#xhDhv

Odkąd skończyłem gimnazjum, minęło już ponad 10 lat. Ale spotkałem dzisiaj kumpla i tak wspominając stare dzieje, przypomniała mi się jedna akcja właśnie z gimbazy.

3 klasa, czerwiec. Miałem w swojej szkole kilka osób, które przez cały okres nauki niemiłosiernie mnie wkurzały. Non stop mieliśmy ze sobą na pieńku. Więc na sam koniec postanowiłem się zemścić. W bardzo bolesny sposób. Wiecie, jak wygląda balon. Do niektórych, szczególnie na imprezach, dodawane są plastikowe rurki, żeby tego balona można było wygodnie trzymać. Załatwiłem sobie jedną taką rurkę. Skróciłem do odpowiedniej długości. Wziąłem jeszcze trochę waty kosmetycznej i małą paczkę szpilek. Jak się niektórzy domyślają, zrobiłem coś na wzór dmuchawki. Potem trzeba było jeszcze przygotować w plecaku skrytkę, tak by nawet przy niedozwolonej rewizji nikt tego przy mnie nie znalazł.
Tak uzbrojony poszedłem w któryś dzień do szkoły. Ostrzał delikwenta wyglądał następująco: siedziałem sobie najczęściej w kącie, kilka metrów od celu. Wyciągałem książkę, udawałem, że coś tam przeglądam. A pod nią była moja dmuchawka. Potem wystarczyło poczekać na odpowiedni moment i delikwent dostawał szpilę w dupę. Raban, jaki powstawał po trafieniu, pozwalał mi schować moje narzędzie czynu i udawać, że o niczym nie wiem ani nic nie widziałem.

Teraz jeszcze kwestia zobrazowania, jaką „moc” miała ta dmuchawka. Strzał z powiedzmy 5-7 metrów w tapicerowaną kanapę powodował, że szpilka wbijała się praktycznie po samą główkę. A wata spełniała dwie funkcje. Po pierwsze, łatwiej było strzelać, po drugie, trafiona osoba miała w ten sposób możliwość samodzielnego wyciągnięcia pocisku z własnego tyłka, bo główka się blokowała na powierzchni, a nie wchodziła pod skórę. Przestrzelenie dresów czy jakichś cienkich spodenek nie stanowiło problemu dla mojej armaty. Gorzej było z jeansami, ale wtedy wystarczyło poczekać, aż dany delikwent będzie miał WF. I go ostrzelać z zaskoczenia.

Rekordzista dostał 6 razy i zyskał przydomek „dziurawa dupa”. W szkole oczywiście afera, ale sprawcy nie złapano. Mi plecak sprawdzano 2 razy. Na oba się zgodziłem. Celowo, by odsunąć od siebie podejrzenia.

Tak, wiem, geniusz zła i zbrodni :D

#Ujh5t

Przyłapałam dzieciaki na lekcji na podrzucaniu sobie karteczek i kazałam im przyjść do mnie po zajęciach. Przyszedł tylko jeden, zapłakany. W końcu wydusił z siebie, że tymi karteczkami pierwszy raz w życiu próbował się z kimś zaprzyjaźnić i wychodzi na to, że przeze mnie mu się nie udało. Nawet nie wiecie, jak przykro mi się zrobiło.

#SOpgk

Jakiś czas temu mój kolega z pracy, a dobry znajomy poza pracą, popełnił samobójstwo.

Byliśmy grupą przyjaciół, poznaliśmy się w pracy, ale świetnie się dogadywaliśmy, więc zaczęliśmy spędzać razem czas wolny. Wyjazdy, wakacje, ogniska, wypady w góry i pod namioty. Było nas pięcioro. Zostało czworo.
W internecie pojawił się artykuł na ten temat (było to dość głośne samobójstwo). No i zawrzało od komentarzy – gdzie byli jego bliscy, przyjaciele? Czy nikt nie słyszał wołania o pomoc? Czy nikt nic nie zauważył?
To prawda. Słyszeliśmy jego wołanie. Widzieliśmy, jak cierpi od długich tygodni. Dodawał depresyjne posty i piosenki na swoim profilu. W pracy wpadał w płacz i miewał ataki paniki. Znaleźliśmy kartkę na jego biurku wypełnioną napisami „chcę umrzeć”, „nienawidzę życia”, „chcę się zabić”. Nasz szef załatwił mu dobrego psychiatrę. Dostał leki. Przez chwilę je nawet brał i było mu lepiej, ale później wszystko wróciło. Powiedział, że przestał je brać, bo chce pić alkohol, a nie może mieszać.
Rozmawialiśmy z nim setki razy. Prosiliśmy, by wrócił do leków, by poszedł na terapię. Proponowaliśmy pomoc, rozmowy, wsparcie. Nie chciał. Twierdził, że alkohol mu pomaga. Nadal się z nami spotykał, był wtedy normalny, jak kiedyś. Wesoły, zabawny, uśmiechnięty. Ale wiedzieliśmy, że to tylko maska. Jednak nie mogliśmy nic dla niego zrobić. Nie był dzieckiem, tylko dorosłym, samodzielnym człowiekiem. Nie chciał iść do lekarza ani wrócić do leków, choć sam twierdził, że mu pomagały. Ale był artystą, twierdził, że alkohol pomaga mu tworzyć nowe obrazy.
Nasze setki wysłanych wiadomości, telefonów, próśb i błagań spływały po nim jak po kaczce. Nie mogliśmy mu siłą wepchnąć tabletek do ust ani go związać i zabrać do lekarza. Nie był agresywny, w ostatnich tygodniach nie wpadał już nawet w depresyjne stany.
A potem po prostu się zabił.

Jest mi przykro, że nie mogliśmy mu pomóc. W głębi siebie czuliśmy wszyscy, że prędzej czy później to zrobi. Wiele razy rozmawialiśmy o tym, że on w końcu się zabije. Zastanawialiśmy się, co możemy z tym zrobić, jak mu pomóc. Ale poza tym, co robiliśmy, czyli milionem telefonów, próbami wyrwania go z domu, ciągłym polecaniem terapii, a nawet wyrzuceniem całego alkoholu, jaki u niego znaleźliśmy, naprawdę nic nie mogliśmy zrobić. On nie był osobą, która szukała pomocy i uwagi. On po prostu chciał się zabić i do tego dążył. Wydaje mi się, że nawet gdyby zamknąć go na siłę w szpitalu, to i tak znalazłby sposób.
Ludzie, którzy wiedzieli, że się z nim przyjaźniliśmy, patrzą na nas wilkiem. Kilka osób wprost nam powiedziało, że to nasza wina, że nie byliśmy dobrymi przyjaciółmi, że nie pomogliśmy mu, gdy prosił o pomoc.

Jest mi smutno, że go nie ma. Tęsknię za nim. Ale nie każdemu da się pomóc. Mam nadzieję, że odzyskał spokój.

#qenb3

Kilka lat temu kupiłem sobie grawela i tak zostałem rowerzystą. Dosyć szybko przerzuciłem się na ciasno przylegające ciuszki. Na początku te obcisłe rajstopy z lajkry mnie krępowały. Uciśnięte klejnoty, wkładka wpajająca się w pupę. No i lekko odznaczający się mały. Może tak w 100% lekkiego zawstydzenia się nigdy nie pozbyłem, bo jednak gdzieś tam wewnętrznie lekko zawsze mnie skręca, jak wchodzę tak ubrany na firmę i spotykam szefa, zanim zdążę się przebrać ;p
Obecnie uwielbiam je nosić po prostu. Nie wiem, czy narodził się po czasie jakiś fetysz do opinającej lajkry, czy organizm zwyczajnie pokochał to na sobie. Ale noszenie ich to dodatkowy atut dla mnie przy jeździe na rowerze. Wślizgnięcie wygolonych nóg w bibsy i ubicie w odpowiedniej pozycji jajek to rytuał. Mam nawet takie droższe spodnie rowerowe, w których wkładka daje uczucie, jakby dosłownie trzymała za klejnoty. ;-)
Nawet na lato zakupiłem sobie bardzo cienkie długie spodnie rowerowe i osobiście preferuję je od tych krótkich, bo uczucia jakoby było cieplej nie ma, a przynajmniej nie wysmaża się dziwnie wyglądająca opalenizna.
Zakładanie szortów, aby zasłonić to i owo oczywiście uważam za zbrodnię. Rowerzysta musi być wolny jak ptak. ;ppp (poza tym głupio to wygląda, jakby ktoś sukienkę założył).

Zanim rzucą się na mnie kierowcy, aby rozszarpać za łamanie przepisów, to zaznaczam, że jeżdżę głównie po terenach, w których praktycznie nie ma samochodów, a w mieście po ścieżkach rowerowych i chodniku, na którym pieszym ustępuję tak, aby było im jak najwygodniej ;p

#SsvtQ

Historia wydarzyła się kilka lat temu, jeszcze za czasów studiów.
Mieliśmy kolejny wykład, jeden z tych, na które się chodziło, trzeba było zdać, ale profesor usypiał wszystkich w momencie rozpoczęcia monologu. Ów wykład odbywał się w dość dużej sali, do której drzwi były zarówno z przodu, jak i z tyłu.

Mijały kolejne minuty, który ciągnęły się niczym gile z nosa i nagle... zabrakło kredy. Chwila konsternacji, ale nasz pan wiedział, co zrobić. Postanowił pójść poprosić do sali obok. I wyszedł drzwiami z przodu, wszedł tymi z tyłu i zapytał: „Przepraszam, macie pożyczyć kredę?”. Chwila ciszy, analiza... Po czym jeden z bystrzaków powiedział, że nie. Profesor przeprosił, wyszedł i wrócił drzwiami od przodu, po czym powiedział: „Obok też nie mają” i wrócił do monologu.

Do dzisiaj nie wie, że wrócił do nas.

#QRejJ

W gimnazjum pełnym osiedlowych Sebastianów w dresach byłem jednym z niewielu kolesi z długimi włosami. Dokładnie jednym z dwóch na całą szkołę. Mimo wszystko lubiliśmy z kolegą się czasem ponabijać z inteligencji naszych mądrych inaczej kolegów produkowanych w fabryce Adidosa.

Pewnego razu miarka się przebrała – przesadziliśmy i chłopaki skrzyknęli się ze sobą, żeby spuścić nam solidny wpierdol po lekcjach. Czekali przed szkołą w dwudziestu, żeby udowodnić nam prawem pięści, że naśmiewając się z ich głupoty, nie mamy racji.
Wyszliśmy drugim wyjściem.
Czekali pod głównym do nocy.
Dodaj anonimowe wyznanie