Powiadomiłam sprzedawcę. A on napisał mi, cytuję: "Gdyby kosztowała kila tysięcy, to bym robił reklamację, ale to przecież tylko 15 zł"...
Zapłaciłam łącznie 30 zł (bo jeszcze kurier), ale walić to, bo nie wydałam kilka tysięcy złotych? Walić wydane pieniądze? Zakładka dotarła? DOTARŁA! Uszkodzona? USZKODZONA! Ale to nie problem, bo kosztowała tylko 15 zł...
Może bardziej by go ucieszyła negatywna ocena, zamiast informacyjna wiadomość? Jedna zła opinia to nie kilka tysięcy opinii, prawda?

#gpA2T

Moja mama zaszalała w młodości i urodziła mnie mając 16 lat. Wychowywała mnie razem z babcią i dziadkiem i myślę, mam nadzieję, że nie wyszło to najgorzej. Kiedy już trochę podrosłam, znalazła sobie faceta i urodziła mu syna. Teraz Kacper ma 6 lat i jest świetnym chłopczykiem. Do niedawna był trochę rozpuszczony, rodzice pozwalali mu na zbyt wiele i traktowali jak księcia, ale dało się wytrzymać, nie był roszczeniowym egoistą. Ja z kolei mieszkałam z chłopakiem, który cierpiał na dziwną fobię, mianowicie bał się chorób i kalectwa, niedołężności. Nie mógł tego znieść, przez co nieraz mogło się wydawać, że jest skończonym dupkiem, kiedy się ostentacyjnie odwracał od osób na wózkach albo o kulach. Ale on się ich po prostu bał i to było silniejsze od niego.

Niedawno moja mama z ojczymem ulegli wypadkowi. Ich stan był stabilny, ale ciągle przebywali w szpitalu, więc ja się miałam zająć Kacprem. I kiedy się z nim bawiłam, podnosiłam go, coś mi poważnie strzeliło w plecach. Okazało się, że to rwa kulszowa. Nic takiego, przechodzi, ale przez 2 dni ledwo chodziłam. Mój facet tego nie wytrzymał i z dnia na dzień wyniósł się do swoich rodziców, zostawiając mnie z małym dzieckiem. Ja nie dawałam rady wyjść do sklepu po coś do jedzenia, chodziłam przytrzymując się krzeseł i ścian, a on stwierdził, że nie zrywamy, wróci, kiedy mi się poprawi, bo on nie może na to patrzeć. Ja stwierdziłam, że jednak zrywamy, bo kiedy potrzebuję jego pomocy, to on mnie wystawia. Teraz mi się polepszy, ale nie mogę być z kimś, kto mnie zostawia w takiej sytuacji. A co, jeśli będziemy mieć dziecko, a ja wyląduję na wózku?
 
Przez dwa pierwsze dni sąsiadka robiła mi zakupy, a ja wzięłam małego w obroty. Powiedziałam wprost, że ma przestać być leniwą bułą i ma mi pomóc, bo będzie łaził brudny i głodny.

I wiecie co? Ten mały, rozwydrzony brzdąc zobaczył we mnie autorytet. Ja mu nie tylko pozwoliłam, ale wręcz kazałam używać noża, pralki, miotły. Mówiłam po kolei co ma robić, a on robił. Mówiłam jak ma kroić składniki na obiad, a on kroił. Nauczyłam robić pranie, wsadzał ciuchy do pralki, wsypywał proszek, zapamiętał jak się ustawia program. Odnosił po obiedzie talerze, przystawiał sobie krzesło do zlewu i zmywał, a ja nie mogłam się napatrzeć. Nawet nie musiałam krzyczeć, po prostu mu powiedziałam, że tak ma być. Mama z tatą są w szpitalu, ja nie dam rady chodzić i teraz on tu jest mężczyzną i ma się zająć swoją rodziną, do której należę. I wierzcie lub nie, ale się skubaniec zajmował najlepiej jak potrafił, mimo że nawet butów sobie nie umiał zawiązać.

Mama z ojczymem w końcu wyszli ze szpitala. Kacper nie wrócił do złych nawyków, oni nie wiedzą jak mają mi dziękować, a ja się cieszę, że się pozbyłam faceta. Będzie lepszy, a jak będziemy mieć dziecko, to już wiem co robić ;)
Dodaj anonimowe wyznanie