#DtdmO
Ja nie lubię cholernie dużo rzeczy, ale kulturalnie żeby nie było gospodarzom przykro - zjadam najpierw te rzeczy, które są niedobre, aby na koniec móc delektować się najlepszym i móc zabić smak poprzednich składników.
Zawsze wtedy śmiało mówię, że danie było przepyszne :D
To mega miłe, że są jeszcze osoby, które myślą o innych na tyle, żeby zrezygnować ze swojego komfortu :) miła odmiana
Ale nikt nie wygrywa w takiej sytuacji: gospodarze następnym razem nadal będą robić te dania, których gość nie lubi, bo je przecież zjadł, a gość się nadal będzie męczył. Każdy gra w grę i nikt nie wygrywa w ten sposób. Czy po prostu nie można przed imprezą podpytać gości co jedzą albo zrobić imprezę składkową żeby każdy mógł przynieść co jest dla niego dobre do jedzenia?
Ja tez nie lubię wielu rzeczy i ich nie jem. Jak nie ma nic co mi smakuje to nic nie jem. Ja uważam że jak się kogoś zaprasza to trzeba mieć przynajmniej jedną potrawę która pasuje gościom.
Mam tak samo, ale też się cieszę z każdej drobnostki, którą jednak jem. Ostatnio był to camembert, a w drodze do domu skoczyłam gdzieś na szybko zjeść. Za to gospodarze podpytali się, co lubię na przyszłość, co było miłe, ale nieoczekiwane. W sensie to ja mam problem, moje żywienie się jest jak labirynt, więc nie oczekuję, że ktoś się dopasuje i nie spodziewam się, że będzie coś dla mnie do jedzenia.