#VEvk3
Ja zmieniłam się na lepsze :)
Tak że chyba śmieci wyrzuciły się same :D
#7otos
Prawie połowa moich ciuchów pochodzi z lumpeksu. Wychodzę z założenia, że skoro tam mogę znaleźć równie dobre ciuchy jak w normalnych sklepach, to wolę nie przepłacać. Uwielbiam przeszukiwać stosy ubrań w poszukiwaniu ciekawych ciuszków, czasem niektóre ubrania dodatkowo przerabiam. Nie kryję się z moim zamiłowaniem do lumpeksów, czasem nawet chwalę się koleżankom, gdy trafi mi się naprawdę ciekawe znalezisko.
Chodzę do gimnazjum, prawie nikogo nie obchodzi to, gdzie się kto ubiera, a dwie koleżanki nawet raz przeszły się ze mną do lumpa z ciekawości. W klasie znalazły się jednak takie trzy primadonny, które z tego powodu mają mnie za ofiarę losu. To ten typ, dla których tapeta bogiem, a Facebook nałogiem, po prostu dziewczyny znane z memów "nie jestem taka jak inne - starter pack". Nie ma dnia, żeby nie rzuciły jakiegoś głupiego komentarza o moich ubraniach. W swoim gronie mówią o mnie Szmaciara (niby szeptem, ale tak, żebym słyszała). Tak ogólnie to mam na to wylane. Co mnie obchodzą trzy dziewczyny, skoro uczniów w klasie jest prawie trzydziestu? Przecież nie wszyscy muszą mnie lubić. Tyle tytułem wstępu.
Mieliśmy lekcję matematyki, dwie primadonny akurat siedziały przede mną. Nauczycielka zapomniała kartkówek z pokoju nauczycielskiego, więc zostawiła nas na chwilę samych. Primadonny zaczęły mnie obgadywać, oczywiście tak abym ja (oraz część klasy) to słyszała. Gdy padło moje przezwisko, stwierdziłam, że co za dużo, to niezdrowo. Postanowiłam się odezwać:
- Szmaciara? Fajnie brzmi, możecie wszyscy tak do mnie mówić.
Klasa przyjęła to ze śmiechem i entuzjazmem. Od tamtej pory wszyscy z ogromną dozą ciepła i przyjaźni nazywają mnie Szmaciarą. Czasem dla odmiany krzyknie ktoś Lumpeksiaro, Żuliano, a nawet Flanelciu (xD). Parę razy musiałam tłumaczyć nauczycielom, że to nie akt przemocy, a głupi żart, który sama zapoczątkowałam.
Ogólnie klasa jak miała wyrąbane na to kto gdzie się ubiera, tak dalej ma, a primadonny jak wkurzające były, tak są nadal, ale wyzywać mnie już nie mogą, bo co to za radość wyzywać kogoś, kto sam sobie to robi? Dodatkowo Gruby postanowił wziąć ze mnie przykład i zamiast się wściekać, oficjalnie postanowił zostać Grubym.
Jestem dumna ze swojej ksywki.
#bQjQM
Wszyscy oczywiście winą obarczają poszkodowanego. No bo jak to, proboszcz jest tutaj już trzydzieści lat, nigdy takiej sytuacji nie było! To z pewnością wikary sobie coś wymyślił! Pewnie sam się zgwałcił, ci młodzi to teraz wszystko potrafią zrobić!
A najgorsze jest to, że najprawdopodobniej nic się z tym nie zrobi, bo proboszcz ma „plecy”. A ludzie przejrzą na oczy pewnie dopiero wtedy, kiedy coś się stanie im samym...
#ocAHc
#QLUZx
Ja: ucząca się, pracująca, niezwracająca na siebie uwagi, rozmowna, w wolontariacie, wrażliwa, opiekująca zwierzętami w domu
Według rodziców jesteśmy takie same.
Nie mówię, że jestem idealna, bez winy, bez wad. Ale to jednak boli, gdy starasz się być jak najlepszą córką, pilnie uczysz, unikasz problemów, a rodzice ostatecznie mówią, że niczym nie różnisz się od siostry. Siostry, która ma wszystkich i wszystko w dupie. Ani razu nie podniosłam na nich głosu. Ona ich wyzywa, bije, rozwala rzeczy w domu. A oni po takich sytuacjach zaczynają wypominać mi to, że nie wzięłam awiza i nie odebrałam dzień wcześniej paczki z poczty. Faktycznie jesteśmy identyczne.
#xd8g9
#gJupE
Kocham moją rodzinę, ale od kiedy pamiętam, miałam poczucie, że nie do końca do nich pasuję. Cudowni, ale prości ludzie. Awersja do książek, jeśli film, to niedzielne superkino na Polsacie czy innym TVN-ie, zamiłowanie do disco polo, rubasznych żartów itd. I nie, nie mówię, że to coś złego - po prostu chcę dać obraz sytuacji.
Pragnęłam czegoś więcej, wiec po zdanej maturze zdecydowałam się studia w Warszawie. Rodzice, choć zdziwieni, nie oponowali, jednak zastrzegli, że muszę radzić sobie sama. Co z tego, że brat dostał pieniądze na warsztat, a siostra na studio urody. Chcesz wydziwiać, to wydziwiaj, ale nie za nasze.
Wakacje spędziłam w pracy w Holandii, a od października zaczęłam wynajmować ciasny pokoik w studenckim mieszkaniu. Pracowałam w weekendy, popołudniami, zdarzało się i w nocy. Wytrzymałam pół roku. Schudłam 12 kg, spałam po 3 godziny, wycieńczony organizm coraz bardziej się buntował. Warto nadmienić, że wybrałam sobie bardzo wymagające studia, więc cóż... Baterie padły.
Co zrobiłam? Zamieściłam ogłoszenie w stylu ''młoda, ładna szuka...''. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać (byłam w szoku, że popyt na tego rodzaju ''usługi'' jest tak ogromny!).
Mój pierwszy sponsor miał 44 lata; lekarz, rozwiedziony. Spotykaliśmy się pół roku, średnio raz w tygodniu, za każde spotkanie dostawałam 1000 zł. Po dwóch miesiącach znajomości mogłam się przeprowadzić do wygodnej kawalerki i rzucić znienawidzone prace. Rozstaliśmy się, bo przeniósł się za granicę.
Kolejny: 48-letni znany biznesmen. Tego nie wspominam zbyt dobrze. Choć zapowiadało się wyjątkowo obiecująco - wynajął mi piękne dwupoziomowe mieszkanie, zabierał na zakupy do drogich butików, na wakacje, ale po pewnym czasie stał się chorobliwie zazdrosny. Zaczął traktować mnie jak swoją własność. Odeszłam bez większego żalu.
Trzeci mężczyzna, ten, z którym jestem do dziś: 35 lat, wspólnie z ojcem prowadzi spora firmę spedycyjną. W towarzystwie funkcjonuję jako jego dziewczyna, mieszkamy razem. Dostaję od niego ok. 5 tys. miesięcznie.
Teraz gwóźdź programu - zakochałam się. Zakochałam się w geju, który płaci mi za bycie przykrywką.
#bsfZ3
Drogi nieznajomy, jeśli to czytasz, to wiedz, że jestem ci wdzięczna za ten drobny gest. Poprawiłeś mi humor na cały dzień :)
#TmHfI
Nieważne, o czym jest książka. Jeżeli dowiem się, że jest w niej albinos, chociażby jako postać drugoplanowa, muszę tę książkę przeczytać.
Na telefonie i komputerze mam kilka tysięcy zdjęć z albinosami (ludźmi i zwierzętami).
Cała moja ściana jest obklejona zdjęciami albinosów.
Moja historia przeglądania to w 99% strony, blogi czy artykuły o albinizmie (pozostały 1% to anonimowe).
Odkąd ta obsesja trwa, jeden raz zobaczyłam albinosa na ulicy... Przechodząc obok niego popłakałam się i prawie zemdlałam (jeżeli to czytasz, to pozdrawiam i przepraszam!).
Mój okropnie nietolerancyjny ojczym obraził kiedyś przy mnie czarnoskórych. W dyskusji, która się potem nawiązała wypowiedział się w podobny sposób o albinosach. Skończyło się na tym, że przez dwa dni nocowałam u przyjaciółki, bo nie chciałam się z nim widzieć.
Będąc jeszcze w gimnazjum dostałam szóstkę z biologi, w czasie lekcji o mutacjach, bo przez ponad 30 minut rozwodziłam się nad tą jedną.
Może to dziwne, ale nie umiem przestać, więc tak sobie żyję z tym moim dziwactwem :)