Zapewne wielu z Was kojarzy stwierdzenie z kim się zadajesz, takim się stajesz. I może wielu się przekonało, że to serio tak działa.
W szkole średniej dopiero zdobywałem znajomości. Wcześniej byłem samotnikiem, nie miałem nawet kolegi. Miałem natomiast ambicje oraz pewne zainteresowania. Szybko znalazłem grupkę, która na poważnie podchodzi do pewnych rzeczy. Wkręciłem się. Byłoby super, bo i kumple byli spoko, i bo uczyliśmy się razem, zadania razem robiliśmy, spotykaliśmy się grupą, by obejrzeć mecz lub pojechać na jakiś koncert, na piwko, na spacer itd. Wiele nas łączyło... A różniło jedno, co odczuwałem dość porządnie. Towarzystwo to było całkiem profesjonalne i porządne. Dom, taki jednorodzinny, pracujący rodzice, najczęściej w firmach, świetne warunki do czegokolwiek. Jak sklep, to taki wyszukany, jak ubrania, to tylko firmowe (jednak nie przesadnie, skarpetki wciąż mieli normalne), jak jedzenie, to z górnej półki. Byli mądrzy i wyglądali konkretnie, bogato. Nie chciałem czuć się gorszy. Niestety u mnie pracował tylko tata, i to w słabo płatnej pracy. Mieszkałem w kamienicy. Nie miałem kompletnie warunków, by być jak „moja” grupa. Bo to, że myślałem jak oni, nie dało mi pełnej satysfakcji. Nie wyglądałem jak oni. Nie miałem tego, co oni. Pogoń za „wyglądem” zmusiła mnie do pracy w weekendy i w krótsze dnie szkolne. Co zarobiłem, odłożyłem. Po jakimś czasie pozwoliłem sobie kupić to czy tamto. Tak, czułem się super. I polubiłem pracowanie. Pod koniec technikum grupa się rozpadła. Parę osób zdecydowało się na realizację innych celów, jak np. odpuszczenie sobie i zabawę. Parę osób gdzieś się straciło. Zostałem sam, z ambicjami, i do tego ubrany i wyposażony „na bogato”.
Może i nie miałem ich warunków, ale zapracowałem na własne. Weekendy spędzone w pracy kupiły mi wygląd, a wytrwałość – karierę. Obecnie pracuję w swoim zawodzie. I jako jedyny z tej grupy spełniłem „nasze marzenie” – pracując pod krawatem.
Kiedy byłem mały, byłem pewny, że kobiety mają piersi, bo wystaje im serce. Tak, myślałem, że serce jest takie, jak na walentynkach. Co do mężczyzn... nie zastanawiałem się xD
Moja była dziewczyna zawsze kładła się spać w skarpetkach. Mówiła, że brzydzi ją, jak dotyka moich stóp swoimi. Pytałem się, co jest z nimi nie tak, bo staram się dbać zarówno o stopy, jak i dłonie, bo wiem, że kobiety na to zwracają uwagę. Nigdy nie umiała powiedzieć wprost, co jej przeszkadza. Gdy ze mną zrywała, powiedziała, że nie może przeboleć tego, że moje stopy są bardziej zadbane niż jej i ona z takim facetem nie może się spotykać, bo jej samoocena na tym za bardzo cierpi. Oprócz tego stwierdziła też, że to egoistyczne podejście z mojej strony, że tak chwalę się (!) swoimi stopami. No tak, bo spanie bez skarpetek to chwalenie się...
Nie ogarniam. To w końcu facet ma być zadbany czy nie?
Czuję się samotna i niezrozumiana w związku.
Mój mąż jest wręcz zakochany w naszym dziecku. Wszyscy są tym zachwyceni, chwalą, że jest wspaniałym tatą. Wszystko piękne, ale nie dla mnie. Jestem osobą niezależną, ale ostatnio zdanie innych zaczęło wpływać na mnie, co wprowadza mnie w większe poczucie winy dlatego, jak ja się czuję.
Mąż wielokrotnie podważał moje metody wychowawcze oraz dawał jasno znać, że uważa mnie za słabą mamę. Nie czuję się traktowana jak osoba z uczuciami, a jak pionek.
Jest mi przykro, że mąż stawia dziecko ponad naszą relację. Wychodzę z założenia, że partnerzy są dla siebie najważniejsi. Brakuje mi jego uwagi i zrozumienia. Próbowałam mu to przekazać, ale stawia dobro dziecko ponad moje potrzeby. Kocham męża i nasze dziecko, ale uważam, że swoim zachowaniem nie tylko rani mnie, ale i robi krzywdę naszemu dziecku...
Przemoc nade mną doprowadziła do tego, że można mi wszystko wmówić, bo ja nie jestem przekonana co do tego, co pamiętam. To jest koszmar.
Przez prawie pięć lat pracowałam w pizzerii jako kelnerka. Dzisiaj, gdy dostawca przyniósł mi do mieszkania pizzę, z przyzwyczajenia na odchodne powiedziałam mu: „Smacznego”.
Jestem matką i żoną. Zawsze marzyłam o dwójce dzieci, moja córka ma teraz troszkę ponad 2 lata. Miałam bardzo traumatyczny poród, porozrywało mnie w każdy możliwy sposób (34 szwy). Długo miałam depresję poporodową, wydaje mi się, że ona nigdy nie zniknie.
Ostatnio mieliśmy wpadkę – pękł nam kondom. Po jakimś czasie ciągłe mdłości, jadłowstręt itp. Myśl, że mogę być w ciąży, tak mnie przeraziła, że nie potrafiłam spać, cały czas płakałam. Uświadomiłam siebie, że nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek przekonam się do następnej ciąży. To mnie po prostu przerasta.
Na szczęście mdłości i jadłowstręt okazały się wirusem, potem wszyscy się nim zarazili.
Ale taki drobny zbieg okoliczności, a tyle dowiedziałam się o sobie.
PS Mój mąż nie potrafi tego zrozumieć, jak można się bać czegoś, co kobiety robią od zawsze?! Znajdzie się choć jedna osoba, która zrozumie?
Gdy ostatnio byłam w kwiaciarni, zagadała do mnie starsza pani. Trzymała w ręku bukiet małych, różowych różyczek dla swojej wnuczki. „Ona uwielbia wszystko, co różowe, na pewno się jej spodobają takie kwiatki na czwarte urodzinki” – powiedziała, po czym odłożyła kwiaty do torby, w której leżał jeden mały, różowy znicz. Pożegnała się i ruszyła w stronę cmentarza po drugiej stronie ulicy...
Jestem typowym wykładowcą chemii w markecie na Wyspach. Pod koniec dnia udało mi się poukładać i spisać całą chemię z wielkiego regału. Chwilę później jakiś dzieciak popatrzył na mnie z drugiego końca alejki, wystawił rękę i cały czas wlepiając we mnie wzrok, biegł w moim kierunku i zrzucał towar na podłogę. Jego matka spojrzała na rozrzucone dezodoranty i mydła, po czym rzuciła mi spojrzenie pełne pogardy i powiedziała synkowi: „Nie martw się, nic się nie stało”, po czym oddaliła się w nieznanym mi kierunku, bo mało się nie popłakałem, patrząc na podłogę.
Kiedy byłam w pierwszej klasie szkoły podstawowej, nauczycielka poprosiła, aby dzieci przyniosły następnego dnia do szkoły jakąś swoją zabawkę. Ja jej nie przyniosłam, powiedziałam, że zapomniałam.
Tak naprawdę po prostu jej nie miałam. Nie chciałam się przyznawać, że w domu jest tak biednie.
Dodaj anonimowe wyznanie