#J5ebE

Od ponad 10 lat dobrze nam się współpracuje. Często widujemy się biurowych korytarzach, dobrze bawimy się na firmowych imprezach. Czasem zdarzają się żarty o podtekście erotycznym, jednak nigdy do niczego nie doszło. I nigdy nie dojdzie. Ona mężatka od zawsze, ja wieloletni singiel z wyboru. Nie mam problemu z kobietami, okazji do dobrego niezobowiązującego seksu nie brakuje.
Któregoś dnia zaszła mnie od tyłu przy firmowej mikrofali i chciała zaskoczyć, więc objęła.
I zrobiła to w taki sposób, jak chyba nigdy wcześniej żadna inna kobieta. Tyle było w tym energii, że poczułem się aż nieswojo. Zbyt dobrze.
Chyba brakuje mi prawdziwej kobiety, miłości.

#Bffhw

Na Mikołaja dostałam od chłopaka bransoletkę znanej marki i ostatnio chciałam dokupić do niej przywieszkę, akurat przed pracą (ciuchy i kurtka byle jaka, wiadomo, jak to do pracy, a nie na eleganckie wyjście). Wchodzę do jubilera, a pani sprzedająca z niesmaczną miną mierzy mnie od góry do dołu z grymasem na twarzy. Poczułam się, jakbym była gorsza i nie pasowała do takiego sklepu, a wiadomo, że nie powinno się oceniać ubioru, tylko stan konta, bo może nie byłam dobrze ubrana, ale pieniądze i chęci kupna miałam. Przykre.

#B4i1g

Nienawidzę świąt. Uważam, że są żenujące, toksyczne i sztuczne. Jedna wielka afera, stres i niespełnione wymagania, by potem odegrać teatrzyk opłatkowy i złożyć nieszczere życzenia, udając, że przed chwilą wcale się sobie nie skakało do gardeł? Skręca mnie na samą myśl o świętach. Wręcz uważam, że one nikomu szczerze nie sprawiają radości, a każdy po prostu ignoruje swoje odczucia „by było miło”.

#5AjGL

Grudzień. 5 klasa podstawówki, prezentowanie grup kolędniczych. Dziewczyna przebrana za Maryję miała Jezusa (lalkę). Poprosiła Józefa, aby potrzymał to dziecko. Wtedy Józef powiedział coś, czego nie zapomnę:
– Co? Już wolę alimenty płacić.

Nauczycielce niby nie wypada, ale dopadł mnie dziki atak śmiechu :')

#GXP9M

Martwi mnie mój związek. Martwi mnie moje podejście do niego. Związałam się z mężczyzną, który zachowuje się tak, że prawie wszystko koleżanki mi go zazdroszczą. Jest inteligentny, dowcipny. Kupuje kwiaty, pomaga, wspiera. Jak jedzie do sklepu, mogę bez obaw założyć, że kupi co potrzebne. Sam pomyśli, że kończy się mleko, jajka, cokolwiek. Kwiatki przesadzi, swoją część sprzątania wykona, czasem coś ugotuje, czasem coś naprawi. Ma jakieś wady, jak wszyscy, ale generalnie pozytywnie wyróżnia się na tle innych facetów. Przez 95% czasu. Ale raz na jakiś czas ma humor. I wtedy mu odbija. Przychodzi do mnie, wydaje jakieś polecenie i jeśli nie wykonam go od razu i tak jak on sobie życzy, to włącza mu się agresor. To dziwne, bo większość czasu nie ma problemu z tym, że mu się przeciwstawiam lub z czymś nie zgadzam. Najpierw próbuje mnie zmusić do podjęcia wymaganego działania, a gdy to się nie udaje, zaczynają się wyzwiska, czasem zaczyna rozwalać sprzęty domowe. I martwi mnie, że ja już mam takie „zdarza się, przynajmniej pracuje nad sobą, bo wyzywa mniej”. I nawet się nie wkurzam na to. Jedyne co mnie nadal wkurza, to to, że zdarza się mu czymś we mnie rzucić. Nie jest to nic na tyle ciężkiego, żeby zrobić mi jakąś szczególną krzywdę, ale liczy się fakt rzucenia we mnie. Kłócę się z nim wtedy, on przeprasza przez kilka dni, aż w końcu odpuszczam. 
Kiedyś sobie mówiłam, że jeśli facet kiedykolwiek zaatakuje mnie fizycznie, to odejdę. A nie odchodzę. Nie mam jaj skończyć tego miesiąc przed ślubem. I z jednej strony on naprawdę nad sobą pracuje (agresja werbalna na pewnym etapie była codziennie, teraz zdarza się dużo rzadziej), a z drugiej mam ogromny żal. Do niego, że to robi i do mnie, ale na to pozwalam. A jeszcze potem on mówi, że on jest winny tej sytuacji, ale gdybym go nie drażniła, to by nie wybuchł. A mogłam po prostu nieco inaczej sformułować moje odpowiedzi, to by nie było problemu, np. „nie chcę o tym teraz rozmawiać” jest złe, ale „porozmawiamy o tym później” jest dobre (przynajmniej w danej awanturze). Jest mi źle. Pozwalam na to, jestem słaba. I czuję, że daję sobą manipulować.

#7m31s

Znów samotny sylwester, mimo 37 lat chyba tylko trzy razy byłem na takiej imprezie. Z jednej strony rzadko piję, więc mnie popijawy nie cieszą, z drugiej nie umiem zagadywać do innych, pustkę w głowie. Jako introwertykowi (sam się tak określam) dobrze mi samemu, ale brak drugiego człowieka, przyjaciela, kolegi, koleżanki, dziewczyny mnie już przerasta, nie mam sił dalej walczyć, i tak wiem, że nikogo nie spotkam i nikt mnie nie zaakceptuje. Myślę, że macie lepiej albo i gorzej, każdy jest inny. Ludzie się poznają, jak się spotykają, a ja wolę tego unikać, mam wrażenie, że większość jest fałszywa, źle życzy innym, knuje itp. Gdzie się podziały dawne czasy, gdzie wszystko było beztroskie?

#Min6a

Kilka miesięcy temu poznałem kobietę, jakbyśmy byli dla siebie stworzeniu, nie sądziłem, że w wieku 40 lat przeżyję coś takiego.
Problemem jest różnica wieku, wynosi 14 lat. Ona ma 26. 
Na ten moment nie przeszkadza nam to, mam trochę świra na punkcie dbania o siebie, więc wyglądam sporo młodziej. Ale biologii się nie oszuka, gdy ona będzie mieć 65 lat, gdzie ludzie są zazwyczaj dość sprawni, ja będę miał 79, o ile dożyję.
Wtedy to nie będzie związek, a raczej opieka.

Dużo myślę o tym, czy to po prostu nie za duża różnica wieku.

#WDIVA

Zawsze chciałem iść do szkoły muzycznej i nauczyć grać się na perkusji, jednak rodzice byli przeciwni, bo przecież to trzeba dużo pracy, a mi się na pewno odwidzi, a to kosztuje i tak dalej...

Mnie się nie odwidziało. Skończyłem studia, poszedłem do pracy, oszczędzałem pieniądze, kupiłem gary, oczywiście zewsząd słyszałem, że jestem już za stary, żeby uczyć się grać i w ogóle szkoda czasu i pieniędzy.

Właśnie dostałem swoją kopię albumu, na którym nagrałem perkusję. Brzmi jak piekło. Taki dumny z siebie nigdy chyba nie byłem.
Dodaj anonimowe wyznanie