Sytuacja miała miejsce w sobotę, po uprzedniej piątkowej imprezie. Nic mi się nie chciało, ale brat wraz ze swoją dziewczyną zaproponowali mi, bym z nimi pojechała do sklepu. Więc ogarnęłam się i zapakowałam do auta.
I tak chodzimy i chodzimy po tym sklepie.... nagle patrzę, a moja "bratowa" bierze do ręki mrożoną kawę, która jak wiadomo ma wiele konserwantów. Więc się skradam do niej od tyłu i szeptam jej do ucha "Nie pij tego gówna". Ona się odwraca, a ja patrzę i zdębiałam! To nie była moja bratowa, tylko jakaś dziewczyna, która właśnie patrzyła na mnie zszokowana. Przeprosilam ją grzecznie i się zaczęłam oddalać. Minęłam jej chłopaka, który wszystko widział, ale nie wiedział o co chodzi. Podeszła do niego i mu przedstawiła wydarzenie. A on skwitował "No to rzeczywiście lepiej tego nie pij".
Wpadłam w niezły atak śmiechu i już do samej kasy ocierałam łzy. Brat oczywiście wszystkim opowiedział, że atakuję niewinne osoby robiące zakupy.
Jakiś miesiąc temu moja stara szczoteczka do zębów po prostu się zużyła. Jako, że moja mama wychodziła do sklepu, poprosiłem ją aby kupiła mi nową szczoteczkę, po czym wyruszyłem do szkoły.
Wieczorem tego samego dnia z zamiarem umycia mych narządów żujących zajrzałem do szafki w poszukiwaniu nowej szczoteczki, znalazłem odpakowany egzemplarz w perfekcyjnej kondycji. Znając tendencję mojej mamy do odpakowywania wszystkiego od razu po wniesieniu do domu bez skrupułów umyłem nią zęby, przekonany o jej nowości.
Następnego dnia rano gdy ponownie korzystałem z dobrodziejstw pasty do zębów do łazienki weszła moja mama. Spojrzała zdziwiona i wyciągnęła z torebki zapkowaną nową szczoteczkę, o czym wczoraj zapomniała. Natychmiast zaczęła się śmiać. Gdy w końcu udało mi się zatrzymać tą radość, zapytałem się o jej powód. Dowiedziałem się, że szczoteczka którą właśnie umyłem zęby była już użyta. Nie zmartwiło mnie to aż tak dopóki nie dowiedziałem się, że służyła ona nie do mycia zębów, a do czyszczenia wanny, a co gorsza muszli klozetowej z brudu w trudno dostępnych miejscach. Poczułem obrzydzenie po czym wybuchłem śmiechem i tak żyję do dziś cały i zdrowy.
To zdarzyło się dawno temu, jak miałem może 6 lat, ale moja mama właśnie mi o tym przypomniała, więc pomyślałem, że opiszę. Bo to konkretna wpadka była.
Mój tata miał zwyczaj, że po powrocie z pracy całował moją mamę. Ale nie tylko cmok, tylko konkretnie. Byłem spostrzegawczym chłopcem więc nie umknęło to mojej uwadze. Jak i to, że mama nigdy mnie tak nie całowała. W końcu jednego wieczora gdy mama układała mnie do snu i nachyliła się, by mnie pocałować to szybko wystawiłem jęzor i wsadziłem go jej do buzi. Mama odskoczyła zszokowana i spytała co ja wyprawiam. Odpowiedziałem “to co ty mamo z tatą”.
Wytłumaczyła mi, że to był bardzo zły pomysł, a ja się popłakałem. Chciałbym o tym zapomnieć, ale co parę lat mama mi przypomina. Jedna pomyłka, a wstyd na całe życie.
Był środek grudnia. Jak większość nie cierpię szkoły i nieźle daje mi w kość. Każdy ranek to walka z samym sobą aby wstać i wyjść z domu na czas, by złapać autobus. Najgorzej jak mam na 7:10 to muszę wyjść z domu najpóźniej o 6:30, masakra.
Właśnie takiego dnia obudziłem się rano półprzytomny, a moją pierwszą myślą było, że chyba wieczorem zapomniałem ustawić budzik. Zaspanymi oczyma popatrzyłem na zegar i oczywiście było wpół do, czyli właśnie powinienem wychodzić. Wyskoczyłem z łóżka, ekspresowo się ubrałem, umyłem zęby, chwyciłem plecak, jakąś bułkę z kuchni i w drogę. W domu jeszcze wszyscy spali, na zewnątrz czarna noc, takie uroki chodzenia na 7:10 do szkoły. Na ulicy zero samochodów, nigdzie nie było widać żywego ducha.
Kilka minut później zbliżając się do przystanku popatrzyłem na telefon, żeby zobaczyć jak tam stoję z czasem. Była 2:45! Środek nocy. Chwilę powyzywałem się w myślach, a potem zawróciłem do domu mając nadzieję, że rodzice nie zauważyli mojej nocnej wyprawy, bo gotowi mi zorganizować badanie na obecność narkotyków.
Trzy lata temu w wakacje byłem na tygodniowym spływie kajakowym. Każdego dnia przebywaliśmy kilkadziesiąt kilometrów, więc zmęczenie było bardzo duże. Ostatniego dnia przed wypłynięciem kolega dał mi tabletkę "na polepszenie sił". Płynęliśmy do późnego wieczoru. Gdy kładliśmy się spać wziąłem jeszcze tabletkę apapu, ponieważ bolał mnie ząb, jak się okazało to był zły pomysł.
Nastała noc, ale nie mogłem zasnąć. Dopiero po paru godzinach mi się udało. Śniło mi się, że jestem na środku jeziora, na dodatek zachciało mi się sikać, więc podpłynąłem do brzegu i tam oddałem mocz. Dalszej części snu nie pamiętam.
Rano gdy się obudziłem wszyscy się ze mnie śmiali, gdyż jak się okazało w nocy siedząc na śpiworze "wiosłowałem" następnie wstałem i oddałem mocz, ale nie na brzeg tylko na kolegę który spał obok mnie. Jego mina rano była taka jakby chciał mnie zabić. Od tego momentu nie biorę żadnych tabletek "na polepszenie sił" ponieważ najwyraźniej dostaję od nich halucynacji.
Jestem nieśmiałą osobą, ale od dłuższego czasu podoba mi sie jedna dziewczyna. Wchodząc dzisiaj do szkoły zobaczyłem ją, jak stoi sama. Patrząc w moją stronę krzyknęła moje imię i rozłożyła ramiona jakby chciała się przytulić. Ja niezbyt uwierzyłem, że to prawda, lecz stwierdziłem, że takiej okazji nie można zmarnować, więc podbiegłem do niej. Też rozłożyłem ręce, ale ona nagle się odsunęła. Okazało się, że mówiła do kogoś innego, kto ma na imię jak ja i stał wtedy za mną.
Od niedawna mam bardzo ładną sąsiadkę. Póki co tylko parę razy rozmawiałem z nią w windzie. W sobotę wieczorem zapukała do mnie i powiedziała, że chyba jej się zepsuł piecyk i czy mógłbym na niego zerknąć. Taaak, piecyk, nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Powiedziałem, że zaraz przyjdę. Poprawiłem włosy, umyłem zęby, prysnąłem się wodą kolońską.
Okazało się, że faktycznie zepsuł jej się piecyk. Chyba naoglądałem się za dużo filmów.
Wracałam ostatnio z chłopakiem do domu. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do autobusu a organizm domagał się jedzenia, więc skierowaliśmy się w stronę Lidla po słynne bułki. Ludzi sporo, dopchać się nie można (rzucili się niczym chytry dziad na karpia), ale w końcu się udało. Oczywiście wyżej wymienione towarzystwo już zdążyło skutecznie zablokować kasy tworząc kilometrowe kolejki. No nic, zaczekamy.
Stoimy tak sobie znudzeni aż nagle mój chłopak odwraca się i powoli, baaardzo powoli kładzie na taśmę paczkę prezerwatyw. Spojrzałam na niego pytająco i... w tym momencie na jego twarzy zagościło autentyczne przerażenie i powiedział:
- Dlaczego to tu położyłaś? Co Ty sobie myślisz, że co ja z Tobą... Nieeee co siedzi w twojej chorej głowie, dziewczyno! Masz to natychmiast odłożyć!
Ludzie dookoła zaczynali na nas patrzeć, niektórzy z politowaniem, inni z rozbawieniem, jeszcze inni jakbym była największym złem tego świata. A on ciągnął dalej:
- Ja z tobą nie wyczymię... Za każdym razem to samo – pokiwał z dezaprobatą głową po czym odłożył gumki na miejsce.
Musiałam stać w tej cholernej kolejce jeszcze z 10 minut czując na sobie spojrzenia wszystkich dookoła. Co najlepsze, On do tej pory uważa swój żart za przezabawny.
Jestem z moim chłopakiem już od kilku miesięcy, więc nadszedł czas poznać jego rodziców. Zaprosili mnie na obiad. Bardzo się stresowałam, bo zależy mi na tym chłopaku. To w sumie mój pierwszy poważny związek i chciałam, żeby jego rodzice mnie polubili. Atmosfera przy obiedzie była całkiem dobra, obyło się na szczęście bez wtop. Jego mama przygotowała bardzo dużo jedzenia i wręcz mi je wciskała, a ja, chociaż normalnie nie jem dużo, ze stresu jakoś to wszystko pomieściłam. A po obiedzie zostałam uraczona kawą - oczywiście w towarzystwie ciasta, a raczej kilku ciast ("takie pyszne - musisz spróbować!").
Resztę popołudnia i wieczór miałam w planach spędzić z chłopakiem oglądając filmy. Nie minęła godzina od wstania od stołu gdy zaczął mnie boleć brzuch. Niedługo potem bardzo zachciało mi się kupę, więc poszłam do toalety i usadziłam ogromnego kloca, aż sama się przeraziłam! Moje przerażenie zyskało na sile, gdy... kupa nie chciała się spłukać! Próbowałam kilka razy i nic, nadal leżała, a raczej tonęła w dole muszli. W akcie paniki i desperacji, niewiele myśląc, otworzyłam okno, zacisnęłam zęby i wyjęłam kupę i wyrzuciłam ją przez okno, na ich ogród i jakby nigdy nic wróciłam do oglądania filmów z chłopakiem.
Wieczorem, gdy nadszedł czas powrotu chcąc pożegnać się z rodzicami chłopaka i podziękować za obiad weszłam do salonu akurat w trakcie rozmowy o możliwej chorobie ich psa - w końcu jaki zdrowy pies robiłby tak ogromne kupy. Miałam ochotę uciec ze wstydu.
Przyjaźnię się z nią od prawie roku. To chyba najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek poznałem. Pod koniec lata jednego piątku wyszliśmy całą paczką do klubu. Wszyscy sporo wypiliśmy i bawiliśmy się na całego, kiedy ona przyszła do mnie i powiedziała, że wypiła za dużo i czy mógłbym ją odprowadzić do jej mieszkania. Jak jechaliśmy taksówką to zrobiła się bardzo zalotna i kleiła się do mnie, co nie skłamię podobało mi się bardzo… Szkoda tylko, że była pijana.
Praktycznie wniosłem ją po schodach do jej mieszkania i położyłem na łóżku. Powiedziała, że chce jej się pić, więc poszedłem po szklankę wody. Gdy wróciłem do pokoju to zobaczyłem, że ściągnęła ubrania i całkowicie naga leży na łóżku. Jak już wspomniałem to niesamowita laska, ma boskie ciało więc jak ją wtedy zobaczyłem to prawie zemdlałem, bo tak szybko cała krew mi odpłynęła z mózgu w wiadome miejsce.
Gdy podszedłem powiedziała “Chcę tego, chciałam tego od tak dawna…” objęła mnie i zaczęła całować. Pocałowałem ją w czoło i z wielkim wysiłkiem woli powiedziałem, że chętnie ale jak będzie trzeźwa. Przykryłem ją i wyszedłem. Czułem się jak bohater.
Niestety jak się później okazało nie poszła wtedy spać, a zadzwoniła po swojego ex. Pogodzili się i od tamtego czasu znowu są razem...
Dodaj anonimowe wyznanie