#jbq22

Gdy miałam jakieś 5-6 lat i chodziłam do kościoła z rodzicami, pod koniec mszy zawsze słyszałam, jak ksiądz mówi: „Idźcie w pokoju Chrystusa”, a wierni odpowiadają: „Bogu niech będą dzięki”. Myślałam, że są znudzeni mszą tak jak ja i że myślą sobie „Bogu niech będą dzięki, że to już koniec tej nudnej mszy”.

#uiwX4

Moi rodzice porównują mnie co kuzynostwa czy dzieci znajomych – jak oni się ładnie zachowują, a jak ja, gdzie oni są (liceum/studia), a ja kończę zawodówkę i nie chcę robić matury. Na spotkaniach rodzinnych często jestem głównym obiektem wyśmiewania czy drwin ze strony całej rodziny. Nawet moja mama (bo tata cały czas za granicą pracuje) nie chce ze mną rozmawiać, uważa grę czy telewizor za coś ważniejszego, wyprasza mnie z salonu i w prosty mówi mi, że mam iść do siebie, bo nie chce słuchać mojego pierdolenia, jak minął mi dzień czy co się dzisiaj stało... To boli.

#myKyh

Przez pierwsze 10 lat mojego życia myślałam, że po operacji lekarz na pamiątkę robi zdjęcie szwów i daje to zdjęcie pacjentom, żeby mogli pochwalić się szwami swoim znajomym. Miałam żal do babci, że poszła na zdjęcie szwów i nigdy mi tego zdjęcia nie pokazała, ale nie chciałam jej prosić, bo myślałam, że to na tyle intymne, że będzie się wstydzić.

#Tnik5

Mój młodszy brat do 13 roku życia wierzył, że „panie z domu dziecka” rodzą dzieci dla wszystkich par na całym świecie.
Wszystkie nasze argumenty zbywał śmiechem albo pukaniem się w czoło... Nie dało się go przekonać, że jest inaczej, dopóki kolega nie wyśmiał go na Facebooku.

#5BptD

Moja siostrzenica poszła do pierwszej klasy podstawówki. No i wiadomo, chłopcy z klasy to małe rozrabiaki pełne energii. Jeden chłopiec dodatkowo ma ADHD, więc było go wszędzie pełno. Pewnego razu na zebraniu moja siostra usłyszała, że pani wychowawczyni skarży się na tego chłopca, bo nie chce pisać na lekcji, a jego wymówką jest „boli mnie ręka”, ogólnie mocno go krytykowała. Ciągle mówiła, że jest leniwy i niegrzeczny.
Po paru miesiącach tej samej gadki, podczas przerwy obiadowej dzieci biegły co sił w nogach, aby zająć kolejkę. Chłopiec spadł ze schodów i złamał rękę, na którą narzekał. Okazało się, że ma raka kości... SZEŚCIOLATEK MA RAKA.
Dla wszystkich był to wielki szok, nauczycielka przepraszała godzinami. Gdyby nie ten wypadek, mogliby to odkryć za późno. Zorganizowano zbiórkę, rozpoczęto leczenie.
Słuchajcie, co mówią wam wasze dzieci i nie lekceważcie ich.

#nSZdj

Moje „wspomnienie”, które opiszę, wydarzyło się kilka lat temu, przed czasami Instagrama, Snapchata czy amatorów-fotografów z aparatem. Teraz jestem dorosła, ale to co zrobiłam nadal we mnie tkwi.

Była ładna jesień. Od kilku tygodni pisał do mnie jakiś fotograf, miał około 30 lat, chciał mi zrobić kilka zdjęć. Po kilku próbach zgodziłam się na spotkanie. Miał studio na uboczu miasta, tam też chciał zrobić sesję. W dzień spotkania nie było nikogo w domu, wyszłam na umówione spotkanie.
Na początku było miło. Co chwilę łapałam fotografa na zbyt natarczywym wpatrywaniu się we mnie, kilka razy ni to przypadkiem, ni specjalnie dotknął mnie za pierś czy pogładził trochę zbyt intymnie jak na mój wiek. Czułam się z tym trochę dziwnie, ale za dużo nie mówiłam, myślałam, że tak ma być. Po „sesji” mój fotograf chciał odpocząć. Zgodziłam się, ale był to błąd. Fotograf zaczął się do mnie dobierać. Odsunęłam jego rękę mówiąc, że posuwa się za daleko. On się zaśmiał, a ja się przeraziłam. Moje słowa nie docierały do niego. Jego ręce wodziły po moim ciele. Obrzydliwe. Nie chciałam tego, on to wiedział. Zaproponował mi, że nikomu nie powie o tym, jak go SPROWOKOWAŁAM , jeśli pozwolę zrobić sobie więcej zdjęć, ale odważniejszych. Byłam zagubiona. Nie miałam jak uciec, znajdowaliśmy się na jakimś odludziu, a on był silniejszy, więc się zgodziłam. Zrobiłam sobie kilka nagich fotek, byłam przerażona i zapłakana. Po kilku ujęciach skończyliśmy. Nie pamiętam jak i kiedy, ale uciekłam. Biegłam aż do domu. Weszłam pod prysznic i starałam się zapomnieć.
Przez kilka dni udawałam, że wszystko jest okej – do czasu. Moje zdjęcia gdzieś wypłynęły. Po czasie widzieli je wszyscy. Śmiali się, a ja zamknęłam się w sobie. Widziałam i słyszałam okropne słowa na mój temat. Byłam dziwką, pośmiewiskiem, śmieciem, ku#wą. Rodzice nie zauważyli, stwierdzili, że dojrzałam i zajęłam się nauką. Sześć następnych lat spędziłam samotnie, bo bałam się pokazać ludziom. Do teraz ludzie wyciągają to, co zrobiłam, coś, co zdarzyło się kilka lat temu. Nikomu też nic nie wyjaśniłam ani nie próbowałam się wytłumaczyć. Nawet mojemu rodzeństwu. Mój brat nigdy się mną nie interesował, a siostra z racji starszego wieku miała mnie gdzieś. Nigdy też nie miałam przyjaciół czy chłopaka. Później odkryłam, że „mój fotograf” był amatorem, a moja „normalna” sesja nie została pewnie uwieczniona.

Dwa lata temu zaczęłam mieć objawy depresji, zostałam wysłana do psychologa, potem do psychiatry, leczę się, bo żyję w strachu, że ktoś znajdzie gdzieś moje zdjęcia... Do dziś nikt nie wie, czemu chodzę przygnębiona.

#toAwO

Chodzę do jednego z wyżej sytuujących się w rankingach liceum w Warszawie, od czwartej klasy podstawówki nieprzerwanie otrzymuję świadectwa z czerwonym paskiem, uczę się czterech języków obcych (angielski, rosyjski, francuski, niemiecki), przy czym zdecydowałam zawiesić kontynuację chodzenia na dodatkowy francuski, ze względu na i tak już dużą ilość zajęć dodatkowych oraz na rzecz posiadania jakiegokolwiek życia (w końcu 17 lat ma się tylko raz).
Dziś dowiedziała się o tym mama. Popatrzyła na mnie wzburzona, oświadczyła, że właśnie przez swoje lenistwo marnuję lata pracy, westchnęła i rzuciła: „Skończysz teraz na kasie albo w jakimś fast foodzie”...

Dziękuję, mamo, nie mam pytań.

#aMUET

Piszę to trochę żeby się wygadać, a trochę żeby dać komuś do myślenia, komukolwiek. Może ktoś z Was nie popełni mojego błędu.
Byłam przez 5 lat z gościem, który robił boki. Wyrywał laski na prawo i lewo, jeżdżąc sobie na jakieś konferencje czy imprezy studenckie. Kilka razy „przyłapałam” go na bajerowaniu innych lasek, ale typ uważał, że on ma taką gadkę i tyle, poza tym przecież to tylko rozmowa. Ostatnie pół roku naszego związku pisał sobie z laską z innego wydziału. Widziałam, że ma często dymek czatu z nią, rano jak wyłączałam jego budzik to widziałam, że ma jakąś wiadomość z nocy od niej. Nigdy nie sprawdzałam mu telefonu, więc olewałam te wiadomości. Zapytałam go kiedyś kto to, to powiedział, że koleżanka z innego wydziału i nie ma się czym przejmować.
Zerwałam z nim na początku roku. Z różnych przyczyn, ale wszystkie można zamknąć w słowach: nie czułam się w ogóle kochana.
Jakieś dwa tygodnie po naszym rozstaniu typek zaczął oficjalnie być z laską, którą nie miałam się przejmować... Kurtyna.
Okazuje się, że z grona jego znajomych wszyscy wiedzieli o jego luźnym trybie prowadzenia się i o tym, że kręci z tamtą laską.
Jest mi tak ogromnie przykro, czuję się jak ostatnia frajerka.

#HFgdA

Gdy byłam mała, moje starsze rodzeństwo uparcie latało za mną i powtarzało: „No powiedz dupa, powiedz!” – oczywiście kiedy nie widzieli tego rodzice.
Jakież musiało być zdziwienie mojej rodzicielki, kiedy któregoś dnia poprosiła mnie, bym powiedziała „mama”, a ja, mały i uroczy bobas z blond włoskami i szerokim uśmiechem, wesoło wrzasnęłam „dupa!” :D
Dodaj anonimowe wyznanie