Ostatnio z nudy i ciekawości zapytałam rodziców, jakie były ich najmilsze wspomnienia związane z moim dzieciństwem, oto kilka przykładów, jakie mi podali:
- (tata) Pamiętam, jak to kiedyś nosiłem cię na rękach i śpiewałem, żebyś wreszcie zasnęła, wtedy poczułem taki dziwny zapach, pomyślałem wtedy „Aha, trzeba zmienić pampersa”, do tej pory pamiętam, jak po pas się osrałaś, a jak śmierdziało... o matko...
- (mama) Któregoś razu poszliśmy na mszę do kościoła i jak zwykle musieliśmy pod nim stać, bo z tobą nie dało rady wejść do środka, bo byłaś takim dzikusem, powiedziałam ci dla świętego spokoju, żebyś pozbierała stokrotki, które rosły po bokach i żebyś dała je babci, kiedy skończy się msza. Nigdy nie zapomnę, jak wyrwałaś takiego wielkiego badyla z korzeniami i pobiegłaś zanieść go babci do kościoła, wrzeszcząc jak debil.
CZYLI TO BYŁY ICH NAJMILSZE WSPOMNIENIA?
Mój chłopak rapuje, gra czasem różne koncerty. Został zaproszony na koncert do Krakowa, no więc w drogę. Zameldowaliśmy się w hostelu, okazało się, że w tym samym miejscu będzie znajomy chłopaka, z którym ten nagrał utwór. Chciałam go poznać, bo podoba mi się jego twórczość. Chwilę po przedstawieniu się, wymianie uścisków dłoni, zachciało mi się do łazienki. Były strasznie brzydkie, podwójne kabiny, brak możliwości zamknięcia się od środka. Wchodzę dziarsko, pewnym krokiem, otwieram drzwi od jednej kabiny, a tam... ten typ, którego poznałam moment wcześniej, beztrosko sobie srał. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, nie wiedziałam, czy ja spaliłam większego buraka czy on. Wybiegłam, potykając się o własne nogi.
Przez kolejne dwa dni nie mogłam spojrzeć mu w oczy (+mój facet się ze mnie nabijał), a pech chciał, że byliśmy skazani na swoje towarzystwo.
Jeśli chcecie zrobić dobre wrażenie na człowieku, którego szanujecie za twórczość i przed chwilą mieliście okazję go poznać, proponuję wejść mu do kibla. Gwarantuję, że chociaż Was zapamięta, no i poznacie się od dupy strony.
Swego czasu byłam na tyle głupia, żeby na fejsie zaakceptować zaproszenia od moich dwóch cioć – największych plotkar w całej rodzinie. Kilkukrotnie zdarzało się, że zamieszczałam post u siebie na wallu albo zostawiałam komentarz, a potem dostawałam telefon z pretensjami od mamy, że co ja sobie wyobrażam i w internecie zamieszczam, „bo ciocia powiedziała, że...”. Najgorsze, że najczęściej to były naprawdę całkowicie niewinne rzeczy, typu zdjęcie z imprezy z butelką piwa (nie jakieś wyuzdane czy wulgarne, zwykła fotka z pubu ze znajomymi) czy jakaś sarkastyczna uwaga na bieżące tematy. Jestem całkowicie dorosła, właśnie kończę studia.
Po którymś już ataku i złośliwych komentarzach podczas wizyty w domu rodzinnym, zablokowałam ciotkom dostęp do moich postów. Na wszelki wypadek do wyjątków dodałam też kuzynki i siostrę, której kartą przetargową w zatargach było donosicielstwo. Czasami dla niepoznaki dodaję jakiś post widoczny dla wszystkich, ale zawsze do bólu neutralny i lakoniczny.
Świeże familijne komentarze się skończyły, ale czasami matka wypomina mi jakiś post sprzed 5 lat. Jedna z ciotek chyba się zorientowała, że ją blokuję. Kuzynka najprawdopodobniej zablokowała mi widok zdjęć jej nowo narodzonego synka, bo cała rodzina zachwyca się zdjęciami na Facebooku, a ja nie mogę ich znaleźć.
Nie wiem, czy mam je przepraszać, czy olać sprawę. Przynajmniej częściowo zahamowałam wredny rodzinny stalking. Rodzina i media społecznościowe nie idą w parze.
Gdy szłam na rozmowę o pracę, byłam dość zdenerwowana, przed budynkiem postanowiłam jeszcze się przejrzeć w lusterku i poperfumować. Jak się okazało, zamiast perfum spakowałam do torebki małą piankę do golenia... Na szczęście udało mi się w miarę powycierać, ale zapach typowy dla pianki do golenia został.
PS Dostałam tę pracę :)
Jestem budowlańcem i ostatnio nasza ekipa dostała zlecenie ocieplenia bloku w jednym z większych miast. Niby nic nadzwyczajnego, ale gdy w połowie bloku montowałem rusztowanie, jakaś nastolatka masturbowała się ogórkiem patrząc w okno... Centralnie na mnie.
Jeżeli czytasz to, młoda damo, to chciałbym zadać Ci pytanie. Czemu?! Po prostu czemu?!?!?!
Zawsze chciałem być niezależny, więc chciałem jak najszybciej się wyprowadzić, żeby nie mieszkać z rodzicami. Po jakimś czasie przedstawiłem im moją dziewczynę. Mama bardzo ją polubiła, a że są podobnej sylwetki i wzrostu, to zaczęły wymieniać się ciuchami. Ale mało tego, po tygodniu mama zrobiła sobie nawet taką samą fryzurę jak moja dziewczyna, do tego makijaż, rzęsy, brwi, ogólnie wszystko.
Ogólnie zrobiłem wszystko, żeby nie mieszkać z mamą, a teraz mam jedną jej wersję u niej w domu i jedną u siebie. Fuck.
Mam dziewczynę. Moją dziewczynę trudno zrozumieć, myśli nieszablonowo i nieschematycznie, trudno mi odgadnąć co ma na myśli, a jej pomysły są całkowicie szalone i nieprzemyślane. To jest ten typ, który potrafiłby zadzwonić o 3 w nocy, by powiadomić cię, że idzie po ciebie i wyruszacie na przygodę – będziecie chodzić po dachach w środku zimy albo włamywać się do opuszczonych domów na wsiach. Przykłady z życia, a nie z tyłka wzięte, ale uwielbiam ją za to. Gra też w gry, jest całkiem oczytana – dla mnie idealna.
Ostatnio stwierdziliśmy, że zaszalejemy i oboje wynajmujemy po pokoju w tym samym mieszkaniu (chciałem razem, ale ona stwierdziła, że to uwłacza jej niezależności i to zaakceptowałem). Jako że ja mam na popołudnia, wstaję wcześniej i robię jej śniadania. Lubię gotować i lubię patrzeć jak się zajada, a ona nie powinna mieć wstępu do kuchni, nieraz zatruła mnie, siebie i innych. Zawsze zjada wszystko, nie wybrzydza. Ale ostatnio zauważyłem coś niepokojącego. Kupiłem lody, bo chciałem jej zrobić niespodziankę. Schowałem, a następnego dnia ich nie ma. Jej nie ma co podejrzewać, bo kuchnią się nie obsługuje, pytam współlokatora – nie ma. Pytam się dziewczyny, przyłapana na gorącym uczynku – cały litr lodów zjedzony. Przeprosiła, poszła odkupić. Kupiła dwa litry. Z tym drugim poszła do pokoju, wróciła z pustym opakowaniem. Stwierdziłem, że pewnie ma okres, nie ma się czym przejmować.
Potem zamówiliśmy pizzę, bo zapraszaliśmy znajomych na parapetówkę. Kilka dużych, jedna mniejsza. Wyszedłem kupić alkohol, wracam – puste opakowanie po pizzy na stole. Pytam się dziewczyny, czy już ktoś przyszedł. „Nie, to ja zjadłam”. Zjadła dużą pizzę. Całą, sama. A gdy przyszli znajomi, zjadła pół następnej. Jest niska i szczupła, sprawdzałem jej wagę, dla mnie to niemożliwe, by tyle jadła.
Chciałem to sprawdzić, więc zaprosiłem ją do restauracji i powiedziałem, że ja płacę.
„Chyba cię pogrzało” – powiedziała, zamówiła kilka swoich ulubionych przysmaków, a potem zjadła jeszcze moje pierogi ruskie i zapłaciła. Niemal nic nie zjadłem.
Nie wiem, czy jest człowiekiem, ale jest najlepsza :D
Mam 17 lat. Pochodzę z patologicznej rodziny, ojciec bił nas i był/jest alkoholikiem. Miesiąc temu trafił do więzienia. Mimo tego wszystkiego co zrobił, cały czas go usprawiedliwiałam, wmawiając sobie, że alkoholizm to choroba i on nie miał na to wpływu.
Około trzy tygodnie temu byłam w odwiedzinach w zakładzie karnym. Po tym, jak dowiedziałam się, że nie znajduję się na liście najbliższych osób, którą wypisywał on, a co za tym idzie, nie mogę wejść się z nim spotkać, coś we mnie pękło. Popłakałam się, zanim zdążyłam odejść od bramy. Nie wiem kiedy stamtąd wyjdzie, ale postanowiłam nie wybaczać tym razem. Nie szukać dla niego usprawiedliwień za to, co nam robił i za to, że cały czas ma nas gdzieś.
Poranek – szybka kawa, lekki makijaż, mały kac, niewyspanie po imprezie i do pracy na ósmą. Mieszkam spory kawałek od pracy, więc niestety muszę jeździć wcześnie rano autobusem o 6.35, aby być na czas. W moim budynku znajduje się winda, na szczęście. Mam mieszkanie na szóstym piętrze, więc oczywiste jest, że codziennie korzystam z windy. Jak to zwykle bywa, o 6.15 wchodzę do windy. Niestety, okropny ból brzucha i wiem, co nadchodzi po kawie z mlekiem i alkoholem zmieszanym wczorajszej nocy... kacowa sraka. Myślę – dam radę, nie mogę wrócić do domu, bo się spóźnię, przetrzymam. Zwykle nikt nie wchodzi o tej porze do windy, czasami starszy pan z psem z czwartego piętra. Mijając to piętro, puściłam głośno wiatr, aby trochę sobie ulżyć i zadowolona jadę dalej. Smród był okropny. Nagle winda zatrzymuje się na drugim piętrze i wchodzą dwaj mężczyźni – chyba goście od sąsiada, po świętowaniu urodzin. Tej ciszy nie zapomnę do końca życia... Sprawdzając nerwowo telefon, zobaczyłam, jak zakrywali nos i coś szeptali między sobą, śmiali się.
Wracając z pracy, rozglądałam się, czy nie spotkam przypadkiem tamtych dwóch mężczyzn. Wchodzę do windy... i zaniemówiłam Wiecie dlaczego? Na szybie widniał napis: „TAKA ŁADNA, A TAK SIĘ ZESRAŁA”.
Mam ponad 20 lat, skończone technikum samochodowe. Znam się prawie na wszystkim. Pracuję jako operator koparki – może nie praca marzeń, ale dobrze płatna. Po pracy naprawiam samochody lub pomagam w gospodarstwie. Soboty spędzam zawsze z dwoma kolegami, bo ile można pracować od 6 rano do 22 wieczorem? Nie mam życia prywatnego. Czemu mam tylko dwóch kolegów? Bo się jąkam od urodzenia i ludzie są do tego uprzedzeni. Taka mała rzecz niszczy moje życie. Każda dziewczyna, którą poznam, chce się tylko przyjaźnić. Czemu? Jestem podobno przystojny, potrafię zadbać o kogoś, na kim mi zależy, wszystko jest dobrze, póki nie odezwę. Gdy widzę, jak niektórzy mnie unikają, robi mi się przykro, czuję się samotny i uciekam w pracę, żeby o tym nie myśleć. Czy jest na to lekarstwo? Tak. Gdy mi na kimś zależy, zakochuję się, czuję się bezpieczny i jest dużo lepiej, jąkanie ustępuje, ale nasila się pod wpływem stresu. Czemu o tym piszę? Bo mam teraz dwa wesela i nie mam z kim iść. Moje koleżanki chętnie pójdą na wesele z obcą osobą, ale nie z jąkałą. Wszyscy mi zazdroszczą tego do czego doszedłem pracą, a ja zazdroszczę innym, że mają dla kogo wrócić do domu, bo czasem sobie myślę, że mogę zasnąć i się nie obudzić i nikt by nie zauważył braku mojej osoby.
Dodaj anonimowe wyznanie