Mam niepełnosprawną siostrę, która jest najukochańszą siostrą na świecie. Broniłam jej od dziecka i niektórych akcji z dzieciństwa nie zapomnę.
Byłam z siostrą na basenie i gdy miałyśmy wchodzić do wody, jakiś chłopak krzyknął ''wieloryb atakuje''. Na początku to zignorowałam i pływałam sobie dalej, dopóki on i jego koledzy nie podpłynęli do mojej siostry i zaczęli ją chamsko przezywać i ochlapywać wodą oraz pluć. We mnie obudził się mały demon i podpłynęłam do nich, bijąc jednego w nos. Ja, mała dziewczynka, okładałam starszego od siebie chłopaka.
Skończyło się tym, że chyba podbiłam mu oko. Rodzice chłopca mieli do mnie pretensje, ale jak usłyszeli o mojej siostrze, to dali mu karę na komputer.
Nie pozwolę traktować źle mojej siostry.
Jestem na takim poziomie samoakceptacji, że jak jakiś chłopak na mnie patrzy, to myślę, że zastanawia się jak można być takim brzydkim.
Najgorsze rozczarowanie z dzieciństwa?
Miałam około sześciu lat i siedząc w piaskownicy zauważyłam tatę, który niósł karton. Uradowana, że w końcu wysłuchał moich próśb i kupił mi dmuchany basen do ogrodu, pobiegłam do domu by podziękować i uściskać.
Wtedy dowiedziałam się, że ktoś przejechał mi kota, a tata poszedł go zakopać.
Zmagam się z problemem ćpania. Kiedyś poddałam się ciekawości, ale niestety nie udało mi się ograniczyć do jednego eksperymentu. Ta substancja mnie nieodparcie przyciąga. Boję się, że mogę nie dożyć 25. roku życia.
Jak byłam mała, mój starszy brat powiedział mi, że pokazanie środkowego palca znaczy „dziękuję” w języku migowym. Kiedy przyjechała do nas ciocia i dała mi pieniądze „na coś dobrego”, ja jej pokazałam faka. Ciocia była w szoku, jak w wszyscy zresztą, ale podeszli do tego spokojnie i spytali mnie, skąd znam ten gest i czy wiem, co znaczy.
Skończyło się tak, że ja problemów nie miałam, ale brat dostał po tyłku za głupie pomysły :)
Jest mi strasznie głupio z tego powodu, że mój brak biegłości w języku angielskim ogranicza mnie, choć mam już 21 lat. Jestem pewien, że mój poziom umiejętności ledwie osiąga A1. Zawstydza mnie to, a zarazem zazdroszczę tym, którzy włada nim płynnie. Często zastanawiam się, czy w ogóle mogę jeszcze nauczyć się go dobrze i jak wiele czasu by mi to zajęło.
Przeszedłem przez egzamin maturalny, ale to raczej szczęśliwy traf. Moja zrozumiałość jest niewielka i zmagam się z tym, jak prawidłowo podejść do nauki, aby nie czuć wstydu. Negatywnie wpływa to na moje poczucie wartości i marzę, aby opanować język angielski do perfekcji, zamiast czuć się jak analfabeta.
Moja niemoc językowa mocno mnie ogranicza - nie jestem pewny, czy mogę swobodnie podróżować, bojąc się, że nie będę w stanie się porozumieć. Gdy ktoś zwraca się do mnie w obcym języku, czuję zażenowanie, że nie jestem w stanie pomóc. Język angielski wydaje mi się pełen tajemnic i mam do niego wielką blokadę.
Nie umiem się przyznać komukolwiek do tego, że chociaż mój mąż powiedział mi, że mnie zdradził po 17 latach związku i od jakiegoś czasu już mnie nie kocha, ja wciąż nie potrafię wywalić go ze swojego życia. Wstydzę się tego.
W Toruniu chyba już w środku zimy zaczął się sezon turystyczny, bo w weekendy zaraz za oknem mojej pracy rozstawiał się uliczny śpiewak, który śpiewał piosenkę "Hallelujah", potem inną, potem znowu "Hallelujah", potem inną i znów "Hallelujah" i tak w kółko od rana do nocy przez cały weekend, a ja pracuję właśnie w weekendy i rzygam już tą piosenką nawet przez zamknięte okna!
Najlepiej wtedy po pracy wrócić do domu... Szkoda, że mieszkam dokładnie po drugiej stronie ulicy.
Byłam raz na obozie i razem z taką większą grupą stworzyliśmy taką fajną „ekipę”. Prawie cały czas spędzaliśmy wszyscy razem i nigdy nie było między nami żadnych spin. W naszej ekipie były dwie przyjaciółki, które znały się już jakiś czas wcześniej. Po pewnym czasie mocno się pokłóciły, i to tak naprawdę. Jako iż miałam dobry kontakt z obiema „stronami”, to posłuchałam obu wersji wydarzeń i zajęłam stanowisko po jednej z nich. Ogółem wydarzyło się to podczas czasu wolnego, więc nasza ekipa siedziała w innym pokoju niż my i zbytnio nie ogarnęła, że była jakaś drama. Siedziałam więc z tą dziewczyną sam na sam w pokoju i ją pocieszałam. Nie do końca zarejestrowałam jak, ale przeszłyśmy do tematu mojego życia i mojej historii. Tak więc zaczęłam opowiadać jej o moich toksycznych „przyjaciółkach”, podczas czego popłynęło mi trochę łez. W pewnym momencie dziewczyna oznajmiła, że musi iść po coś i zaraz wróci. Zostałam zapłakana w pokoju i czekałam na nią 5, 10, 15 minut. Po około 20 minutach wyszłam sprawdzić, czy nic jej się nie stało i po drodze weszłam do pokoju reszty. Zobaczyłam ją tam, roześmianą i wesołą. Nigdy nie wyjaśniła mi co się stało, a nawet zaczęła być dla mnie nieprzyjemna.
Gdy miałam jakieś 5-6 lat i chodziłam do kościoła z rodzicami, pod koniec mszy zawsze słyszałam, jak ksiądz mówi: „Idźcie w pokoju Chrystusa”, a wierni odpowiadają: „Bogu niech będą dzięki”. Myślałam, że są znudzeni mszą tak jak ja i że myślą sobie „Bogu niech będą dzięki, że to już koniec tej nudnej mszy”.
Dodaj anonimowe wyznanie