Gdy się urodziłam, to moja mama wpadła na genialny pomysł by dać mi na imię Bazylia. Tata niestety nie miał dużo do gadania, bo głównym argumentem mamy było to, że to ona nosi dziecko przez 9 miesięcy, a później je rodzi, a on tylko daje nasienie. Więc się nie kłócił.
Na szczęście, w urzędzie okazało się, że nie ma takiego imienia i nie mogli takiego wpisać w papiery, więc wybrali inne. Ale do tej pory mama czasem do mówi Bazylia i raz jej się zdarzyło w miejscu publicznym.
Byłam w moim pierwszym związku prawie 3 lata. Z dnia na dzień kochałam go coraz mocniej, on też mi pokazywał, że mnie kocha. Ale nagle pewnego dnia zmienił się. Stwierdził, że nie wie, czy chce być ze mną. Ja głupia kilka dni starałam się zmienić jego zdanie, lecz gdy on miał się postarać, nie kiwnął palcem. I w taki sposób zostałam sama ze złamanym sercem i nie wiem czy się pozbieram. Na pewno łatwiej jest to zrobić, gdy znasz chociaż powód. A on go nie miał...
Stało się to dzisiaj po południu. Postanowiłem, że zamknę się w pokoju i obejrzę sobie jakiś film dla dorosłych.
Wszedłem na stronę i oglądałem. Gdy byłem mniej więcej w środku seansu, kliknąłem w ekran aby zobaczyć, ile jeszcze zostało. Potem skończyłem oglądać i wyszedłem z pokoju.
Gdy wyszedłem na przedpokój, zobaczyłem zdziwione oczy babć, mamy i taty oraz brata, który ledwie powstrzymywał się od śmiechu. Wszedłem do pokoju i okazało się, że cały filmik obejrzała ze mną rodzina, bo gdy sprawdzałem ile zostało do końca filmu, przypadkiem dotknąłem w przycisk „przesyłaj na telewizor”.
Potem stałem na środku pokoju i nie wiedziałem co powiedzieć. Wstyd jak diabli.
Założyłem sobie fejkowe konto na fejsbuku i podołączałem do kilku lokalnych grupek feministycznych, żeby mieć tzw. "materiał" do kręcenia beki ze znajomymi. Zamiast tego dowiedziałem się, że moja bliska przyjaciółka została zgwałcona przez swojego narzeczonego (nic o tym nie wiedziałem), a mój ojciec molestuje pracownice w swojej firmie i są w trakcie zbierania dowodów, żeby założyć mu sprawę na policji. Dziwnie się z tym czuję.
Mieszkam w dużym domu. Łazienka znajduje się w zupełnie innej części niż mój pokój. Zawsze jak w nocy biegnę do toalety, śpiewam w myślach piosenki religijne (nie pieśni kościelne, tylko takie, które śpiewa się np. na rekolekcjach dla młodzieży). Wracając robię tak samo. Powodem nie jest wyśmianie religii katolickiej (bo sama jestem chrześcijanką), tylko wystraszenie "potworów", które mogą czaić się w ciemnych kątach.
Dziś, dopiero w wieku 26 lat, zorientowałem się, że ja naprawdę z mordy to jestem niesamowicie brzydki. I nie mówię tego dla kokieterii, po prostu mam ryj jak multipla. W kwestii mojego dotychczasowego życia to naprawdę wiele tłumaczy...
Ja i mój mąż staraliśmy się o dziecko kilka lat, zanim nie okazało się, że on nigdy nie spłodzi dziecka.
Wtedy do koszmaru, jakim jest bezpłodność, nasza rodzina i przyjaciele dołożyli nam drugie tyle "wsparcia".
Moja teściowa od razu z góry założyła, że odejdę od jej "niepełnowartościowego" syna. Musiałam ją długo przekonywać, że tego nie zrobię.
Moja konserwatywna babcia poleciła mi zdradzić męża, używając argumentu "nieważne jaki byczek, byle cielątko twoje".
Znajomi też się dziwili, dlaczego faszeruję się hormonami i rozkładam nogi przed każdym lekarzem w mieście, skoro wystarczy "tylko" zmienić chłopa.
Nie odeszłam od męża. Razem wychowujemy nasze wspólne, adoptowane dziecko. Nie chciałabym nigdy być żoną innego i z nikim innym bym nie chciała wychowywać dziecka.
Mimo że minęły lata, do tej pory mam ogromny żal do tych wszystkich, którzy sprowadzili mojego męża do roli dawcy plemnika. To tak bardzo upokarzające, że nigdy mu o tym nie powiedziałam.
Nie mogę tego trzymać w sobie, więc to tutaj wyrzucę.
Jadę wczoraj przez osiedle, główna, ale jednak osiedlowa droga. Dziury, studzienki, zaparkowane samochody, ktoś coś wyciąga z bagażnika, wieczór, połowa drogi nieoświetlona. Jadę 35-40 na godzinę, na zderzaku siedzi mi jakiś stary kretyn w Audi A3 i się czai. Zbliżamy się do przejścia dla pieszych, które jest szerokim progiem zwalniającym. Ograniczenie 30 km/h. Zwalniam, żeby niczego na nim nie "zgubić". A ten kretyn w Audi wrzucił kierunkowskaz i po prostu jak rakieta przepried.lił przez to przejście, prawie gubiąc zderzak. A jakby ktoś mimo wszystko wyszedł na to przejście? Ja bym się zatrzymał, a ten koleś?
Zabija nie prędkość, tylko głupota, i właśnie za taką głupotę jak wyprzedzanie na pasach zabierałbym prawko.
Przeczytałam historię dziewczyny o tym, jak po wyprostowaniu i wybieleniu zębów zaczęły przeszkadzać jej nieidealne zęby u innych osób, mimo że wcześniej sama miała taki problem. Zrobiło mi się przykro, bo mam zęby w opłakanym stanie. Nie pamiętam kiedy zaczęłam regularnie je myć i ogólnie dbać o higienę jamy ustnej, ale pewnie było to w gimnazjum. Moi rodzice nie byli mną zbytnio zainteresowani, zresztą żyliśmy sobie tak, jak się żyło od pokoleń, bez wiedzy o duchu czasu. Nikt małej mnie nie mówił o kąpieli, zmianie bielizny i skarpetek, myciu uszu itd. Nawet nie chcę myśleć o tym, jak bardzo musiałam śmierdzieć.
Do tej pory pamiętam rozmowę z koleżankami w 4 klasie podst., kiedy to jedna z nich powiedziała, że musi myć włosy codziennie, bo ma problem z przetłuszczającymi się włosami, a ja, niczego nieświadoma, radośnie odparłam, że u mnie wystarczy mycie raz na dwa tygodnie. Śmiechu koleżanek chyba nigdy nie zapomnę.
Jedynym przejawem matczynej troski było zaprowadzenie mnie do dentysty na początku podstawówki tylko dlatego, że miałam połamane czarne resztki po mleczakach i nauczycielka zasugerowała wizytę. Praktycznie każdy stały ząb kwalifikował się do leczenia. Dziury były wypełniane czarnymi plombami, bo kto to widział, żeby płacić za takie wymysły. Oczywiście zębów nadal nie myłam, bo po prostu nie wiedziałam, że trzeba. Nie umiałabym ich nawet umyć, szczoteczki oczywiście nie miałam.
Kiedy w końcu w szkole zaczęto mówić o higienie osobistej, to nawet starałam się coś ze sobą zrobić, o ile tylko rodzice pozwolili marnować tyle wody. Jednak z zębami nadal miałam problem, bo po prostu nie miałam nawyku ich mycia. Nie wiedziałam na przykład, że szczoteczkę należy wymieniać, a dentystkę omijałam, bo borowanie było ostatnią rzeczą, na jaką dobrowolnie bym się zgodziła. W końcu zaczęłam sumiennie dbać o zęby. Wymieniłam czarne plomby, wyleczyłam resztę, zapoznałam się z płynami do jamy ustnej itd. Jednak aktualnie mam jedynie 5 zębów bez plomb, w górnych jedynkach mam po 2, kilka zębów jest już tak dorobionych, że mojego zęba właściwie nie ma. Co gorsza, jakiś rok temu zauważyłam, że mam nieco ciemniejszą górną dwójkę. SZOK. Mimo moich starań okazało się, że ząb sobie po prostu umarł, chociaż nic tego nie zapowiadało, a niedawno zęby zaczęły mi się delikatnie przesuwać i jest to zauważalne.
Aktualnie jestem załamana. Nienawidzę swojego uśmiechu, robię wszystko, żeby nie było widać tej katastrofy. Najciężej mi jest przy chłopaku, ponieważ czuję ogromny dyskomfort podczas rozmowy, wstydzę się szczerze śmiać, kombinuje tak, aby zawsze widział mnie z "lepszego" profilu z lepszą dwójką. Brzydzę się sama siebie, ale na razie nie stać mnie na taką zmianę. Mimo że to wszystko wynika z zaniedbania rodziców, to przykro mi, że mogę zostać odebrana jako niechlujna osoba.
Prowadziliśmy kiedyś z żoną knajpę w pewnej małej miejscowości. Żona zwykle otwierała o 12, choć zwykle o tej porze to można było się spodziewać tylko wpadających na plotki koleżanek. Pewnego dnia jednak, tuż po otwarciu, wkroczyło dwóch zupełnie nieznanych osobników, co już samo w sobie w miejscu, gdzie wszyscy się znają choćby z widzenia, było zjawiskiem dziwnym. Ale grzecznie poprosili o dwie „setki”, „tylko żeby było w szklaneczkach”. Potem również grzecznie wyrazili chęć zapłacenia przed konsumpcją, co często się nie zdarza. Potem usiedli w kącie przy stoliku przy oknie i… nic więcej się nie działo. Siedzieli dobrych parę minut nad literatkami bez ruchu i patrzyli przez okno. Nagle jeden z nich powiedział „Już!” – złapali za szklaneczki, wychylili zawartość i szybko wybiegli!
Ta sama sytuacja powtórzyła się kilka dni później. Znów zamówili po „setce”, znów zapłacili wcześniej, znów usiedli w tym samym miejscu i znów wybiegli w pośpiechu. Gdy cała historia powtórzyła się trzeci raz, żona nie wytrzymała i jej wrodzona ciekawość zmusiła ją do rozwiązania zagadki.
Na nieśmiało zadane pytanie jeden z panów stwierdził, że sytuacja rzeczywiście może wygląda dziwnie, ale nie ma w niej nic tajemniczego: „Jesteśmy pracownikami firmy X, zwykle pracujemy w Z., ale z racji urlopów oddelegowali nas tutaj. Właśnie skończyliśmy dyżur i wracamy do Z. autobusem. No i wpadliśmy na pomysł, jak sobie uprzyjemnić nudną podróż. Siadamy tu przy oknie, bo stąd widać, jak autobus wyjeżdża zza zakrętu. A jak go już widać, to wtedy szybciutko wypijamy wódeczkę, a zanim zacznie działać, to zdążymy dobiegnąć do przystanku, kupić bilet i usiąść gdzieś wygodnie. I wtedy wódeczka zaczyna fajnie działać i podróż szybciej mija…”.
Dodaj anonimowe wyznanie