#SppzR
Przeszedłem przez egzamin maturalny, ale to raczej szczęśliwy traf. Moja zrozumiałość jest niewielka i zmagam się z tym, jak prawidłowo podejść do nauki, aby nie czuć wstydu. Negatywnie wpływa to na moje poczucie wartości i marzę, aby opanować język angielski do perfekcji, zamiast czuć się jak analfabeta.
Moja niemoc językowa mocno mnie ogranicza - nie jestem pewny, czy mogę swobodnie podróżować, bojąc się, że nie będę w stanie się porozumieć. Gdy ktoś zwraca się do mnie w obcym języku, czuję zażenowanie, że nie jestem w stanie pomóc. Język angielski wydaje mi się pełen tajemnic i mam do niego wielką blokadę.
Spróbuj od oglądania produkcji po angielsku z polskimi napisami (na dobry początek). Później przerzuć się na napisy po angielsku (zamiast polskiego). To czasem pomaga. No i przede wszystkim mówienie. Spróbuj od prostych rzeczy: typu lista zakupów po angielsku, jak wykonujesz jakieś czynności, to myśl o nich po angielsku.
Jeśli to nie poprawi, to może to wynikać:
- z tego, że przymuszono Cię do nauki angielskiego w jakikolwiek sposób, zraziłeś się do języka i masz blokadę do niego;
- masz barierę / blokadę językową;
- angielski nie jest po prostu dla Ciebie - nie czujesz go, jest dla Ciebie toporny (nie każdy z nas ma predyspozycje do każdego języka obcego).
Myślę, że jakby autor mocno się postarał to takie solidne A2 by ogarnął, ale właśnie nie każdemu idzie dany język. Ja czytałem dużo porad typu - otocz się jezykiem, filmy z napisami, utwory itp. Dzięki grom MMO, jestem w stanie się w większości przypadków dogadać w tym języku, ale to tyle.
@SokoliWzrok, dla niektórych takie dogadanie się wystarczy, bo nie potrzebują więcej.
To jest kwestia do czego jest ten język obcy potrzebny - aby się dogadać na podstawowe kwestie (w sklepie, szkole, szpitalu, przychodni, hotelu, restauracji), czy aby prowadzić dysputy filozoficzno-polityczne o życiu.
Autor wskazuje strach przed podróżowaniem przez to - więc myślę, że chodzi tu o takie podstawy i takie minimum z minimum, bez skomplikowanych konstrukcji językowych i zaawansowanego słownictwa.
Tak, tak, tu się zgadzam. Myślę, że tyle jest autor w stanie się nauczyć i właśnie przełamać barierę językową.
Warto dodać, że na youtube często są napisy w kilku językach + można zwiększyć lub zmniejszyć prędkość oglądania nawet dwukrotnie. A filmików po angielsku jest cała masa.
Wiedziałam, że będzie tu komentarz o filmach :) ja się nauczyłam 2 języków sama i jednego w szkole i totalnie się z tym nie zgadzam. To jest trochę takie podejście "może jakoś samo się zrobi". Nie, nie zrobi się, zwłaszcza jeśli ktoś jest na bardzo początkującym poziomie. Oglądanie filmów czy rozmowy z obcokrajowcami to tylko taki dodatek, pozwalający sprawdzić, czy utrwalić to co już umiemy.
Autorze, polecam Ci nauczyć się mniej, ale bardzo dokładnie, tak, żebyś na pewno danego słowa czy konstrukcji gramatycznej nie zapomniał w chwili stresu. Ja robiłam to tak: najpierw czasowniki modalne (móc, musieć, być, chcieć), potem przemysł jakich czasowników w ciągu dnia używasz, śpisz tak z 50, przetłumacz na angielski i je wykuj. Próbuj z tym konstruować zdania ile się da, zwracając uwagę na wymowę. Później wypisz sobie z 15 słów typu "ale, dlatego, też, również nie, chociaż...". Znowu, gadaj do siebie próbując ułożyć z tym zdania, na normalne tematy, takie, o jakich gadasz z ludźmi po polsku, a nie jakieś dziwne, nieżyciowe scenki z podręczników. Powodzenia :)
Twój umysł podświadomie wie, że to głupi język w którym są głupie konstrukcje i nic się nie czyta jak się pisze, a do tego można się opluć przy mówieniu :)
Boże, tak bardzo się zgadzam.
A może to kwestia samego języka? Są ludzie, którzy świetnie opanują jeden, ale z jakichś powodów drugi może iść opornie. Znasz jakikolwiek inny język? Wtedy może miałbyś jakieś porównanie, w którą stronę ewentualnie dalej iść. Rozumiem, że angielski w dzisiejszych czasach najbardziej się opłaca, ale sam mam podejście, że nic na siłę. Ja również uczyłem się angielskiego w szkole, pisałem nawet rozszerzoną maturę, ale zostawiłem go dalej w cholerę, bo po prostu nigdy nie lubiłem ani nie czułem przyjemności z tej nauki, im dalej w las, tym bardziej miałem dość. Do dzisiaj nie lubię go używać. Dogadam się na podstawowe tematy za granicą i tyle mi wystarczy. Skupiłem się za to na nauce tego, co naprawdę lubię, a i wyniki są od razu lepsze. Może angielski nie jest po prostu dla ciebie, podobnie jak u mnie.
Dodam jeszcze, że mam znajomego, który uczy w szkole językowej (angielskiego właśnie) i mimo że wydawałoby się, że skoro opanował świetnie jeden język, to łatwo już pójdzie każdy kolejny, to jednak zdradził kiedyś, że przez lata próbował się nauczyć rosyjskiego i kompletnie mu to nie szło, więc po jakimś czasie zrezygnował.
Znam też przeciwieństwa, ludzi, którzy gadają po rusku, a po angielsku ani słowa nie wykrztuszą. Dlatego myślę, że każdy powinien po prostu poszukać czegoś "dla siebie", bo nie dość, że oszczędzi to czasu (nauka będzie szła szybciej), to dodatkowo będzie przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.
Coś w tym jest. Miałam w liceum kolegę, który doskonale mówił po niemiecku. Był świetny w płynnej rozmowie. Za to z angielskiego ledwo leciał na dwójach. Wolałam być od niego ciut gorsza w niemieckim, ale być jednocześnie dobra z angielskiego. Jednak jak się szuka pracy z językami, to ciężko, żeby nie sprawdzali umiejętności angielskiego.
Niestety to prawda, angielski przydaje się dzisiaj najbardziej, chociaż z drugiej strony, zależy jak na to spojrzeć, zawsze warto znać jakiś inny, mniej popularny język, chociażby właśnie szukając pracy jest to spory atut, właśnie dlatego, że angielski przecież zna każdy, a ty możesz być tym, który zna coś, co już nie jest tak oczywiste.
Ja też nigdy nie lubiłem tego języka. Bardzo lubię czeski, rosyjski i niemiecki też są dla mnie spoko, ale angielski dla mnie jest kompletnie nielogiczny i brzmi jak krztuszenie się herbatą. Jeśli trzeba się dogadać, robię to jak umiem, nawet jeśli z błędami gramatycznymi, to ważne żeby się po prostu dogadać.
Podrozuje po całym świecie i ucze podróżowania bliskich. Kiedyś mówiłam ładnie, z biegiem lat język zardzewiał bo… nie miałam go gdzie używać. Może gdybym jeździła do standardowych miejsc z hotelami all, bo tam obsługa mówi po angielsku. Ale wole wynająć mieszkanie na miesiąc i zobaczyć każdy zakątek, smakować lokalnych potraw w restauracjach, poznawać ludzi mieszkających w danym kraju, którzy… rzadko kiedy znają język angielski. Moi rodzice po 50r.z znając pojedyncze słówka podróżują sami po świecie. Nieznajomość języka w żaden sposób nie ogranicza w podróżowaniu. Nie znam włoskiego, kreolskiego czy suahili a mimo to mam przyjaciol którzy mówią tylko w tych językach. Ograniczenia są tylko w naszych głowach.
Zmartwię Cię. Chyba nadużywasz słowa PRZYJACIEL.
Wejdź na omegle i rozmawiaj, a jak się wstydzisz to skorzystaj z gier ;) mi pomogły gry mmo w nauce zarówno Angielskiego jak i Polskiego z powodu dysleksji mam problemy które przezwyciężyłem ucząc się poprawnych słów wzrokowo na pamięć jak mnie w gildii poprawiali ^^
Ja nauczyłam się sporo, czytając po angielsku fanfiki na ao3 i tłumacząc sobie słowa, których nie rozumiałam w tłumaczu google :) Zostawiam to tutaj, może dla kogoś będzie przydatne :)
A ja powiem inaczej - pakuj się i jedz na Wyspy Brytyjskie. Do jakiejś pracy z Brytyjczykami (jakiejkolwiek), do szkoły językowej na miejscu. Jeśli będziesz zmuszony, żeby używać języka, to w końcu się przełamiesz.
Skoro uczysz się go już ileś lat to raczej sporo umiesz tylko nie potrafisz tego zastosować. A to udaje się często po takim właśnie "przelamaniu", momencie, w którym wreszcie okaże się, że możesz i coś jednak umiesz.
I uwierz mi, wielu z tych, co mówią pozornie płynnie, robi masę błędów ale nie jest to dla nikogo (prawie) żadną przeszkodą. Słuchanie filmików itp jest niby ok, ale to ciągle tylko odtwórcze działania pomagające osłuchać się z językiem, a nie go się nauczyć.
Do pracy w UK potrzebna jest wiza wiec nie tak latwo jest "spakowac sie i jechac"
Instead of wishing to know the language, just learn it. Put in some effort. Right now you're just being jealous. Don't make excuses for yourself. Fluently speaking people also had to learn, and they've also been at the point of their lives when they didn't know shit. Difference is, Instead of wishing to do it, they just did it. And how do you do that? Use English subtitles instead of Polish, when you watch TV shows or movies. Translating everything, literally - use this comment as a little practice. And don't just copy and paste the words into translator - check it really good and try to remember something from it, for example you can write down the new word that you've just translated. Books - simple ones for kids might be handy in the beginning. Practice pronunciation - speaking words out loud till they sound perfect. Learn just basic gramma, and a lot of words. You can also join some online chat, where you can talk to random people - just to train.
Good luck.
Wiesz co, jest trochę tak, że ludzi przeraża ogrom pracy, jaki muszą wykonać, żeby się czegoś nauczyć. Po kilku latach nauki bez efektu człowiek jest zdołowany, czuje się głupi, albo jakby brakowało mu jakiejś predyspozycji. Góra wydaje się nie do zdobycia. Przez taki brak motywacji każdy nowy pomysł w stylu duolingo, nowy podrecznik itd szybko gaśnie, bo ktoś jest zrezygnowany i zmęczony. Dlatego wydaje mi się, że napisanie takiej osobie "hej inni też tam byli, ale wykonali ogrom pracy i już są dużo dalej, musisz być bardziej pracowity" wywoła tylko jeszcze większe uczucie bycia w tyle.
Sposoby, które opisałam to nie jest praca, tylko łączenie przyjemnego z pożytecznym - nie ogląda się seriali po to, aby się czegoś nauczyć, tak samo gdy słuchasz muzyki. Przetłumaczenie tekstu piosenki, i to nie 'kopiuj wklej', to nie jest ciężka praca. Ja bym to potraktowała jako ciekawe wyzwanie, bo dlaczego nie zainteresować się, o czym ludzie śpiewają? Albo o czym piszą?
Nie wiem, ile autorka włożyła wysiłku w naukę, ale ja wiem, że uczyłam się wieloletnio, i szczerze? Dalej się uczę, nie przestaję. Bo zawsze może być nowe słówko, zawsze można być lepszym. Ale poddawanie się swojemu brakowi motywacji, porównywanie się do innych nie pomaga i nawet nie pomoże przekroczyć linii startu. Mnie też przeraża ogrom pracy, ale nie zatrzymuje mnie to przed nią. Bo to wymówka. Bardziej mnie przeraża, co mogłoby się wydarzyć, jeśli poddałabym się temu lękowi i przestała pracować. Bez włożonej pracy nie ma efektów - proste. Wszystko to jest kwestią podejścia.
A i zapomniałam jeszcze - GRY po angielsku! Ja akurat nie uczyłam się przez gry, ale wiem, że to pomaga wielu ludziom
Prościej się już uczyć nie da ;)
Większość ludzi podróżujących nie mówi dobrze po angielsku, ale nauczyło się że trzeba po prostu mówić i próbować. Czego nie odpowiedz, to dogestykulujesz. Są różne aplikacje do nauki języka angielskiego i do tłumaczenia, łącznie z dźwiękiem wiec zawsze możesz z nich skorzystać. Blokada jest przede wszystkich strach.