Wstydzę się tego, że kiedyś brałem. Minęło już trochę czasu, mam kochająca rodzinę, ale wciąż mam z tyłu głowy to, jakie szkody to wyrządziło w moim organizmie. Cały czas uważam się przez to za złego człowieka i czuję, że to się nigdy nie zmieni.
Dodaj anonimowe wyznanie
Najtrudniej podobno wybaczyć samemu sobie. Jeśli chodzi o Twój organizm, to (choć pewnie o tym wiesz), jedyne co możesz zrobić, to dbać o siebie już do końca życia. Dobra dieta, branie witamin, gdy zachodzi potrzeba, ruch, unikanie innych używek. To pewnie pozwoli choć trochę zniwelować te szkody. Jeśli masz problem z mózgiem, na przykład osłabioną pamięć, koncentrację i inne takie potrzeby, to polecam Ci EEG- Biofeedback. To nowatorska metoda terapii. W uproszczeniu: terapeuta przykleja Ci (powtarzam, przykleja, czyli potem odkleja i nie ma dla Ciebie żadnych szkód czy bólu), do głowy diody. Masz przed sobą zadanie na komputerze, na przykład jazdę samochodzikiem. Nie używasz do tego żadnej myszki czy klawiatury, tylko musisz to zrobić niejako siłą woli. Jeśli Twój mózg odpowiednio się skupi i będzie działał na odpowiednich falach, uda Ci się zrobić zadanie. Na każdym spotkaniu robi się ileś takich zadań. Po iluś spotkaniach poprawia się pamięć, koncentracja, bezsenność staje się mniej dotkliwa. Piszę Ci o tym, bo niektórzy przez używki mają wyżarty mózg. On nie odrośnie, ale między tymi neuronami, czyli komórkami, które zostały, mogą powstać nowe połączenia i przez to polepszy się działanie.
Najważniejsze, że już nie bierzesz i żebyś nigdy więcej tego gówna nie wziął.
Brałeś. Ale co? Wstrzykiwałeś sobie heroine, czy paliłeś blanty? To diametralnie różne rodzaje uzależnienia i różnie wpływające na zdrowie.
Wstrzykiwał marihuanen.
Czyli tak. Najpierw brałeś, bo nienawidziłeś siebie (niezależnie, jaki jest powód, to pierwotna przyczyna zawsze w ostateczności się do tego sprowadza).
A teraz nienawidzisz siebie za to, że brałeś.
Czyli, idąc dalej tym tropem, niedługo znów zaczniesz brać. Albo chlać... Śliczne zamknięte kółeczko.
Przemyśl to sobie. Bardzo dokładnie przemyśl. Wina zawsze domaga się kary. A karząc siebie, okazujesz sobie nienawiść.
A jakby to było wyjść w końcu z tego chorego kręgu nienawiści i po prostu siebie pokochać? Bezwarunkowo. Bo tylko taka jest prawdziwa miłość. Ona nie osądza, nie dyszy zemstą, nie rozpamiętuje, nie żyje przeszłością. Ona wybacza, tuli, koi, uzdrawia, przyjmuje, uznaje. Ona jest TU I TERAZ.
Jak myślisz? Dałbyś radę tak właśnie siebie pokochać?
Dla samego siebie? Dla żony? Dla dzieci?
Zostaw przeszłość w przeszłości!
Czytałam to samo na jakiejś stronce na fb jakieś 2 miesiące temu..
Każdy z nas nie jeden raz upada, potyka się, błądzi. Najważniejsze to wyciągnąć z tego naukę i nie popełniać więcej tych samych błędów. Jeśli skończyłeś z tym, nie masz sobie czego wyrzucać. Zadbaj o zdrowie, a dla spokoju sumienia możesz kiedyś porozmawiać z żoną, jeśli jest prawdziwą partnerką na życie a nie typem człowieka, który tylko szuka tematów żeby się kiedyś w kłótni o to przypieprzyć.
Grunt że skończyłeś z ćpaniem i tego się trzymaj