#eeV03

Pewnego dnia po zajęciach spieszyłam się na przystanek, bo rozbolał mnie brzuch. Pech chciał, że towarzyszył mi kolega z roku. Szliśmy akurat pod wiatr, wpadła mi myśl, że jak puszczę malutkiego bączka, to nikt nie poczuje, a mnie będzie trochę lżej. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Rzecz w tym, że wiatr chwilę później zmienił kierunek, a my zatrzymaliśmy się na światłach. Mały bączek okazał się być trującym jadem, który zaczął się w moment rozchodzić.
Nigdy nie zapomnę obrzydzonej miny kolegi, który na przystanku powiedział do mnie:
„O fuj, tam pod światłami to chyba szambo wywaliło albo coś zdechło”. Mam tylko nadzieję, że się nie domyślił, że to byłam ja.

#4lewJ

Misje i inność kultur.

Kiedyś do Rwandy (bo tam pracowałam) przyleciała na miesiąc wolontariatu dziewczyna z Polski. Młoda (18 lat), pierwszy raz na takim wyjeździe i bardzo fajna dziewczyna, tylko miała jeden mankament jak na tamtejsze warunki – była bardzo delikatna i brzydziła się wielu rzeczy. Musiała bardzo ze sobą walczyć, by wejść do kuchni pełnej karaluchów, na widok szczura w magazynie uciekała z wrzaskiem i żal jej było każdej kozy zabijanej we wsi na posiłek.

Kiedyś poszłyśmy do naszego wioskowego baru na kolację – tak w ramach rozrywki, relaksu i by zjeść co dobrego.
Dziewczyna długi czas biła się z myślami co zamówić, bo najbardziej atrakcyjne były potrawy z mięsa (gdy się przez 3 tygodnie je gotowane banany czy słodkie ziemniaki, to zaczyna się myśleć o schabowym). W końcu zdecydowała się na gulasz z królika. Kelner o coś pytał, ale nie znał angielskiego, a my języka lokalnego i nie bardzo wiedziałyśmy o co chodzi. Powtarzał tylko, że ona coś musi wybrać.
W końcu widząc, że się nie dogadamy, zniknął w kuchni i przyniósł dwa króliki (żywe, milusie, puchate) z pytaniem, którego ona wybiera.
Dziewczyna gdy zobaczyła te maluszki rozpłakała się i zamówiła sałatkę.
Kelner nie mógł zrozumieć o co chodzi i pewnie pomyślał, że gardzimy dobrym jedzonkiem. ;-)

#loTXZ

Mam 36 lat, kochającą żonę, dwójkę wspaniałych dzieci, własny samochód oraz dobrze płatną płacę. I nigdy nie kąpałem się w wannie.

Wychowałem się w małych mieszkanku w bloku, gdzie prawie całą łazienkę zapełniał taki stary, kafelkowany prysznic. Wszędzie dokąd jeździliśmy z rodziną (chociażby góry czy domek nad morzem), zawsze był w najlepszym przypadku natrysk.
W późniejszych etapach życia to samo – akademik, następnie wynajmowane przeze mnie mieszkanie – CAŁY CZAS PRYSZNIC.
Śmieszne w tym wszystkim jest to, że zdałem sobie z tego sprawę dopiero jakieś dwa lata temu, wcześniej w ogóle nie miałem tego na uwadze.
Dopisałem już do „listy rzeczy, które zrobię w przyszłości” kąpiel w wannie :)

#5BYy0

Ostatnio częściej słucham muzyki i jak słyszę wykonawcę w wieku 18-20 lat, co dopiero skończył szkołę, chodzi obwieszony złotem i śpiewa, że przez całe swoje życie ciężko harował jak wół, żeby odnieść sukces i wielkie bogactwo, to aż mnie skręca xD
Co w takim przypadku mają powiedzieć ciężko pracujący 30-, 40-, 50-latkowie?

#QdIBH

W grudniu tamtego roku wracaliśmy z kumplem z kina z miasta obok, jesteśmy już w pociągu i jedziemy dobre kilka minut. Po niedługiej chwili podchodzi do nas kanar i prosi o bilety, patrząc na nas dziwnym wzrokiem przez dłuższy czas, a chwilę później, mając wciąż nasze bilety w rękach, odzywa się do nas i mówi coś w stylu: „I co teraz?”. My z kumplem patrzymy zdziwieni na siebie, a po chwili kolega odpowiada: „Nie wiemy”. Na to kanar podnosząc głos mówi, że on nas zna, że kilka dni temu zrobiliśmy burdel w jednym z przedziałów i że uciekliśmy na jednej ze stacji xD. My z kolegą znowu patrzymy na siebie zszokowani, a ja tłumaczę szanownemu panu, że chyba nas z kimś pomylił, a konduktor się skrzywił i powiedział, żebyśmy z niego debila nie robili, a po chwili dodał, że jak jeszcze raz nas zobaczy, to nas wyrzuci z pociągu i dalej będziemy musieli z buta wracać do domów i odszedł. My wciąż w małym szoku, po krótkiej chwili mówię do kumpla: „Stary, ale ja dopiero pierwszy raz jechałem pociągiem...”. Mam 17 lat i może być to dla niektórych dziwne, że dopiero w tym wieku, ale nie było potrzeby, żebym wcześniej podróżował naszymi kolejami :)

#9os3m

Jestem studentem jednej z poznańskich uczelni. Od wielu lat cierpię na lekką odmianę schizofrenii, ale na co dzień w ogóle nie przeszkadza mi to w życiu przy zażywaniu odpowiednich leków.

Ostatnio jechałem tramwajem z dziewczyną, która podoba mi się od dłuższego czasu, ale nie znam jej za dobrze, więc cieszyłem się, że będzie okazja porozmawiać, zrobić dobre wrażenie. W linii tramwajowej, którą jechaliśmy, jest taka zasada, że przed odczytaniem nazwy przystanku przez lektora słychać wcześniej z głośników kilka nut jednego ze znanych utworów muzyki poważnej. Akurat przejeżdżaliśmy przystanek, przed którym zawsze rozlegają się pierwsze akordy „Marszu żałobnego” Chopina. Zacząłem więc rozmowę na ten temat, zastanawiając się, czy to nie dziwne, że akurat przy tym przystanku „Marsz żałobny”, przecież tu nie ma w okolicy żadnego cmentarza, tylko jakieś galerie, he, he... Ona coś tam odpowiedziała, ale zaczęła dziwnie na mnie patrzeć. Stwierdziłem, że OK, dobra, może „Marsz żałobny” to nie jest najlepszy sposób na zrobienie dobrego wrażenia, zmieniłem temat. Uznałem, że zatrę złe wrażenie przy kolejnym przystanku, bo z tego, co pamiętałem, zawsze tam jest „Jezioro łabędzie” (więc niezłe pole do komplementów :D!). Niestety, obiekt moich uczuć wysiadł na tym przystanku i zdążyłem się tylko pożegnać...

Właśnie mój znajomy mnie uświadomił, że w absolutnie-do-cholery-ŻADNYM z poznańskich tramwajów nie puszczają muzyki poważnej przed przystankami. Shit.

#9umYQ

Staram się być dobrą osobą i rozdawać uśmiech gdzie tylko to możliwe. Kilka dni temu wieczorem z chłopakiem mieliśmy wracać do domu, ale wpadliśmy na pewien pomysł. Oboje jesteśmy nieco zwariowani, a może dziecinni... W każdym razie kupiliśmy sobie bańki mydlane, wsiedliśmy w samochód, szyby w dół i muzyka na max.
Puszczaliśmy bańki po całym mieście, a reakcje ludzi były nie do opisania! Uśmiechy, machanie. Radość rozniosła się wszędzie. A szczęście jakie wtedy czułam było nie do opisania.
Fajnie by było zobaczyć taką akcję na większą skalę :)

#4Krio

Impreza u mnie w domu. Dosłownie kilka osób, w tym znajomy mojego dobrego kolegi. Nie znaliśmy się wcześniej.
Jeden zakład, że pozmywa naczynia po imprezie. Dotrzymał słowa.
Tak mu się spodobało, że od tamtej pory ja robię nam jedzenie, a on zmywa :)

PS Zawsze byłam leniwa i marzyłam, żeby poznać miłość swojego życia bez wychodzenia z domu. Marzenia się spełniają!
Dodaj anonimowe wyznanie