Zawsze byłam osobą, która 24/7 była dla ludzi. Słuchała ich problemów, doradzała itd. Nieraz się na tym przejechałam i postanowiłam, że zacznę zwracać uwagę na siebie, na swoją psychikę i samopoczucie. Gdy moja „przyjaciółka” zauważyła tę zmianę, zaczęły się awantury o to, że nie odpisuję, że nie jestem przy niej itp. Wreszcie przyszedł czas, kiedy powiedziała, że nie chce tego ciągnąć, bo się zmieniłam.
Ja zmieniłam się na lepsze :)
Tak że chyba śmieci wyrzuciły się same :D
Dodaj anonimowe wyznanie
Uważam, że nazywanie śmieciem kogoś, z kim budowaliśmy względnie satysfakcjonującą relację, zanim się zmieniliśmy, jest nie fair. Nawet jeśli nas to niszczyło, w dużej mierze dawanie zbyt wiele było spowodowane tym, że tak mieliśmy, a nie że ten przyjaciel nas do tego przymusił. Oczywiście, w pewnym momencie może to być potrzebny wyraz emocji wściekłości na osobę, przez którą czujemy się wykorzystani. Ale wtórowanie takiemu nazewnictwu przez osoby niezaangażowane emocjonalnie w sytuację uważam za co najmniej naiwne, dlatego nie dołączę.
Również mam relacje, w których dawałam znacznie więcej niż dostawałam. Prawie wszystkie się sypnęły, kiedy się zmieniłam. Niekoniecznie dlatego, że druga osoba czuła, że za mało daję - czasem to ja czułam, że w gruncie rzeczy na tę chwilę nie czuję się już dobrze z daną relacją.
Kilka relacji udało mi się tak przekonwertować, żeby czuć balans między dawaniem i czerpaniem z relacji. Chociaż czasem, oczywiście, ten balans się zachwieje i trzeba szukać rozwiązania.
Dlaczego ktoś miałby nie mieć prawa zakończyć relacji z nami, kiedy zmienimy się tak, że czują się z tą relacją bardzo źle? Niezależnie od tego, czy według dowolnego systemu wartości ta nasza zmiana jest pozytywna czy negatywna.
tylko relacje jednostronne to jest zerowanie na kims, a nie przyjazn
Bazienka, to chora karykatura przyjaźni; namiastka, kiedy nie potrafimy (nie wiemy, że możemy) ograniczyć się do zdrowych więzi lub nie umiemy takich tworzyć. Znam to, miałam takie relacje. Nikt nie ma obowiązku w nich tkwić, a jednak czasem tak grzęźniemy.
Tak szczerze- czy rozmawiałaś z nią o tym? Jeśli z dnia na dzień zmieniłaś swoje postępowanie bez słowa- to Ty zachowałaś się niefajnie.
Kiedyś przyjaciel powiedział, że mogę do niego zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Czasem z tego korzystałam, on też. Pewnego dnia do niego zadzwoniłam późnym wieczorem, a ten rzucił focha, że tylko go wykorzystuje i też urwał kontakt.
A co, zrozumiał że w ten sposób nigdy nie wyjdzie z friendzone? :)
Kiedy zmieniamy, wycofujemy z dawania z siebie 300% to zaczyna brakować ludziom i żeby znowu było ok, musieli być coś od siebie dać. Ale jak widać... Byli tylko po to by czerpać. W życiu musi być 50%na 50%, ile dajesz tyle dostajesz.
tez tak mialam, a ludzie byli bardzo obruszeni, gdy zamiast traktowac ich dobrze zaczelam- z wzajemnoscia
Ty miałaś chyba niemal wszystko co się pojawia w historiach :) A tu jest za mało informacji żeby wiedzieć czy te relacje bykty toksyczne, wiemy tylko, że z perspektywy osoby publikującej jest tak jak opisała.