Mam 28 l., dwoje kilkuletnich dzieci i jestem rozwiedziona. Mój mąż był moim pierwszym i ostatnim partnerem. Od rozwodu minęło dwa lata. Czuję, że okres „żałoby” już za mną i chciałabym kogoś poznać. Znajomi dziwią się, że jestem sama (ładna, szczupła i dość wysoka, wysportowana, pomocna, ciepła, odpowiedzialna i ogarnięta, dobrze zarabiam). I wyznanie będzie właśnie o tym, dlaczego tak jest...
1. Mężowie koleżanek, sąsiadek niewinnie proponują pomoc (np. przy naprawie wózka dziecka) – i tu szok, bo za pomoc oczekują „rekompensaty” w wiadomej postaci (bo żona nie chce tak często, jak oni chcą, a skoro jestem rozwiedziona, to na pewno wyposzczona, 5/10 kobiet się ponoć zgadza...). Ucinam relacje.
2. Mężczyźni udający wolnych. Ucinam relacje.
3. Mężczyźni tak bardzo spragnieni kobiety, niemogący powstrzymać się przed propozycją jednoznaczną na pierwszym, drugim spotkaniu. J.w.
I w końcu przytrafił mi się on. Inteligentny inżynier w moim guście, wiele wspólnych tematów, brak tandetnych tekstów na podryw. Po trzech miesiącach znajomości miało dojść do czegoś między nami. Rozebrani, właśnie miałam usiąść mu na kolanach. Niestety akcja w tym momencie się skończyła, bo on...doszedł. Tak mu było wstyd, że pomimo moich zapewnień, że nic się nie stało, nie spotkaliśmy się już więcej.
I tak sobie istnieję sama, wiadomo, że dużo obowiązków, ale ta sfera też jest bardzo dla mnie ważna. Koleżanka w podobnej sytuacji żartuje, że marnują się nasze młode i jędrne ciała, ale mawia również, że trzeba wiedzieć, komu i kiedy dać...
Od prawie pół roku mam szczeniaczka. Cała rodzina zachwycona tym maleńkim kudłatym szczęściem. Kochany jest. Jest też bardzo przyjazny. Każdy go kocha. Jednak gdy moja babcia zobaczyła go po raz pierwszy, to powiedziała tylko: „A gdy ja miałam kiedyś psa, to mnie wkurzał, to powiedziałam mojemu bratu i zabił go łopatą w lesie”.
Ja rozumiem, że można nie lubić psów, ale... ale to jest okropne. Już nigdy nie spojrzę na babcię jak wcześniej.
Mój chłopak często odmawia mi zbliżeń. Jesteśmy ze sobą kilka miesięcy. Ostatnio pojechaliśmy w gości do jego brata na tydzień. Dostaliśmy osobną sypialnię w domku. Mój chłopak, gdy chciałam iść z nim do łóżka, powiedział, że to byłoby chamskie i niegrzeczne, żeby robić to u jego brata w domu (mimo że jego brat do świętych nie należy, zwłaszcza jeśli chodzi o żarty i tak dalej). Jestem praktycznie pewna, że o niczym by nie wiedział dlatego, że bylibyśmy cicho i w drzwiach był zamek. Mam duże potrzeby i ciężko mi wytrzymać tydzień przerwy, nie rozumiem, czemu on tak obsesyjnie się przejmuje tym, co pomyślą inni, a nie myśli o tym, jak ja mogę się czuć, będąc z nim w związku. Prawdą jest to, że niestety przez to porównuję go do mojego byłego, z którym robiliśmy to przy każdej możliwej okazji. Brakuje mi tego i czuję się niespełniona. Próbowałam o tym rozmawiać, ale on tego nie rozumie.
Nie czuję żadnej więzi z rodziną ani dalszą, ani nawet tą najbliższą. Znajomi opowiadają, jak to kochają swoich rodziców, jak tęsknią za nimi, jakie mają z nimi relacje. A mi się to wydaje zupełnie nierealne. Nie czuję żadnej potrzeby rozmawiania z nimi, spotykania się, nie tęsknię. Nawet myśl o ich śmierci nie robi na mnie wrażenia.
Spotkania z nimi (jeśli już są) odczuwam jako stratę czasu. Siedzę, zerkam na zegarek... Bo ani nie mam z tego spotkania zabawy, ani odpoczynku, ani żadnej przyjemności.
Relacje ze znajomymi wyglądają zgoła inaczej. Na spotkaniach dobrze się bawię, czuję się super. Jeśli przez parę dni nie zamienię słowa z najbliższymi przyjaciółmi, to tęsknię. Chcę mieć kontakt, czuję przywiązanie. Nawet na imprezach z obcymi nie czuję, że marnuję czas.
Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Widzę, jakie ludzie wokół mają relacje z rodziną, kochają ich. A może tylko tak mówią, bo tak wypada mówić? Naprawdę ludzie czują miłość do rodziców? Kiedy ja nie czuję w sumie... nic? Nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić. Być może wpływ ma na to wychowanie. Nie budowano ze mną więzi, nie było osobistych rozmów ani nic takiego. Były suche rozkazy, polecenia, przekazywanie informacji. I tyle. Cała moja rodzina zachowywała (i nadal zachowuje) się tak wobec mnie oraz wobec siebie nawzajem. Przynajmniej w mojej obecności; co się dzieje, gdy są sami, to już nie mam pojęcia. Jednak oni się nawzajem spotykają, więc chyba się dobrze bawią? A może robią to, bo wypada?
Nikomu o tym nie mówię, bo wiem, że spotkam się z hejtem. Bo jak to tak, nie kochać rodziny? Tylko że co ja mam zrobić? Nie mam na to wpływu. Tak po prostu jest i nie wiem do końca dlaczego. Niezręcznie mi, kiedy ludzie przy mnie rozmawiają o swoich relacjach rodzinnych, pytają, kiedy odwiedzę rodzinę, czy tęsknię itd. Dla nich to takie naturalne, że pewnie tęsknię, że ich kocham. No ale głupio mi odpowiedzieć, że nie czuję zupełnie nic i równie dobrze mogliby już umrzeć...
Umiem się przywiązać do przyjaciół, więc czemu rodzina jest mi aż tak obojętna? Boję się, że kiedyś nie pokocham swoich dzieci.
W domu wszyscy traktują mnie jak niechciane dziecko, przez 20 lat nie zaznałam takiej prawdziwej miłości domowego ciepła. I wiecie, co jest najgorsze? Dociera do mnie, że nie potrafię przez to pokochać mojego chłopaka i jestem z nim tylko dlatego, że okazuje mi więcej zainteresowania i dobra niż w domu.
Spaczone dzieciństwo nie pozwala mi cieszyć się tym, co mam, a krzywdzenie bliskich jak na razie wychodzi mi najlepiej. Zazdroszczę każdemu, kto ma normalny dom, bo moi rodzice zapewnili mi tylko rzeczy materialne, o uczuciach chyba już zapominając.
Mogę śmiało powiedzieć, że kilka lat temu miałam romans z własnym kuzynem. Wówczas miałam 15 lat, a on 21.
Na początku nic się takiego nie zapowiadało. Przynajmniej nie z mojej strony. Zaczęliśmy razem spędzać czas. Wszędzie razem jeździliśmy. Tam, gdzie on, to i ja. Przyjeżdżał do mnie do domu i razem oglądaliśmy filmy, chodziliśmy na spacery itp., zabierał mnie do siebie. Była sytuacja, że na spontanie chciałam razem z moją ówczesną przyjaciółką się spotkać na nocowanie. Zadzwoniłam do niego w momencie, gdy brał prysznic (odebrał!) i zapytałam się, czy mnie zawiezie do niej (nie znali się). Zgodził się. Był na każde moje zawołanie – każdy mi to mówił. Sama nie zdawałam sobie z tego sprawy. I tak czas leciał. Na porządku dziennym było, że się wygłupiamy, dogryzamy sobie, wiele razy próbował zrobić mi malinki.
To on wykonał pierwszy krok. Zapytał się, czy może coś spróbować i się zgodziłam, chociaż nie wiedziałam na co. Pocałował mnie. Nie odsunęłam go, nie krzyczałam, nic. Od tamtej pory nasza relacja się zmieniła. Przy rodzinie dalej się zachowywaliśmy jak kuzynostwo, na osobności już jak para. Żartowaliśmy sobie, że nie będę musiała zmieniać nazwiska, że jak się przeprowadzimy, to od razu będą nas brać za małżeństwo.
Z nim miałam swój pierwszy raz. W sumie on ze mną też. Sypialiśmy ze sobą. Bardziej on dawał, a ja brałam. Traktował mnie jak księżniczkę. Wszystko by dla mnie zrobił. Nawet mówił już o dzieciach.
Po dwóch latach bajka się skończyła. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że mnie zdradził, ale to zrobił. Dowiedziałam się na imprezie, na której miało mnie nie być. Wpadliśmy na siebie przez przypadek. Zachowywałam się normalnie, jak na kuzynkę / przyjaciółkę przystało. Przywitałam się, uśmiechałam, nie dałam poznać, że coś zabolało. Chociaż było odwrotnie. Widziałam przerażenie w jego oczach. Szybko się ulotnili. Późno w nocy napisałam mu wiadomość, że życzę mu szczęścia i powodzenia. Od tamtej pory unikał mnie.
Niedawno zaczęliśmy po latach odnawiać nasz kontakt. Teraz jesteśmy na etapie sporadycznego widzenia się i rzadkiego kontaktu. Chociaż jak się spotykamy, to nasi rodzice się śmieją, że znów zaczyna wszystko wracać do starych czasów.
Nie wymawiam od urodzenia R. Dzisiaj zostałem odrzucony na rozmowie kwalifikacyjnej, bo „renomowana firma nie może zatrudniać ludzi, którzy nawet mówić nie potrafią”. Zanim wyszedłem, powiedziałem rekruterowi, że mogłaby, skoro może zatrudniać idiotów.
PS Nawet nie miałbym w tej pracy kontaktu z klientem.
Jakiś czas temu przyszłam zmęczona ze szkoły i w nieco złym humorze zasiadłam do obiadu. Jako że były naleśniki, a nutella się skończyła, wkurzona wzięłam swoją kartę i poszłam do sklepu. Nie było mi to na rękę, byłam wyczerpana po 9 godzinach, więc chciałam jak najszybciej kupić, co trzeba i wrócić. Nie mówiąc już o tym, jak bardzo głodna byłam.
Wchodzę do sklepu. Typowy osiedlowy sklepik, okupowany zwykle przez meneli. Patrzę, jeden stoi przy kasie. Prosi kasjerkę o wpisanie doładowania, bo nie umie. Tylko problem był taki, że kasjerka sama nie potrafiła, bo telefon z klawiaturą, a tipsy na dwa metry, więc jakakolwiek próba wycelowania w malutki kwadracik graniczyła z cudem. W końcu menel zwrócił się do mnie. Poprosił, bym ja mu to wpisała, więc w sumie stwierdziłam, że OK. Przybliżył się do mnie, wpisałam, co trzeba i mówię kasjerce, że poproszę nutellę. Nagle ten mężczyzna powiedział, że skoro pomogłam mu w doładowaniu, to on mi zafunduje to, co chciałam kupić. Ja taki szok, mówię, że to drogie i nie trzeba, ale on obstawał przy swoim i takim oto sposobem zyskałam darmową nutellę.
Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie zaskoczył. Sam mało co miał, a kupił mi drogą nutellę za głupią pomoc w doładowaniu telefonu.
Mam 21 lat i jestem opiekunem medycznym. Wiele osób w moim wieku śmieje się, że chce mi się „dziadkom tyłki podcierać”. Chce mi się. Bo to kocham. Może i nie mam dnia wolnego, dużych pieniędzy czy innych udogodnień za to, ale nie zamieniłabym tego na nic innego.
Wczoraj moja domniemana miłość życia zdradziła mnie z jego potencjalną miłością życia, czyli z moją 18-letnią córką. Nie wiem, czy da się to jeszcze jakoś bardziej skomplikować.
Dodaj anonimowe wyznanie