#sNGhl
Miałam około sześciu lat i siedząc w piaskownicy zauważyłam tatę, który niósł karton. Uradowana, że w końcu wysłuchał moich próśb i kupił mi dmuchany basen do ogrodu, pobiegłam do domu by podziękować i uściskać.
Wtedy dowiedziałam się, że ktoś przejechał mi kota, a tata poszedł go zakopać.
Smutno mi się zrobiło. Naprawdę.
Mi też . Biedny kotek i dziewczynka #wiecznakociara
Podobnie miałem tylko jak byłem jakoś w przedszkolu (a może podstawówce? Nie pamiętam, albo jakoś koniec przedszkola, albo bardzo wczesna podstawówka. Przyjmijmy, że przedszkole)
Z tym, że u mnie wyglądało to tak, że miałem małego kiciusia - małego zawadiakę co hasa i w ogóle. Typowy mały kotek.
No i zawsze jak rano jechałem z rodzicami do przedszkola/pracy to wypuszczaliśmy go na podwórko aby polatał sobie, a potem gdy już wszyscy wylądują w punktach docelowych tata go wpuszczał do domu.
No niestety jak wyjeżdżaliśmy pewnego razu to podczas wycofywania usłyszałem taki przeraźliwe "miiiiiiiiiiił". Do dziś pamiętam ten odgłos niestety. Ja od razu w krzyk, że tata kotka najechał, mama z tatą wyskoczyli, nie wiem co robili bo nie widziałem. Tata wrócił do samochodu, a mama w oficjalnej wersji pobiegła do sąsiada bo chwilę jej nie było. Potem dowiedziałem się, że sąsiad miał rzekomo pojechać z nim do weterynarza bo tata mu najechał na łapkę.
No i pojechaliśmy do przedszkola/pracy.
Wiadomo późniejsze wypytywania przez tygodnie o stan kotka i odpowiedzi, że ciągle się leczy. Gdy tygodnie przerodziły się w miesiące weszła wersja, że kotkowi tak dobrze jest u weterynarza i jest tam tyle innych kotków z którymi może się bawić, że on ma tam lepiej.
Szkoda tylko, że już po tygodniu jakoś połączyłem fakty i doszedłem do dość okrutnego wniosku (zwłaszcza, że łapka to nic poważnego mi się wydawało). Przez jakiś czas później pytałem bo może się mylę. Potem już tylko z nadzieją, że dowiem się prawdy (Prawdę znałem, ale chciałem poznać ją z ich ust) bombardując niezręcznymi pytaniami rodziców. Niestety aż do mojego zapomnienia sprawy otrzymywałem same kłamstwa.
Teraz mi się w sumie po tylu latach przypomniało przez to wyznanie.
Kurde nie wiem czemu ale mnie to śmieszy :D
Sadystka.
Dokładnie tak.
Ja tez sie szczerze rozesmialam
Mnie niestety też xD
Dołączam się do anonimowych sadystów XD
Czarny humor <3 Najlepszy :D
Czarny humor jest jak czarny ojciec, mało kto zna.
Ciekawe czy będziecie się śmiać, gdy wasz zwierzak zostanie przejechany ;)
co w tym śmiesznego?
No właśnie nic
w martwym kocie kiepsko się pływa... ;)
To smutne...
Ludzie, ogarnijcie się. Pomyśleliście o tym, jak się czuła autorka po tym wydarzeniu? Wasze śmieszki i żarty są po prostu chamskie.
Myślałem, że twoi rodzice się rozwodzą i ojciec się wyprowadza.
Współczuję...
[*] dla koteła.... Przecież było jeszcze tyle myszy...
Pewnie zakręciło mu się w głowie bo zadławił się zjadając Twoją ukochaną, złotą rybkę.
Co ma do tego rybka?