#CPO15

Mam 22 lata i jestem wierząca.
Pewnego razu podczas wypadu na piwo mój chłopak przyznał się przed dobrym kumplem, że nie śpimy ze sobą i nie zamierzamy tego robić do ślubu. Okej, kumpel zrozumiał, nie ma sprawy, nasz wybór.

Niestety prawdopodobnie powiedział o tym swojej dziewczynie, która jest niezłą plotkarą i tydzień później cały jego rok na studiach o tym plotkował. Parę osób rzucało do mojego faceta tekstami, że jestem dobrą dupą i jak nie umie nic z tym zrobić to oni mogą mu pomóc/ że trzymam go krótko i że w takim razie lepiej żeby mnie rzucił albo zdradzał, i tak dalej, pomysły były naprawdę różne. Mam to gdzieś, nie obchodzi mnie to za bardzo, ale to kolejny raz kiedy czuję się prześladowana w tym kraju. Nie noszę beretu, nie popieram PiSu, rozumiem kobiety, które są za aborcją, nie wtykam innym nosów w łóżka i nie mówię jak mają żyć.

Mój najlepszy przyjaciel lubi naprawdę specyficzne rzeczy w łóżku i nie oceniam go za to, nadal jest moim najlepszym przyjacielem. Za to jak powiem, że nie mogę dzisiaj, bo idę do kościoła, nie pójdę na imprezę, bo jest Wielki Post to od razu wszyscy mają jakieś wielkie problemy. Pominę akcje na fejsie typu: walentynki z Jezusem, w walentynki odmawiam różaniec i wszelkie śmieszki na tych stronach. Pominę wszystkie teksty o tym że równie dobrze mogę się modlić do Latającego Potwora Spaghetii.

Pominę hejty na wszystkich katolików za WOŚP choćbym pół dobytku do puszki wrzuciła. Pominę hejty za własne zdanie. Po prostu nie mogę zrozumieć jak można być takimi hipokrytami i mówić, że każdy ma prawo do własnego zdania, a kościół niech się odczepi od mojego łóżka, a potem mówić innym, że trzeba się wypróbować, bo związek się rozpadnie.

#yvE3s

Kiedy byłem jeszcze 10-letnim chłopakiem, zapłonął we mnie ogień romantyzmu. O ile przy poprzednich walentynkach zdarzało mi się dostawać karteczki, to pierwsze moje prawdziwe zauroczenie nastąpiło w 4 klasie. Była dla mnie idealna, więc szybko postanowiłem napisać specjalnie dla niej krótką walentynkę. Nie byłem wtedy jeszcze jakoś szczególnie pewny siebie, a był to dla mnie jedyny sposób, by jakoś się do niej zbliżyć. Po kilku „żartobliwych” poradach od starszej siostry odnośnie treści, udało mi się ją w pełni ukończyć.

Nastał ten wyczekiwany dzień. 14 lutego. Radosny, ale i nieco wystraszony poszedłem do szkoły. W końcu na którychś z zajęć weszła do naszej klasy ekipa zbierająca karteczki. Natychmiast sięgnąłem po moją i… okazało się, że zostawiłem ją w domu. Tego dnia przeżyłem jeden z największych szoków w moim życiu.

Drugi przeżyłem, gdy po latach spotkałem się z moją dawną wybranką serca, która zdążyła do tego czasu przejść operację zmiany płci.

#eDQJ4

Pozwólcie, że opowiem Wam historię zasłyszaną od mojej przyjaciółki ze studiów. Studiując w innym mieście, zatrzymała się na pewien czas w domu swojej cioci, która ma syna. To o nim będzie to wyznanie. Od razu mówię, że nic co tu opiszę nie będzie przesadzone, chociaż może będzie to brzmiało mało prawdopodobnie. Chłopak ten ma 15 lat. Jest normalnym nastolatkiem, wesołym i sympatycznym. Miałam okazję go poznać i z pozoru niczym nie różni się od innych. Ma natomiast jedną wadę – jest niesamodzielny. I jeśli macie teraz przed oczami nastolatka, który nigdzie sam nie wychodzi, to zapomnijcie o tym. Jest na tyle przywiązany i uzależniony od mamy, że robi ona za niego praktycznie wszystko. Obiadu sam nie ugotuje, nie posprząta, nie wypierze. Wszystko robi jego mama, ewentualnie tata. Gdy na obiad zupa, matka karmi go z łyżki, bo sam sobie nie poradzi. Chłopiec śpi z mamą w jednym łóżku. Do niedawna mama go kąpała. Chcecie więcej? Proszę bardzo. Po skończonym posiedzeniu na tronie... chłopiec woła „skończyłem” i mamusia leci podcierać pupkę. Nie wiem jak jest z goleniem miejsc intymnych, ale pewnie podobnie jak z pachami i wąsem, chyba nie muszę mówić. Wyjazd na dwudniowy biwak był dla niego ogromnym przeżyciem, bo w wieku 14 lat był to jego pierwszy poważny wyjazd.
Mama podobno odprowadzała go do szkoły do zakończenia podstawówki, potem chodził sam, bo szkołę widział dosłownie z okna. A mama i tak się o niego bała, czy poradzi sobie na pasach.

Nadopiekuńczość, nadmierna ochrona... nie wiem jak to nazwać. Dopiszcie sobie sami.

#HONYN

Szedłem sobie w nocy starówką, wracając do domu. Zaczepiło mnie trzech dresów słowami typu: „Zgubiłeś się?”, „Sznurówka ci się rozwiązała”. Miałem przy sobie tylko wojskową legitymację, ale zachowałem zimną krew i zarazem zaryzykowałem. Otworzyłem ją, mówiąc: Kolego, policja, daj sobie spokój lepiej, dobrze?

Przeprosili i się rozeszli. Uff...

#CiSXE

O tym, jak ludziom związanym zawodowo z kulturą nieraz jej brakuje.

Jakiś czas temu rodzice wybrali się do teatru. Na widowni zasiadł również znany satyryk, który przez lata prowadził „Śmiechu warte” i zapraszał na herbatkę w telewizji publicznej. Towarzyszyły mu dwie kobiety. Wiadomo – po zajęciu miejsc trzeba trochę poczekać na rozpoczęcie spektaklu. Nikt nikomu nie zabrania rozmów, ale wypadałoby, aby konwersacje prowadzić raczej po cichu. Czy to dotyczyło sławnego pana? Otóż nie. On i jego towarzyszki rozmawiali tak głośno, że obsługa teatru parokrotnie prosiła ich o uciszenie się.
Podczas spektaklu zachowywali się w miarę przyzwoicie. Ciąg dalszy pokazu pt. „Zobaczcie wszyscy, kim jestem” nastąpił po wyjściu z sali. Był styczeń, a zatem ustawiła się kolejka do szatni po odbiór kurtek. Widzowie powinni wiedzieć, że kolejka jest dla zwykłych ludzi, a nie dla takich gwiazd, jak „Dyżurny Satyryk Kraju”. Nie robiąc sobie nic z ogonka, gwiazdor i kobiety, które z nim były, ostentacyjnie minęli kolejkę i podeszli do szatni, Pan D*****a dodatkowo wyjął 10 zł i trzymał banknot razem z numerkiem, żeby wszyscy zobaczyli, że daje napiwek szatniarzowi.

Jak się okazuje: szewc bez butów chodzi. Praca w kulturze nie oznacza, że ktoś musi być kulturalny.

#W8UC4

Ostatnio naczytałam się o głupich powodach i wymówkach dla rozstania się z drugą osobą. To mi przypomniało czasy mojego liceum i mój ówczesny związek. Nie jestem pewna, ale była to chyba 1 czy 2 klasa liceum. Byłam w (tak mi się wtedy wydawało) poważnym związku. Z chłopakiem byłam już 9 miesięcy, a więc jak na czasy liceum to prawie pół życia. Byliśmy blisko. Zero tajemnic, zero tematów tabu itd. Rozmawialiśmy właściwie na każdy temat. Chłopak wydawał się super porządny, ogarnięty, wiecie, taki prawie-blisko-pan-idealny. No ale od jakiegoś czasu widziałam, że coś nie dawało mu spokoju, nad czymś głęboko dumał i często przyglądając mi się popadał w zamyślenie. Myślę sobie – przytyłam, albo już mu się nie podobam, albo coś zrobiłam, albo znalazł inną... tysiąc myśli na minutę. Nie dało się z niego wyciągnąć o co chodzi, aż pewnego dnia wydukał: „jak to wygląda?”. Yyy, no ale że co jak wygląda? Wiedziałam! Wiedziałam, że kiedyś zauważy te fałdkę na brzuchu, kiedy siadam! „No, jak wygląda, kiedy macie okres – zużyty tampon czy podpaska?”. OK. Nie wiem kto miał wtedy ciekawszy wyraz twarzy. Spytałam, czy serio chce to zobaczyć? Czy jest absolutnie pewien? Wtedy jeszcze twierdził, że tak i jak się pewnie już domyślacie, nadszedł okres, prezentacja i dzień po tym zerwał ze mną, twierdząc, że w życiu nie widział nic bardziej obrzydliwego i nie może już na mnie patrzeć ani o mnie myśleć, bo od razu ma przed oczami obraz zużytego tamponu.

PS Nie wiem, czy koleś do tej pory znalazł dziewczynę :D

#gMsXS

Zastanawiam się gdzie otrzymać pomoc, internet już raz uratował mi życie i znów szukam oparcia w internecie.
Walczyłem długo z depresją po stracie rodziny, w końcu stanąłem na nogi i wziąłem się za siebie, poszedłem do pracy, którą uważałem za coś szlachetnego i coś, w czym widziałem siebie od dość dawna – policja.
Dostałem się do wymarzonej pracy, jednak jako świeżak w tym temacie nie wiedziałem gdzie trafiłem – oddział prewencji policji (nie będę podawał gdzie, to nie jest istotne).
Zacznijmy od tego, że pracę zaczynasz o 5:45 (tak jest na grafiku), jeżdżę z dość daleka, bo 170 km do pracy w jedną stronę pociągami, więc zapewne wiecie, że na jednostce jestem na styk, czyli o 5:35 wchodzę na oddział i lecę natychmiast się przebrać. 5:40, przebrany idę po sprzęt, który wydawany jest już 20 minut i pierwsze co słyszę to „Kur**, połóż się jeszcze! Później się, kur**, nie dało?!”.
Biegasz po jednostce z jednej strony do drugiej, żeby wszystko pobrać – broń, gazy, kamery (często chodzisz na inną kompanię, żeby pobrać kamerę, bo nie ma wystarczającej ilości).
Początkowo się starasz, bo to praca twoich marzeń, później jest coraz gorzej... Z każdym dniem traktują cię jak psa (mobbing, znęcanie się psychiczne, krzyki, kłamstwa), z grafikiem jest tak, że znam go na jutro, ewentualnie na 3 dni w przód, choć to jest bardzo rzadkie i potrafi się zmieniać w ciągu dnia z 5 razy.
Większość moich pieniędzy wydaję na dojazdy, jedzenie, i czasami jakieś lokum do służby, które masz bardzo różnie – jednego dnia na 5:45, a drugiego już na 11:00, trzeciego nagle masz na 21:45. Dowódcy wchodzą tak mocno na głowę, że czuję nienawiść do miejsca, w którym pracuję, godzinę po rozpoczęciu pracy (czyli po wyjeździe na miasto) czujesz się dopiero dobrze, jak zaczynasz swoją prawdziwą robotę.
Próbowałem podczas rekrutacji dostać się do siebie na komisariat, ale okłamali mnie („spokojnie się przeniesiesz po 3 miesiącach, nie martw się” – słowa osoby, która mnie przyjmowała, musiała naprawdę nieźle się bawić). Przenieść się nie przeniesiesz, jeśli nie masz pleców.

Najgorsze jest to, że psychicznie bym to wytrzymał, ale po kilku latach takich dojazdów i braku możliwości planowania czegokolwiek oraz braku wolnych weekendów (w roku mam ich może z 8, choć ustawa jasno mówi, że masz mieć wolny co trzeci weekend sobota/niedziela lub niedziela/poniedziałek). Partnerka ma już dość, zaczyna mnie i ona cisnąć, że czegoś nie zrobiłem w domu, bo naprawdę zapomniałem.
Jestem atakowany z dwóch stron, psychicznie już nie daję rady, czuję się cholernie zmęczony (tylko tą jednostką, a nie pracą policjanta).
Jedyny plus to chłopacy na jednostce, którzy trzymają cię na duchu „nie przejmuj się, to jest debil, on nie powinien być na tym stanowisku”.
A dowództwo robi pod górkę i szuka tylko do czego się przyczepić (nawet do złego słowa na mandacie).

#xUshn

Mam świetny pomysł na program TV :) Właśnie oglądałem na YT „To catch a predator”, gdzie na spotkanie z 12-, 14-latką wabieni są pedofile. Otóż dziennikarz i jego ekipa udają w sieci dziewczynkę i tak od słowa do słowa aranżowane jest (oczywiście przez pedofila) spotkanie w jej domu. Oczywiście na miejscu jest policja i po krótkiej konwersacji dziewczyny z niedoszłym Romeo wyłania się dziennikarz ze wszystkimi czatami i zdjęciami, przeprowadza miłą pogawędkę w stylu „co cię sprowadziło do domu dwadzieścia lat młodszej od ciebie dziewczynki, przecież ona ma 12 lat” itp., a następnie amant wchodzi do garażu i jest aresztowany i prowadzony na policję.
Zatem może zrobilibyśmy w Polsce show o nazwie „Księża nietrzymający węża” albo „Wikary z pociągiem do szpary”, gdzie robione byłoby dokładnie to samo, jednak przynętę stanowiliby ministranci, członkowie (członkinie oazy) itp... Gwarantowana milionowa oglądalność, poklask ludzi, a przede wszystkim utemperowałoby to trochę zapędy ludzi w sutannach do tego, czego robić nie powinni...
Kto z Was nie obejrzałby programu, w którym „Proboszcz parafii x nie potrafi się oprzeć nowemu chórzyście. Czy jego zapędy zostaną udaremnione? Jaki tajny sakrament przygotował duchowny dla małego Stasia? Czy dziecku udało się umknąć przed sapiącym 120-kilogramowycm potworem? Czyje łzy płyną tuż przed dźwiękiem dzwonu na sumę? Kajdanki naprawdę były za ciasne, a uderzenie pałką aż tak bolesne? Odpowiedzi na te i inne pytania tylko dzisiaj o 19.30”.

JA BYM OGLĄDAŁ :D
Dodaj anonimowe wyznanie